Kraje arabskie zamykają granice przez terrorystami z Unii Europejskiej.

Kraje arabskie zamykają granice przed obywatelami UE. Powód? Już ponad 3 tys. Europejczyków przybyło do Syrii i Iraku, by walczyć w szeregach Organizacji Państwa Islamskiego. Sieją terror i zniszczenie, grabiąc, mordując, gwałcąc muzułmanki i muzułmanów. W Bejrucie, Aleppo, Mosulu czy Ammanie Europejczyk stał się synonimem terrorysty.

Oczywiście ten nagłówek to jeszcze ciągle fikcja. Ale czy to nie stanie się naprawdę?

Autor, Przemysław Wielgosz, jest redaktorem Le Monde Diplomatique Edycja Polska oraz redaktorem naczelnym wydawnictwa książkowego Biblioteka Le Monde Diplomatique. Artykuł jest skrótem redakcyjnym oryginalnego tekstu, będącego wrześniowym edytorialem Le Monde Diplomatique. Zdjęcie powyżej przedstawia Brytyjkę, Khadijah Dare i jej szwedzkiego męża, bojownika ISIS, Abu Bakara.

Jedyny szlak, którym podróżują dziś dżihadyści prowadzi z Francji, Holandii, Niemiec czy Wielkiej Brytanii na Bliski Wschód. W odwrotną stronę uciekają ofiary dżihadyzmu OPI i terroru władz w Damaszku, Bagdadzie oraz Ankarze. Jest ich znacznie więcej niż przed rokiem, gdy w całej UE zarejestrowano 860 tys. uchodźców, ale nieporównanie mniej niż znalazło schronienie w Libanie, Jordanii, Iranie i Turcji.

Ludzie uciekający przed straszliwą wojną w Syrii i ofensywą OPI w Iraku od trzech lat tkwią w obozach małych i biednych krajów Bliskiego Wschodu. Bez wsparcia z zewnątrz Jordania i Liban nie są w stanie dłużej ponosić ciężarów obecności na ich terytorium odpowiednio 700 tys. i 1,5 mln uchodźców (Iran przyjął ich niemal milion, a Turcja prawie 2 mln).

Wobec 5 mln uchodźców, którzy zostali na Bliskim Wschodzie – te kilkaset tysięcy, które próbuje dotrzeć do Europy, to naprawdę niewiele. Sumy potrzebne na ich utrzymanie są mikroskopijne, szczególnie jeśli porównać je z bilionami euro wyrzuconymi na ratowanie prywatnych banków otwarcie szkodzących społeczeństwom UE.

brytyjscy bojownicy isis

Wesprzyj #Medium

Grupa brytyjczyków w służbie ISIS

Unia mogłaby bez problemu i z korzyścią dla siebie otworzyć granice przed kilkoma milionami ludzi. Od lat ekonomiści i demografowie przekonują, że potrzebują tego jej rynki pracy, fiskus i systemy emerytalne. Dlaczego UE tego nie robi? Dlaczego zamiast zamanifestować wierność zasadom, o których tak chętnie poucza innych, Komisja Europejska wpadła na pomysł ustanowienia kwot uchodźców?

Problem nie leży w wielkości rzekomej fali uchodźców, ani w różnicach kulturowych, ale w głębokim kryzysie samej Unii. Dotyczy on zarówno konsekwencji polityki bliskowschodniej krajów UE jak i zarządzania kryzysem na jej terytorium.

Przypomnijmy z jaką niechęcią Zachód powitał Arabską Wiosnę 2011 r. Znacznie więcej entuzjazmu wywołały w nim okazje do interwencji zbrojnych – najpierw w Afganistanie i Iraku, potem w Libii, Mali a wreszcie w Syrii i znowu w Iraku. Europa jest przekonana, że może bezkarnie wzniecać i podsycać konflikty na Bliskim Wschodzie i w Afryce. Dotyczy to nie tylko Francji, która w ostatnich latach nie przegapiła żadnej okazji do wysłania swoich wojsk za granicę czy Wielkiej Brytanii ale także Polski.

Problem w tym, że wywołane przez nas wojny produkują nie tylko trupy, ale także żywych uchodźców.

Europa stała się polem prawdziwej cywilizacyjnej wojny. Ale uchodźcy nie mają z nią nic wspólnego. To wojna między Europą kapitału a Europą ludzi, między Europą korporacji a Europą praw człowieka, między Europą zysku a Europą solidarności. Front tej wojny biegnie dziś w Grecji, Hiszpanii, Portugalii, a także na granicach, na których stoją uciekinierzy z „naszych” wojen w Libii i Syrii, Mali i Somalii, Iraku i Afganistanie.

Europejski kryzys gospodarczy ukazał klęskę polityk neoliberalnych, a Unijne zarządzanie polega na utrącaniu wszelkich demokratycznych i socjalnych alternatyw dla zaciskania pasa. Co więcej, przekierowuje się gniew społeczny na rzekomych „innych”, by szczuć na siebie ofiary polityki wojny z różnych krajów. Nieprzypadkowo dzisiejszy hejt wobec uchodźców bardzo przypomina niedawny wybuch rasizmu wobec Greków.

Nie pierwszy to raz w historii, gdy kapitał poświęca demokrację i w imię zysków toruje drogę skrajnej prawicy.

Tak jak nie da się oddzielić kapitalizmu od podbojów, tak nie da się uwolnić Europy od gorsetu neoliberalizmu hołdując zarazem antyimigranckiej fobii. Dając się podjudzać przeciw ofiarom wojen odwracamy uwagę od naszych wspólnych katów – wielkiego kapitału i graczy geopolitycznych. Sianie nienawiści do uchodźców służy umocnieniu władzy tych, którzy w imię własnych korzyści odbierają dziś suwerenność ludom Starego Kontynentu. Gdy w interesie wielkich korporacji demontuje się prawa społeczne, osłony socjalne, usługi publiczne i demokrację, wszyscy powoli stajemy się uchodźcami.

Czy naprawdę bliżej nam do europejskich publicystów straszących „innymi”, do europejskich lobbystów przemysłu zbrojeniowego i naftowego, do naszych własnych biurokratów i finansistów niż do uchodźców z Syrii? To raczej ci pierwsi są przedstawicielami innej, prawdziwie nam wrogiej „cywilizacji”.

The following two tabs change content below.