A w Południowym Sudanie Simon kopie groby 

Maruderzy, choroby, głód – oto trzech głównych zabójców w przeklętym przez Boga obozie ONZ w Bentiu.

Bentiu, Południowy Sudan: Opuszczenie obozu czy to przez bramę, czy przez poprzerywane zasieki na błotnistych murach, nie jest trudne. Może się jednak okazać, że wyjście zakończy się śmiercią.

Obóz ONZ, Południowy Sudan, http://www.aljazeera.com/indepth/features/2015/10/burying-dead-south-sudan-151008132205235.html
Obóz ONZ, Południowy Sudan, http://www.aljazeera.com/indepth/features/2015/10/burying-dead-south-sudan-151008132205235.html

Przedruk artykułu za Al Jazeera. Autorką tekstu jest Hannah McNeish. Tłumaczenie, Rafał Betlejewski. 

100 metrów za główną bramą obozu misji ONZ w Republice Południowego Sudanu koparka na gąsienicach oczyszcza teren z błota, robiąc miejsce na groby dla kolejnych ludzi, których wiezie już ciężarówka prowadzona przez Simona – to ciała pozbierane przez organizację pomocową pod nazwą Duński Komitet Uchodźczy, która zatrudnia Simona.

„Krewni tych ludzi czują się okropnie z taką procedurą pogrzebową, ale nic nie możemy na to poradzić. To wojna to sprawiła.” – mówi Simon, niegdyś biznesmen.

On sam znalazł schronienie w obozie razem ze 120 000 innych uchodźców. Każdy z nich szuka jakiegoś zatrudnienia przy administrowaniu obozem u którejś z organizacji dobroczynnych. Nikt jednak nie chce pracy Simona.

„Większość pracowników wymiękła, nie mogąc znieść widoku ciał” – mówi Simon ocierając pot z czoła w porannym słońcu. „Kiepska z tym sprawa, bo ludzie umierają codziennie… nie ma końca” – dodaje łamaną angielszczyzną wskazując na pobliskie zarośla. „Większość z nich to dzieci. Czterolatki, dwulatki, niemowlaki. Nie wiem na co mrą, ale mrą.”

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Dwoje takich dzieci zginęło tuż obok bramy obozu, gdy eksplodował wykopany przez nich pocisk moździerzowy. Ale to choroby, głód i wycieńczenie wysyła dzieci do błotnistych grobów. W zeszłym roku dzieci się jeszcze topiły, tyle było wody.

„Kobiety musiały spać na stojąco, trzymając dzieci” – opowiada jeden z pracowników medycznych. Kobiety cały czas narzekają na zalane podłogi namiotów i na brak latarek, które pozwoliłyby dostrzec jadowite węże zakradające się do obozu nocą.

http://www.aljazeera.com/indepth/features/2015/10/burying-dead-south-sudan-151008132205235.html
http://www.aljazeera.com/indepth/features/2015/10/burying-dead-south-sudan-151008132205235.html

Droga łącząca Bentiu, stolicę państwa związkowego, z obozem ONZtu jest dla wielu jedyną drogą ucieczki przed wojną domową, która dotknęła każdej wioski w kraju. Uzbrojeni mężczyźni chowają się w trawie i strzelają z karabinów do kobiet i dzieci wędrujących drogą, których uznaje się, za zwolenników jednej lub drugiej strony. Holenderska organizacja pomocowa pochowała ponad 600 osób w ciągu pierwszych ośmiu miesięcy wojny.

Wielu zmarłych starców jest niesionych przez swoje dzieci dziesiątkami kilometrów do miejsca swojego narodzenia, gdyż taka była ich ostatnia wola, by spocząć w domu rodzinnym, a niewykonanie woli starszych może skończyć się straszną klątwą – dużo gorszą niż wojna, czy śmierć.

„Podjęłam to ryzyko ze względu na moją starą mamę, bo gdybym tego nie zrobiła, ona mogłaby mnie przeklnąć”, tłumaczy Nyilok, która właśnie wróciła do obozu ONZ z jednorocznym dzieckiem na ręku. Strzelano do nich. Wielu innych biegnie do swoich wiosek z żywnością dla rodzin, które utkwiły tam i starają się przeżyć jedząc korzenie, choć racje obozowe z ledwością pozwalają przeżyć na miejscu.

W jednym tygodniu września, jak poinformowało ONZ, 34 dzieci zmarło w obozie w wyniku złego odżywienia. Lekarze z organizacji Lekarze bez Granic mówią o dzieciach całkowicie wycieńczonych, które poruszają się jak duchy, drżąc z głodu i malarii, która w obozie stała się plagą. „Z powodu malarii możemy tylko siedzieć i patrzeć bezradnie, jak dzieci umierają przy swoich matkach”.

