Niemowlak Ali Dawabsheh, lew Cecil i biopolityka

Jak to się stało, że gniew po zastrzeleniu lwa Cecila stał się tak powszechny podczas gdy imię Aliego Dawabsheha – 18miesięcznego palestyńskiego dziecka, które zostało spalone żywcem 31 czerwca – nie dotarło do świadomości ludzi na świecie?

Autor:

Dr Jamil Khader jest dziekanem i profesorem studiów angielskich na Uniwersytecie Betlejem w Palestynie. Jego liczne artykuły na temat postkolonialnych pisarek, literatury fantastycznej i kosmopolityzmu ukazywały się w różnych czasopismach krajowych i międzynarodowych. Jest on również autorem Mapy Transnacjonalizmu w Postkolonialnym Feminizmie: Geografia, Kultura, Tożsamość, Polityka (Lexington Books 2012). Jest współredaktorem, z Molly Rothenberg, zbioru esejów na temat słoweńskiego filozofa Slavoja Žižeka, zatytułowanego Žižek Teraz: Aktualne perspektywy w badaniach (Polity 2013). Jego komentarze polityczne zostały przedstawione w The Palestine Chronicle, Centrum Badań i Świeckich Studiów w świecie arabskim (Al-Hewar Al-Mutamaden), PPSArabia, Wiadomości z sumieniem, Aljazeera w języku angielskim, Jadaliyya i innych miejscach. Obecnie pracuje nad książką o filozoficznym znaczeniu walki o wyzwolenie Palestyny.

jamil khader

Dr. Jamil Khader

Dawabsheh został spalony żywcem kiedy grupa podpalaczy – którą można przedstawić jako grupę prawicowych izraelskich terrorystów – obrzuciła koktailami mołotowa dwa domy w palestyńskiej Doumie, miasteczku na południu Nablusu. Zginął mały Ali a jego czworo krewnych zostało poparzonych.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Terroryści wymalowali na ścianach domów graffiti w języku hebrajskim, które łączą ich ataki z ostatnią kampanią izraelskiego osadnictwa. Ta kolonizacja posługuje się taktyką zastraszania znaną jako „price tag” (co można przetłumaczyć oddając sens jako: cena, którą zapłacicie) – są to ataki na tych, którzy stoją na drodze rozrastających się nielegalnie osiedli izraelskich.

Zbrodnia ta miała miejsce w tym samym momencie, co bezsensowne zabicie i oskurowanie Cecila, czternastoletniego lwa z Zimbabwe. Cecil został zabity przez amerykańskiego dentystę i profesjonalnego tropiciela zwierząt, Waltera Palmera, w polowaniu, które znane jest jako transakcja z „gwarantowanym sukcesem” – w ten sposób bogate elity Zachodu zapewniają sobie rozrywkę z uśmiercaniem zagrożonych gatunków.

Palestyńscy i pro-Palestyńscy aktywiści nie mogli nie zauważyć ironii w dysproporcji reakcji światowej opinii publicznej: podczas gdy miliony ludzi na świecie czuło konieczność potępienia głupiego aktu okrucieństwa na zwierzęciu i nawoływała do odwetu na Walterze Palmerze, nie zauważono morderstwa na Alim.

Brytyjski polityk, George Galloway, zajął stanowisko w tej sprawie, pisząc na swojej stronie internetowej:

Dużo więcej mówiliśmy o bestialstwie zabicia lwa Cecila, niż o zabójstwie niemowlaka Aliego w Palestynie. Ali został spalony na śmierć przez nielegalnych osadników izraelskich na Zachodnim Brzegu. Politycy zachodni mają to gdzieś. Media, które zabawnie opisujemy jako „media głównego nurtu” milczą na temat Aliego, jednocześnie wyjąc do księżyca na temat Cecila. Krew jest tania w Palestynie. Nielegalni osadnicy są opłacani, chronieni i zbrojeni z dolarów amerykańskich podatników płynących za pośrednictwem reżimu w Tel Awiwie. Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za to spalenie.

Jeśli życie lwa staje się dla nas bardziej istotne niż życie niemowlaka, powinniśmy się siebie zapytać, skąt ta zmiana w naszym moralnym kompasie?

Jest kilka spraw, które według mnie sugerują, że ta dysproporcja w reakcji jest symptomatyczna dla naszej pozycji imperialnej dominacji i kapitalistycznej eksploatacji.

