Afrykańskie narody muszą się bardziej postarać, by nie stracić swoich państw dla ISIS.

Warunki na kontynencie afrykańskim są idealne dla ekspansji ISIS – zmarginalizowana młodzież i rosnąca frustracja – tworzą sprzyjące pole dla ekstremistycznych manewrów.

Minister spraw wewnętrznych Sudanu, Ismat Abdul Rahman, oznajmił, że siedemdziesięciu młodych Sudańczyków przyłączyło się do oddziałów Państwa Islamskiego od kiedy dżihadyści zaczęli napływać do Syrii i Libii.

Uważa się, że kilkoro studentów z Sudanu (niektórzy posiadają zachodnie paszporty) podróżowało do Syrii przez Turcję, aby dołączyć do oddziałów Państwa Islamskiego. Jednak teraz dopiero Chartum ujawnia dane na ten temat.

Przedruk artykułu za Mail&Guardian Africa. Tłumaczenie Natalia Wilk. 

Aby lepiej zrozumieć problem, który dotyka ten rejon Afryki, warto zapoznać się z publikacją niemieckiego dziennikarza Jürgena Todenhöfera, któremu udało się wynegocjować z przywódcą ISIS przejście przez okupowane terytorium w Syrii i Iraku. W 2014 roku dostał na to pozwolenie. Zdobył też dostęp do planów salafickich oddziałów bojowników dżihadu, ich samozwańczego Państwa Islamskiego i kalifatu, i dokonał niepokojącego odkrycia: jak tylko broń nuklearna dostanie się w ręce IS, planują oni zabić kilka milionów ludzi. To będzie istne „nuklearne tsunami”, „największa czystka religijna w historii” …

Podczas gdy prawie cały świat patrzy na z niepokojem na ekspansję ISIS, afrykańskie narody zdają się nic nie widzieć. A to przecież one byłyby poważnie dotknięte ekspansją IS i jego planami co do rozszerzenia swoich wpływów coraz bardziej na południe Afryki.

Wesprzyj #Medium

Ważniejsze niż to, czy państwa afrykańskie są w stanie rozwiązać swoje konflikty wewnętrzne i zbudować wystarczająco silne wojsko, aby zwalczyć esktremistów, jest to, jak nieodporny okaże się kontynent afrykański na wpływy IS, który już teraz zapuszcza swoje korzenie w tym rejonie.

W niektórych krajach warunki dla esktremistów są bardzo sprzyjające.

mapa afryki

Na przykład kilka narodów najbardziej narażonych na ryzyko inwazji IS ma podobną historię do tych narodów, w których ISIS już się rozwinęło. Anarchia, upadek, nietrwałość i rozpad narodów takich, jak Republika Środkowoafrykańska, Południowy Sudan i Somalia, a także państw o represyjnym charakterze, czyli Erytrea, Sudan, Chad i Mauretania, są idealnymi miejscami na inwazję ISIS.

To dlatego, że IS zdobywa wpływy tam, gdzie jest pogłębiający się chaos i konflikt. Możemy to zobaczyć w Libii, gdzie kryzys wywołany pustką po obaleniu Mummara Gaddafiego doprowadził do powstania nadbrzeżnego miasteczka Sirte, które stało się swego rodzaju twierdzą w tym kraju dla oddziałów IS. Jeśli IS rozwinie oficjalną prowincję, zwaną także „wilayat”, następnym krokiem [według ich planu] jest uzyskanie publicznej deklaracji posłuszeństwa ze strony bojowników. Tak właśnie Boko Haram uczyniło z Abu Bakr al-Baghdadi, uważanym za przywódcę IS, który oznajmił, że Nigeria, Kamerun, Niger i Czad będą włączone do Kalifatu. W między czasie przywódca Algerii Jund al-Khilafa, zdecydował się udowodnić swoją lojalność wobec Państwa Islamskiego poprzez dokonanie okrutnej egzekucji w stylu IS, która została sfilmowana. Inny przykład: Urząd Młodzieży Shura w Libii, który kontroluje miasto Derna – organizuje na ulicach zgromadzenia, które są pro-ISIS.

