Chcieli nas po prostu upokorzyć – prawda o negocjacjach Grecji z UE

Podczas mojego pierwszego spotkania Eurogrupy przekazałem zgromadzonym ministrom finansów krajów strefy euro prosty komunikat: „W naszym rządzie znajdziecie wiarygodnego partnera. Będziemy dążyć do porozumienia z Eurogrupą. Niestety, władcy Europy nie byli w ogóle zainteresowani jakąkolwiek z naszych propozycji. Mieliśmy przekonać się o tym w brutalny sposób podczas następnych 5 miesięcy negocjacji…

Janis Warufakis (na zdjęciu powyżej) – były minister finansów Grecji, członek parlamentu z ramienia Syrizy, autor książki Globalny Minotaur – w fascynujący sposób opowiada o kulisach negocjacji Grecji z Unią Europejską i poszczególnymi ministrami finansów. 

Tłumaczenie Grzegorz Kornat. Redakcja dla #MP Rafał Betlejewski. Tekst po raz pierwszy ukazał się w LeMonde Diplomatique Edycja Polska. Za możliwość przedruku dziękujemy red. naczelnemu Przemysławowi Wielgoszowi. 

Greckie społeczeństwo odrzuciło politykę zaciskania pasa. Z taką wiedzą Aleksis Tsipras przystąpił do negocjacji z wierzycielami, które zakończyło się narzuceniem Grecji kolejnego programu… zaciskania pasa.

To pokazuje, że mamy poważną sprzeczność w Unii Europejskiej: pogłębia się rozziew pomiędzy demokratycznie wyrażaną wolą społeczeństw a wolą elit reprezentujących wielki kapitał.

W 2010 r. państwo greckie straciło zdolność do obsługi swojego zadłużenia. Mówiąc prościej, Grecja stała się niewypłacalna i – w konsekwencji – utraciła dostęp do rynków kapitałowych. By uniknąć bankructwa względem francuskich i niemieckich banków, które wcześniej nieodpowiedzialnie pożyczyły miliardy nieodpowiedzialnym greckim rządom, Europa zdecydowała się przyznać Grecji największy kredyt w historii ludzkości.

Warunkiem było zastosowania rekordowej pod względem rozmiarów konsolidacji fiskalnej (znanej jako polityka oszczędności), co – naturalnie – poskutkowało bezprecedensowym w skali światowej spadkiem dochodu narodowego – największym od czasów Wielkiego Kryzysu. W ten sposób powstało błędne koło długu i deflacji, zwiastujące kryzys humanitarny i całkowitą niezdolność do spłaty zadłużenia kraju.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

janis warufakis 1

Jaki jest kłopot z Grecją?

Przez 5 lat Trojka czyli: Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Europejski Bank Centralny i reprezentująca państwa członkowskie Komisja Europejska była przywiązana do strategii pożyczania niewypłacalnemu dłużnikowi coraz większych środków dla uniknięcia konieczności spisania złego długu na straty. Im bardziej wierzyciele naciskali na jego realizację, tym większe były szkody dla greckiej gospodarki społecznej, tym bardziej niereformowalna stawała się Grecja i tym większe straty ponosili sami wierzyciele. Ta strategia zawsze okazywła się ślepą uliczką, zwaną przez finansistów jako: „ekspansja i pozory”.

Rok po roku, MFW i Komisja Europejska publikowali entuzjastyczne prognozy rychłego ożywienia, aż w 2013 r. wstępnie ogłosili jego nadejście, czyli „Gre-generację”. Było to, oczywiście, chwytanie się brzytwy.

Dla przykładu, w 2014 r. wierzyciele i rząd grecki cieszyli się z faktu, że PKB wzrósł nieznacznie po raz pierwszy od 7 lat. Bliższe przyjrzenie się danym potwierdziło jednak, że ten „zwrot akcji” był jedynie statystycznym złudzeniem; tak naprawdę mieliśmy dalszy spadek PKB w cenach rynkowych o 1,1%, jednak przy jeszcze większym spadku przeciętnych cen, o 1,8%.

To dlatego nasza radykalnie lewicowa partia, Syriza, wygrała wybory w styczniu tego roku. Gdyby wyborcy naprawdę uwierzyli, że Grecja zmierza ku lepszemu, nie wygralibyśmy. Nasze zadanie było jednoznaczne: skończyć z kredytami na zasadzie „ekspansji i pozorów” i z powiązaną z nimi polityką oszczędności, które niszczyły grecki sektor prywatny. Celem było także rozwianie poczucia nieuchronności dotychczasowego losu i stworzenie klimatu dla potrzebnych reform.