Neoliberalna post-polityka: zacieranie przemocy strukturalnej.

Protesty przeciwko zabiciu Cecila i reakcje na śmierć Aliego ujawniają ciekawą różnicę: z jednej strony, międzynarodowy krzyk spowodowany okrucieństwem wobec zwierzęcia i oburzenie na polowania, które zostały odzwierciedlone w mediach korporacyjnych pochodziły głównie od społeczeństwa obywatelskiego i opinii publicznej. Z drugiej strony, potępienie prawicowego izraelskiego ataku terrorystycznego pochodziło głównie z lokalnych struktur władzy.

Idąc za słoweńskim filozofem Sławojem Żiżkiem i jego analizą przemocy, można powiedzieć, że w naszym neoliberalnym globalnym świecie kapitalistycznym, opinia publiczna potępia tylko subiektywne i indywidualne formy okrucieństwa, które w żaden sposób nie podważają jej dobrego samopoczucia i systemu, w którym żyje. Owe akty brutalnej przemocy przekształcane są po prostu w przypowieści moralizatorskie, umacniające mainstreamowe przekonania moralne celebrujące wolność jednostki, jej wolność wyboru i odpowiedzialność. Dentysta Palmer jest w tym przypadku tylko czarną owcą, moralnie zdegenerowaną jednostką, która dokonała złego wyboru i zachowała się nieludzko.

Natomiast światowi liderzy skwapliwie korzystają z każdej okazji, by potępić takiei indywidualne akty przemocy, aby ukryć fundamentalną naturę obiektywnej (systematycznej i strukturalnej) przemocy. Izraelski prezydent Reuven Rivlin, na przykład, odniósł się do omawianych terrorystów izraelskich jako „czarnych owcy”, które dorastają w złym otoczeniu. Co więcej, kiedy wiadomość o zabójstwie Aliego dotarła do opinii publicznej, on sam jak i inni izraelscy przywódcy, w tym Netanyahu a także prezydent Obama szybko potępili owe „okrutne ataki terrorystyczne”.

Niektórzy z liderów nazwali atak „barbarzyńskim aktem terroryzmu” – na przykład izraelski rzecznik armii, Moti Almoz – a inni, jak na przykład lider skrajnie prawicowej partii Żydwski Dom, Naftali Benett, kategorycznie odmówił nazwania morderstwa na Alim „zbrodnią z nienawiści” lub nawet „ceną do zapłacenia” (price tag), upierając się, że był to po prostu akt kryminalny. Jeszcze inni nawoływali rząd Izraela do szybkiego aresztowania i ukarania sprawców.

Jednak bliższe spojrzenie na te deklaracje i potępienia ujawnia, jak są nieszczere i cyniczne.

Po pierwsze, trudno pojąć sens przeprosin za działania prawicowych żydowskich osadników, jeśli w tym samym czasie zawierają one stare syjonistyczne narracje, nacjonalistyczne schematy i nazwy, oraz mitologię podboju i delegitymizacji palestyńskiego prawa do obecności na tych ziemiach. Na przykład, minister obrony Izraela Mosze Ya’alon oświadczył, że: „Nie pozwolimy żydowskim terrorystom zagrażać życiu Palestyńczyków w całej Judei i Samarii. Będziemy z nimi walczyć w każdy sposób, każdym narzędziem w naszej dyspozycji”. To dziwne, że Ya’alon mówi o ochronie palestyńskiego życia, podczas gdy właśnie nagrodził tych terrorystów, przez umieszczenie ich w areszcie administracyjnym.

Po drugie, nie można szczerze wyznawać sprzeciwu wobec obecnej fali terroryzmu w imię prawa i porządku na Zachodnim Brzegu, kiedy w tym samym czasie nadal poddaje się rdzenną ludność tych ziem reżimowi kolonialnej polityki okupacyjnej, wysiedlenia i apartheidu, które w istocie są główną przyczyną żydowskiego terroryzmu i postaw przemocowych wśród osadników żydowskich. W rzeczywistości, co zostało ujawnione kilka lat temu w odniesieniu do organizacji Honen, samo państwo izraelskie bezpośrednio i pośrednio finansuje te prawicowe ugrupowania terrorystyczne. Co więcej, niektórzy członkowie Knesetu sami są osadnikami, zamieszkałymi w nielegalnych osiedlach na Zachodnim Brzegu budowanymi z naruszeniem prawa i konwencji międzynarodowych! Wspomnijmy jeszcze, że są i tacy członkowie Knesetu, którzy w przeszłości chwalił się mordowaniem Palestyńczyków i Arabów.

