Jak to dobrze, że Niemcy wyratowali z Holocaustu w Polsce trochę Żydów…

…gdyby nie to, Polacy wykończyliby ich wszystkich…To oczywiście fraza prowokacyjna, ironiczna i kabaretowa. Ale czy dla wszystkich?

Holenderski dziennik pisze o Bartoszewskim, że: „pomagał Żydom uciec nazistom w antysemickiej Polsce„.

Przed chwilą szef FBI, James Comey, jednym tchem wymienia pomocników nazistów w Niemczech, Polsce i na Węgrzech.

Co chwilę słyszymy o „polskich obozach zagłady” w tej czy innej gazecie.

Co się dzieje? pytamy. W świetle tego, co o sobie wiemy, to jest dla nas niezrozumiałe. Czy to wszystko błędy wynikające z ignorancji tych nieuków na Zachodzie? Czy to spisek? Czy to jakaś prawidłowość?

Nagle się okazuje, że właściwie nie wiemy, co się o nas myśli na Zachodzie i w Izraelu, jaki obraz Polski i naszej postawy w czasie wojny obowiązuje? A to przecież niezwykle interesujące!

Wesprzyj #Medium

Moja teza: Musimy pojąć, jak odmienna jest wizja polskiej historii na Zachodzie, jak nie mamy żadnych punktów wspólnych, jak kompletnie sami jesteśmy w naszej wersji świata.

 

„Sąsiedzi” Grossa to był szok. Ale wraz z tą książką w 2000 roku rozpoczęła się w Polsce niezwykle ważna dyskusja na temat naszej roli w Holocauście. Ruszył też nieodwracalny proces wychodzenia z historycznej nieświadomości całego pokolenia Polaków urodzonych po 68 roku. Nieświadomości dotyczącej doświadczenia polskich Żydów. W bólach ale jednak jakoś przedstawiliśmy sobie obraz „folklorystycznego” Holocaustu, stodoły w Jedwabnem, pogromów kolejowych, szmalcowników, donosicielstwa, skali podłości itd. Zrozumieliśmy, czym jest żydowska własność, że żyjemy w ich domach, śpimy w ich pościelach. Dotarło do nas, że te żydowskie niedobitki, które przetrwały, zostały przez nas zaszczute i wygnane z kraju na poniewierkę. Zaczęliśmy sobie nawet radzić z antysemickimi stereotypami. Jakoś to wszystko idzie.

Ale pomimo tego, ciągle mamy wrażenie, że główny trzon naszych przekonań o samych sobie nie został naruszony. Ciągle wierzymy, że walczyliśmy z niemieckim okupantem, że byliśmy po stronie aliantów, że walczyliśmy o wolność naszą i waszą, że ponieśliśmy wielkie straty na rzecz wolności i demokracji itd itd.

A tu guzik! To wszystko tylko nasze mity!

Myślę, że kolejnym wielkim wyzwaniem przed jakim stoimy, jest poznanie prawdy o tym, jak polska historia jest postrzegana na tak zwanym Zachodzie.

To dopiero będzie szok! To będzie pigułka jeszcze trudniejsza do przełknięcia.

Jednak bez tej pracy pozostaniemy skazani na własne urojenia, będziemy mówić do ściany. Jak obłąkani.

No więc, co oni o nas myślą?

Docierało to do mnie powoli, krok po kroku podczas moich podróży zagranicznych i rozmów z obcokrajowcami w Polsce. Trochę to potrwało, zanim pojąłem, co się dzieje. Byłem gotów wiele przyjąć, do wszystkiego się przyznać, ale sądziłem, że główne punkty mamy ustalone. Otóż nie.

Dotarło to do mnie podczas wizyty moich przyjaciół z Izraela, których oprowadzałem po Warszawie. Zwyczajna żydowska rodzina. Oni nauczyciele plus dzieci w młodzieżowym wieku. Otwarci i sympatyczni. Chcący poznać Polskę. Najpierw zdziwiło mnie, że nie wiedzą nic o Powstaniu Warszawskim. Potem zdziwiło mnie jeszcze bardziej, że nie wiedzą, że Polska miała państwo podziemne, armię podziemną, ruch oporu. Jeszcze bardziej się zdziwiłem, gdy wyszło, że oni nie wiedzą, po której stronie w II Wojnie Światowej walczyła Polska, ani czy walczyła.