Podczas mojego pierwszego spotkania Eurogrupy przekazałem zgromadzonym ministrom finansów krajów strefy euro prosty komunikat: „W naszym rządzie znajdziecie wiarygodnego partnera. Będziemy dążyć do porozumienia z Eurogrupą w oparciu o trzytorową politykę, mającą na celu pokonanie greckiego marazmu gospodarczego, obejmującą:

(1) głębokie reformy dla wzmocnienia efektywności oraz pokonania korupcji, unikania płacenia podatków, oligarchii i pogoni za rentą,

(2) przejrzyste finanse publiczne bazujące na małej ale realnej pierwotnej nadwyżce budżetowej, która nie stanowi zbyt dużego ciężaru dla sektora prywatnego, oraz

(3) rozsądnej racjonalizacji struktury naszego zadłużenia w taki sposób, aby zapewnić spłaty naszych zobowiązań wobec wierzycieli”.

Kilka dni wcześniej, 5 lutego, po raz pierwszy złożyłem wizytę niemieckiemu ministrowi finansów, dr. Wolfgangowi Schäublemu. Zapewniłem go, że może się spodziewać z naszej strony propozycji nakierowanych nie tyle na interes statystycznego Greka, ale na interes statystycznego Europejczyka – Niemca, Francuza, Słowaka, Fina, Hiszpana czy Włocha.

Niestety, władcy Europy nie byli w ogóle zainteresowani jakąkolwiek z naszych szlachetnych intencji. Mieliśmy przekonać się o tym w brutalny sposób podczas następnych 5 miesięcy negocjacji…

Groźby prywatnie i na forum Eurogrupy

30 stycznia, kilka dni po objęciu przeze mnie urzędu ministra finansów, wizytę złożył mi przewodniczący Eurogrupy, Jeroen Dijsselbloem. Już po kilku minutach zapytał, co zamierzam w kwestii podpisanego przez poprzedni grecki gabinet memorandum. Wyjaśniłem mu, że nasz rząd został wybrany, by renegocjować owo porozumienie, tj., że będziemy wnioskować o możliwość ponownego rozpatrzenia planu polityki reform i polityki fiskalnej, które w ciągu ostatnich 5 lat poniosły tak spektakularną klęskę, redukując dochód narodowy o 1/3 i zwracając całe greckie społeczeństwo przeciwko samej idei reformy.

Dijsselbloem odpowiedział natychmiast i nie pozostawiając cienia wątpliwości: to się nie uda. Albo memorandum wejdzie w życie, albo cały program się załamie. Innymi słowy, albo musielibyśmy zaakceptować skompromitowane rozwiązania narzucane poprzednim greckim gabinetom albo nasze banki zostaną zamknięte – to właśnie bowiem oznacza „załamanie programu”: Europejski Bank Centralny zaprzestaje finansowania banków, których drzwi i bankomaty muszą zostać zamknięte.

Jeroen Dijsselbloe

Jeroen Dijsselbloem – szef Eurogrupy

Ta jawna próba zaszantażowania nowego, demokratycznie wybranego rządu nie była tylko jednorazowym epizodem. 11 dni później, podczas spotkania Eurogrupy, lekceważenie przez Dijsselbloema najbardziej podstawowej zasady demokracji zostało potwierdzone i wzmocnione przez dr. Schäublego, który zabrał głos bezpośrednio po Michelu Sapinie. Francuski minister finansów argumentował na rzecz znalezienia złotego środka pomiędzy (a) ważnością dotychczasowego memorandum a (b) prawem greckiego społeczeństwa do udzielenia rządowi mandatu w kwestii renegocjacji zasadniczych części porozumienia. Dr Schäuble natychmiast rozprawił się z rozsądnym argumentem Michela Sapina i…

…stwierdził – czemu towarzyszyło przytakiwanie zdecydowanej większości ministrów finansów – iż nie można pozwolić, by wybory zmieniły cokolwiek.

Na koniec tego samego spotkania Eurogrupy, podczas negocjowania wspólnego oświadczenia, poprosiłem, by w zdaniu, które miało zobowiązać nasz rząd do realizacji wcześniejszego porozumienia, przed „memorandum” wstawić słowo „zmienione”. Dr Schäuble zawetował zaproponowane przeze mnie wyrażenie w postaci „zmienionego memorandum” twierdząc, że dotychczasowe porozumienie nie będzie przedmiotem negocjacji tylko dlatego, że Grecy wybrali nowy rząd. Po kilku godzinach powstałego w konsekwencji pata Dijsselbloem zagroził mi nieuchronnym załamaniem programu (co przekładałoby się na zamknięcie banków do 28 lutego) jeśli nadal będę nalegał na dodanie słowa „zmienione”. Tej nocy, wykonując polecenie premiera Tsiprasa, opuściłem spotkanie bez osiągnięcia porozumienia w kwestii komunikatu, ignorując tym samym pogróżki Dijsselbloema. Tym razem okazały się one bez pokrycia, jednak już wkrótce powróciły ze zdwojoną siłą.

