Rawad Abdel Massih: kiedyś na Bliskim Wschodzie nie było granic

Kryzys tożsamości dotyka całego świata. Nie jest możliwe rozwiązanie problemów na Bliskim Wschodzie, bez ich rozwiązania na Zachodzie i odwrotnie. Na Zachodzie ogromnym problemem są różnice klasowe między bogatymi a biednymi – ci pierwsi są coraz bogatsi, a drudzy coraz biedniejsi. Na Wschodzie różnice klasowe też istnieją, ale są tylko jednym z czynników. Największym źródłem naszym kłopotów jest konflikt izraelsko-palestyński.

Z Rawadem rozmawiałam po raz pierwszy w 2012 roku, gdy przygotowywałam dla „Przekroju” artykuł o arabskiej scenie metalowej (Przekrój: sierpień 2012: „Metal zakazany” Czytaj tu metal). Od tamtej pory nie miałam od niego żadnych wieści. Dlatego postanowiłam zadzwonić i sprawdzić, co i jak zmieniło się dla niego w Syrii przez te ostatnie trzy lata.

Marcelina Obrzydowska: Od naszej ostatniej rozmowy minęły trzy lata. Pracowałeś wtedy nad płytą. Można jej posłuchać?

Rudi Massih: Nie została wydana.

Dlaczego?

Wszyscy się rozjechali w różne części świata, w tym ja do Libanu. Trudno pracować na odległość.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Przecież, zaledwie w wakacje, grałeś koncert w Latakii.

Tak, ale to nie był już taki typowy metalowy koncert. Wszystko się zmieniło. Nie ma już sceny metalowej w Syrii – nie w prawdziwym jej słowa znaczeniu. Zresztą, w innych krajach arabskich też nie.

Chcesz powiedzieć, że w ciągu tych trzech ostatnich lat zniknęli z Syrii wszyscy metalowi muzycy?

Tak zupełnie nie. Jest trochę młodych rockowo-metalowych artystów. Głównie w Latakii i w Damaszku.

 

Rawad Abdel Massih
Rawad Abdel Massih

Czemu akurat w tych miastach?

Bo są jeszcze w miarę bezpieczne. Po zniszczeniu Aleppo, dużo chłopaków przeniosło się do Latakii. Tam mogą grać.

 To czemu z nimi nie zostałeś?

Chcę się rozwijać, a w Syrii jest to teraz trudne. Zawsze sam produkowałem muzykę, z własnych pieniędzy. Wielu artystów dokłada do swojej twórczości, nie tylko w muzyce i nie tylko na Bliskim Wschodzie. W moim kraju, w obecnej sytuacji, nie zarobię wystarczająco by móc wyrazić siebie.

Poprzez muzykę?

Nie tylko. Wkrótce, w listopadzie, zostanie wydana moja książka.

Gratuluję! O czym? O metalu?

Nie no, metal jest do grania, a nie do pisania.

To o czym?

Rzecz dzieje się w 2084 roku…

Ooo, Już mi się podoba! Orwell współczesny?

Można tak powiedzieć. To, podobnie jak u Orwella, wizja przyszłości inspirowana niepokojącymi wydarzeniami z (naszej) teraźniejszości. W powieści pojawiają się ikony politycznych przywódców, takich jak Che Guevara czy założyciel Syryjskiej Partii Socjal-Nacjonalistycznej – Antun Saadeh. Całość podzielona jest na trzy części. Jedna z nich dzieje się w świecie Zachodu, druga – na Bliskim Wschodzie. Obydwie rozgrywają się paralelnie i łączy je część trzecia. Tytuł książki to „2084: dzienniki rodzącej się tożsamości i przywrócenia równości” („Memoirs of identity formation and equality restoration”).

I czyja tożsamość się rodzi? Wschodu, czy Zachodu?