Zdesperowane matki poszukują jakichś sposobów zdobycia dodatkowego wyżywienia dla dzieci, mleka w proszku, czegokolwiek, niektóre więc opuszczają obóz, by zbierać choć drwa na opał. Niestety ryzyko takiej wyprawy jest okropne: gwałt, porwanie lub zabicie przez uzbrojonych maruderów. Mieszkająca w obozie Nyatuach mówi nam, że ostatnio widziała koleżankę złapaną przez takich mężczyzn wałęsających się po krzakach w poszukiwaniu kobiet na gwałt. „Najsilniejsze z nas zdołały uciec, ale część zostało pochwyconych. Nie wiem, co się z nimi stało, ale słyszałyśmy krzyki i płacze. Nie wiem, czy którakolwiek wróciła.” Jej udało się zbiec, gdyż porzuciła drewno i uciekała co sił w nogach. Ale pójdzie ponownie na tę wyprawę, licząc na dolara i dwadzieścia centów zarobku przy sprzedaży drewna. Bez tego nie wykarmi dzieci.

http://www.aljazeera.com/indepth/features/2015/10/burying-dead-south-sudan-151008132205235.html
http://www.aljazeera.com/indepth/features/2015/10/burying-dead-south-sudan-151008132205235.html

Pracownicy medyczni zastanawiają się, jak długo tym ludziom uda się przeżyć na diecie składającej się z małej ilości ziarna. Na lotnisku w Bentiu lądują samoloty ONZtu z pomocą. Podjeżdżają do nich ciężarówki obrendowane znakami różnych organizacji. Ale są i nieoznakowane samoloty z żywnością, do których podjeżdżają ciężarówki uzbrojone w karabiny maszynowe. Sytuacja żywnościowa poza obozem jest koszmarna, a uzbrojone bandy przechwytują pomoc zagraniczną wymuszając jej wydanie torturami bądź śmiercią.

„W ciągu ostatniego miesiąca praca poza obozem stała się niemożliwa ze względu na pojawiające się groźby”, wyjaśnia Vanessa Cramond, medyczny koordynator Lekarzy Bez Granic w Bentiu. Członkowie Lekarzy Bez Granic byli tu już zabijani. Szpital prowadzony przez nich razem z Czerwonym Krzyżem został zaatakowany i splądrowany dwukrotnie w ciągu jednego tygodnia przez świetnie zorganizowaną grupę uzbrojonych mężczyzn. Obóz ONZtu także jest w zasięgu strzałów i „wielokrotnie musieliśmy uciekać do schronów”, mówi Cramond.

Populacja obozu powiększyła się czterokrotnie ale obsługa pozostała na tym samym poziomie ze względu na brak funduszy kierowanych na pomoc Południowemu Sudanowi i malejące bezpieczeństwo. Ilość pracowników zagranicznych limituje także ilość miejsc w schronach, które są potrzebne na wypadek ostrzału”, wyjaśnia Simon Mansfield, który odpowiada za operację Unii Europejskiej pod nazwą ECHO w Południowym Sudanie. Zdarzało się, że uzbrojeni mężczyźni wdzierali się na mury obozu i strzelali do ludzi w środku jako do rebeliantów, choć w obozie są przede wszystkim kobiety i dzieci. 20letnia kobieta zginęła od salwy radości po zwycięstwie którejś ze stron – nawet nie wiadomo, kto strzelał.

Zagubieni i sfrustrowani chłopcy, z pośród których wielu nauczyło się wojaczki w młodzieżowej milicji, tworzą w obozie bandy chuligańskie o nazwach „Akon”, „50 cent” oraz „Run Amok”. Tak jak i gangi na zewnątrz obozu, zmieniają strony w zależności od tego, co im się bardziej opłaca, a od czasu, gdy wojska UN skonfiskowały broń, walczą na włócznie. Niektórzy kończą w więzieniu, czyli w blaszanych kontenerach pilnowanych przez żołnierzy ONZ. Najczęściej dość szybko są zwalniani, gdyż nie ma z nimi co zrobić.

Nie potrafię pojąć, jak do tego wszystkiego doszło, że ludzi umierają tak bez sensu każdego dnia”, mówi Nyatuach. „Trwa wojna. Giną dzieci. Giną kobiety. Ci, którzy żyją, dostali życie od Boga”.

Na zewnątrz obozu Simon kopie swoje groby powtarzając pod nosem: dzieci… tyle dzieci…

red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +9, liczba głosów: 9)
Loading...
http://www.aljazeera.com/indepth/features/2015/10/burying-dead-south-sudan-151008132205235.html
http://www.aljazeera.com/indepth/features/2015/10/burying-dead-south-sudan-151008132205235.html