Aleksander Doba: Czy to jest wyczyn, czy to podróżowanie?

Podróżowanie ma w sobie czar – w myślach widzę panie w kapeluszach, które patrzą na egzotyczny świat przez okna orientekspresu. Albo ma w sobie zawadiackość: ogorzała twarz, dżinsy brudne od kurzu, buty wystające ponad krawędzią meksykańskiego pick-upa. Ale zawsze jest w tym jakiś ludzki wymiar przygody, beztroski i zawieszenia w czasie. Relaksu. Czym jest jednak ten hard core, który zgotował sobie Aleksander Doba płynąc dwukrotnie przez Atlantyk?

Albo wzdłuż Norwegii? Wzdłuż, bo Doba nie jedzie drogą, tylko płynie. I nie łodzią a kajakiem. W zimnie, śniegu, deszczu, w sztormie i przemoczonym tyłkiem i popękaną skórą. Bliski śmierci, rabowany, osamotniony. Po co?

W okienku poniżej możesz obejrzeć zapis ze spotkania z Aleksandrem Dobą w barze Studio w Warszawie, które poprowadzi Rafał Betlejewski.

Płynąłem kajakiem kilkukrotnie i wiem, że to nie jest wygodny sprzęt. Miejsce ciasne, podmoczone wodą, po godzinie zaczyna w plecy uwierać, ręce mdleją, muchy gryzą, słońce pali – nie ma jak uciec. Na Krutyni to owszem, można zawsze podpłynąć te dwa metry do brzegu, gdzie czekają lokalsi z batonami i piwem, w ciepły jasny dzień to i się można w kajaku rozciągnąć, dać się ponieść nurtowi. Ale na oceanie!? Albo na morzu północnym!? Tam to tankowce zasuwają a i spośród nich czasami jakiś zatonie. Wiem, bo mój teść jest kapitanem na tankowcach, to mi opowiada.

Pływałem w oceanach. I w Azji, i w Afryce, i w Brazylii i wiem, jaka to potęga. Piękno i potęga. Kiedy pierwszy raz prąd odbijający od brzegu złapał mnie w swoje szpony i zaczął nieść w głąb oceanu, a ja pedałujący w pław na falach wysokości dwóch metrów czułem, że słabnę i nie dociągnę do brzegu, zrozumiałem, że to nie są przelewki. To inna skala jest. Nieludzka. Strach po prostu.

Myślę, że dzisiejsze spotkanie z Dobą zacznę od pytania, czy zrozumiał wreszcie, że kajak nie został stworzony na ocean. Już nawet Robinson Crusoe to wiedział. Myślę też o tym, żeby spróbować się z Dobą na rękę. Jaką łapę trzeba mieć, żeby przewiosłować przez ocean!? Czy kogoś dziwi, że Doba jest jedynym człowiekiem, który przepłynął Atlantyk w kajaku bez pomocy żagla? Nie, nie dziwi. Nikt inny nie był wystarczająco szalony. W łódce na wiosła sprawa jest prostsza – można korzystać z siły nóg i pleców. W kajaku do dyspozycji są tylko ręce i ramiona.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

A co się dzieje, gdy zapada noc – noc na środku oceanu? A jeśli wieczorem widać załamującą się pogodę, ciemne ciężkie chmury, które idą w naszą stronę? Co jeśli po zmroku wzmaga się wiatr i zaczyna ryczeć? Jeśli fale, jak góry zaczynają miotać kajakiem na wszystkie strony – fale, których nawet nie widać?

Czy Doba nie rozumie, że takich rzeczy się nie robi po prostu? Że to nie fair.

Aleksander Doba, archiwum Agora
Aleksander Doba, archiwum Agora

No więc co to jest? Czy to jest podróżowanie, skoro człowiek przesuwa się w czymś, co urąga warunkom, co nie jest stworzone do tego środowiska, co jest sprzeczne z rozsądkiem? Czy to jest wyczyn? A skoro wyczyn, to co ten wyczyn nam pokazuje?

OK, powiem wprost: moim zdaniem to, co robi Doba jest kompletnie bez sensu. Nie ma żadnego powodu, żeby znajdować się na rozszalałym oceanie w nocy w kajaku i zastanawiać się nad tym, czy uda się przeżyć. W tym samym czasie ludzki los można przeżywać inaczej i będzie on równie dojmujący. Nie ma powodu, by cierpieć pękającą skórę, zapalenie oczu, samotność, strach, by pompować wodę z ręcznej odsalarki w ucieczcie przed śmiercią z odwodnienia, by znosić samotność, rozłąkę, ból mięśni i niepewność jutra. Niczego tam nie ma… tam na środku Atlantyku. Niczego dla nas, ludzi.

A jednak… A jednak to o Dobie piszą gazety, to o nim robi się programy, to on przyciąga tłumy. Dlaczego? Dlaczego ludzie do niego lgną?

Bo Doba, kurwa mać, w kajaku przepłynął Atlantyk! I to dwa razy! Słabo? Nie, to jest po prostu mega!

aleksander doba ksiazka

Dominik Szczepański, biografia Aleksandra Doby, Na oceanie nie ma ciszy, Wydawnictwo Agora, 2015. 

PS: Na spotkaniu było mnóstwo ludzi,

bar Studio pękał w szwach. Doba okazał się człowiekiem prostym, ciepłym z poczuciem humoru. Ma dobry kontakt z publicznością, a ludzie do niego lgną. Tak to jest z kimś, kto dokona czegoś niezwykłego, nawet jeśli to jest nikomu do niczego niepotrzebne… Nie, chociaż chyba nie można tak mówić. Wyczyn Doby nam wszystkim pokazuje – choć może to być tylko złudzenie – że i w nas siedzi coś niezwykłego, ktoś wielki.

Spotkanie z Aleksandrem Dobą w Warszawie, 4 listopada 2015, fot. Betlej
Spotkanie z Aleksandrem Dobą w Warszawie, 4 listopada 2015, fot. Betlej
Spotkanie z Aleksandrem Dobą w Warszawie, 4 listopada 2015, fot. Betlej
Spotkanie z Aleksandrem Dobą w Warszawie, 4 listopada 2015, fot. Betlej

Na pytanie o sens życia Doba odpowiedział: trzeba być zdrowym i marzyć. A niektóre marzenia zmieniać na plany. A niektóre plany realizować. Ale do końca.

Cichym bohaterem spotkania był Pałac Kultury, który wziął i zniknął.

Wesprzyj autora Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +9, liczba głosów: 9)
Loading...
Fot: Betlej
Fot: Betlej

Główne zdjęcie artykułu pochodzi z biblioteki zdjęć Aleksandra Doby