Abby Martin i Chris Hedges: o Imperium

Europejczycy kolonizowali inne kontynenty, a my, w akcie skrajnego barbarzyństwa, wyniszczyliśmy nasze ludy rdzenne, obrabowaliśmy ich z zasobów i podbiliśmy dla siebie własny kraj. Wraz z ekspansją na Zachód, kawaleria USA napędzana pieniędzmi firm wydobywczych, kolejowych, drzewnych mordowała kolejne wspólnoty. Kiedy ekspansja na Zachód się dokonała pod koniec 19 wieku, rozpoczęliśmy ekspansję zagranicę.

Abby Martin, amerykańska dziennikarka lewicowa, rozmawia z Chrisem Hedgesem, reporterem wojennym i pisarzem, aktywistą, księdzem prezbiteriańskim, autorem bestsellerów i zdobywcą Pulitzera. Ostatnia jego książka to: Cena Wojny: Moralny Imperatyw Buntu. 

Abby: Chciałam z tobą porozmawiać o propagandzie wojennej. Eugen V Debs, pięciokrotny kandydat na prezydenta USA z ramienia partii socjalistycznej, podczas I Wojny Światowej został skazany na więzienie za wyrażanie opinii sprzecznych z oficjalną propagandą wojenną – co to mówi o micie demokratycznym?

Chris: Mówi to, że jeśli chce się występować przeciwko siłom rządzącym, a szczególnie przemysłowi wojennemu, zostaje się w najlepszym przypadku zmarginalizowanym, a czasami pozbawionym wolności. Wszyscy opozycjoniści w tamtym czasie Jane Adams, Eugen Debs, albo Emma Goldman, która została deportowana na mocy ustawy o obcych doznali prześladowań. Randolph Bourne mówił, że wojna jest „zdrowiem państwa” i w czasie I WŚ widzieliśmy powstanie militarnej maszyny korporacyjnej, która wydała wojnę tym „radykałom” przez uchwalenie choćby sediton act (ustawy o podżeganiu) czy espienage act (ustawie o szpiegostwie) a w końcu przez powołanie Komisji Informacji Publicznej znaej jako Creel Committee, która doprowadziła do utworzenia maszynerii propagandowej z użyciem najnowszej wiedzy psychologicznej.

Oni już wtedy zrozumieli, że ludzi nie poruszają fakty, ale trzeba ich ruszyć przez umiejętną manipulację tłumem przy użyciu emocji. I to działało. Holywood dostarczał filmów, jak Keiser Rzeźnik Berlina. Creel Committee stworzyła własną agencję informacyjną, która pilnowała, żeby żadne artykuły antywojenne się nie pojawiały w prasie.  Niewiele osób potrafiło się takiemu zmasowanemu atakowi przeciwstawić, no ale na tych były paragrafy.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Kiedy się czyta Jane Adams widać, z jaką łatwością intelektualiści amerykańscy w owym czasie, nawet ci uważający się za lewicowych, zostali zwabieni przez propagandę wojenną.

Po wojnie okropny niemiecki Hun zostaje zastąpiony przez Czerwonego, czyli Komunistę i weszliśmy w okres, który Dwight Macdonnald nazwał psychozą permanentnej wojny. Ludzie, którzy czerpali zyski z wojny zadbali, żeby permanentną wojnę przekształcić w wojnę totalną po II Wojnie Światowej. Po II WŚ utrzymano olbrzymią produkcję zbrojeniową, mimo że żyliśmy w czasach pokoju. Mogliśmy zniszczyć każde sowieckie miasto dziesięciokrotnie. To było czyste szaleństwo.

Ale powoli układ korporatystów i militarystów przechwycił nasze państwo i wypatroszył je ekonomicznie i zlikwidował wszystkie zdobycze, które płynęły z Nowej Umowy Społecznej.

Abby: USA z całą pewnością jest największym mocarstwem w historii świata. Działa inaczej niż poprzednie imperia. Jak rozumienie roli imperium zmieniło się na przestrzeni ostatnich 100 lat?

