Islam bez uprzedzeń, część 4: Islamizm/Chrześcijaństwo

Andrew Moore

Czwarta część serii „Islam bez uprzedzeń” czyli słownika pojęć związanych z debatą o islamie. Mamy nadzieję, że pomożemy w ten sposób czytelnikom szybko zorientować się, o czym się mówi, gdy się mówi:

Chrześcijaństwo

Czy chrześcijanie są poddawani systematycznym prześladowaniom w krajach muzułmańskich? Nie mogą budować kościołów i praktykować swojej religii? Albo może w ogóle wszyscy zostali zmuszeni do wyjazdu? Takie wnioski można wyciągnąć z lektury niektórych tekstów poświęconych sytuacji chrześcijan na Bliskim Wschodzie.

Tymczasem w krajach muzułmańskich żyje 60 milionów chrześcijan (najwięcej w Indonezji, Egipcie, Kazachstanie, Czadzie i Pakistanie). I choć w niektórych z nich padają oni ofiarą prześladowań (na przykład w Iraku, skąd w ostatnich latach uciekła połowa z milionowej populacji chrześcijan), a i w innych zdarzają się napięcia międzywyznaniowe, to na ogółu wspólnoty chrześcijańskie są silne i odgrywają znaczącą rolę społeczną.

I tak, najważniejszy patriarchat prawosławny mieści się w Turcji; w Libanie z mocy konstytucji prezydentem musi być chrześcijanin; w Egipcie chrześcijańscy Koptowie są jedną z ważniejszych sił społecznych w kraju, a koptyjska rodzina Sawarisów to najbogatsi biznesmeni (majątek szacowany na 36 mld. dolarów). Z wyjątkiem Arabii Saudyjskiej (patrz hasło), Malediwów i dotkniętej wojną Somalii chrześcijańskie kościoły działają we wszystkich państwach muzułmańskich. Oprócz emigracji chrześcijan z krajów muzułmańskich jest też imigracja do nich – choćby do krajów Zatoki Perskiej (zarówno wysoko wykwalifikowanych pracowników z Zachodu, jak i nisko wykwalifikowanych np. z Filipin), czy imigracja zarobkowa do Turcji (patrz imigracja).

Chrześcijaństwo łączy też z islamem wiele kwestii doktrynalnych (szerzej pokrewieństwo trzech głównych religii monoteistycznych patrz hasło Żydzi i antysemityzm), a samych żyjących w państwach muzułmańskich chrześcijan wspólna kultura często łączy bardziej z muzułmańskimi sąsiadami niż z współwyznawcami z innych regionów świata. I tak na przykład emigranci z krajów Lewantu, byli w Ameryce – dokąd wielu z nich wyjeżdżało – postrzegani przede wszystkim jako Arabowie (i tak się sami też identyfikowali), a dopiero w dalszej kolejności uwzględniano ich wyznanie.

Na koniec warto odnieść się jeszcze do jednej obawy, która czasem pojawia się w różnych publikacjach, mianowicie, że muzułmanie – i to tu w Europie – będą chcieli zakazać publicznego obchodzenia świąt Bożego Narodzenia i dekoracji z nim związanych. Tymczasem wystarczy spojrzeć jak w Dubaju czy Abu Zabi rokrocznie rozgrywa się rywalizacja, który hotel lub centrum handlowe będzie miało większą, albo droższą choinkę (aktualny rekord wynosi 11 mln USD).

Czytaj więcej: Dobrym źródłem informacji o sytuacji mniejszości religijnych jest International Religious Freedom rokrocznie przygotowywany przez amerykański Departament Stanu ( http://www.state.gov/j/drl/rls/irf/) [MK]

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Islamizm

Wszyscy słyszeliśmy, że islam to system, który obejmuje wszystkie obszary życia, i że nie ma w nim rozdziału między polityką i religią, państwem i kościołem. Czy aby na pewno?

