Rafał Betlejewski: Wreszcie będzie można budować lewicę bez wstydu.

Trzy tygodnie temu siedziałem w knajpce na Powiślu z Krystianem Legierskim, który kandydował do Sejmu z listy Zjednoczonej Lewicy. Lubię chłopaka, więc przepijając piwem zapytałem, czy nie wstyd mu kandydować z tej samej listy, co towarzysz Miller. – No tak! – wykrzyknął – ale po prostu w Polsce na lewicy nie da się obejść SLD! Jeszcze nikomu się to nie udało!

O właśnie! i to jest nazwanie problemu ostatnich 25 lat. Teraz może wreszcie się uda.

Gdyby ktoś w 89 roku, powiedział mi, że przez następne 25 lat towarzysze Miller, Oleksy, Kwaśniewski, Czarzasty i inni będą przedstawiani jako moi reprezentanci, wyraziciele moich poglądów, moi kandydaci do władzy, to bym zasłabł. Nie mam żalu do nich, że pchali się do władzy, to zawodowi politycy, ale w jaki sposób udało im się zająć miejsce lewicy? Trudno to już dziś pojąć. Ich tłumaczy pazerność, cynizm i polityczne kunktatorstwo, ale co tłumaczy ludzi, którzy ich wspierali jako lewicę? Nie wiem.

Jakaś lojalność musi obowiązywać. Gdyby mój dziadek, Władek, zmarły w 1983 roku zajadły antykomunista – jak zresztą przecież my wszyscy wtedy – dowiedział się, że jego wnuk zagłosował na SLD, to by wstał z grobu i osobiście mnie wyklął. No nie mogę! Nie da się! Takich rzeczy się nie robi, niezależnie od tego, czy minęło pięć czy dwadzieścia pięć lat. W związku z tym przez te wszystkie lata żyłem w politycznym szachu: z jednej strony utożsamiam się z otwartością światopoglądową i sprawiedliwością społeczną, z drugiej miało to wszystko gębę towarzysza Millera. De facto, Miller skazał mnie na polityczny niebyt.

W moim DNA jest blokada na głosowanie na ludzi pokroju Millera i Czarzastego, którzy utożsamiają dla mnie najohydniejszy polityczny cynizm. Ci ludzie od 20 lat blokują rozwój lewicowych ruchów w Polsce, podsuwając swoje fałszywe gęby wszystkiemu, co się na lewicy urodzi. Antyreżimowa lewica po prostu nie może zdławić w sobie normalnych ludzkich odruchów odrzucenia.

Należę do ludzi, którzy pamiętają komunę, internowania i ten przepiękny antykomunistyczny zryw. W 81 roku byłem w hali Oliwia, widziałem te tłumy, słuchałem kaset Bratkowskiego, bywałem w kościele na spotkaniach z Fedorowiczem, słuchałem Tischnera, płakałem po zamordowaniu Popiełuszki. Pamiętam, jaką dumą była dla nas nagroda Nobla dla Wałęsy. Żyłem w Gdańsku, patrzyłem na Stocznię, byłem na spotkaniu z papieżem. Dziś wiem, że to była polska lewica. To właśnie była lewica! Lewica, która dała się ograć neoliberałom  Balcerowicza oraz postkomunistom Millera.

Daliśmy sobie wmówić kapitalizm, zysk i stawianie na indywidualny rozwój. Dziś dojrzewa pierwsze pokolenie ludzi urodzonych na ugorach rozwalonych PGRów. Daliśmy sobie wcisnąć polityczny cynizm Leszka Millera jako pragmatyczne narzędzie w walce o lewicowe ideały. Dziś socjalizm i lewicowość kojarzy się młodym z zakłamaniem i złodziejstwem, a ich bohaterami są Korwin i Kukiz.

Muszę się zgodzić z Anną Grodzką i z Jarosławem Gowinem: wynik tych wyborów może być końcem postkomunistycznej Polski. Pojawia się szansa dla polskiej lewicy, by obejść wreszcie SLD, by wykreować własny autentyczny głos. Mamy na to cztery lata.

I wcale nie musi to być Razem, chociaż czemu nie. Ale może to też być coś nowego, prawdziwego, opartego o wielki dorobek myśli społecznej XX i XXI wieku.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Czytaj tekst polemiczny Beaty i Tomasza Polaków. 

Skoro już jesteśmy wolni od Millera, to jaka lewica?

Lewicę rozumiem jako misję. Jako wspólnotę, współpracę i pomoc. Jako zapał do pracy bez wynagrodzenia. Jako chęć poznawania świata i otwartość na inność. Rozumiem ją jako dbałość o ludzi, o słabszych i wykluczonych, o planetę i jej zasoby. Rozumiem lewicę jako projekt budowania wspólnej przyszłości dla świata w oparciu o odpowiedzialność za innych a nie chęć zysku. Najprawdziwszymi lewicowcami byli dla mnie zawsze artyści ze swoim entuzjazmem pracy za darmo i dla powszechnego dobra. Lewicowcem był dla mnie Jezus, Lenon i Thomas Sankara. Dziś są nimi dla mnie antywojenni aktywiści.