Abby Martin
Abby Martin

Chris: Ameryka jest niezwykła pod tym względem, że najpierw skolonizowała samą siebie. Europejczycy kolonizowali inne kontynenty, a my, w akcie skrajnego barbarzyństwa, wyniszczyliśmy nasze ludy rdzenne, obrabowaliśmy ich z zasobów i podbiliśmy dla siebie własny kraj. Wraz z ekspansją na Zachód, kawaleria USA napędzana pieniędzmi firm wydobywczych, kolejowych, drzewnych mordowała kolejne wspólnoty. Kiedy ekspansja na Zachód się dokonała pod koniec 19 wieku, rozpoczęliśmy ekspansję zagranicę. Wtedy mieliśmy wojnę amerykańsko-kubańską, zajęcie Kuby i Filipin, widzieliśmy „dyplomację statków wojennych” na całych Karaibach i w Ameryce Łacińskiej. Ameryka rozprzestrzeniała swoje wpływy przez siłę militarną ale jeszcze bardziej przez korumpowanie elit lokalnych. Obserwowaliśmy powstanie przeróżnych dyktatur czy to był Mobutu w Kongo, Somoza w Nikaragui czy Szach w Iranie.  Przewrót w Iranie rzecz jasna był naszą inicjatywą po zapowiedziach znacjonalizowania brytyjskich firm naftowych. To był kolonializm zabezpieczający zachodnie interesy. Dlatego na przykład Allende został obalony w Chile w 1973 roku a Pinochet zainstalowany dla obrony przemysłu miedziowego. To samo w Gwatemali w 1955 roku, gdy obalony został Jacobo Arbenz. CIA zorganizowała czarną armię wywrotową, jednocześnie nakręcono spiralę propagandową. Na czele tego stał Edward Berneys, ojciec współczesnego PRu, który wyszedł z Creel Committee. Arbenz został obwołany komunistą, a dzięki manipulacji prasowej amerykańskie społeczeństwo kupiło ten przewrót. Wszędzie tam miejscowe zainstalowane przez nas elity otrzymywały prawo okradania własnych narodów.

Więc na wiele sposobów jesteśmy nowym typem imperium. Brytyjskie wojska okupowały Indie (choć wielu żołnierzy było Sighami), a my znajdowaliśmy lokalnych watażków, którzy sprawowali rządy dla nas. Jeśli spotykali się z opozycją we własnych krajach, my dawaliśmy im pieniądze i broń.

Abby: Zapytam cię o El Salvador, gdyż opisałeś stamtąd bezpośrednio horrory amerykańskiej wojny podstępnej. Czego ta wojna nas uczy o tym, do czego może się imperium posunąć, by zachować ekonomiczną dominację?

Chris: To był 79 rok i Sandiniści właśnie wygrali w Nikaragui. To uruchomiło dzwonki alarmowe w Waszyngtonie, gdyż Sandiniści nie zamierzali chronić interesów USA. Nie chcieliśmy dopuścić, by ten pomysł rozprzestrzenił się po regionie. Pojechałem więc patrzeć na wojnę w El Salvadorze od 1983 roku do 1988. Widziałem, jak rząd Reageana pompował nieprawdopodobne środki finansowe i militarne w celu zniszczenia Farabundo Marti National Liberation Front.

Chris Hedges
Chris Hedges

Administracja Regeana stworzyła po prostu z niczego armie wywrotowe złożone z najemników z ościennych krajów i sprowadzila ich do Salvadoru. Sprowadzono wielu agentów CIA, także z Kuby takich jak Felix Rodriguez, który brał udział w polowaniu na Che Guevarę – pradę mówiąc Felix pokazywał nam zegarek, który zdjął z ręki Che.

To był taki klasyczny przykład wejścia imperium.

