Jestem portierem w warszawskim apartamentowcu. Oto, co widziałem…

Czy pamiętacie Państwo amerykański serial Pogoda dla bogaczy? Syte panie i panowie w świetle jupiterów, szelestu drogich sukien, błysku eleganckiej biżuterii… a obok czarnoskóry pucybut, przeciwległy biegun dostatku.

Mam dwa fakultety i ukończoną wojskową szkołą meteorologiczną. Jestem archeologiem, antropologiem i dziennikarzem. Choć przekroczyłem dopiero pięćdziesiątkę, nie jestem nikomu potrzebny. Każdego dnia doświadczam drugiej strony medalu polskiej historii sukcesu, kiedy potencjalnie pracodawcy bezradnie rozkładają ręce. Jedyna posada, jaką udało mi się znaleźć to portier w lśniącym apartamentowcu w nowojorskim stylu. Oto moja relacja… 

W Polsce po 1989 roku symbolem bogactwa stały się apartamentowce. Z basenami, windami podążającymi bezpośrednio do mieszkań, klatkami schodowymi wyłożonymi marmurem i podziemnymi parkingami, pełnymi wypasionych bryk. Najnowsze modele mercedesów, porsche, range roverów jako symptom sukcesu i ekonomicznego eldorado. Zielona wyspa, na której tylko dla nielicznych zaświeciło słońce.

Zarząd

Nad spokojem zamożnych mieszkańców czuwa spółdzielnia budownictwa mieszkaniowego, a jej pracami kieruje zarząd w postaci Pani Prezes, Pani Wiceprezes i Pań z Biura, popularnie zwanymi „dziewczynami”. Gdy rano w drzwiach pojawiają się „dziewczyny”, wiadomo, że „będzie się działo”.

Szeregowi pracownicy spółdzielni rzucają niespokojne spojrzenia, a praca zaczyna się im palić w rękach. Ogrodnik sumiennie podlewa krzaczki i kwiatki i przycina zbędne gałązki, by nie raziły oczu Pani Prezes. Bo ona kocha roślinki i dba, aby do ich pielęgnacji przykładano się sumiennie. Elektryk już dłubie coś przy świetlówkach i mamrocze pod nosem swoją mantrę, hydraulik po raz enty otwiera szachty hydrauliczne i coś tam sprawdza. Pojawił się nawet pan od alarmów, aby skontrolować stan bezpieczeństwa budynku. Ale to i tak na nic. Alarmy żyją własnym życiem i wyją kiedy im się podoba, nie zważając ani na ciszę nocną, ani na porę zasłużonego wypoczynku czcigodnych mieszkańców.

Kamery przemysłowe cierpią na przewlekły stan „leniwego oka”. Niby coś widzą, ale dokładnie co, nie wie nikt. To stary wysłużony sprzęt sprzed kilkunastu lat zakupiony w jakimś szpiegowskim „secend- handzie” w zestawie „mały James Bond”.

Wesprzyj #Medium

Zarząd pracuje wprawdzie w sąsiednim budynku, ale ma oko na trzy położone obok siebie budynki. Raz po raz „dziewczyny” przebiegają po portierniach z naręczem pism, kluczy i kopert z wiadomościami od zarządu do mieszkańców. Tak wygląda obieg informacji. W obie strony. Bo mieszkańcy pokwitowawszy przesyłkę zwracają ją portierom, którzy muszą teraz baczyć na „dziewczyny” i w locie oddać im pokwitowania. Gorzej bywa wówczas, gdy zarząd rozsyła do mieszkańców sprawozdania ze swojej działalności i wówczas portierzy mają za zadanie złapać wszystkich mieszkańców i zebrać ich podpisy. A to zadanie niełatwe. Bo mieszkania zajmują zazwyczaj najemcy, których mało interesują sprawozdania zarządu. Co więcej, często nie mówią nawet po polsku, więc i tak niewiele by skorzystali z lektury. Wiadomości są dla właścicieli, ale ich niemal nigdy nie widać. Mieszkają zazwyczaj gdzie indziej, albo bujają w ciepłych krajach. Na placówkach lub wiecznych wakacjach.