I powoli obraz się ułożył: moi przyjaciele znali tylko historię Zagłady Żydów i to w ten sposób:
1. Niemcy objęli teren Polski ze zgodą Polski lub bez (to jest niejasne, ale i nieistotne)
2. Polska chyba nie postawiła jakiegoś oporu (to też jest niejasne i nieistotne)
3. Polacy i Niemcy ochoczo wzięli się do mordowania Żydów – pod niemieckim przewodnictwem, ale z wydatną pomocą organizacyjną i emocjonalną Polaków. Holocaust.
4. Dziś Polska jest smutnym i martwym miejscem. Cmentarzem.

Dalej – i to było olśnienie – pojąłem prawdziwy cel ich wizyty: otóż ci zacni i serdeczni ludzie przyjechali tu, żeby się z nami pojednać, żeby dobrodusznie wyciągnąć rękę do nas, Polaków, ponad otchłanią naszych zbrodni. W imię przeszłości przedwojennej. I to ja jestem tym symbolicznym Polakiem, który służy im za metaforę wszystkich.

Krótko mówiąc, moi przyjaciele Żydzi wyciągnęli do mnie rękę na zgodę, tak jakby ją wyciągnęli do potomka zbrodniarzy, do wnuka SS-manów.

Tak, to było olśnienie.

Nigdy wcześniej nie patrzyłem na siebie w ten sposób…. Potomek zbrodniarzy…. Stałem i mrugałem oczami. To było jak grom.

Jakież to oszałamiające… Jakież to odmienne od tego, co zawsze o sobie myślałem! O 180 stopni. Świat na opak. Nie jestem bohaterem historii. Jestem zbrodniarzem. W ich pamięci nie ma żadnego z wydarzeń, które dla mnie są najważniejsze!

I nagle sobie uświadamiam, że jeszcze kilka lat wcześniej w mojej pamięci nie było żadnego z wydarzeń dla nich najważniejszych. Nie było Powstania w Gettcie.

O matko! myślałem – to tak jakby każde z nas, my i oni, mieli zupełnie rozbieżną historię świata w głowie. Bez punktów stycznych.

Potem takich momentów było więcej. Była starsza pani w muzeum Żydów w Amsterdamie, która oprowadzała po wystawie cudownie kolorowych rysunków z polskich sztetli przedwojennych, i na pytanie, czy była w Polsce, złapała się z głowę z przerażeniem i wykrzyknęła: nigdy! boże broń! – a na pytanie, czemu? odrzekła: to dla mnie czarna otchłań, dziura, której się boję.

Było kilkunastu Amerykanów w Warszawie, którzy na zagajenie o Powstaniu Warszawskim, dopytywali: mówisz o Powstaniu w Getcie, tak? – bo o żadnym innym nie słyszeli.

Była w końcu wycieczka religijnych Żydów do Polski, którzy po namowach ich żydowskiej przewodniczki, znającej mój projekt „Tęsknię” zdecydowali się ze mną spotkać, jako z jedynym Polakiem – żadnego innego nie chcieli widzieć (jako potomków zbrodniarzy). Bardzo się dziwili, że mogłem wypisywać takie rzeczy na ścianach, dopytywali się, czy ktoś to widział, pisał o tym – nie chcieli wierzyć. W końcu zapytali mnie, co według mnie powinno się zdarzyć dalej.

– My Polacy – powiedziałem – musimy pojąć, jak bardzo nas nienawidzicie – powiedziałem.

Pokiwali ze zrozumieniem głowami.

I to jest sedno tego wywodu. Musimy pojąć, jak bardzo Żydzi nas nienawidzą. Inaczej nie ruszymy z miejsca. Musimy pojąć, jak odmienna jest wizja polskiej historii na Zachodzie, jak nie mamy żadnych punktów wspólnych, jak kompletnie sami jesteśmy w naszej wersji świata. Dopóki tego nie pojmiemy, będziemy jak obłąkani mówić sami do siebie.

oscar
Oscar Schindler, źródło: flickr.com

Spójrzmy na taki prosty fakt: dla Amerykanów jedynym pozytywnym bohaterem z Polski jest niemiecki biznesmen Oscar Schindler – to do jego fabryki ciągną żydowskie i amerykańskie wycieczki w Krakowie. A przecież Spielberg mógł zrobić film o Karskim.

Główne zdjęcie artykułu pochodzi z portalu www.flickr.com
Autor: Cesar Gonzales Palomo
The following two tabs change content below.