Jeszcze wielokrotnie grożono nam zamknięciem banków, gdy odmawialiśmy poparcia programu –  tzw. memorandum – który w tak oczywisty sposób zawiódł pod każdym możliwym względem. Wierzyciele i ministrowie finansów Eurogrupy odmówili nawet dyskusji z naszymi argumentami ekonomicznymi. Żądali kapitulacji. Co więcej, oskarżyli mnie, iż ośmieliłem się na łonie Eurogrupy, czyli ciała składającego się z ministrów finansów strefy euro, pouczać ich w kwestii ekonomii.

Tak właśnie przebiegały negocjacje Grecji z jej wierzycielami: w ponurej atmosferze gróźb, że nasze banki zostaną zamknięte jeśli będziemy nalegać na odstąpienie od memorandum. Od początku wiedzieliśmy, że groźba ta była wiarygodna, chociaż nie byliśmy gotowi złożyć broni, ani też stracić nadziei, że Europa zmieni swój kurs.

michel sapin

Michel Sapin – francuski minister finansów.

Obstrukcja, propaganda i rozdrobnienie

Gdy tylko negocjacje rozpoczęły się na szczeblu „technokratów”, potwierdziły się nasze najgorsze obawy. Wierzyciele publicznie ogłosili swoją troskę o odzyskanie pieniędzy oraz o reformy w Grecji. Jednak tak naprawdę zależało im jedynie na upokorzeniu naszego rządu i zmuszeniu nas do wybrania pomiędzy rezygnacją a kapitulacją, nawet za cenę utraty przez kraje wierzycielskie jakichkolwiek szans na odzyskanie pożyczonych funduszy oraz narażenia na porażkę programu reform, do zaakceptowania którego przekonać Greków mogła tylko nasza partia.

Od początku negocjacji wielokrotnie proponowaliśmy, aby projektowana legislacja była oparta na trzech lub czterech obszarach, na których zgadzaliśmy się z instytucjami wierzycielskimi. Jednak ich odpowiedź brzmiała: nie ma mowy! Nic nie może zostać uchwalone przed zakończeniem „kompleksowej oceny”.

W trakcie negocjacji Grupy Brukselskiej poproszono nas o zaprezentowanie planów reformy podatku VAT. Zanim zdołaliśmy osiągnąć porozumienie w kwestii VAT-u, przedstawiciele Trojki zmienili temat na reformę systemu emerytalnego. Natychmiast wyrzucili do kosza nasze propozycje, by przejść do – dajmy na to – stosunków pracy. Gdy odrzucili nasze propozycje na tym obszarze, przeskoczyli do prywatyzacji. I tak dalej, powodując, że dyskusja, bez jakichkolwiek poważnych negocjacji, przenosiła się z tematu na temat zanim udawało się porozumieć w którymkolwiek z nich, skutkując procederem przypominającym kota goniącego własny ogon. Całymi miesiącami przedstawiciele Trojki stosowali obstrukcję, nalegając, aby dyskutować o wszystkim, co jest równoznaczne z nie negocjowaniem czegokolwiek.

Jednocześnie, nie przedstawiając jakichkolwiek własnych propozycji i grożąc nam zerwaniem rozmów, gdybyśmy ośmielili się upublicznić własne propozycje, dokonywali przecieków do prasy, wedle których nasze rozwiązania były „słabe”, „nieprzemyślane” i „niewiarygodne”.

Kontynuowaliśmy udział w tym niebywałym procederze w nadziei, że w którymś momencie w końcu wyjdą nam naprzeciw.

Jednak być może największą przeszkodą w prowadzeniu sensownych negocjacji było rozdrobnienie naszych rozmówców:

– MFW zajmował zbliżone do naszego stanowisko w kwestii znaczenia restrukturyzacji długu, ale nalegał na zniesienie jakichkolwiek praw, które pozostały zorganizowanemu światu pracy, przy jednoczesnym zniszczeniu pozostałych zabezpieczeń dla należących do klasy średniej wolnych zawodów.

– Komisja wykazywała znacznie więcej zrozumienia w kwestiach społecznych, ale nie dopuszczała możliwości rozmowy na temat restrukturyzacji długu.

– EBC miał swoje własne cele.

W skrócie, każda z tych instytucji kreśliła inne granice, co oznaczało, że byliśmy uwięzieni w sieci takich ograniczeń.