Ważnym ogniwem wykonawczym spółdzielni są pośrednicy. Dwaj panowie „N”. Jeden stary, drugi młody. Stary jest teściem młodego. Obaj obrotni i cwani, bo kolaborują z zarządem od wielu lat. Chyba od początku istnienia spółdzielni. To oni pewną ręką trzymają portierów za krawaty, nadzorują technicznych i panią sprzątającą, która raz po raz pojawia się w budynkach i pucuje marmury. Pani ma wprawdzie etat gdzie indziej, ale musi dorabiać, bo wiadomo, w Polsce żyje się ciężko i z jednej pensji nie sposób uniknąć głodu. Ale widać jej tu dobrze, bo jest najstarszym dochodzącym pracownikiem „na obiekcie”. Ciągle konferuje z młodym „N” żegnając się z nim przeciągłym „pa”.

Poza tym pani Ilona wie wszystko i ma o wszystkim własne zdanie, zwłaszcza na temat niechlujnych portierów i wykonywanej przez nich byle jak pracy. Bo portierzy to zło koniczne, ale o nich będzie jeszcze dalej.

Mieszkańcy.

Mieszkańcy są różni. Jedyne co och łączy to zamiłowanie do pieniędzy i ich posiadanie. To prezesi firm, spółek, biegli rewidenci, czasem trafi się znany dziennikarz. Odrębną grupę stanowią oddelegowani na placówkę. Fachowcy z różnych stron świata, coraz częściej z Dalekiego Wschodu. Bo Wschód to przyszłość, ex oriente lux, stamtąd przychodzi światło, jak mawiali już starożytni.

apartament 2

Europejczyków za to jest coraz mniej, gdyż blask Starego Kontynentu przygasł i gaśnie coraz bardziej, choć zdarza się sympatyczny Hiszpan czy pełen kurtuazji Brytyjczyk.

Większość stara się być uprzejma, choć przykładów nowobogackiej arogancji nie brak. Nowi państwo chcą jak najszybciej zapomnieć o swych skromnych korzeniach i żmudnej, często pokrętnej drodze na szczyty finansjery. Brak klasy także daje się odczuć, bo z kasą trzeba się urodzić, ale klasa nie jest ani w modzie, ani cenie.

Dlatego zdarza się, że Państwo karcą pracowników, w tym portierów. Lekka przygana w zatroskanym, ojcowskim tonie. Papierki przed budynkiem trzeba pozbierać. Dopilnować, aby złośliwi roznosiciele ulotek nie zostawiali śmietnika na skrzynkach pocztowych. No i, rzecz jasna, panowie muszą dbać o schludny wygląd. Jak już zarost to zadbany, a nie modna, trzydniowa szczecina. Wprawdzie mężczyźni noszą teraz długie włosy, ale koński ogon u zarośniętego pana jakoś nie przystoi. I paznokcie równo przycięte i czyste. Bo ko to widziała portiera w takim kulturalnym domu z brudnymi paluchami.

Ale na ogół jest dobrze. „Dzień dobry, dzień dobry”, przyklejone do twarzy zawodowe uśmiechy. Bo smutasów też tu nie potrzeba. To nic, że praca za marne grosze, ale nikt nie chce oglądać niezadowolonego pracownika. W końcu, według sondaży, ponoć 81% Polaków jest zadowolona. Tylko czemu wkoło to psioczenie i przeklinanie elit. I dlaczego ostatnia fala emigrantów jakoś nie kwapi się do powrotu na „zieloną wyspę”.

Chcę być piękna!

Jak przystało na tak ekskluzywne miejsce nie może zabraknąć kliniki chirurgii plastycznej, bo każda pani, i nie tylko, chce być piękna. Klinikę prowadzi dama w nieokreślonym wieku, gdyż po wielu liftingach, przeszczepach i botoksowych kuracjach trudno określić czy ma lat 30 czy 60. Dorosłe dzieci wskazują raczej, że jest bliższa tej drugiej granicy.