Kryzys tożsamości dotyka całego świata. Ta książka jest próbą odnalezienia jego przyczyny. Szukam jej zarówno w Lewancie, jak i na Zachodzie. Te światy przenikają się wzajemnie. Nie jest możliwe rozwiązanie problemów na Bliskim Wschodzie, bez ich rozwiązania na Zachodzie i odwrotnie. Ale i w każdym z tych miejsc przyczyny kryzysu są inne. Na Zachodzie ogromnym problemem są różnice klasowe między bogatymi a biednymi – ci pierwsi są coraz bogatsi, a drudzy – coraz bardziej popadają w nędzę. Stan ten coraz bardziej się pogarsza. Na Wschodzie różnice klasowe też istnieją, ale są tylko jednym z czynników. Największym źródłem naszym kłopotów jest konflikt izraelsko-palestyński. Po II Wojnie Światowej to w zasadzie główne źródło problemów w tym regionie.

I o tym wszystkim możemy przeczytać w książce?

Pisząc, inspirowałem się rzeczywistymi wydarzeniami, które miały miejsce w przeszłości, a niektóre, jak wojna domowa w Europie pomiędzy autochtonami a imigrantami, korespondują z obecną sytuacją w Europie. Chociaż, pracę nad powieścią zacząłem tak naprawdę na długo przed falą uchodźców, która obecnie dotyka Zachód.

Też się wybierasz?

Myślałem o tym wiele razy, ale perspektywa zaczynania wszystkiego od nowa… Wolę zostać.

A jednak inni wyjeżdżają.

Bo stracili wszystko, co mieli. Ja nadal mam tu rodzinę, dom i oczywiście muzykę.

W której masz sporo sukcesów, w tym współpracę z amerykańską grupą metalową Savatage.

To było w 2012 roku. Wspólnie z Zakiem Stephensem i Jonem Olivą nagraliśmy jeden utwór.

W języku arabskim?

Nie, w angielskim. Po arabsku tworzę przy moim innym projekcie – Rasas, co w języku arabskim oznacza kule lub pociski.

Dobra amunicja. W kogo celujesz?

Gdy tworzę po angielsku, wiem, że dotrę do większej liczby osób. Tak było w przypadku mojego zespołu The Hourglass, w którym nie tylko słowa, ale też muzyka powstawała, w dużej mierze, pod wpływem metalu z Zachodu. Umożliwiło mi to współpracę z zagranicznymi artystami, w tym z Savatage. W Rasas, a ostatnio również w The Hourglass, korzystam z bogactwa kultury rodzimej.

Czyli arabskiej?

Nie tylko. No bo, co to znaczy „arabski”? Kim jest Arab? Mówi się, że Arabowie są w Tunezji, Egipcie, Arabii Saudyjskiej czy Palestynie. Ale, prócz tego, że mówimy tym samym językiem (chociaż i to nie jest do końca prawdą), nie jesteśmy homogeniczni. Na przykład w samej Syrii są i „Arabowie” i „nie-arabowie”. A nawet ci, których określamy Arabami, jakby się dobrze przypatrzeć drzewu genologicznemu, to okazuje się, że nawet nie mają „arabskich” korzeni, ale ormiańskie, aramejskie, a nawet europejskie. Podobnie jest z islamem. Zaczął się w VII wieku, a co było wcześniej? Przecież te tereny to kolebka wielu cywilizacji. Zapomina się o tym zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie. O tej zagubionej tożsamości piszę dużo w mojej książce. Do tego wątku odwołuję się też często w muzyce. Zwłaszcza ostatnio.

„Zwłaszcza”… od 2011 roku…

Tak, bo w obliczu zagrożenia, wszystko ulega dewaluacji i traci sens. Więc zaczynasz się zastanawiać, zadawać pytania. Kim jesteśmy? Arabami? Syryjczykami? Muzułmanami? Chrześcijanami? Co tak naprawdę konstruuje naszą tożsamość – narodowość, religia, a może historia? A kiedy pojawiają się te pytania, naturalnie, zaczynasz szukać odpowiedzi. Dlatego, najnowszy materiał The Hourglass odwołuje się do elementów kultury „syryjskiej” przed islamem, a nawet dalej – przed chrześcijaństwem i judaizmem. Widzisz, dla mnie Syria nie leży w granicach narysowanych przez Francuzów.

