Islam bez uprzedzeń, część 6: niewolnictwo/terroryzm

Po pewnej przerwie prezentujemy kolejną i najpewniej jedną z ostatnich części naszego słownika.  Wraz z Maciejem Kochanowiczem przygotowaliśmy dzisiaj kolejne pięć haseł, w tym:

Niewolnictwo

Widzimy dzisiaj bolesne obrazy, jak bojownicy samozwańczego Państwa Islamskiego (patrz hasło) wprowadzają niewolnictwo: porywają kobiety, handlują nimi, zmuszają ja do współżycia. Pojawia się zatem pytanie: na ile niewolnictwo jest związane z islamem i jak kształtowała się rola tej instytucji w świecie muzułmańskim?

Na terenach, gdzie powstał islam niewolnictwo istniało na długo przed jego pojawieniem się – tak w cesarstwie Bizantyjskim, jak i Imperium Sasanidzkim. Islam wprowadzając regulacje odnośnie różnych sfer życia nie pomiął także niewolnictwa. Zostało ona zaakceptowana, aczkolwiek pojawiły się ograniczenia, na przykład zrównanie praw dzieci w urodzonych w związkach z niewolnicami z dziećmi ze zwykłych związków małżeńskich, czy też liczne zachęty do uwalniania niewolników, co było zachwalane jako czyn bogobojny lub sposób ekspiacji za rozmaitego rodzaju grzechy. To właśnie tego rodzaju pochodzące sprzed kilkunastu wieków rozwiązania chce dzisiaj ponownie prowadzać Państwo Islamskie.

W kolejnych wiekach specyfiką wielu państw muzułmańskich była wysoka polityczna pozycja niewolników. Istniały np. dwa sułtanaty – delhijski (w północnych Indiach) oraz mameluków (w Egipcie, słowo mamluk oznacza właśnie niewolnika) – gdzie cała elita rządząca, łącznie z władcą, była niewolnikami. Wynikało to z tego, iż pochodzący spoza terenu danego państwa niewolnicy nie przejawiali lojalności wobec swoich krewnych, czy plemion, ale przede wszystkim okazywali ją państwu, czy też innym członkom rządzącego w nim „korpusu” niewolników.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Podobnie wysoka była pozycja niewolników w Imperium Osmańskich, gdzie byli oni paszami, wezyrami, czy politycznie wpływowymi sułtańskimi matkami (o czym np. opowiada pokazywany u nas niedawno serial „Wspaniałe stulecie”). Czy to w związku z religijnymi motywacjami do uwalniania niewolników, czy to z powodu innych warunków kształtujących życie gospodarcze, niewolnictwo w krajach muzułmańskich praktycznie nigdzie nie odgrywało też istotnej roli w produkcji rolniczej; nie zaistniały tam wielkie plantacje, jakie znamy na przykład z amerykańskiego Południa, czy też z Imperium Rzymskiego.

W XIX wieku – wraz z rozwojem idei abolicjonizmu – niewolnictwo, tak jak i w krajach będących pod wpływami europejskim (w tym w koloniach zamieszkanych przez muzułmanów), stopniowo zaczęło być delegalizowane i w krajach muzułmańskich: w Tunezji w 1846, w II połowie wieku w Imperium Osmańskim i Egipcie. W niektórych miało to miejsce dopiero w XX wieku, np. w Maroku w 1922, czy w Arabii Saudyjskiej w 1962. I wreszcie w 1981 r. Mauretania została ostatnim państwem świata, które zniosło niewolnictwo (należy ona jednak do krajów, w których sytuacja byłych niewolników jest zła, a nielegalne praktyki niewolnicze nadal nie należą do rzadkości).

Niezwiązana z niewolnictwem jako kategorią prawną, ale warta wspomnienia, jest też sytuacja pracowników cudzoziemskich. Niektóre kraje muzułmańskie (szczególnie kraje Zatoki Perskiej) należą do państw, gdzie sytuacja części takich pracowników (szczególnie tych wykonujących prostsze praca – pomoce domowe, robotnicy niewykwalifikowani) bywa zła i spotykają się oni z praktykami zbliżonymi do niewolnictwa, zarówno takimi w danych państwach legalnymi (ograniczenia w możliwości zmiany pracodawcy, czy podróżowania, długie godziny pracy), jak i nielegalnymi, ale niekiedy tolerowanymi, lub też mało intensywnie ściganymi (odbieranie dokumentów, przymus fizyczny, przemoc seksualna).

Obrzezanie kobiet

Obrzezanie kobiet jest praktyką występującą w części państw afrykańskich. Motywowana jest na różne sposoby – albo jako pozbawienie kobiety pierwiastka męskiego (analogicznie poprzez obrzezanie mężczyzn pozbawia się pierwiastka kobiecego), albo jako sposób na ochronę godności i czystości kobiet, przyszłych żon i matek. Praktyka ta istnieje głównie w Afryce Środkowej i Wschodniej w społecznościach muzułmańskich, jak i chrześcijańskich i innych (a także ich diasporach). Jest zresztą starsza niż sam islam.

