Mężczyźni nie rozumieją, że gwałcą

Rozmowa Betlejewskiego z Ewą Rutkowską z Feminoteki

Pierwsza rozmowa z cyklu rozmów radiowych na antenie RDC, 101fm w Warszawie, z Ewą Rutkowską z Feminoteki odbyła się we wtorek 2 czerwca 2015 roku.
Zaczynam od zapowiedzi projektu Niechcetego, gdzie przedstawiam siebie w figurze sprawcy gwałtu. Jestem mężczyzną, a więc potencjalnym sprawcą.
Odnoszę się do faktu, że ja, jako młody mężczyzna, nie otrzymałem żadnej edukacji antyprzemocowej w kontekście zachowań seksualnych. Proszę panią Rutkowską o pomoc w stworzeniu programu edukacyjnego dla mężczyzn. Oświadczam, że chciałbym doprowadzić do stworzenia słuchowiska instruktażowego dla mężczyzn, która w czterdzieści pięć minut mogłaby im z grubsza wyjaśnić, kiedy ich zachowanie może być odbieranie jako niepożądane i szkodliwe.

Pani Rutkowska odnosi się do karalności mężczyzn, która w kontekście gwałtu i molestowania wcale nie jest oczywista. Wielu mężczyzn unika kar lub wyroki są im łagodzone nawet za gwałty ze szczególnym okrucieństwem i gwałty zbiorowe.

Podaje przykład reklamy, w której tata z synkiem zajadają czekoladki, a mama przynosi im z kuchni jedzenie. To oni ukazani są jako „panowie świata” a kobieta jako osoba usługująca. Ten portret kobiety może stać u źródła przemocy.

Stwierdza, że czterdziestopięciominutowy wykład, nawet jeśli bardzo ciekawy, mógłby nie wystarczyć jako przeciwwaga dla socjalizacji mężczyzn do kultury gwałtu.

Wesprzyj #Medium

Zgadzam się z panią Rutkowską, że role społeczne są bardzo istotne w zrozumieniu zjawiska przemocy, ale wskazuję na fakt, że kobiety były gwałcone i są gwałcone niezależnie od tego w jakiej kulturze żyją i w jakich rolach są obsadzane. Zastanawiam się więc, czy role kulturowe są tu najważniejsze.

Oczywiście rola mizoginii jako zjawiska ogólnokulturowego jest nie do przecenienia, ale…  czy jej wyrugowanie jest w ogóle możliwe? Czy nie powinniśmy się raczej skupić na wczesno-wychowawczych aspektach edukacji?

Opowiadam o tym, że ja, jako chłopiec, odbierałem edukację antyprzemocową do czasu, kiedy pomiędzy mną a dziewczynkami nie pojawił się kontekst seksualny. Gdy miałem 5-9 lat, mówiono mi, żeby nie bić dziewczynek, żeby nie ciągnąć za warkocze itd. ale kiedy stałem się starszy, już nie słyszałem, żeby nie łapać dziewczynek za biust, nie całować, jeśli tego nie chcą itd. Nagle edukacja się urwała, a starsi nabrali wody w usta.

Pani Rutkowska nie do końca się ze mną zgadza i podkreśla że role kulturowe, w których kobieta ma rolę podrzędną, są powodem przemocy seksualnej – bo ta jest sposobem na budowanie hierarchi.

Dziewczynki są uczone, że mają reagować pozytywnie na tak zwane „końskie zaloty”.

Zwracam uwagę, że tu sprawa się komplikuje, gdyż dziewczynki często chcą tych zalot, gdyż uważają je za objaw uznania dla ich urody i zainteresowania ze strony chłopców. Pytanie więc, jak rozmawiać z młodymi ludźmi, by z jednej strony nie zablokować ich rozwoju erotycznego, a z drugiej uwraźliwić na przemoc seksualną.

Zgadzamy się z panią Ewą, że nie mamy edukacji seksualnej w szkołach, co jest problemem palącym.

Ewa Rutkowska zauważa, że w polskim prawie nie ma rozwiązań dotyczących tak zwanego seksu na randce. Nikt nikogo nie pobił, a jednak było to nadużycie. Do tego może prowadzić zgoda na „końskie zaloty”. Dziewczynki są uczone, że ich wartość zależy od tego, jak wiele uwagi są w stanie zebrać od mężczyzn. Pytanie: jak zachowując prawo dziewczynek do bycia stroną aktywną w seksie, nie doprowadzić do tego, że ktoś jest krzywdzony.

Nieszczęście polega na tym – mówię – że wyrażenie „edukacja seksualna” zostało w Polsce niezwykle zwulgaryzowane. Przeciwnikom wydaje się, że będą to lekcje o tym, jak wprowadzać członka do pochwy, czyli o technikach seksualnych, podczas gdy chodzi przecież o całą niezwykle skomplikowaną sferę emocji, relacji i zachowań.

Poruszamy jeszcze wiele innych wątków, a kończymy na molestowaniu w miejscu pracy.

Główne zdjęcie artykułu pochodzi z biblioteki zdjęć Rafała Betlejewskiego