Sposób argumentacji jest następujący: przemoc wśród osadników kolonialnych jest po prostu pewnym zwyrodnieniem dotyczącym tylko jednostek. Unika się w ten sposób uznania, że wypływa ona z charakteru strukturalnej przemocy państwa izraelskiego i jego kolonialnej okupacji Palestyny. Tak jak już wykazywałem w innych miejscach, izraelski terroryzm we wszystkich jego formach nie jest aberracją obywateli w państwie izraelskim, ale konstytutywną częścią państwowego systemu apartheidu. W ciągu 24 godzin po morderstwie Alego, dwóch palestyńskich nastolatków, 17-letni Laith Khaldi w Ramallah i 17-letni Mohammad AlMasri w Strefie Gazy, zostało zabitych przez wojska izraelskie. Ten rodzaj przemocy strukturalnej jest systematycznie dokonywany przez państwo izraelskie wobec rdzennej ludności palestyńskiej.

Dla prezydenta Obamy, jak zauważa poseł Galloway, ważne jest również, aby ukryć kluczową rolę jaką imperialna polityka zagraniczna USA odgrywa we wspieraniu wszystkich subiektywnych i obiektywnych form przemocy wobec Palestyńczyków. Aby zakończyć przemoc, której źródłem są osadnicy, najkrócej mowiąc, Izrael musiałby zakończyć okupację Palestyny oraz zerwać z polityką apartheidu.

Psy wojskowe w służbie kolonizatorów.

Wyjaśnienie dysproporcji w naszej grupowej identyfikacji z zabitym zwierzęciem wobec braku identyfikacji z tragedią dziecka kryje się w zrozumieniu zmian, jakie następują w naszym odczuwaniu pod wpływem systemu kapitalistycznego. Nie wystarczają tu chyba wyjaśnienia oferowane przez Fridę Ghitis, która twierdzi, że skoro lew miał imię, to łatwiej było się z nim zidentyfikować jak z każdym innym człowiekiem. Nie chodzi tu też chyba także o to, co naiwnie stwierdza Ghitis, że współczucie dla Cecila jest wyrazem dbałości o zwierzęta… „miłym przypomnieniem, że nie utraciliśmy człowieczeństwa”.

Tę zmianę na rzecz zwierząt świetnie obrazuje działanie wojskowej maszyny PRowej i reprezentantów Organizacji Psów Wojskowych (MWDS) na rzecz Urzędu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Departamentu Obrony USA. Jak w swojej analizie pokazuje Nicole Shukin, wojskowy PR oraz media korporacyjne konsekwentnie wychwalały umiejętności psów wojskowych w wykrywaniu, zatrzymywaniu, zastraszaniu i walce tych zwierząt w służbie na rzecz „globalnego bezpieczeństwa i porządku”. Shukin pokazuje, jak podkreślano całkowitą miłość i oddanie psów swoim właścicielom na służbie.

To samo widać w sposobie relacjonowania pracy psów wojskowych na blogu zjednoczenia psów w izraelskiej armii „Oketz”, co po hebrajsku oznacza żądło. W obrazach przedstawianych tutaj widać podobne cechy psów, ale podkreśla się jeszcze silniej specjalną więź, jaka powstaje pomiędzy zwierzętami i człowiekiem, którą nazywa się tam „więzią pomiędzy wojownikami”. Zwierzęta służą także budowaniu obrazu armii, jako miejsca domokratycznego i egalitarnego, tworzącego równe szanse dla wszystkich. Dzieje się to równolegle do zmian w prawie przyjmowanych przez państwo Izrael, kryminalizujących okucieństwo wobec zwierząt.

izraelska zolnierka

Marina Izmailov – źródło: https://www.idfblog.com

Oketz i jego pieski stają się więc wygodnym instrumentem „sprzedaży” kolonialnej okupacji Palestyny i polityki aparthaidu. Na blogach Oketz pokazuje się, jak świetnie miłe pieski radzą sobie z wielorakimi zadaniami wojskowymi, takimi jak śledzenie, wykrywanie, pościgi i ataki na Palestyńczyków w gęsto zaludnionych obszarach miejskich, w obozach dla uchodźców i na punktach policyjnych.