Jak narysowali, tak narysowali. Ale dziś trudno te granice przesunąć.

Tym łatwiej zapomnieć, że kiedyś ich na Biskim Wschodzie nie było. By o tym przypomnieć, dwa utwory, nad którymi obecnie pracuję poświęciłem Fenicjanom, a trzy inne literaturze ugaryckiej.

Powstało też kilka piosenek na temat ówczesnej mitologii. To moja odpowiedź, na pytanie – kim jesteśmy. Myślę, że w obliczu wojny, wielu moich rodaków, już dawno straciło poczucie tego, kim są. Nie twierdzę, że moja muzyka odbuduje ich domy i przywróci życie bliskim. Ale być może, gdy poznamy odpowiedź na to, kim jesteśmy, będzie nam się łatwiej zjednoczyć.

A co najbardziej dzieli syryjskie społeczeństwo?

W dużej mierze religia, ale nie tylko. Sądzę, że niespecjalnie społeczeństwu przysłużył się też arabski nacjonalizm. Wszystkie te elementy ścierają się obecnie w Syrii. A w tych starciach szczególnie wyróżnia się ISIL, który w maju, na przykład, wysadził „nieislamskie” zabytki w Palmirze. Sytuacja w Syrii bardzo odbija się na naszej tożsamości.

Dlatego tyle o niej piszesz?

Wojna we własnym kraju, to nie jest coś, wokół czego można przejść obojętnie. Wszystko wywraca się do góry nogami. Cały świat się zmienia – nawet twoi przyjaciele, ich mentalność, poglądy. Wojna nie oszczędza nikogo. Ale nie dowiesz się tego z telewizji, filmów, książek czy nawet piosenek. Nikt tak naprawdę nie jest w stanie wyobrazić sobie, czym jest wojna, o ile jej sam nie przeżył.

To czemu w Twojej muzyce tak mało zgliszczy, jeśli tyle ich wokół?

Właśnie dokładnie z tego powodu – bo tyle ich wokół. Nie będę pisał o bombach i spalonych ciałach. Na ten temat powstało już dużo piosenek. Takich informacji dostarczają też media. Świat się znieczulił.

Tu następuje przerwa w łączności… kiedy wracamy do rozmowy pytam:

Co się stało?!

Elektryczność padła. Pozostałość po wojnie domowej i izraelskich nalotach.

Możemy kontynuować?

Na razie powinno być ok. O czym mówiliśmy?

Mówiłeś, że świat się znieczulił…

Tak. Duża w tym wina mediów. Zwłaszcza, gdy pokazują coś wyrwane z kontekstu. Widać to po tym, jak ludzie reagują na syryjskich uchodźców. Boją się. I nie dziwię się, że się boją. Dlatego tak ważne jest by ludzie poznali, kim jesteśmy. Ale by to mogło się stać, sami musimy to wiedzieć.

Po rozpowszechnianych po Internecie zdjęciach i filmach uchodźców, można pomyśleć, że Syria jest mężczyzną…

Wyjeżdżają, bo nie chcą walczyć, nie chcą zabijać. Ci mężczyźni zostawiają w Syrii siostry, żony, matki, a sami udają się w, jak wiesz, bardzo niebezpieczną podróż. Mają nadzieję, że będą mogli bezpiecznie sprowadzić bliskich, jak tylko znajdą pracę i się ustatkują. Walczą o godne życie.

Myślisz, że mogliby je znaleźć w Polsce?

Być może. O Polsce wiem tylko tyle, że jest tam popularny metal. Jak byłem w Austrii na koncercie Metallici, duża część publiczności była właśnie z Polski. To również, obok Niemiec i Norwegii, jedna z największych scen metalowych w Europie.

Metalowy polsko-syryjski dialog międzykulturowy?

Czemu nie.

hourglass

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +10, liczba głosów: 10)
Loading...

Główne zdjęcie artykułu oraz inne użyte pochodzą z oficjalnych stron Rawad Abdel Massih
The following two tabs change content below.

Marcelina Obrzydowska