Żyd, który chciał być Polakiem

https://www.flickr.com/photos/jakobwalter/

Betlejewski: A jak Pan się przedstawiał wtedy?

Bergman: Bronisław Krawczyk.

Betlejewski: Aha.

Bergman: Brat przyjechał i powiedział: – Słuchaj, mama się obawia, że ktoś ją poznał.

Betlejewski: Z Kielc przyjechał brat?

Wesprzyj #Medium

Bergman: Z Kielc. Powiedział do ojca „przyjeżdzaj i ratuj”. Ojciec pojechal, wziął ich wszystkich do Częstochowy. W Częstochowie jeszcze było getto, ale warunki były dobre w Częstochowie, bo ludzie pracowali dla Niemców, udało im się cudem i oni teraz byli w gettcie częstochowskim, a ja z ojcem mieszkałem tam i szukałem zarobku. My nie mieliśmy ani znajomych ani pieniędzy – byliśmy goli. Ja potem zacząłem handlować na Kercelaku, to było miejsce gdzie wszyscy złodzieje, badnyci, się zbierali i handlowali. Wszystko, co sprzedawali, było kradzione. To było na rogu Wolskiej przy Żelaznej, przy Towarowej. Olbrzymi plac – plac Kercelego, bardzo słynny plac. Można było kupić stare pierzyny, moimi kolegami byli mordercy. I oni mnie przyjęli nie widząc, że jestem Żydem. Byli tacy dobrze dla mnie ci bandyci, tacy szlachetni ludzie i pomagali mi i udało mi się, kupiłem  spodnie stare, które już były do wyrzucenia i ktoś nam powiedział, że jest krawiec, który je tak zreperuje, że nie będzie można poznać czy nie są nowe, z tym, że można je było nosić tylko raz (uśmiech). Położyłem te spodnie na ramieniu i chodziłem tak jak inni, aż sprzedałem i tak zacząlem handlować starymi rzeczami, pióra wieczne i zarabiałem na chleb, nie na życie i ojciec też zaczął handlować podobnie i potem, ni stąd ni zowąd, brat przyjechał znowóż „ratuj” mówi, „likwidują częstochowskie getto” i znów powiedział umówiłem się z mamą i z bratem, że będą na nas czekać po drugiej stronie muru w tym i w tym miejscu. Ojciec pojechał z bratem, przywiózł ich do Warszawy. On był prawdziwym bohaterem, mój ojciec. Przywiózł do Warszawy i co teraz? Wziął gazetę i tam było napisane, że jeden Pan Mieczysław Nawrocki na Wolskiej 6, chce sprzedać swoje mieszkanie z tym, że trzeba mu dać miesiąc czasu, żeby się wyprowadził, więc szczęśliwy pojechał do niego i jakoś zgodzili się co do ceny, że ojciec wpierw będzie wynajmował, a potem kupi. I wprowadziliśmy się do tego mieszkania na Wolskiej 6 z tym, że Pan Nawrocki nie wiedział o matce ani o starszym bracie, bo mama bała się wyjść, mój brat, który miał wspaniały wygląd polski – blondyn niebieskooki – miał strach w oczach i on się bał wyjść, także oni byli zamknięci w kuchni, a Pan Nawrocki szedł do pracy codziennie, to wtedy opuszczali kuchnie, no i ja w końcu dostałem pracę, a Gienio pamiętam – mój młodszy brat, ten głuchy, zbuntował się i uciekł z mieszkania i znalazl czytelnię publiczną i codziennie od rana do wieczora czytał książki w czytelni (śmiech).

Betlejewski: Chodził tam jako chrześcijanin?

Bergman: Tak, tak. Eugeniusz Krawczyk. I ja potem jakoś cudem dostałem pracę, ktoś mi polecił i byłem asystentem dla asystenta w piekarni cukierniczej na Miodowej 24, na rogu Długiej u Pana Stefana Buzego. Stefan Buze byl Falksdeutsch’em i każdy kto tam pracował dostał dokument ausweiss, że pracuje dla przemysłu niemieckiego i jak dostałem ten ausweiss to czułem się ważny, bo Niemcy zatrzymywali – Żydów nie było – ja myślalem, że jestem ostatnim Żydem, a Niemcy zatrzymwali Polaków prawie na każdym rogu „ausweiss bitte” jak pokazywałem to z wronąd to mnie puszczali. Ja uciekłem tuż przed powstaniem nie wiedząc, że powstanie wybuchnie.

Betlejewski: W gettcie jest jeszcze około 70 tysięcy Żydów.

Bergman: Ja się tym nie interesowałem.

Betlejewski: 300 tysięcy zostało wywiezionych już do Treblinki.

