Happy Birthday należy do Warnera!

Happy Birthday To You jest chroniona prawami autorskimi, które należą do Warner Music Group. To być może najbardziej kuriozalny przykład na prawdziwą naturę praw autorskich.

Pół biedy, jeśli dzieci zaśpiewają tę piosenkę koleżance na prywatnych urodzinach. Ale jeśli już załadujesz do sieci film, na którym dzieci śpiewają tę piosenkę możesz otrzymać telefon od adwokatów Warnera. Natomiast jeśli twój film ma jakiekolwiek komercyjne znaczenie nie będzie mógł być rozpowszechniany, jeśli Warner nie wyrazi na to zgody – czytaj, jeśli nie zapłacisz Warnerowi haraczu.

Jak to możliwe? Ano tak, że zgodnie z amerykańskim prawem, Warner wszedł w posiadanie praw do piosenki w 1988 roku po tym, jak korporacja za 25 milionów dolarów kupiła firmę Birchtree Ltd. która w owym czasie miała prawa do piosenki. Wartość Happy Birthday oceniono wtedy na 5 milionów.

Powstaje pytanie, jak w 2015 roku można limitować dostęp do piosenki popularnej na całym świecie, która została stworzona w XIX wieku? Czy to nie wyraz korporacyjnej patologii współczesnego świata? Dlaczego Warner, który nie ma nic wspólnego ani z twórcami piosenki, ani z ich spadkobiercami ma czerpać zyski z czegoś, co wydaje się być naszym wspólnym dobrem? Jeśli ktokolwiek – jakaś jedna wyznaczona organizacja – ma czerpać zyski z czegoś, co należy do nas wszystkich, to dlaczego ma być to akurat ta prywatna korporacja amerykańska?

Jeżeli już mielibyśmy płacić za Happy Birthday i za wiele innych elementów światowej kultury, to czy nie powinna istnieć jakaś organizacja pożytku publicznego, która w zamian za te pieniądze wspierałaby rozwój kultury, edukację dzieci, wydawnictwa książkowe i muzyczne, młodych artystów?

Wesprzyj #Medium

A zyski te nie są małe. Ocenia się, że Warner rok rocznie kasuje około 2 milionów dolarów za użyczenie praw do piosenki. W USA prawa wygasną w 2030 roku. W Unii Europejskiej 31 grudnia 2016 roku.

Moja teza: powinniśmy odejść od obecnego systemu ochrony praw autorskich, który jest w istocie sposobem na prywatyzację dóbr kultury.

Melodię piosenki przypisuje się siostrom Mildfred J. Hill i Patty Smith Hill, które w 1893 roku skomponowały piosenkę pod tytułem Good Morning to All, choć i tu są wątpliwości. Pierwszy raz drukiem piosenka ukazała się w 1912 roku i nie została objęta żadnymi prawami. Te prawa zostały dla niej stworzone przez firmę Summy Company dopiero w 1935 roku. Firma podała wtedy, że reprezentuje autorów tekstu, którymi ponoć byli Preston Ware Orem oraz R. R. Foreman.

W 2013 roku twórczyni filmów dokumentalnych Jennifer Nelson złożyła pozew przeciwko Warnerowi, w którym twierdzi się, że żadne prawa do piosenki nie obowiązują, gdyż pierwotna publikacja tekstu i melodii nie była nimi zastrzeżona. W pozwie żąda się od Warner zwrócenie wszystkich opłat kiedykolwiek pobranych za piosenkę. Pani Nelson uznała, że wystąpi niejako w imieniu nas wszystkich, kiedy wkurzyła się, że za użycie w swoim filmie piosenki, które jej dzieci śpiewają na urodzinach musiała nagle zapłacić jakiemuś Warnerowi 1500 dolarów. Czyż nie stoi za nią zdrowy rozsądek?

Światowa kultura, język, słowa, idee, zdjęcia, gesty taneczne, głupie filmiki na youtube, wszystko to składa się na wspaniałą i różnorodną tkankę języka identyfikacji i komunikacji ludzi na całym świecie. Dzięki internetowi żart stworzony w Zimbabwe może śmieszyć kogoś na Islandii. Jest to wielka zdobycz cywilizacji i ludzkości oraz podstawowy budulec ludzkiej psychiki i osobowości. Nic dziwnego więc, że w świecie korporacyjnym trwają wysiłki idące w stronę sprywatyzowania osiągnięć kultury, tak jak dąży się do sprywatyzowania zasobów naturalnych planety.

Wielkie korporacje lobbują na rzecz zmian w przepisach i ściganiu ich łamania.  W 1998 roku lobbyści doprowadzili do zmiany przepisów i znacznego wydłużenia ochrony prawnej utworów kultury. Teraz jest to całe życie autora plus 70 lat po jego śmierci, a jeśli prawa należą do spółki jest to 120 lat po stworzeniu dzieła lub 95 po publikacji!

Oczywistą rzeczą jest, że nie chodzi tu o ochronę autorów i twórców. Czy nie powinniśmy głęboko i na nowo przemyśleć sposób wynagradzania artystów, tak by przywrócić im poczucie dumy z dzieł i ich wartości, ale także nie pozwolić by amerykańskie korporacje definiowały sposób zagospodarowania kultury w Zimbabwe. I Polsce.

NieTak (Ocena: +5, liczba głosów: 5)
Loading...