Odcinek 1: Przyjazd do Budapesztu.

Musiałem przyjechać do Budapesztu, musiałem… Wczoraj wieczorem wsiadłem do pociągu relacji Warszawa Centralna – Budapest Keleti. Po dwunastogodzinnej podróży dotarłem na dworzec w Budapeszcie. Przyjechałem tu na trzy dni tylko  po to, by poświecić sie pomocy innym wolontariuszom w pracy na dworcu z uchodźcami lub imigrantami.

Conrado Moreno jest polskim i hiszpańskim dziennikarzem, znanym z polskiej telewizji z programów takich jak Europa da się lubić, czy Taniec z gwiazdami. 

Odcinek 1: Przyjazd do Budapesztu.

Ta rzeczywistość, którą tu zastałem daje mi dużo do myślenia i co chwila pojawia się więcej wątpliwości aniżeli odpowiedzi na enigmatyczne pytania. Na pierwszy rzut oka po wyjściu z pociągu na peron wszystko wydawało sie być w jak największym porządku. Przez chwilę pomyślałem, że może już nie ma uchodźców… Jednak już po kilku metrach zobaczyłem sznur ludzi, oczekujących na pociąg do Wiednia.

moreno budapeszt 1

 

Wesprzyj #Medium

Schodzę w podziemia dworca… a tam kolorowe namioty, rodzice z dziećmi, matki w ciąży, ludzie młodzi i w średnim wieku. Widzę młodego człowieka zbierającego ubrania z namiotów i zwijajacego maty. Pytam w czym mogę pomóc. Biorę się do roboty, nie ściągając nawet plecaka. „Trzeba posprzątać po Uchodźcach – tłumaczy mi, „bo ekipy sprzątające dworzec nie pomagają”.

Widzę, jak sprzątający mężczyzna, zamiata śmieci dosłownie pod nos siedzącego na podłodze młodego uchodźcy.

Pierwsze chwile są trudne, wchodzę do namiotów tam mnóstwo rzeczy pozostawionych po ludziach, którzy przed kilkoma minutami opuścili namiot, ubrania, pieluchy po dzieciach, zabawki, przemoknięte buty… Zbiera mi sie na placz… Jestem w środku Europy a zmierzam się z ucieczką od wojny… Wojna nigdy nie była tak bliska mnie. Widzę w wyobraźni obrazki z pierwszych scen filmu Katyń, gdy rodziny na rowerach unoszą swój cały dobytek… Tylko tu nie widzę dobytku. Widzę porzucone ubrania, często nie niosące śladu zużycia, nowe buty, porzucone jedzenie…

Dlaczego? Nie rozumiem. Pytam wolontariuszy. Tłumaczą, że uchodźcy często w ostatniej chwili słyszą informacje o odjeżdżającym pociągu i w biegu opuszczają namioty…

Pracuję dalej. Próbuję nawiązywać konwersacje z innymi wolontariuszami. Segregujemy tony ubrań, które przekazane zostały przez darczyńców, często porzucone ubrania samych uchodźców, często przemoknięte, brudne…

Odkładamy osobno ubranka dla dzieci, dla kobiet i dorosłych, pojawiają sie co chwila mężczyźni przymierzający ubrania, niektórzy biorą co wpadnie w ręce inni pytają czy nie ma czegoś innego… Wolontariusze zebrali się tu samodzielnie, jest nas niewielu, naprawdę mało. Gdzie organizacje pozarządowe? Jednak radzimy sobie.

Właściciel pralni zobowiązał się uprać brudne koce, ktoś ugotował zupę, cześć młodych ludzi szykuje kanapki, ja cały czas segreguję ubrania i sprzątam w namiotach. Dwie młode fryzjerki strzygą młodych mężczyzn. Rozmawiam z niektórymi. Mają opuchnięte nogi. Dziś maszerowali siedem godzin (wiem czym jest taki marsz bo sam przemierzyłem szlak św. Jakuba dwa lata temu). Większość jest z Syrii, inni z Afganistanu.

moreno budapeszt 3

 

Pewna Pani zaczepia mnie i pyta czy nie znajdę dla niej kurtki i poduszki. Jest lekarzem. Mówi „Syria się skończyła… już tam nie wrócę. To wina Al Asada”.

Spodziewamy sie wieczorem kolejnych uchodźców, podobno pod wieczór przybywa ich więcej… Zobaczymy… Tak jak i większość wolontariuszy, nie wiem, co się dzieje, dlaczego to się wydarzyło tak nagle w tej części Europy. Jedyne co nam pozostaje to pomagać, mimo wszystko czuję się tu dobrze i bezpiecznie, dzieci sie bawią. Ludzie nie są gwałtowni.

Zdjęcia wykorzystane w artykule należą do biblioteki zdjęć Conrado Moreno
The following two tabs change content below.

Conrado Moreno

Ostatnie wpisy Conrado Moreno (zobacz wszystkie)