Ideologia głosząca, że odpowiedzi na wszelkie wyzwania polityczne należy szukać jedynie w sferze religii („Koran jest naszą konstytucją”, a „islam rozwiązaniem”) jest w świecie muzułmańskim stosunkowo świeżej daty. Pojawiła się w połowie XX w., przede wszystkim dzięki Pakistańczykowi Abu Al-Ala Maududiemu i Egipcjaninowi Sajjidowi Kutbowi (patrz Sajjid Kutb Bracia Muzułmanie), a szerszą popularność zdobyła w latach 70.

Islamizm to jednak nie jedyna ideologia polityczna obecna w krajach muzułmańskich, ani też nie najstarsza, czy najbardziej popularna. Jednak wcześniej wpływowe stały się antykolonialne ideologie narodowowyzwoleńcze; koncepcje narodowo- i państwotwórcze (np. panarabizm, panturkizm, czy idea pancasila w Indonezji); rozmaite formy sekularyzmu; marksizm w jego różnych odmianach – od komunistycznej po socjaldemokrację; a nawet faszyzm. Także sam islamizm z czasem ulegał przeobrażeniom – z jednej strony pojawili się ci, którzy uważali, że wymarzone porządki należy zaprowadzić siłą (patrz dżihadyzm, terroryzm), z drugiej zaś ci, którzy uznali, iż inspiracja religijna możne iść w parze z demokracją (dochodząc do czegoś na kształt europejskiej chrześcijańskiejdemokracji).

Dziś te partie, który łączą islamizm z demokracją cieszą się różną popularnością: od ponad 30% w Turcji, Tunezji czy Palestynie (gdzie należą do głównych sił politycznych), przez ok. 20% w Indonezji, do kilku procent w Pakistanie i Bangladeszu; zaś np. w Bośni, czy Senegalu w ogóle nie występują. To oczywiście przykłady krajów, gdzie odbywają się wybory, a nie gdzie panują świeckie porządki autorytarne, lub tradycjonalistyczne monarchie – tam opozycja bywa czasem bardziej, a czasem mniej islamistyczna. Ci zaś, którzy uznali, że demokracja jest nieakceptowalna odnieśli swój największy sukces zdobywają władzę w części Iraku i kawałku Syrii (patrz „Państwo islamskie”), choć po części islamistyczny charakter ma reżim np. w Sudanie.

Aby wrócić na nasze europejskie podwórko warto dodać, że mimo podejmowania takich prób, w żadnym kraju UE partie islamistyczne nie zdobyły najmniejszej popularności, ani na poziomie lokalnym (gdzie muzułmanie bywają większością), ani ponadlokalnym. Wyznawcy islamu głosują bowiem na „zwykłe” partie, przede wszystkim lewicowe, a jednym ugrupowaniem mającym w większości muzułmański elektorat jest skupiający bułgarskich Turków Ruch na rzecz Praw i Wolności. Ma on korzenie w ruchu dysydenckim i reprezentuje ideologię ….liberalną. [MK]

Muzułmanie i islam w Polsce

Polska wraz z kilkoma swoimi sąsiadami (Czechy, Słowacja) należy do państw o jednym z najmniejszych na świecie odsetków muzułmanów w populacji. W nieco dalszej okolicy jest już inaczej: na Zachodzie wiele państw posiada kilkuprocentowe imigranckie mniejszości muzułmańskie, także w b. ZSRR i na Bałkanach od wieków żyją duże społeczności muzułmanów – Bośniacy, Tatarzy, Albańczycy, itd… Tymczasem w Polsce muzułmanów jest raptem kilkanaście tysięcy – pół promila wszystkich mieszkańców Polski!