Bergman: Ja się tylko interesowalm tym, żeby włożyć coś do ust, także ja nie wiem, ilu Żydów było. Jak dostałem tę pracę, to nasze życie się zmieniło, zarabiałem bardzo mało, najmniej, ale na chleb także ja żywiłem rodzinę. (uśmiech) Taki  tam jeden wypadek raz mi się zdarzył  przy pracy. Jednym z moich obowiązków było wyjęcie brytfanny – pan wie co to jest brytfanna?

Betlejewski: Tak.

Bergman:  Z pieca z ciastkiem i trzeba było położyć, żeby ostygło na ziemi. Pamiętam: wyjąłem bryftanny i widziałem, że do brytfanny ze spodu było przyklejone do niej jakby dwa banknoty zielone, zobaczyłam i widzialem „five dollars” to myślałem, że to jest 5 dolarów. To idę do pana Buze, a Pan Buze był pijak, wiecznie był pijany, pracowałem w nocy – wtedy musiała być jakaś 5 rano – zapukałem do niego do szklanych drzwi i chcę mu dać te banknoty, a on zaczął na mnie wrzeszczeć „Kurwa w dupe mać, jak ty śmiesz mnie budzić” i zaczął na mnie tak krzyczeć i grozić mi, że uciekłem i postanowiłem, jak on się obudzi rano, to te dam banknoty. Godzinę później otworzył drzwi z krzykiem „Policja, obrabowano mnie” (śmiech) ja tu mam te dwa banknoty i już nie mogę teraz zwrócic, bo jestem złodziejem. (śmiech) No i on zamnkął drzwi, wezwał policję, przyszedł nawet Niemiec, ustawił wszystkich robotników w szeregu i zaczął rewidować kieszenie, ja byłem najmniejszy i najchudszy i ostatni, a nie wiem dlaczego mówi „idź i kup mi papierosy na przeciwko”. Poszedłem, kupiłem papierosy, włożyłem banknoty w rękach między podszewką i wróciłem i jakoś mnie już wtedy nie kontrolowano. A później, Pan Buze z żoną śmieci własnymi rękoma. (uśmiech) Wieczorem dowiedziałem się nazajutrz, że przyszli policja i u każdego u robotnika, u prawie każdego wyrywali podłogi, rozpruwali pierzyny szukali tych banknotów. A wróciłem do domu dałem ojcu te dwa banknoty, powiedzialem mu o co chodzi z tą historią powiedziałem to jest 5 dolarów „to nie jest 5 dolarów, to jest 50 dolarów” (uśmiech), czyli to było 100 dolarów.

Betlejewski: 100 dolarów to był majątek.

Bergman: Tak. Za 100 dolarów do Turcji może jechać jedna osoba i ojciec powiedział tak „albo wszyscy, albo nikt” i nikt nie pojechał do Turcji i ojciec użył te 100 dolarów, żeby żyć z tego.

Betlejewski: To jest Polskie Radio RDC, nadajemy z Warszawy. Rozmawiamy o światowych tematach, o różnych ciekawych rzeczach, no ale dzisiaj ta rozmowa, no przechodzi moje najśmielsze oczekiwania, rozmawiamy z Boruchem Bergmanem, polskim Żydem, który pamięta Warszawę z czasów okupacji, nie tylko Łódź, także Poznań sprzed wojny, który pamięta to, co działo się w getcie warszawskim. I dochodzimy powoli do tego czasu w naszej rozmowie, kiedy ma wybuchnąć czy wybucha powstanie w getcie, to jest kwiecień 1943 roku. Jakiego rodzaju postawy widział Pan po stronie polskiej? Jak reagowali chrześcijanie na getto na zagłady Żydów, na likwidację całego społeczeństwa przecież?

Bergman: Społeczeństwo polskie w Warszawie, bo ja byłem w Warszawie wtedy, także ja nie mogę mówić o innych, cierpialo na obłęd narodowy. Nienawiść do Żydów byla tak bezgraniczna i dla mnie niezrozumiała, że trudno sobie wyobrazić, do tego stopnia, że jak witałem się z kolegami, którzy nie wiedzieli, że jestem Żydem witaliśmy zamiast powiedzieć „dzień dobry” to mowiliśmy „skurwysyny Żydy”. Pamiętam, że był okres, gdzie w każdym sklepie warszawskim już getta nie było, Żydów nie było ja myślałem, że jestem ostatnim Żydem przy życiu. W każdym sklepie warszawskim byl napis, jest wystawa, która się nazywa „żydowska zaraza” i wszyscy ludzie powinni tę wystawę zobaczyć, ja poszedłem na tę wystawę  i tam naukowo stwierdzono, że krew żydowska jest inna od chrześcijańskiej i że ludzie – Żydzi – fizycznie mają inne składniki jak chrześcijanin.

Betlejewski: To była wystawa gdzie?

Bergman: W Warszawie.

Główne zdjęcie artykułu pochodzi z portalu www.flickr.com
Autor: Jakob Walter