Raport: Jak wygląda praca w McDonald’s od kuchni?

Jakiś czas temu praca w McDonald’s była jednoznacznie kojarzona z zajęciem ciężkim i nieodpowiednio opłacanym. Odnoszę wrażenie, że obecne na polskim rynku jest kilka firm, które bezpowrotnie zdetronizowały Maka, ten najbardziej rozpoznawalny fast food, w rankingu najgorszej pracy na świecie.

Niemniej jednak nadal nie jest to zajęcie, o do którego większość z nas nie przyzna się z dumą.

Tekst publikuję pod swoim nazwiskiem, gdyż osoba pisząca ciągle jest pracownikiem sieci McDonald’s i musi pozostać w ukryciu, chociażby dlatego, że umowa pracownicza nie zezwala jej na opisywanie tego, co widzi. 

Gdy byłam jeszcze w liceum nie raz żartowaliśmy, że i tak skończymy w McDonald’s…

Ironizowaliśmy, że z szerokimi uśmiechami będziemy pytać: „A może frytki do tego?”. Trochę taki śmiech przez łzy, bo przecież każdy z nas słyszał niezliczone ilości opowieści o tym, że w dzisiejszych czasach trudno o normalną pracę nawet po „dobrych” studiach.

No i proszę… wylądowałam w Maku…

Zdecydowanym plusem jest umowa o pracę. Nie jest to praktyka popularna, bo przecież tzw. umowy śmieciowe są dużo bardziej opłacalne dla pracodawcy. Początkowo podpisuje się umowę na okres próbny trzech miesięcy ze stawką 11.50 zł/h brutto + 50 gr/h za pranie roboczych ubrań. Po tym czasie można można ją przedłużyć, a stawka wzrasta o aż 50 gr/h brutto! 🙂 Plakietkę „uczę się” z imieniem i mundurki, czyli dwie koszulki, spodnie, pasek i daszek, dostaje się przy podpisywaniu umowy. Razem z nią należy potwierdzić zapoznanie się z całym mnóstwem zagrożeń, które czekają tylko żeby pracownik przekroczy próg restauracji. Wśród nich są porażenie prądem, uszkodzenie ciała przez ruchome elementy maszyn, poparzenia (m. in. olejem), upadki (np. na śliskiej podłodze lub z drabiny), a nawet potrącenie przez samochód. Praca rozpoczyna się bezpośrednio po podpisaniu umowy i reszty niezmiernie ważnych dokumentów lub następnego dnia – o ile uda się tak szybko zorganizować trwające 40 min szkolenie BHP.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Nowy żołnierz w armii trafia na swoje stanowisko – określone według aktualnych potrzeb – i odbywa krótkie szkolenie, po którym wie na temat swojego zajęcia równie mało jak pięć minut wcześniej, przed jego rozpoczęciem. Po kilku dniach roboczych może przejść weryfikację swoich nowych umiejętności.

McDonald's, McCafe
McDonald’s, McCafe

Zaczęłam dość nietypowo – wylądowałam na McCafe.

Niby fajnie, bo przecież kawa, desery i napoje brzmią dużo lepiej niż popularna wśród nowych pracowników „frytka”. Oczywiście są pewne „ale”. Na kuchni pracuje kilka osób, zawsze jest kogo zapytać w razie wątpliwości. Oczywiście należy pamiętać, że prawo do zadawania pytań obowiązuje przez pierwsze dwa dni. Po tym czasie każda niewiedza będzie oznaczała pewnego rodzaju ignorancję czy też zwyczajną głupotę i może powodować nieprzyjemne komentarze kolegów z zespołu. Również tempo pracy powinno być zadowalające, to znaczy ani za wolne, ani za szybkie. Nikt przecież nie będzie na ciebie czekał ale też nie będzie robił więcej niż zakłada manager.

W moim przypadku było nieco trudniej. Nie istnieje coś takiego jak ściągawka. Procedurę robienia kawy można sobie jedynie przeczytać – średnio inteligentna małpa byłaby w stanie przyrządzić kawę według tego, co zostało zawarte na laminowanych kartkach spiętych opaskami kablowymi. Ale desery trzeba mieć w głowie! Nie ma ich jakoś szalenie dużo, ale przez pierwszych parę dni można czuć się lekko zagubionym. Jeżeli ma się trochę szczęścia i trafi się na sympatycznego managera to można zapytać i nie musieć przy tym znosić krytyki lub okazywać olbrzymiego żalu za swoją skandaliczną niewiedzę.

McDonald's, foto: R. Betlejewski
McDonald’s, foto: R. Betlejewski

A może frytki do tego?

Wydaje się, że kasa to jedno z lepszych stanowisk w całej restauracji, bo nie trzeba mieć bezpośredniego kontaktu z jedzeniem. Jest w tym trochę racji, ale… To kasjer musi użerać się z mówiącym jedynie w języku suahili klientem. To on jest zmuszony przez idiotyczne standardy do mówienia czegoś w stylu

Pięć złotych reszty, zamówienie numer sto jeden, a teraz zapraszam do strefy oczekiwania. Zamówienie będzie gotowe do odbioru, gdy pojawi się na zielono na tablicy. Dziękuję, do widzenia i zapraszamy ponownie…

ta końcówka to już do pleców klienta, który ma go w poważaniu i odwraca się zaraz po otrzymaniu reszty, nie mówiąc nawet „do widzenia”.