Akceptacja ze strony społeczeństwa

Ostatnim etapem, tym co da ISIS pewną pozycję w Afryce jest szeroko rozpowszechniona akceptacja ze strony znacznej części społeczeństw. To są zazwyczaj ludzie z marginesu społecznego, zaniedbani przez państwo, żyjący w biedzie. W Nigerii, na przykład, proces rekrutacyjny do Boko Haram początkowo skierowano do zniechęconej młodzieży z najbiedniejszych obszarów i 12 państw znajdujących się najbardziej na północy Afryki, gdzie działa Boko Haram. Operacja ta doprowadziła do tego, że na tych obszarach wskaźnik ubóstwa jest wyższy dwukrotnie, a wskaźnik niedożywienia u dzieci – czterokrotnie. Index dotyczący terroryzmu na świecie supports this notion wskazuje na to, że zrekrutowani członkowie Boko Haram to często zrażeni młodzi ludzie i bezrobotni absolwenci szkół.

W Kenii grupy działające na wybrzeżu wykorzystują już radykałów z somalijskiego Al-Shabaab po to, by zmusić rząd do zwrócenia uwagi na skargi lokalnej, nadbrzeżnej społeczności. W Mali z kolei, Tuaregowie, zmarginalizowani przez następujące kolejno po sobie rządy wierzą, że ich milicja jest w stanie wygrać kolejne powstanie przy pomocy lokalnych i międzynarodowych radykalnych elementów muzułmańskich.

Jednak sytuacja nie musi być aż tak ekstremalna. Pamiętajmy, jak wielu afrykańskich pracowników rządu bezkarnie rozkrada państwo, podczas gdy bezrobotni obywatele tylko się temu przyglądają, bo nie są w stanie zmienić tej sytuacji. Frustracje sięgają zenitu na całym kontynencie – w ostatnim dziesięcioleciu ponad 90 głównych protestów miało miejsce w ponad 40 afrykańskich krajach. Ludzie wychodzą na ulicę i manifestują niezadowolenie w protestach i demonstracjach; pokazują, że mają już dość.

To szczególnie widać w Kenii, gdzie dramatyczne protesty społeczeństwa obywatelskiego i służb cywilnych w ciągu ostatnich lat opanowały stolicę. Tutaj politycy zarabiają najwięcej na świecie. I mimo tego, że zarabiają przeciętnie na miesiąc 1,99 miliona kenijskich szylingów (19,300 dolarów), to i tak zwrot ich wydatków osiąga wartości 1,5 miliona Ksh. A przecież w Kenii jest ogromne bezrobocie, wynosi aż 67% wśród młodych ludzi. Kolejnym paradoksem jest to, że nauczycielom płaci się mniej niż ogrodnikowi czy strażnikowi w bogatych osiedlach Nairobi.

Każdego roku ponad 10 milionów młodych Afrykańczyków wchodzi na rynek pracy, w którym jest niedobór etatów i niedostosowanie umiejętności do wykonywanego zawodu – w ten sposób ekstremistom szykuje się grunt pod „obfity połów”. Do tego jeszcze ISIS obiecuje państwo opiekuńcze z systemem edukacyjnym także dla dziewczynek.

Lekcja dla innych krajów

Inne kraje mogą wyciągnąć z tych lekcji coś dla siebie. Rwanda, na przykład, pokazała, jak surowa kontrola nad budżetem może zmienić kraj, który w ciągu niespełna 20 lat został spustoszony przez wojnę domową i ludobójstwo. Rwanda zaczęła inwestować w opiekę zdrowotną i edukację i zadbała o lepszą koordynację pomocy rozwojowej. Kraj ten zdołał w ogromnym stopniu obniżyć wskaźnik przedwczesnej umieralności u dzieci i okołoporodowej u matek. W tej chwili jest on najniższy w historii.

Ponad to, w latach 1994-2010 Rwanda może pochwalić się wyższym wskaźnikiem absolwentów uniwersyteckich niż w latach 1963-1994. Poza tym, już w 2013 roku w 400 szkołach przypadał jeden laptop na jedno dziecko (to jest około 207 tysięcy dzieci), a 2,200 szkół zaczęło używać WiFi.

Po tak spektakularnym powrocie inne afrykańskie kraje muszą rozpocząć reformy u siebie w podobny sposób. Bo jeśli tego nie uczynią, wkrótce stawią czoło niezwykle poważnym konsekwencjom.