Szczodrość. Szczodrość myśli i pracy – to jest dla mnie lewicowość. Serdeczność, czyli zainteresowanie innym i chęć dzielenia się – to jest dla mnie lewicowość. I w końcu współczucie. Współczucie, które rozumiem jako głębokie odczuwanie wspólnoty losu wszystkich żywych stworzeń. Gdyby wtedy na drodze Chrystusa znalazł się poniżany gej zamiast prostytutki, Jezus ująłby się za gejem. A dziś Jezus szedłby po wodzie ratować syryjskich uchodźców. Jestem pewien.

Niezgoda na przemoc, wyzysk i wojnę. Tym jest dla mnie lewicowość.

Przez ostatnie 25 lat polska lewica była lewicą anty-patriotyczną. Dziwnie się patrzyło na Kwaśniewskiego występującego na rocznicach Powstania Warszawskiego lub odznaczającego ludzi Solidarności. W rezultacie porobiło się tak, że dziś patriotyzm lewicy wydaje się albo żartem, albo ironią. A przecież gdy patrzymy na Miasto 44 to płaczemy. Wszyscy.

W kraju, który ma w portfolio Solidarność, papieża, Wałęsę, Powstanie Warszawskie, państwo podziemne, walkę z Bolszewikami, powstania niepodległościowe nie da się budować szerokiej platformy politycznej pomijając patriotyzm. Dla zbyt wielu ludzi biało-czerwona flaga oznacza heroiczny wysiłek całych rodzin, największe poświęcenia ojców, żarliwą wiarę matek. Domagając się tolerancji i otwartości musimy rozumieć, czym jest polska historia. Ludzie stojący z krzyżem przed pałacem prezydenckim nie przyszli tam dla Chrystusa. Oni przyszli tam bronić swoich ojców i matek poległych za ojczyznę, którzy – w rozumieniu obrońców krzyża – są dziś poniżani i zapomniani. Oni tam bronią swojej godności.

Lewicowa Solidarność była głęboko patriotyczna. Wałęsa powinien głosować na lewicę, a nie PO. Nawet jeśli tego nie rozumie.

W czasie strajków w stoczni nikt nie gonił pedałów.

Moi rodzice, oboje głęboko lewicowi – nie godzący się na wyzysk korporacyjny, umowy śmieciowe, pogardzanie ludźmi, wykluczanie ze względu na rasę czy płeć, głoszący poglądy antywojenne – dziś głosują na PiS. Głosują na PiS bo PiS według nich broni Polski. Oni powinni głosować na lewicę. Powinni, ale nie zagłosują – najpierw by im ręce pousychały, niżby mieli oddać głos na Kwacha i Millera. To się im po prostu w głowie nie mieści.

A czemu nie głosują na PO? Bo to dla nich klika wyzyskiwaczy i elitystów. I słusznie!

Tak, trzeba walczyć o rozdział kościoła od państwa, ale nie dlatego, że państwo jest większe i ważniejsze niż religia. Odwrotnie! Dlatego, że religia nie powinna zniżać się do roli urzędowej ikonografii. Państwo należy oddzielić od kościoła, gdyż polityka kościół umniejsza, degraduje. Religia powinna wznosić się na mistyczne wyżyny, a tam dla państwa żadnej roli nie ma. Wszyscy, którzy używają religii do walki politycznej dokonują grabieży cennego dobra, które powinno pozostać nietykalne. Moja babcia modląca się do Maryjki przy polnej drodze nie miała z polityką nic wspólnego.

Musimy szukać symboli demokratycznych i laickich, które mogłyby stanowić zastępstwo dla symboli religijnych, których zastosowanie w polityce kompromituje. Dlatego tak szkoda tej Tęczy.

Państwo musi stać na straży praw człowieka. Prawa do wolności ekspresji, do wolności działalności gospodarczej, do wolności zrzeszania się, prawa do szacunku i równości wobec instytucji. Musi bronić mniejszości przed tyranią większości. Musi wspierać inicjatywy lokalne, wspólnotowe – a więc kulturę, sztukę, edukację. Państwo musi nam dawać zaplecze i odwagę.

Działalność polityczna natomiast powinna mieć na względzie społeczeństwo jako całość, planować jego przyszłość, proponować kierunki rozwoju i wskazywać problemy do rozwiązania. Polityka powinna być wizjonerska, misyjna i służebna. Lewica musi być budowana w oparciu o szacunek dla człowieka.

Mamy cztery lata. Czas start.

Wesprzyj autora Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +69, liczba głosów: 93)
Loading...
Główne zdjęcie artykułu pochodzi z biblioteki zdjęć Rafała Betlejewskiego