Dopadła cię jesienna chandra? Weź pożyczkę! – o lichwie.

Instytucje, które żerują na najbiedniejszych, udzielając im wysokooprocentowanych pożyczek, działają w Polsce legalnie, za cichym przyzwoleniem wszelkich politycznych władz. Zróbmy coś z tym!

‘’Pomóżcie, wpadłam w pętle kredytową/chwilówkową’’- pisze na forum internetowym Ewa. Ale takich jak ona jest więcej. Wpisy są do siebie podobne. Przewijają się tam choroby, niskie zarobki, dzieci, wypadki losowe, śmierć. Różne są indywidualne drogi ku nieszczęściu. Ale wszystkie prowadzą do zadłużenia.

‘’Jestem na skraju załamania nerwowego’’- czytam. Cierpienie – czytam. ‘’Depresja, frustracja, przemoc – minister zdrowia ostrzega przed wzięciem pożyczki’’- może przydałyby się takie ostrzeżenia? I stworzenie takich okoliczności, w których nie trzeba tego robić.

O czym świadczy tak wielka ilość ogłoszeń na ulicach naszych miast pod tytułem: ‘’Chwilówki, kredyty, na dowód, bez BIK-u’’? Czy to też da się wytłumaczyć historią ‘’sukcesu’’ naszej transformacji? Zapewne. To jednak wzruszające, że udało nam się stworzyć system, w którym każdy, dosłownie każdy, niezależnie od wyznania, orientacji seksualnej, poglądów i dochodów może być pożyteczny. Na każdym bowiem da się zarobić. Na biednych może dużo się nie zarabia, ale przynajmniej łatwo.

‘’Bank ci odmówił? Nic się nie martw! U nas pożyczysz nawet jeśli jesteś w Biurze Informacji Kredytowej’’- ciągle dostaję takie e-maile, reklamy, wiadomości, bo mi też zdarzyło się kiedyś nie domknąć budżetu i musiałem wziąć taką pożyczkę. Kilka tygodni temu dostałem taką wiadomość: ‘’Dopadła cię jesienna chandra? Weź pożyczkę!’’

I co tak właściwie się nam proponuje? Pożyczkę, która nie powinna być udzielona. Bo tak na zdrowy rozum, czy można udzielać jej komuś kto nie legitymuje się stałymi dochodami, pozwalającymi wygospodarować jakąś nadwyżkę na spłatę? Bez sprawdzenia? Chyba… że niekoniecznie chodzi o to, żebyśmy ją spłacili w terminie. Na odsetkach wielu się pożywi.

Wesprzyj #Medium
Kuchnia, foto: Betlej
Kuchnia, foto: Betlej

Pułapka na robotniczy prekariat.

Po wzięciu pożyczki człowiek czuję euforię. W kontraście do poprzedniego bycia na musiku (i jesiennej chandry). Ale to szczęście w końcu mija. Szczęście nie mija tylko w badaniach profesora Czaplińskiego. U niego Polacy są uśmiechniętymi debilami.

Połowa Polaków nie posiada oszczędności, co oznacza, że każdy nieprzewidziany wydatek – wizyta u dentysty (prywatnie, bo nie ma innej opcji), konieczność nabycia nowej lodówki czy pralki, a może zmiana pracy (często na śmieciówce) i dziura w zatrudnieniu, a co za tym idzie w portfelu – tworzy potrzebę wzięcia pożyczki. Daj boże, jeśli zarabiasz na tyle dużo, by twój bank ci jej udzielił. Ale gdybyś dużo zarabiał, to pewnie byś odłożył.

Najnowszy raport NiK rozwiewa twoje nadzieje na pomoc opieki społecznej (Patrz tutaj), gdyż ta w Polsce nie działa. A żeby móc z niej skorzystać (gdyby ją naprawiono), musiałbyś posiadać (oficjalnie) dochód, który w praktyce skazuje cię na głód i powolną śmierć (od 1.10.2015 dla osoby samotnej jest to 634zł, a dla osoby w rodzinie 514 zł).

A więc pożyczasz na lichwiarski procent. Twoje dochody stają się – trudno w to uwierzyć – jeszcze mniejsze, bo musisz paść wierzyciela (posiadacza obligacji firmy pożyczkowej, właściciela twoich długów, firmę windykacyjną; cały ten rynek sępów). Jeśli teraz coś ci się przydarzy jesteś na prostej drodze do wpadnięcia w pętle zadłużenia.

Zadłużony jak Polak.

