Kij w mrowisko. Uchodźców.

Zakrywanie głowy i ciała przez kobiety, powszechne w krajach muzułmańskich to nie jest wyraz ich osobistej wolności, równości z mężczyznami, inne prawa i obowiązki w życiu społecznym i politycznym i inne regulacje dotyczące seksualności płci, to nie jest wyraz szacunku do nich. A ograniczone prawa obywatelskie i wolności kobiet to nie jest coś co mogę tolerować i akceptować, podobnie jak nie mogę zgodzić się na zakaz kpin z Allaha czy Mahometa.

Gdyby sprawę uchodźców potraktować jako narodowy test z umiejętności komunikacji i porozumiewania się, słuchania ze zrozumieniem i normalnej, wolnej wymiany myśli i opinii, to oblaliśmy go z kretesem. Smutne, bo od tego braku porozumienia i obustronnej agresji problem (bo długofalowe i masowe przyjmowanie uchodźców z krajów muzułmańskich to jest problem, niewątpliwie) wcale się nie rozwiąże.

Jedna strona – konserwatywna – okopała się na pozycji: zbudujmy mury, bo inaczej wszystkich nas zabiją. Druga – liberalna nie oferuje nic poza banalnymi i infantylnymi hasłami typu „strach bierze się z niewiedzy”. A co jeśli, jak słusznie pyta dziś jeden z konserwatywnych tygodników, strach się bierze z wiedzy?

„Ludziom trzeba pomagać”, wiem i sama powtarzam to z przekonaniem. To stwierdzenie tak oczywiste, jak to, że kultura, którą niosą ze sobą uchodźcy jest diametralnie inna od tej, w której żyjemy i którą, co tu kryć – bardzo lubimy i nie mamy ochoty jej zmieniać. Uchodźcy, których życie było zagrożenie, uciekający przed wojną i terrorem już tu są, stoją u naszych bram i przyjąć ich trzeba. Nie dyskutujmy więc czy (bezsens tej dyskusji mnie poraża), porozmawiajmy natomiast rozsądnie – jak. Jak przyjąć.

Niektórzy mówią, że po przyjęciu uchodźców nic się nie zmieni. Jednak doświadczenia krajów, w których muzułmanie zdobywają coraz liczniejszą reprezentację pokazują, że to nieprawda, że bez zmian się nie obejdzie. I w wielu dziedzinach życia niekoniecznie będą to zmiany na lepsze.

Mnie martwią dwa aspekty różnic kulturowych i religijnych: stosunek muzułmanów do kobiet i do wolności słowa, ponieważ bez poszanowania obu, definitywnie skończy się świat wartości, które są dla mnie tak ważne jak samo życie.

Od razu zaznaczam, że nie mówię o Koranie, bo zawsze w takich razach znajdują się orientaliści, którzy zaczynają tłumaczyć, że Koran każde szanować kobiety, a islam to religia miłości. Pewno mają rację, ale to teoria. Mówię o tym, jak bywa w praktyce – zbyt często.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Zakrywanie głowy i ciała przez kobiety, powszechne w krajach muzułmańskich to nie jest wyraz ich osobistej wolności, równości z mężczyznami, inne prawa i obowiązki w życiu społecznym i politycznym i inne regulacje dotyczące seksualności płci, to nie jest wyraz szacunku do nich. A ograniczone prawa obywatelskie i wolności kobiet to nie jest coś co mogę tolerować i akceptować, podobnie jak nie mogę zgodzić się na zakaz kpin z Allaha czy Mahometa.

Nie jestem specjalistką od kultury arabskiej, ale za to pilnie śledzę wiadomości ze świata. Nie są wymysłem oszalałych prawicowców gwałty popełniane w ośrodkach dla uchodźców i na obywatelkach krajów, które uchodźców przyjmują (na przykład Niemkach) . Nie są wymysłem mordy popełniane w imię Allacha, ani muzułmańska policja obyczajowa spacerująca po ulicach wielu europejskich miast i pouczająca Europejski, że mają niewłaściwy (zbyt odkryty strój). Dlatego tak, czuję niepokój.

Nie jestem w stanie wskazać ani jednego kraju europejskiego w którym muzułmanie całkowicie by się zasymilowali i zaakceptowali nasz europejski system wartości, nie jestem w stanie wskazać kraju, gdzie wtopiliby się z szacunkiem w tłum tych, którzy ich przyjęli, dając im prawo, żeby we własnym domu byli panami (na przykład nie mając pretensji o kpiny z religii, które są częścią europejskiej i szerzej – liberalnej tradycji i debaty publicznej).

kobiety muzulmanskie

I szczerze mówiąc, nie po to protestuję przeciw rodzimym fundamentalistom religijnym, żeby zgadzać się, żeby swoje standardy narzucali mi fanatyczni mężczyźni, wyznawcy islamu, dla których jestem rzeczą lub własnością ojca, brata czy męża i uważają, że po moje ciało mogą sięgnąć, kiedy im się podoba.

Boję się tego – kultury gwałtu i prób narzucania mi norm i wartości których głęboko nie akceptuję i nie mam najmniejszego zamiaru tolerować.

Chciałabym, żeby ktoś odpowiedział na moje pytania i przytoczył wiarygodne dane, jeśli uważa, że moje lęki są wyrazem uprzedzeń i nie mają podstaw – w takim wypadku chętnie i z ulgą zmienię zdanie i zupełnie, w stu procentach przestanę się bać. Jeśli nie, jest dla mnie jasne, że dokładnie i precyzyjnie trzeba przedyskutować i ustalić: komu i jak pomagamy, zanim pomagać zaczniemy. I nie chodzi o uchodźców, których mamy przyjąć dziś – bo jak wyliczyła Sylwia Kubryńska z Gazety Wyborczej – dziś na jednego Polaka przypadłoby 0,002 uchodźcy. Chodzi o wszystkich, których nieuchronnie będziemy przyjmować w przyszłości, o cały system społeczny, który musimy (tylko jak?) w tym celu przekształcić i do tej sytuacji dostosować. Chodzi o prognozy, jak to wpłynie na nasz styl życia, wartości i zasady. Na naszą kulturę.

Nie potrzebuję emocji i łajania mnie za nietolerancję, nie potrzebuję też straszenia. Jestem otwarta, chętna by pomagać i gotowa do dyskusji. Chcę jednak wiedzieć, dlaczego ja – jeżdżąc do krajów arabskich – dostaję przewodnik jak się zachować i ubrać, żeby nie obrażać tubylców, a oni nie dostają żadnego, gdy przyjeżdżają do nas. Jeśli dostają, to chcę go przeczytać.

Chcę narodowej rozmowy, przeprowadzonej z szacunkiem i uwagą, bo mam wrażenie, że na tę rozmowę i racjonalne wyjaśnienia, czas jest już najwyższy.

red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +981, liczba głosów: 1 097)
Loading...
The following two tabs change content below.

Eliza Michalik