Medium Publiczne

Czy Anders Breivik dokonał po prostu rytuału „kozła ofiarnego”?

Trafiła mnie ta myśl nagle jak olśnienie. Czy to możliwe, żeby niepojęte wypadki indywidualnych zamachów terrorystycznych, w których sprawcami są zwykli ludzie, prywatne osoby, nieumocowane w światowych organizacjach terrorystycznych, takie jak Anders Breivik w Norwegii, były wynikiem działania zasady „wykluczania kozła ofiarnego”!?

Thimothy McVeigh i Terry Nichols – zamach na budyenk w Oklahoma City, 19 kwietnia 1995.

Eric Harris i Dylan Klebold – zamach na szkołę Columbine, 20 kwietnia 1999 roku.

Wyczyn Breivika The New York Times nazwał: niewyjaśnialnym…

Kiedy opisujemy te wydarzenia, używamy zwrotów typu: „niewiarygodne”, „niewytłumaczalne”, „niezrozumiałe”, pytamy: „dlaczego?” i „jak można coś takiego zrobić?”. Najczęstsze racjonalizacje idą w stronę teorii psychologicznych – złego wychowania, braku czułości w domu, wpływu zgubnej ideologii, problemów osobistych, niskiej samooceny, braku akceptacji ze strony otoczenia. Ale czujemy, że na rzeczy może być coś więcej. Szczególnie, że akty „prywatnego terroru”, który Amerykanie nazywają „terroryzmem samotnych wilków” wydają się coraz częstsze. Jeśli nawet ich sprawcy afiliują się z jakimiś ruchami, to jednak najczęściej wyglądają na „prywatnych wariatów”. Właściwie skąd to się bierze – pytamy. Jak to możliwe, że w społeczeństwach, w których właściwie „wszystko jest”, pojawiają się ludzie, którzy dokonują wybryków podważających znaczenie wszystkich wartości, jakie uważamy za istotne. Nie tylko podważają nasze zaufanie w ludzi, sąsiadów (może któryś z nich okaże się takim wariatem), to w dodatku napełniają nas pesymistycznymi ocenami co do jakości życia społecznego w ogóle. Dają nam do myślenia: czy z zachodnimi społeczeństwami coś jest nie tak?

Co by więc było, gdyby się okazało, że ci ludzie działają na nasze globalne zapotrzebowanie?

Zapotrzebowanie nieuświadomione, niezwerbalizowane, ale donośne i nieusuwalne.

Tknęła mnie ta myśl po rozmowie, jaką odbyłem ze specjalistą zajmującym się badaniem życia społecznego mrówek, Pawłem Mazurkiewiczem. Właściwie nie tyle zaintrygowały mnie same mrówki ile pytanie, które pojawiło się pod koniec rozmowy: czy można by stworzyć ogólną teorię społeczeństwa, dotyczącą dowolnej grupy społecznej… Inaczej mówiąc, czy – tak jak chociażby w przypadku systemów informacyjnych, które podlegają pewnym prawom, niezależnie od tego w jakiej wyrażają się formie – społeczeństwa organizują się w oparciu o jakieś generalne, abstrakcyjne zasady, które nie są zależne od formy danego społeczeństwa. Gdyby tak było, czy to w przypadku mrówek, czy termitów, ludzi czy kosmitów, pewne zjawiska występowałyby zawsze. Jak choćby specjalizacja jednostek na rzecz wyższych potrzeb grupy.

I wtedy nagle przypomniał mi się Rene Girard, francuski filozof, który sformułował zasadę „kozła ofiarnego”. Na podstawie swoich badań Girard stwierdził, że mechanizm kozła ofiarnego jest jednym z najgłębiej zaszytych mechanizmów w podświadomości społeczeństw ludzkich i stoi u zarania wszystkich rytuałów, które w konsekwencji dały coś tak wyrafinowanego jak religia.

Rene Girard

Girard mówi mniej więcej tak: wczesne grupy społeczne nie miały aparatu pojęciowego pozwalającego im na ocenę własnego położenia w sytuacji pojawiających się obiektywnych zagrożeń takich jak na przykład susza, ogień czy epidemia, a które mogły zagrażać spójności i przyszłości całej grupy. W związku z tym, winę za zaistniałą sytuację grupa zrzucała na jednego ze swoich członków, najlepiej na kogoś, kto ze względu na swoje cechy jakoś się do tego nadawał, wyróżniał: kuternogę, albinosa, starą kobietę itd. – czyli osobę w jakiś sposób ułomną, najsłabszą. Oczywiście obwiniona osoba nie czuła się w żaden sposób odpowiedzialna za niefortunny stan rzeczy, jednak jej zapewnienia nie miały dla grupy nigdy żadnego znaczenia. Usunięcie fatalnego zagrożenia (susza, głód) mogło się odbyć poprzez grupowe zabicie lub wygnanie wytypowanej osoby. Taki rodzaj przemocy nie ma sprawcy, gdyż w zbrodni uczestniczą wszyscy. Zaspokojona horrorem morderstwa grupa mogła już tylko w spokoju oczekiwać usunięcia zagrożenia.