Klinika jest droga, ale oferuje cały wachlarz zabiegów spa i należy do czołowych placówek w kraju. Ma swoje filie i w niektórych dokonuje się nawet poważnych operacji przy udziale krajowych sław w tej dziedzinie medycyny.

Klinika jest czysta, wręcz sterylna, tak więc nawet robotnicy zatrudnieni przy rozmaitych pracach nie mogą na jej terenie korzystać z toalet i muszą prosić o możliwość załatwienia swych potrzeb portierów, ku ich szczeremu utrapieniu. Bo na portierni jest jedna toaleta. Korzystają z niej nie tylko portierzy, ale i pani sprzątaczka, a ogrodnik ma tam swoje królestwo środków do konserwacji roślin.

Do kliniki codziennie przybywają pacjenci i kurierzy z przesyłkami. Niekiedy zostawiają je na portierni, tak że ta przypomina czasem niewielki magazyn firmy transportowej.

Basen

Posiadanie basenu w bloku – o przepraszam – apartamentowcu, to prawdziwa frajda. To nic, że jest wspólny, mały i nasycony środkami konserwującymi. To nic, że klimatyzacja jest równie wydolna jak grubas po dwóch zawałach, a dzięki „dziwnie przemyślanym” świetlikom latem słoneczko podnosi temperaturę na basenie do, bagatelka, 48 stopni Celsjusza. To nic, że nie czym oddychać, ważne że jest.

Bo basen to symbol statusu. I choć trzeba rezerwować cenne godziny na wiele dni naprzód, ważne że jest.

Są również stoliki, krzesełka, sprzęt grający i lodówka. Jest ona równie ważna, jak owo nieduże kąpielisko, bo nic bardziej nie kręci jak imprezka na basenie. Wiedzą o tym mieszkańcy, wie pani sprzątająca, która nie raz znajdowała w koszu na śmiecie puste butelki i dyskretnie schowane kieliszeczki.

Zdarza się, że po takiej balandze mętnieje woda w basenie, jakby zniesmaczona, że zamiast korzystać z jej uroków goście wolą raczyć się schłodzoną wódeczką tylko od czasu do czasu tęsknym wzrokiem podziwiając jej powaby. To jej święte prawo, gdyż raz w tygodniu bywa gwałcona środkami chemicznymi, kwasem i chlorem, aby ci, którzy korzystają z jej wdzięków nie nabawili się jakiejś przykrej infekcji skórnej, albo jeszcze czegoś gorszego.

Na imprezkę można nawet zaprosić gości. Z zewnątrz. Aby popatrzyli sobie jak można mieszkać. Aby jeszcze bardziej urozmaicić czas spędzany w basenowym błogostanie można dyskretnie zaprosić panienki, niekoniecznie z dobrych domów. W końcu stołeczne miasto oferuje wiele agencji zarządzania zasobami ludzkimi, które wynajmują osoby towarzyszące, lub do towarzystwa. Hostessy, asystentki czy jak je tam zwał. Po prostu dziewczynki.

A co się wtedy na basenie dzieje doświadczenie pozwala jedynie przypuszczać…

Portiernia.

Sercem apartamentowca jest portiernia. To tu, niczym w krwioobiegu, dokonuje się wymiana informacji. Wpływają listy, wydawane są przesyłki, klucze przechodzą z rąk do rąk, „dziewczyny” przekazują decyzje zarządu i ewentualnie jednorazowe polecenia, jak choćby wywieszenia flagi państwowej z okazji czcigodnych rocznic i świąt narodowych, bo porządek musi być. W soboty i niedziele portierzy są także zobligowani do podlania kwiatków, zwłaszcza jak na dworze praży i biedne roślinki usychają niemal z minuty na minutę.