Praktyka jest taka, że na punktach policyjnych, kobiety w mundurach wykorzystują psy do przeszukiwania samochodów, co jak podkreślają krytycy, może być dodatkowym elementem psychicznego nacisku na Muzułmanów, którzy unikają bliskości psów ze względów religijnych. Te same pieski wykorzystuje się w więzieniach do terroryzowania palestyńskich więźniów, co Haaretz opisał w swoim raporcie pod tytułem: „Najlepszy przyjaciel żołnierza, najgorszym koszmarem Palestyńczyka”.

Te same pieski odegrały kluczowe role w ostatniej izraelskiej inwazji na Strefę Gazy pod nazwą Ostrze Ochrony (Protective Edge). Według blogów Oketz psy „walczyły z terrorystami” nawet wtedy, gdy wiele z nich „zostało rannych w walce”. Podczas tej samej operacji, trzeba to zauważyć, izraelskie bombowce zdemolowały zoo w Gazie zabijając ponad połowę zwierząt.

Shukin zauważa, że sposób w jaki psy są przedstyawiane stawia pod znakiem zapytania ich zwyczajne podporządkowanie ludzkim rozkazom i ukazuje je raczej, jako subiektywne podmioty wojny, w której ich uczestnictwo realizuje się jako: „wypływające z wewnętrznej motywacji i głębokiego utożsamienia się z misją”.

Język, jakim się opisuje wysiłek psów na stronach izraelskiej armii oddaje ten sam nastrój. Mówi się tam o nich jako o „wypełnionych wewnętrzną motywacją”, a gdy odnoszą rany ponoć „dzielnie starają się je ukryć”. Pomimo ran te dzielne psy, nie chcą opuścić frontu izraelskiej wojny kolonialnej. Izraelska armia odwdzięcza się swoim psom odznaczając ich odwagę niemalże tak, jak odwagę żołnierzy, a o tych, które zostały zabite, mówi się jako o „psach poległych”.

Abstrahując od więzi między człowiekiem a psem, sposób obrazowania psów w amerykańskim i izraelskim dyskursie wojennym pokazuje ich całkowite uprzedmiotowienie i podporządkowanie celom wojennym. Inaczej mówiąc, psy zostały zmilitaryzowane, przerobione na na maszyny bojowe, roboty, wyposażone w specjalne uzbrojenie, co zmusza nas do przemyślenia na nowo sposobu w jaki pojmujemy „naturę zwierząt” i może nas doprowadzić do nowej, „post-zoologicznej” epistemiologii.

Wykoślawione współczucie.

Krytyka, którą wygłosił poseł Galloway rodzi kolejne ważne pytanie o wzajemne powiązania między różnymi formami współczucia, ruchami postępowymi i solidarnością społeczną w dzisiejszym świecie. Z pewnością należy odrzucić pomysł, że prawa zwierząt i humanitaryzm, aktywizm na rzecz Aliego i aktywizm na rzecz Cecila wzajemnie się wykluczają.

Pisząca dla CNN, Frida Ghitis, zauważa, że międzynarodowy protest przeciwko okrutnej śmierci Cecila spotkał się także z odporem. Krytycy tego  „tsunami oburzenia” twierdzą, że obrońcy praw i miłośnicy zwierząt objawiają koślawe współczucie i zniekształcone oburzenie z powodu śmierci jednego lwa wersus brak empatii dla masowych tragedii humanitarnych na świecie, jak w Syrii, Iraku, czy nawet w samym Zimbabwe.

Uważa się, że ludzie opłakujący śmierć lwa a niewzruszeni milionami utraconych istnień ludzkich – w tym mniejszości etnicznych i rasowych, rdzennych ludów i skolonizowanych narodów – ujawnia głębię koślawego współczucia oraz zwichrowanie „moralnego kompasu”.