W tym czasie połowa populacji Salvadoru była bez ziemi. Większość ziemi należala do baronów kawowych. 10 wielkich rodzin. Zwyczajni ludzie byli nieprawdopodobnie biedni. Kiedy próbowali się organizować pokojowo, używano przeciwko nim broni maszynowej. Strzelano do nich z dachów. Kiedy ja dotarłem do tego kraju, szwadrony śmierci zabijały od 700 do 1000 ludzi miesięcznie. To była rzeźnia, którą ufundowaliśmy i w dużej mierze zorganizowaliśmy.

To samo zresztą mieliśmy ostatnio w Iraku. Wysłano tam pułkownika Jamesa Steela, który działał w Salvadorze ze szwadronami śmierci, żeby zorganizował bojówki szyickie. I one siały terror aby rozbić opór Sunnitów. To zresztą doprowadziło do powstania ISIS. Tak działa nasze imperium.

Kiedy patrzy się na to przez dwadzieścia lat z tak bliska jak ja, rozumie się, jak okrutne i bezlitosne jest to działanie. To jest bardzo trudno pojąć patrząc z wewnątrz. Reporterzy tacy jak ja, którzy próbują o tym mówić, są poddani ciągłemu naciskowi i atakom nie tylko ze strony Departamentu Stanu i rządu, ale także – jak w mojej pracy dla Dallas Central News i New York Times – przez własne redakcje, które karmione są fałszywą narracją. Z nas robi się wrogów, mówiąc o nas jako o piątej kolumnie wywrotowców. 22 reporterów zostalo zabitych w Salvadorze – część z nich zamordowana przez szwadrony śmierci.

Abby: Odnosząc się do wojny w Iraku powiedziałeś, że nie tyle prasa została tam wykorzystana, co prasa chciała być wykorzystana… Czy to nie jest antyteza dziennikarstwa?

Chris: Dziennikarze to karierowicze, jak wszyscy. Wiedzą jak się poruszać w systemie. Weźmy na przykład Pierwszą Wojnę w Zatoce, którą obserwowałem przy niezwykle drakońskich obostrzeniach dla prasy. Można było tylko jeździć tam, gdzie pozwalano. Dick Cheney stworzył listę dziesięciu dziennikarzy, którzy mieli być wydaleni – ja byłem na czele tej listy – ale mnie nie znaleźli, bo siedziałem zaszyty….

Po prostu prasa kuleje przy wojsku. Jeśli weźmiemy prawdziwych korespondentów wojennych, takich, którzy naprawdę wiedzą, co jest grane – ich jest może ze dwudziestu w sumie – oni tam byli wyslani przez swoje redakcje i siedzieli w pierwszych rzędach na odprawach wojennych mając na sobie mundury! Fotografowie są trochę uczciwsi, gdyż muszą gdzieś pojechać, żeby zrobić zdjęcie. Reporterzy nie palą się, żeby jechać na front. To jest szaleństwo – powiedzmy to szczerze – ja to nawet rozumiem, pchać się w niebezpieczeństwo. No ale po co tam jechać?

Ludzie, którzy wypisują heroiczne historie o swoich żołnierzach i ich liderach otrzymują za to gratyfikacje. Nagradzają ich ich redakcje, nagradza ich wojsko, sami się nagradzają. W Iraku nazywałem to Judenraten – koszmar. Łącząc to z fakrem, że nie chce im się jeździć tam, gdzie spadają bomby i że wyczuwają, co będzie lepsze dla ich karier, prawda nie ma szans. I to nie są odosobnione przypadki.

Abby: W 2003 roku wykrzyczano cię ze sceny gdy przemawiałeś na zakończeniu roku w Rockford College w Illinois…  wypędzono cię ze sceny…

Chris: Nie! Odcięto mi mikrofon! Ja chciałem mówć dalej! Ochrona powiedziała, że lepiej, żebym uciekał.

Abby: Smutne to i symboliczne, gdyż przemawiałeś przeciwko wojnie. Następnie New York Times pisze o tobie, że to ty ruinujesz prasę… Co czułeś wtedy?