Portier jest właściwie człowiekiem do wszystkiego. To on udziela wszelkich możliwych informacji, przynajmniej tych jawnych, które każdy mieszkaniec powinien znać. To on trzyma w swej pieczy wszelkie dostępne klucze, poczynając od tych, które otwierają podwoje na basen, poprzez klucze do siłowni, magazynków, a kończąc na kotłowni. To on musi reagować na wszelkie zagrożenia sygnalizowane za pomocą przeraźliwych pisków i błyskających kontrolek. To on jest powiernikiem domofonu, przez który może komunikować się z domownikami, jak również otwierać drzwi wejściowe, gdy jakiś gapowicz zapomniał karty, a koniecznie chce wejść do budynku. On wita gości i informuje jak odnaleźć adresata. Musi więc być kompetentny i dobrze wychowany. Jest niczym podoficer do specjalnych poruczeń. I podobnie jak podoficer źle opłacany, albo jeszcze gorzej. Jego stawka to 5 złotych na godzinę, a więc ok. 1,20 euro. Miesięcznie wyciąga więc jakieś 288 euro, tyle co najgorzej opłacani robotnicy w Rosji czy Albanii. Analogicznie w Niemczech minimalna płaca wynosi 8,5 euro za godzinę, a to przecież nasi sąsiedzi i przyjaciele. Ale, cóż , i to Europa i to Europa. Dwie twarze kochanej Unii.

Portierem może zostać każdy. Nie ma określonych wymagań, chociaż ułomni z widocznymi wadami i wyjątkowo szpetni dużych szans nie mają na to zaszczytne stanowisko. Także ci, którym zdegenerowana mózgownica i wadliwy aparat mowy uniemożliwiają poprawne formułowanie najprostszych zdań. Ci się po prostu, z definicji, nie nadają. Portierzy także powinni być trzeźwi, gdyż pijany pracownik źle wpływa na morale. Mieszkańców i personelu.

Niska płaca sprawia, że do tego zawodu trafia cały przekrój społeczny, jak nie przymierzając od wojewody do szlacheckiego ciury. Zdarza się upadły dziennikarz władający paroma językami, który w jakimś momencie kariery skręcił kostkę i dość szybko dokuśtykał do dna. Podróżnik przesiąknięty poczuciem taoistycznego ładu, który nie lubi próżni i ze stoickim spokojem znosi trudy bycia portierem. A także cały wachlarz mniej lub bardziej wykształconych życiowych rozbitków, do których drzwi zapukała nagle ruina i z konieczności imają się każdego zajęcia, gwarantującego przynajmniej minimalny dochód.  Mile widziani są także emeryci i renciści, gdyż nie przywiązują tak wielkiej wagi do zarobków.

Zawód portiera ma swoje blaski i cienie. Siedząc przez wiele godzin na portierni jej włodarz może poczytać czy porozwiązywać krzyżówki, dzięki czemu osoby w starszym wieku oddalają od siebie widmo przedwczesnej demencji. O ile jest telewizor można nocną porą dowiedzieć się co słychać w szerokim świecie, albo umilić sobie nockę podziwiając panienki na kanale erotycznym.

Boli natomiast brak urlopu, który trzeba sobie jakoś samemu wykroić w skomplikowanej układance zmian. Oczywiście bezpłatnego. Nie wolno także chorować, bo choroba niweczy misternie skonstruowany grafik i przyprawia o rozpacz nadzorców, zmuszonych do szukania na gwałt ludzi. Poza tym chory portier jest nieprzydatny, bo jego okres niezdolności do pracy może się powtarzać i wówczas staje się on kulą u nogi dla kolegów.

Na szczęście umowa zlecenie (popularnie zwana śmieciową) pozwala zwolnić takiego delikwenta natychmiast. Nie jest jednak w pełni symetryczna, gdyż jeśli pracownik chce ją wypowiedzieć w trybie pilnym, to jego pan może go ukarać obcinając część i tak niewielkiej wypłaty lub opóźniając jej realizację.

Lepsi i gorsi czyli ciemna strona socjologii.

Początek nierówności społecznych przypada na okres rewolucji neolitycznej. Wcześniej, w obrębie grup łowiecko- zbierackich, również istniały uprzywilejowane osoby, jak wodzowie czy szamani, ale pozostali członkowie byli równi i różnili się jedynie podziałem obowiązków.