W Polsce zadłużenie jest poważnym problemem społecznym. Z badań TNS wynika, że 46% z nas nie reguluje na czas rachunków, a średnie zadłużenie w Krajowym Rejestrze Długów wynosi 3,435 zł. Firmy pożyczkowe udzielają chwilówek najbiedniejszym 3-4 milionom Polaków na kwotę 3-4 miliardów złotych (dokładniejszych danych brak). Nie są to więc wielkie kwoty w skali państwa, ale problem dotyka sporej grupy ludzi.

Wśród firm pożyczkowych istnieje pewna gradacja, jest kilka kręgów piekła. Dużą część rynku zajmuje, chyba już przysłowiowy, Provident. Jest Wonga czy Vivus. Są firmy skupione w Związku Firm Pożyczkowych, udzielające głównie pożyczek krótkoterminowych przez internet. Są firmy lokalne, działające np. tylko w jednym mieście, są też pojedyncze oddziały np. lombardy, w których można dostać pożyczkę (mam pod domem). Są wreszcie osoby, udzielające pożyczek na ogromny procent pod zastaw np. mieszkania, wyszukujący swe nie do końca świadome ofiary, działający w sposób mafijny, oszuści (trudno ich tak nie nazywać, nawet jeśli działają zgodnie z prawem). Do niedawna te wszystkie podmioty działały bez jakiejkolwiek regulacji.

Tylko że w Polsce każda regulacja kończy się jak ta z drożdżówkami w szkołach. Prezydent Duda pod koniec sierpnia podpisał tzw. ustawę antylichwiarską. Samo jej procedowanie w Komisji Finansów Publicznych wiązało się z podejrzeniami o lobbing firmy Provident (wg. której ustawa jest cacy).

Wprowadzono więc co prawda limity opłat windykacyjnych i kosztów pozaodsetkowych, ale jak pisze Jarosław Ryba dla Forbesa:

Podczas, gdy intencją projektodawcy jest ograniczenie pozaodsetkowych kosztów pożyczki do 25 + 30 proc. w skali roku, możliwe będzie legalne zadłużenie klienta nawet do 275 proc. opłat pozaodsetkowych po roku, na co zezwala niespotykany dotychczas w prawie zapis o 120 dniach łączenia limitowanych kosztów.  Zapis ten umożliwia agresywnym pożyczkodawcom 3-krotne w ciągu roku rolowania zobowiązań swoich klientów, po coraz wyższych kosztach.

Nie wprowadzono rejestru firm pożyczkowych, poddanego nadzorowi KNF. Nie zmuszono pożyczkodawców do badania dokładniej sytuacji klientów, choćby do sprawdzania ich w BiK-u. Nie wykluczono więc z rynku choćby lichwiarzy, działających półmafijnie. Za kilka miesięcy, po wejściu ustawy w życia, okaże się, że wcale koszty pożyczek nie spadły i że wszystko jest po staremu.

Pogonić złodziei!

W Wielkiej Brytanii w 2014 r. brytyjski nadzór finansowy zmusił firmę Wonga (obecną również na polskim rynku i pobierającą Rzeczywistą Roczną Stopę Oprocentowania na poziomie 764,8%) do umorzenia pożyczek 300 tys. klientom. Uznano, że firma dobrze wiedziała, że są to pożyczki niespłacalne i społecznie szkodliwe. Można? Można i trzeba!

W Chorwacji i Słowenii tamtejsze rządy wprowadziły specjalne programy oddłużające. Pozwalają one anulować długi najuboższym obywatelom.

W Polsce władze niektórych miast przeprowadziły programy oddłużające lokatorów, przy czym jednym z warunków umorzenia długu było zapłacenie odpowiedniej kwoty (w Warszawie np. 30% długu), co nie było pomocą biednym, tylko formą zasilenia budżetu.

Biedni przecież nie głosują, więc pozbawienie ich opieki państwa i wydanie na pastwę lichwiarzy nic politycznie w naszej demokracji nie kosztuje. My, społeczeństwo obywatelskie (jeśli jeszcze konie mnie słyszą), musimy stworzyć siłę nacisku gotową do podjęcia walki o sprawiedliwy kształt naszego społeczeństwa. A jednym z filarów tegoż będzie nie tylko wyeliminowanie strukturalnych przyczyn lichwy, ale też abolicja długów, których powstanie wynika z nie-ludzkiego kształtu naszego społeczeństwa.

Wojtek, foto: Betlej
Wojtek, foto: Betlej