Ciekawostką jest, że w głosy z Zimbabwe były całkowicie nieobecne w tej światowej debacie – co znowu wraca nas do problemu eurocentrycznego uniwersalizmu i kulturowego imperializmu. W rzeczywistości, jak zauważa pisarz Zimbabwe Alex Magaisa, wielu lokalnych mieszkańców Zimbabwe, w tym on sam, jego rodzina i przyjaciele, nigdy nie słyszało o Cecil, zanim wybuchła wiadomość o jego śmierci, nie mówiąc już o tym, że Cecil był „symbolem narodowym.” To, że historia Cecila nie była jedną z popularnych historii zimbabwiańskich nie jest wynikiem ich apatii wobec zwierząt i dzikiej przyrody. Wręcz przeciwnie! Jak pisze Magiasa, integralną częścią kultury Zimbabwe jest identyfikacja z totemami zwierzęcymi, ich ochrona i zapobieganie nadmiernej eksploatacji przyrody.

Ten fakt rodzi pytania o charakter światowej kampanii solidarności z Zimbwabweńczykami, która – jak widać – zakorzenione jest raczej w naszej neokolonialnej tożsamości, niż w potrzebach Zimbwabweńczyków. Mobilizujemy się, jak twierdzi Wendy Brown, wokół dyskursów urazy (resentyment Nietzschego), które kanalizują oburzenie wokół obrazów ran i cierpienia. W tym procesie, produkowany jest „odwrócony dyskurs”, który nie tylko nie do podważa logiki włączania i wykluczenia neoliberalnego kapitalizmu, ale także buduje zasadnicze antagonizmy pośród krytyków kapitalizmu, którzy powini raczej jednoczyć wysiłki na rzecz postępowych celów.

Polityka ekonomiczna solidarności międzynarodowej

A przecież prawda jest taka, że w ramach neoliberalnej hegemonii kapitalistycznej, różne cele walki na rzecz pozytywnych zmian nie wykluczają się wzajemnie, a raczej są ze sobą połączone i ponadnarodowe.

Krytycy kampanii współczucia dla Cecila mówią, że głód i ubóstwo, a nie śmierć Cecil, stanowią najpilniejsze i najważniejsze problemy społeczne w Zimbabwe.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy, jak zauważa Magaisa, główną troską ruchów oddolnych w Zimbabwe, w tym związków zawodowych i organizacji społeczeństwa obywatelskiego był wpływ orzeczenia Sądu Najwyższego w Zimbabwe w zakresie prawa pracy na rosnące wskaźniki bezrobocia w tym kraju. Pracodawcy otrzymali prawo do wypowiedzenia umów pracowniczych bez konieczności płacenia zaległych zasiłków mieszkaniowych i edukacyjnych, a co za tym idzie 6000 pracowników straciło pracę. Ponadto Magaisa wspomina, że społeczeństwo obywatelskie w Zimbabwe zostało zbulwersowane zaginięciem działaczki na rzecz demokracji, Itai Dzamara, która została uprowadzona w Harare pięć miesięcy temu i jak dotąd jej los jest nieznany.

Niemniej jednak, nie ma dyskusji o tym, jak przemysł myśliwski w ogóle powstał, przez co po raz kolejny ukryty zostaje charakter strukturalnego i systematycznego wpływu globalnego systemu kapitalistycznego na sytuację w Zimbabwe, a skutki polityki neoliberalnej są przesuwane na poszczególnych „sprawców”, pozostawiając wrażenie, że globalny kapitalistyczny sposób produkcji nie ma tu znaczenia i pozostaje bez źródeł.

A przecież gwałtowny wzrost znaczenia przemysłu polowań dla trofeów w Zimbabwe wynika właśnie z integracji postkolonialnej Zimbabwe z siecią neoliberalnej polityki gospodarczej światowych instytucji finansowych poprzez programy dostosowania strukturalnego. Ten sam globalny system gospodarczy, który pogłębia polaryzację bogactwa na świecie, umożliwiając turystom z bogatej Północy jeździć na safari, polować na dzikie zwierzęta i zabijać lwy w Zimbabwe.

Jednocześnie ta sama globalna gospodarka kapitalistyczna uniemożliwia rodzimym mieszkańcom Zimbabwe obcowanie z dzikimi zwierzętami w ich własnym kraju. Wielu tubylców nie może nawet sobie pozwolić na luksusowe wyjazdy do swoich parków narodowych i rezerwatów. Jak napisał Goodwell Nzou w niedawnym artykule w New York Times, „niewielu mieszkańców Zimbabwe kiedykolwiek widziało lwa, gdyż wycieczka do rezerwatu jest nieosiągalna dla ludzi o przeciętnych miesięcznych dochodach poniżej 150 dolarów.”