W dalszym procesie deformacji mechanizmu kozła ofiarnego następuje dołączenie do niego ideologii mistycznej, elementu przebłagania bóstwa, oraz zastąpienia ofiary ludzkiej protezą w postaci kukły lub zwierzęcia, by w końcu zaszyfrować się w jeszcze bardziej symboliczne znaki. Mechanizm jednak pozostaje niezmieniony.

Girard twierdzi, że ów mechanizm nie tylko był na początku, ale stał się źródłem całej ludzkiej kultury. Można więc pomyśleć, że ma charakter nieusuwalny! Coś tak głęboko tkwiące w rudymentach musi działać nadal, niezależnie od tego, czy tego chcemy, czy nie!

Girard mówi dalej, że chrześcijaństwo jako pierwsza religia „zdekonspirowała” mechanizm kozła ofiarnego i nazwała po imieniu sprawców. Chrystus jako „kozioł ofiarny” pokazuje nam wszystkim: „jestem niewinny. W moim ukrzyżowaniu jak na dłoni widzicie zło, które mi wyrządzacie. Widzicie, że to nie ja, tylko WY jesteście winni. Na WAS spływa moja krew”.

Oczywiście chrześcijaństwo nie od razu dopięło swego i nie zostaliśmy w pełni uświadomieni. Trzeba było jeszcze globalnej zemsty na Żydach za śmierć Jezusa, byśmy w końcu dostrzegli „mechanizm kozła ofiarnego” w całej jego banalnej nagości.

Holocaust.

Europa i USA XXI wieku to świat po Holocauście. Świat Zachodni to świat w którym mechanizm kozła ofiarnego został zablokowany.

Od 70 lat wiemy, czym jest wykluczenie społeczne i do jakich zbrodni może prowadzić. Wiemy, czym są pogromy Żydów, czym jest zamykanie w obozach homoseksualistów, Cyganów, osób niepełnosprawnych itd. Przećwiczyliśmy to wszystko zbyt dokładnie. Wiemy, czym jest nienawiść rasowa, czym jest nienawiść religijna, czym jest wskazywanie palcem winnych wszystkich problemów. Ze zgrozą i zrozumieniem patrzyliśmy jak Tootsie mordują Hootu i potrafiliśmy dokładnie opisać wszystkie towarzyszące temu zjawiska.

Jesteśmy mądrzy. Zbyt mądrzy by pozwolić sobie na strukturalne wytykanie palcem.  Nie wyobrażamy sobie, żebyśmy mogli zgodzić się na strukturalne gnębienie blondynów, gejów, kobiet, dzieci, niewidomych, Żydów, czy Syryjczyków. To po prostu nie przejdzie.

Mechanizm kozła ofiarnego został więc na poziomie strukturalnym zablokowany. Ma to swoje odzwierciedlenie nie tylko w praktyce, ale i prawie.

Czy jednak oznacza to, że przestał działać?

Jeśli jest tak, jak twierdzi Girard, że ten mechanizm jest jednym z najgłębiej zaszytych mechanizmów kulturosprawczych, to chyba nie należy się spodziewać, że przestał istnieć. Raczej, że został wyparty…

Wraca pytanie: jak bardzo jesteśmy zdeterminowani społecznie? Chcemy wierzyć, że jesteśmy wolnymi jednostkami, które dokonują własnych wyborów i mają wpływ na swoje decyzje. Niektórzy z nas, pewnie tak. Ale czy wszyscy? A co jeśli społeczeństwo – tu wracam do pytania postawionego przy mrówkach – rządzi się jakąś arbitralną zasadą, która działa niezależnie od tego, jakie formy przyjmuje życie społeczne? Co jeśli niezależnie od moralnych mitów i wyobrażeń zawsze pozostają ludzie, którzy będą zdeterminowani przez te zasady?

I teraz wracam do zasadniczej tezy, do tego, co mnie tak olśniło: otóż co jeśli wyparty po Holocauście mechanizm kozła ofiarnego nadal działa, jednak teraz przejawia się w pokraczny sposób poprzez „prywatny terroryzm”?

Co jeśli Breivik idzie zabić studentów, gdyż my wszyscy sobie tego głęboko życzymy?

W swojej teorii Girard mówi o tworzeniu sobowtórów, ludzi którzy zbliżają się do siebie w swoich dążeniach i upodobaniach, tak, że stają się nierozróżnialni. Mówi też o rywalizacji sobowtórów o ciągle niewystarczające te same zasoby. Wykluczenie kozła ofiarnego pozwala tym nienawidzącym się ludziom na chwilę na nowo się ze sobą zbliżyć. Dwóch sąsiadów w miesteczka Wilanów, pracujących w identycznych korporacjach, jeżdżących identycznymi samochodami na te same wakacje, może na chwilę porozmawiać o świecie, o tym, co zrobił Breivik i wspólnie wzmóc się moralnie. Po takiej rozmowie każdy może pomyśleć o drugim, ze w sumie fajny z niego chłop.

Czyż nie dokładnie o to chodzi  z kozłem ofiarnym?

Całe szczęście, że mój kolega, filozof, Tomek Stawiszyński zajmuje się Rene Girardem zawodowo, więc się z nim skonsultuję. W końcu olśnienia mogą być mylne.