Chris: Byłem w tej gazecie przez 15 lat i wiedziałem jakie są konsekwencje dla reportera. Kolumnista może sobie pozwolić na opinie, ale kolumnistów wybiera establiszment – ja nie miałem na to szans. Wiedziałem, jak moje opinie antywojenne mogą się zakończyć. Ale spędziłem 7 lat na Bliskim Wschodzie, rozumiełam, jaką toczymy grę, czułem, że jako Amerykanin mam obowiązek mówić, ponieważ ludzie ginęli w Iraku. Oczywiście to zachwiało moją karierą, ale nie mógłbym inaczej.

1,2 miliona zabitych w Iraku, 4 miliony wypędzonych, kraj w ruinie, i to kraj nowoczesny, rozwinięty, a z tego upadlego państwa rodzące się ruchy ekstremistyczne jak Al-Kaida a w końcu ISIS.

Nikt nie lubi tracić pracy… ale…

Abby: Szczególnie, że widziałeś te wojny.

Chris: I wiem, że większość z nich to wojny o zasoby i interesy. Opowiadamy światu, że niesiemy demokrację albo że walczymy z barbarzyńcami, chociaż jakoś nie jedziemy do Kongo, gdzie dzieją się rzeczy straszniejsze.

Nie można być lewicowcem, jeśli nie jest się antyimperialistą i antymilitarystą.

USA odpowiada za 40% wolumenu w handlu bronią. Musimy jakoś przetrącić temu kręgosłup. Nie tylko dlatego, że gwałci świat, ale dlatego, że tak patroszy nasz kraj. Najgorsze praktyki, jakie imperium stosuje na swoich peryferiach wracają potem do ojczyzny. Nadzór nad handlem, zmilitaryzowana policja, użycie śmiercionośnej broni na naszych ulicach, jak w Baltimor, niesczenie naszych podstawowych wolności obywatelskich.

Musimy być świadomi cierpienia Palestyńczyków, Irakijczyków, Pakistańczyków, Afgańczyków itd, musimy być świadomi przerażającej mocy naszej broni, jak choćby bomb kasetowych, które zrzucamy tym ludziom na głowy, ale musimy też rozumieć, że to wraca do nas.

Abby: Nawet najbardziej radykalnie lewicowy kandydat na prezydenta USA, Bernie Sanders, odmawia konfrontacji z przemysłem zbrojeniowym w USA. Odmawia też uznania zbrodni wojennych USA. Dlaczego według ciebie to w ogóle jest ważne?

Chris: Moim zdaniem ta symbioza finansistów i militarystów w Ameryce jest czymś, co trafnie nazwano, zamachem stanu w zwolnionym tempie. Nie znamy nawet dokładnie naszego budżetu wojskowego. Wiele wydatków się przed nami ukrywa. Są estymacje, które pokazują, że rocznie wydajemy 1.6 biliona dolarów na wojsko. Nie można się więc spodziewać poważnych reform, jeśli tak gigantyczna część naszych środków płynie na armię.

Martin Luther King rozumiał doskonale w latach 60tych, że nie da się zbudować dobrobytu mając taki budżet wojskowy.

Bernie Sanders nie jest niestety żadną jaskółką.

Jeśli nie zlamiemy kręgosłupa temu systemowi, każda rozmowa o pozytywnej zmianie będzie tylko gadaniem.

Abby: Pamiętamy, że kiedy Martin Luther King zaczął mówić o problemie zbrojeń, zaczął być marginalizowany.

Chris: Zabrano mu ochronę państwową. Johnson wiedział dokładnie, co to oznaczało ze względu na ilość gróźb jakie King otrzymywał.

Trzeba wybierać, albo stawiamy na barbarzyństwo albo wspólnotowość. Albo zmienimy radykalnie nasz stosunek do siebie nawzajem, oraz do planety, albo te wzniecone przez nas siły – siły śmierci w sensie filozoficznym – zabiją naszą nadzieję na lepszy świat.

Wesprzyj autora Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +13, liczba głosów: 13)
Loading...