Jest ich jednak tak mało, iż wizerunek islamu w znikomym stopniu zależy od samych mieszkających w Polsce muzułmanów, tego co oni mówią i co robią. Polacy mają bowiem styczność z islamem przede wszystkim poprzez media (w tym internetowe) oraz podczas wyjazdów zagranicznych, np. turystycznych do Egiptu, bądź Turcji (siłą rzeczy krótkich i powierzchownych), czy zarobkowych do krajów Europy Zachodniej (gdzie często trapią ich podobne problemy jak imigrantów z krajów muzułmańskich – patrz imigracja).

Muzułmanie mieszkają w Polsce jednak już od wielu wieków, znacznie dłużej niż w państwach Europy Zachodniej. Są to Tatarzy, którzy od końca XIV w. osiedlali się Wielkim Księstwie, a potem i w Koronie, zajmując się służbą wojskową, ale też rzemiosłem oraz rolnictwem. Zawsze jednak była to grupa niewielka i dziś też kilka tysięcy – mieszkających głównie na Podlasiu – polskich Tatarów nie ma istotnego wpływu wizerunku islamu w Polsce.

Od lat 70. przyjeżdżali do nas studenci z krajów trzeciego świata, przede wszystkim tych „postępowych”, bliskich Blokowi Wschodniemu. Byli wśród mieszkańcy krajów arabskich – Palestyńczycy, Irakijczycy, Syryjczycy, czy Jemeńczycy. Część z nich została w Polsce – stąd mamy lekarzy, czy biznesmenów pochodzenia arabskiego; większość wróciła do swych ojczyzn (czasem wraz z polskimi małżonkami); niektórzy – jak i wielu Polaków – wyjechali na Zachód (stąd można tam spotkać Arabów mówiących po polsku). To właśnie polscy Arabowie są obok Tatarów najaktywniejszą grupą organizującą życie religijne muzułmanów w Polsce.

Wśród muzułmanów w Polsce są też „konwertyci” – osoby, które same przeszły na islam (najczęściej poprzez wejście w związki rodzinne z innymi muzułmanami); imigranci z Turcji (zajmujący się głównie biznesem), z Afryki Subsaharyjskiej, czy subkontynentu indyjskiego. W większości dobrze zintegrowani, mówiący po polsku, nie żyjący z „socjalu”, a sami zarabiający na swoje utrzymanie.

Są także uchodźcy – najwięcej z Czeczenii. Kiedy w latach 90. trafiali oni do Polski, spotykali się z wsparciem, często tych samych środowisk, które dzisiaj protestują przeciw uchodźcom z Syrii. Wtedy Czeczeni byli sojusznikami przeciw nielubianemu imperializmowi rosyjskiemu; dziś Syryjczycy – tak samo w swoich postawach politycznych łączący wątki religijne i narodowe – stali się obcymi, od których należy trzymać się z daleka … [MK]

Nekrofilia

Umieszczenie tego hasła w naszym słowniku jest chyba najlepszym wskaźnikiem tego, jak daleko zaszła miejscami dyskusja na temat islamu. Kwestia nekrofilii podnoszona jest przez jego krytyków i wymieniana ciurkiem z innymi –filiami. W ten sposób islam ma się jawić jako najbardziej wynaturzona z religii.

Zwolennicy tezy o tym, że islam promuje a przynajmniej legitymizuje nekrofilię opierają się na dwóch przesłankach. Pierwszą jest fatwa (opinia prawna; patrz fatwa) pewnego marokańskiego imama, znanego jest z różnych kontrowersyjnych poglądów (np. że kobieta może pić alkohol w czasie ciąży), który posuną się cokolwiek daleko w rozważania na jakie formy czułości może sobie pozwolić mąż względem zmarłej żony w trakcie przygotowywania jej ciała do pogrzebu (ciało przed pogrzebem poddawane jest ablucji, co zazwyczaj robią osoby tej samej płci, co zmarły; dopuszczalne jest jednak to, aby zajął się tym małżonka/ek zmarłej/go). Ze względu na swoje poglądy owemu imamowi zakazywano głoszenia kazań w meczetach i spotykał się z ostracyzmem i krytyką ze strony środowisk muzułmańskich. Drugą przesłanką były rzekome prace nad wprowadzeniem nekrofilii do egipskiego prawa, które okazały się internetową fałszywką (inna sprawa, że projekt taki zostałby najpewniej całkowicie odrzucony).