To kasjer jest odpowiedzialny za pieniądze – czasami to kilka tysięcy złotych. To kasjer ma obowiązek znać skład każdej rzeczy oferowanej przez restaurację, a także być doskonale poinformowany na temat nowych ofert, promocji, zmian w menu. Ponadto to osoba, która musi być w stanie odpowiedzieć na niemal każde ściągnięte z księżyca pytanie dociekliwego klienta. No i oczywiście to kasjer musi słychać tego, że frytki są niedobre, że kartofle to nie ziemniaki tylko w dziwny sposób przetworzony plastik, że ceny są skandaliczne, że kolejka długa, że pogoda brzydka itd. Oczywiście to wszystko z szerokim uśmiechem na ustach.

Pewnego popołudnia do kasy podszedł lekko łysiejący, okrąglutki facet. Jeden z bardziej doświadczonych kasjerów (zgodnie ze standardami) zaproponował mu powiększenie zestawu, deser etc. Po chwili klient zaczął się nieco unosić. Nie podobały mu się kolejne sugestie bezradnego w tej sytuacji pracownika. Po pojawieniu się managera mężczyzna zaczął krzyczeć na całą strefę gastronomiczną w dużym centrum handlowym. Zarzucał kasjerowi próbę wyłudzenia pieniędzy, naciągania go.

Innym razem klientką była wytapetowana blondynka. Po odebraniu tacy usiłowała sama poczęstować się ketchupem. Po reakcji pracownika, który poinformował ją, że nie może samodzielnie sięgać za ladę i brać tak dużej ilości saszetek kobieta odeszła kilka kroków po czym odwróciła się i rzuciła z oburzoną miną „Jest pan bezczelny!”.

Legendarne, plastikowe jedzenie

Na temat niezdatności żywności w McDonald’s krąży tyle mitów, że chyba nawet najstarsi górale nie pamiętają ich wszystkich. Faktem są natomiast bardzo wysokie standardy. Ile czasu leży „rozpoczęty” pomidor w przeciętnej lodówce? Fastfoodowe normy nakazują wyrzucić pokrojone warzywa już po kilku godzinach, by zachowały najwyższą możliwą jakość. Wszystko jest skrupulatnie opisywane naklejkami z datą i godziną. Inną sprawą jest to, co poszczególne restauracje robią z żywnością, która przekroczyła wyznaczoną przez standardy godzinę. Część z nich wyrzuca i przygotowuje nową, część zmienia naklejki. Nieoficjalnie oczywiście.

Czymś charakterystycznym dla McDonald’s są frytki – oczywiście smażone na głębokim tłuszczu i obsypane śniegiem soli. Wołowina w mrożonych, idealnych krążkach (zazwyczaj) dosmażona. Gotowy (w panierce!), również mrożony kurczak także smażony na głębokim tłuszczu. Samo zdrowie! Gotowe kanapki są wyrzucane na podgrzewaną płytę. W teorii powinny na niej spędzić nie więcej niż 10 minut. Czas ten jest jednak często przedłużany do 30 minut. Lub więcej…

Co ciekawe korporacja sugeruje, by pracownicy nie spożywali dużych ilości wyrobów restauracji.

Biegacz i wydawacz.

Czyli osoba wydająca zamówienia. Ona najwięcej biega i nosi. Najwięcej klnie, ślizga się i wpada na innych pracowników. Najwięcej się denerwuje. Dlaczego? Jej zadaniem jest ułożenie wszystkich zamówionych rzeczy na tacy – oczywiście według standardów – lub zapakowanie ich w odpowiednie torby. Byle nie przekroczyć 300 sekund! Następnie wywołuje zamówienie i wręcza je klientowi. Oczywiście większość osób odbierających nie używa słowa „dziękuję”, nie mówiąc o „dzień dobry” i „do widzenia”. W wielu przypadkach okazuje się, że zamówienie w jakiś sposób jest niezgodne z wyobrażeniami klienta. Co się wtedy dzieje? Wtedy rozwścieczona tleniona blondynka krzyczy na całą strefę gastronomiczną, że jej FRYTKI SA ZA SŁONE!!! – i nie przestanie się wydzierać niezależnie od ilości niebieskich koszul wokół niej i ich stoickiego spokoju.

Niestety wielu z nas nie zdaje sobie sprawy czy też zapomina o tym, jak wiele mogą zdziałać drobne uprzejmości. Nie pamiętamy, że po drugiej stronie lady też są ludzie, którzy też mają swoje problemy, którzy tak jak my w wielu kwestiach są bezradni.

Dlatego też odnoszę wrażenie, że praca w korporacji podobnej do McDonald’s w pewnym momencie życia powinna być obowiązkowa.

Oczywiście nie jest to ambitne zajęcie, nie przyniesie żadnego doświadczenia stricte zawodowego. Jest to jednak praca, która nauczy szacunku do pracy i do drugiego człowieka. Uświadomi w jak wielu przypadkach zwykły szary pracownik jest kompletnie bezradny i jak ciężko znosić pewne zachowania.

Wesprzyj autora Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +19, liczba głosów: 27)
Loading...
Główne zdjęcie artykułu pochodzi z biblioteki zdjęć Rafała Betlejewskiego