Proces globalizacji gospodarczej nasila i legitymizuje polowania dla trofeów i utowarowienie rzadkich gatunków zwierząt. Jak zauważa Wayne Pacelle, „Stany Zjednoczone są największym na świecie importerem części afrykańskich lwów dla trofeów myśliwskich i celów handlowych.” Dodaje, że „w latach 1999 i 2013, do Stanów Zjednoczonych trafiły trofea z około pięciu tysięcy siedmiuset sześćdziesięciu dzikich lwów lub 411 rocznie.” Ta liczba ukrywa ciemną stronę tej branży, o której nie wie wielu tubylców, jak i turystów.

Pacelle omawia też przemysł polowania na lwy klatkowe, w którym celem myśliwym padają na wpół oswojone lwy i inne zwierzęta hodowane tylko po to, by zostać wykorzystane do płatnych programów łowieckich. Pacelle pokazuje, że te lwy są najpierw oferowane jako turystyczna atrakcja do głaskania – pozwalają turystom na wycieczkach safari mieć bliski i w miarę bezpieczny kontakt z lwem, podczas której mogą sobie zrobić pamiątkowe zdjęcie. Kiedy się starzeją, stają się łupem myśliwych. W ogóle, jak stwierdza Pacelle, turyści nie mają pojęcia o losie tych lwów.

Ten sam globalny system gospodarczy zmusza Zimbabwe do sprzedaży zagrożonych gatunków zwierząt tym, którzy dają najwyższą cenę. Pacelle wspomina na przykład, że tylko w zeszłym miesiącu rząd Zimbabwe sprzedał 24 cielęta słoni (szacowane na 40,000 60.000 dolarów za sztukę) do Chin. Cielęta te zostały usunięte z tego samego parku narodowego, gdzie mieszkał Cecil. W tym sensie, Cecil nie jest wyjątkiem.

Ocenianie przemysłu polowań dla trofeów w oderwaniu od globalnej ekonomii politycznej prostą drogą prowadzi do tworzenia kulturowo usankcjonowanych lecz prymitywnych uzasadnień dla jej zgubnych praktyk. Nzou, na przykład, w zadzie brzmi tak, jakby mieszkańcy Zimbabwe byli wdzięczni białym myśliwym za pomoc w zarządzaniu i kontrolowaniu rozrastającej się przyrody w Zimbabwe. Rozwiązanie problemów dzikiej przyrody wymaga jednak czegoś więcej niż bogatych obieżyświatów z flintami, którzy chcą się zabawić w bohaterów z Przeminęło z wiatrem: przemyślanej interwencji państwa.

Pomimo że wiedza tubylców i turystów na temat realiów tego strasznego przemysłu prawdopodobnie nie jest wielka, ważne jest, aby odrzucić kapitalistyczny pomysł, że wybory etyczne i polityczne da się wyrazić w formie wyborów konsumenckich. Klienci dentysty-kłusownika, z którymi przeprowadzono wywiady w mediach, deklarowali obużenie i wstyd na zachowanie dentysty Palmera i obiecywali, że już więcej sobie u niego zębów leczyć nie będą. Ci ludzie nie chcą, by ich pieniądze szły na takie nieludzkie formy rozrywki.

Ci sami ludzie nie potrafią już jednak objąć swoimi decyzjami ekonomicznymi mniejszości tubylczych w swoim kraju lub dyskryminowanych mniejszości rasowych wśród swoich rodaków, nie mówiąc już o skolonizowanych społecznościach na całym świecie. W kontekście codziennych przejawów brutalności policji wobec ludności tubylczej i mniejszości rasowych w USA los skolonizowanych kolorowych społeczności w innych częściach świata jest dla nich obojętny, gdyż ludzie ci stali się dla nich – jak to ujął Teju Cole – „ciałami nie do opłakania.”

 

Tłumaczenie i redakcja: Rafał Betlejewski

Reprint za zgodą Truthout.org

Copyright, Truthout.org. Reprinted with permission

Oryginalny tekst: http://www.truth-out.org/opinion/item/32346-ali-dawabsheh-cecil-the-lion-and-the-biopolitics-of-animal-life

Wesprzyj autora Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +1, liczba głosów: 5)
Loading...