Wysnuwanie na podstawie jednego, na dodatek krytykowanego imama, wniosku, że w islamie dozwolona jest nekrofilia, jest zdecydowanie za daleko posunięte, zwłaszcza, że w islamie nie ma odpowiednika Kościoła, który ustalałby oficjalną wykładnię doktryny religijnej. [KGS]

Marsz ekstremu muzułmańskiej w Londynie, 2006 rok. Żródło: snopes.com
Marsz ekstremu muzułmańskiej w Londynie, 2006 rok. Żródło: snopes.com

Państwo Islamskie

Państwo Islamskie to państwo-podobny twór, który rozprzestrzenił się na terytorium Iraku i Syrii, a jego przyczółki znajdują się w innych państwach Azji czy Afryki. W kontekście debat nad rolą islamu warto zwrócić uwagę na kilka kwestii.

Po pierwsze, ISIS przedstawiane jest jako ostateczny i niepodważalny dowód na to, że islam to wszelkie zło. Bo przecież skoro nazywa się „islamskie” to na pewno jest ucieleśnieniem najczystszego islamu. Nazwa „Państwo Islamskie” jest sprytnym zabiegiem marketingowym, ponieważ nakazuje nam rozpatrywanie tego tworu w kontekście państwa i to jeszcze muzułmańskiego. Co więcej, w ten sposób ISIS realizuje swój cel – mówi nam: jesteśmy ucieleśnieniem prawdziwego islamu, a my mu w to wierzymy.

Po drugie, powołanie samozwańczego kalifatu spotkało się z bardzo dużą krytyką ze strony muzułmanów. Owszem napływają do Iraku i Syrii nowi bojownicy, a część sunnickiej ludności lokalnej poparła „kalifat”, ale nie jest to dużo wobec ponad miliarda muzułmanów na świecie. Znani muzułmanie już dawno temu wystosowali do al-Baghdadiego list protestacyjny, odwołujący się zarówno do argumentów teologicznych, jak i czysto ludzkich.

Z kolei według badań The Washington Institute poparcie dla ISIS nie przekracza 5% (dodam dla porządku, że jest to badanie na próbach z trzech państw – Arabii Saudyjskiej, Egiptu i Libanu). Innymi słowy, choć są muzułmanie, którzy wstępują w szeregi ISIS, zdecydowanej większości jego istnienie jest zdecydowanie nie na rękę.

Po trzecie, ofiarami ISIS są ludzie niezależnie od wyznania – są to muzułmanie sunnici, szyici, chrześcijanie, jazydzi i wszyscy inni, którzy akurat podpadli, albo znaleźli się w niewłaściwym miejscu. Owszem, oprawcami są muzułmanie sunnici, ale w żadnym wypadku nie odejmuje to cierpienia ich muzułmańskim ofiarom. Innymi słowy twierdzenie, że pomoc należy się wyłącznie nie muzułmanom, ponieważ doznają krzywd ze strony muzułmanów jest krzywdzące dla pozostałych (muzułmańskich) ofiar ISIS. Przecież to nie ich wina, że członkowie ISIS wyznają tę samą co oni religię, tyle że w skrajnie wynaturzony sposób. [KGS]

Katarzyna Górak-Sosnowska, Maciej Kochanowicz

poprzednia część…

…ciąg dalszy nastąpi

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +12, liczba głosów: 18)
Loading...
Główne zdjęcie artykułu pochodzi z portalu www.flickr.com
Autor: Andrew Moore
The following two tabs change content below.

Katarzyna Górak-Sosnowska

Religioznawca, ekonomistka i psycholog zajmująca się współczesnym Bliskim Wschodem oraz islamem w Europie.