Wraz ze wzrostem liczby ludności, opanowaniem rolnictwa i rozmaitych rzemiosł, udomowieniem zwierząt i rozwojem miast, ówczesne społeczności ludzkie uległy głębokim podziałom, których podstawą stał się status materialny jednostek. Ten kto miał więcej ziemi i zbierał lepsze plony mógł za ziarno nabyć zwierzęta, a z kolei zaradny hodowca za swoje bydło czy trzodę pozyskać gliniane naczynia i piękne tkaniny. Oczywiście ważną rolę w rozwarstwieniu społecznym  odgrywały cechy osobowości wybitnych jednostek, ale wraz z ukształtowaniem się systemu klanowego walory te z wolna zaczęły tracić na wartości. Majątek przechodził z pokolenia na pokolenia, a spadkobiercy zarówno jego jak i przywilejów nie zawsze okazywali się godnymi następcami. Można zatem powiedzieć, że na kilka tysięcy lat przed wybiciem pierwszej monety ludzie opanowali „monetarny” sposób pojmowania świata wraz z jego wszystkimi konsekwencjami jak korupcja, wyzysk czy niszczenie konkurencji wszelkimi dostępnymi metodami. Cięcie kosztów doprowadziło do rozkwitu niewolnictwa, choć w tym wypadku równie ważny był aspekt seksualnego wykorzystywania ludzi i coraz powszechniejsza rządza władzy.

Dzisiejszy świat nie mienił się ani trochę. Oczywiście niewolnictwo czy wyzysk przybrały znacznie bardziej zakamuflowane formy, ale nadal istnieją.

Portierzy (od łac. porta, ‘drzwi’- czyli odźwierni) nigdy nie cieszyli się wysoką pozycją społeczną, choć i ta grupa zawodowa jest mocno zróżnicowana. Do „zawodowej arystokracji” należała ongiś służba pałacowa, a obecnie wykształceni pracownicy recepcji w korporacjach czy drogich hotelach.

Podobnie rzecz ma się z bogaczami, których klasyfikacja nastręcza nie lada trudności. Z jednej strony można ją podzielić według posiadanego majątku, ale to nie oddaje ich realnych wpływów na rzeczywistość. Więcej bowiem znaczy bogaty polityk, odpowiedzialny za sprawy energetyki, niż ekscentryczny miliarder, żyjący w swojej posiadłości w głębi Gór Skalistych.

W przestrzeń, w której te dwie grupy się spotykają, a więc na korytarzach i holach ekskluzywnych apartamentowców, ma miejsce swoista konfrontacja dwóch światów, tak różnych, ale jednocześnie zależnych od siebie. Jak ułożą się ich wzajemne relacje zależy tylko od samych ludzi. Ale, jak napisała kiedyś Zofia Nałkowska, ludzie ludziom zgotowali ten los.

61 thoughts on “Jestem portierem w warszawskim apartamentowcu. Oto, co widziałem…

  1. Pingback: Free viagra
  2. Pingback: cialis walmart
  3. Pingback: cialis coupons
  4. Pingback: Free viagra
  5. Pingback: cialis canada
  6. Pingback: cialis black
  7. Pingback: cialis pill
  8. Pingback: viagra prices
  9. Pingback: how to get cialis
  10. Pingback: viagra generic
  11. Pingback: viagra 100mg
  12. Pingback: cheap viagra
  13. Pingback: cialis 10 mg
  14. Pingback: rx pharmacy
  15. Pingback: generic cialis
  16. Pingback: levitra dosage
  17. Pingback: vardenafil pill
  18. Pingback: vardenafil coupon
  19. Pingback: female viagra
  20. Pingback: cialis tadalafil
  21. Pingback: personal loans
  22. Pingback: viagra pills
  23. Pingback: online casinos
  24. Pingback: cialis 20
  25. Pingback: real casino online
  26. Pingback: buy cialis
  27. Pingback: 20 cialis
  28. Pingback: cialis to buy
  29. Pingback: cialis buy
  30. Pingback: online gambling
  31. Pingback: viagra canada
  32. Pingback: viagra cost
  33. Pingback: viagra pill
  34. Pingback: cialis prices
  35. Pingback: buy tadalafil
  36. Pingback: viagra 100mg
  37. Pingback: Viagra 130mg price

Komentarze są wyłączone.