Co gorsza, musieliśmy borykać się również z „poziomą dezintegracją” naszych wierzycieli, gdyż szefowie w MFW i w Komisji mieli inne cele, niż ich podwładni, natomiast ministrowie finansów Niemiec czy Austrii realizowali plany całkowicie sprzeczne z zamierzeniami ich kanclerzy.

Pokonani przyjaciele, pokonana Europa.

Być może najbardziej przygnębiające było obserwowanie upokorzenia Komisji oraz niewielkiej grupy kierujących się szlachetnymi intencjami ministrów finansów. Bez mała rozpłakałem się, gdy usłyszałem od kilku dobrych osób, piastujących wysokie stanowiska w Komisji i we francuskim rządzie, iż „Komisja musi poddać się woli przewodniczącego Eurogrupy” albo że „Francja nie jest już taka, jak kiedyś”.

Tsipras Juncker

Premier rządu greckiego Alexis Tsipras po lewej – z prawej Jean-Claude Juncker, prezydent Komisji Europejskiej.

Rozczarowaniem było usłyszeć słowa niemieckiego ministra finansów, wypowiedziane 8 czerwca, w jego gabinecie, iż nie ma on dla mnie żadnej rady w kwestii zapobieżenia wypadkom, które mogą kosztować Europę bardzo wiele.

Do końca czerwca ustąpiliśmy pola w kwestii większości żądań Trojki, za wyjątkiem naszego postulatu niewielkiej restrukturyzacji długu, nie obejmującej żadnych cięć zadłużenia ani sprytnych swapów długu. 25 czerwca wziąłem udział w swoim przedostatnim posiedzeniu Eurogrupy, gdzie przedstawiono mi ostateczną ofertę Trojki. Wychodząc jej naprzeciw w 90% żądań, oczekiwaliśmy również z ich strony niewielkiego kroku w naszym kierunku, umożliwiającego honorowe porozumienie. Zamiast tego wierzyciele wycofali się ze swojego wcześniejszego stanowiska (np. w kwestii podatku VAT). Stało się jasne, iż żądali oni kapitulacji na warunkach ukazujących całemu światu nasze upokorzenie, oferując układ, który – nawet gdybyśmy go przyjęli – zniszczyłby do reszty grecką gospodarkę społeczną.

Następnego dnia premier Tsipras ogłosił, że decyzję w sprawie ultimatum Trojki podejmie greckie społeczeństwo w referendum. Dzień później, 27 czerwca, po raz ostatni wziąłem udział w posiedzeniu Eurogrupy. Było to spotkanie, podczas którego puszczono w ruch zapowiadane zamknięcie greckich banków jako formę kary za to, że odważyliśmy się skonsultować ze społeczeństwem.

W trakcie tego spotkania przewodniczący Dijsselbloem ogłosił, że ma zamiar zwołać drugie posiedzenie – później tego samego wieczora – beze mnie. Bez przedstawicieli Grecji! Zaprotestowałem twierdząc, że nie może on, wedle własnego uznania, wykluczyć ministra finansów kraju członkowskiego strefy euro i poprosiłem o opinię prawną w tej kwestii.

Po krótkiej przerwie z Sekretariatu przyszła opinia:

„W świetle europejskiego prawa Eurogrupa nie istnieje. Jest to ciało nieformalne i, w związku z tym, nie istnieją żadne regulacje, które ograniczałyby przewodniczącego”.

W moim przekonaniu było to epitafium dla tej Europy, do stworzenia której dążyli Adenauer, De Gaulle, Brandt, Giscard d’Estaing, Schmidt, Kohl, Mitterand, i inni. Europy, o której zawsze, odkąd byłem nastolatkiem, myślałem jako o moim punkcie odniesienia, moim kompasie.

Mniej więcej tydzień później greckie społeczeństwo, pomimo zamkniętych banków i paniki sianej przez skorumpowane greckie media, powiedziało w referendum stanowcze NIE. W odpowiedzi, szczyt strefy euro następnego dnia narzucił naszemu premierowi porozumienie, które można określić wyłącznie jako warunki kapitulacji greckiego rządu. Jaką bronią posłużył się szczyt? Nielegalną groźbą odcięcia Grecji od strefy euro.

Niezależnie od opinii na temat naszego rządu, epizod ten przejdzie do historii jako moment, gdy oficjalna Europa, posługując się instytucjami i metodami nie mającymi żadnej legitymacji w Traktatach, zadała poważny cios ideałowi coraz bliższej demokratycznej unii.

Grecja skapitulowała, ale to Europa poniosła klęskę.


Główne zdjęcie artykułu pochodzi z portalu www.flickr.com

Wesprzyj autora Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +24, liczba głosów: 26)
Loading...