Obrzezanie kobiet nie jest uważane za religijny obowiązek w islamie – inaczej najpewniej rozprzestrzeniłoby się na inne regiony świata, gdzie mieszka znacznie więcej muzułmanów. Niektórzy uczeni muzułmańscy, zwłaszcza w państwach, gdzie jest ono praktykowane będą uważać, że jest to zasadne, jednak inni będą obrzezanie kobiet stanowczo potępiać. Jako przykład można podać Egipt, gdzie główny mufti tego państwa od dawna wydaje fatwy zakazujące obrzezania kobiet, kilka lat temu praktyka ta została zdelegalizowana, a mimo to dane statystyczne wskazują na utrzymującą się popularność obrzezania. [KGS]

Religia pokoju

„Islam to religia pokoju, a samo słowo ‚islam’ znaczy ‚pokój’” zdarza się słyszeć od niektórych muzułmanów zachwalających swoją religię i stwierdzających często przy tym, że nie ma ona „nic wspólnego z terroryzmem” (patrz hasło). Odpowiadają im przeciwnicy muzułmanów internetowymi memami, na których zdjęcie kolejnego zamachu samobójczego opatrzone jest ironicznym komentarzem „islam – religia pokoju”. Jak więc odnosi się islam do kwestii pokoju? I wojny?

W wymiarze doktrynalnym islam – wypowiadając się na temat różnych aspektów aktywności ludzkiej – nie odrzucał wojny, choć nakładał na nią pewne regulacje. Z jednej strony były to ograniczenia dotyczące np. sposobu traktowania jeńców, czy ludności cywilnej, a także całych podbitych społeczeństw (pozwalając np. dalej praktykować dotychczasową religię, o ile uznawano polityczną władzę muzułmańskich zdobywców; patrz dżizja); z drugiej zaś pewnego rodzaju zachęty mobilizujące do walki w słusznej sprawie, np. wyróżnianie walczących muzułmanów określeniem mudżahedin (tj. biorący udział w dżihadzie, patrz hasło), zasady podziału łupów wśród nich, czy uznawanie poległych za męczenników (szahidów), którzy automatycznie trafiają do raju.

Także samo słowo „islam”, chodź powiązane ze słowem „salam” oznaczającym pokój (jak w pozdrowieniu „salam alejkum” – „pokój Wam”), znaczy jednaka poddanie się – Bogu, podporządkowanie – Jemu (w języku arabskim kluczowe dla pokrewieństwa słów są spółgłoski w nim występujące, w tym wypadku to S-L-M – SaLam. ISLaM, czy wyznający go muSLiM, muzułmanin).

Przy tym jednym z kluczowych wydarzeń w historii wczesnej wspólnoty muzułmańskie, jeszcze za życia Proroka Mahometa, była wojna z Kurajszytami, którzy wygnali muzułmanów z Mekki, a następnie próbowali zająć Medynę, w której schronił się Prorok ze swoimi towarzyszami. Bitwy toczone w tej wojnie – tak jak i inne wydarzenia z czasów Proroka – zajmują poczesne miejsce w zbiorowej wyobraźni muzułmanów i wracają, czy to w opowieściach, czy to w sztuce (np. w kilku popularnych filmach), czy to w rozważaniach społeczno-religijnych.

A co było dalej? Czy po śmierci „Proroka” islam rozprzestrzenił się w wyniku podbojów „mieczem” przymuszając podbitą ludność do zmiany religii? I tak i nie.

Wczesne państwo muzułmańskie, kierowane przez kalifów, następców, Proroka, dokonało olbrzymich podbojów, w ciągu niewiele ponad stu lat sięgając od Atlantyku pod Indus, od Pirenejów po Tienszan. Jednak podboje te – choć zdobywcy z pewnością byli motywowani także religijnie – wcale nie skutkowały przymusem konwersji podbitej ludności, co po części było powodowane doktryną muzułmańską, a po części uwarunkowaniami społeczno-ekonomicznymi – niemuzułmanie byli mianowicie obciążeni nieco większymi daninami na rzecz państwa i jednocześnie mieli nieco mniejsze aspiracje polityczne. W kolejnych wieka ważnym motywem konwersji na islam były więc właśnie względy podatkowe, jednak mimo to przez wieleset lat rozległe obszary państw muzułmańskich posiadały większość niemuzułmańską (dotyczyło to np. Imperium Wielkich Mogołów w Indiach i Imperium Osmańskiego).

Co więcej, w kilku ważnych regionów świata islam rozprzestrzenił się w ogóle bez związku z podbojami, przynajmniej muzułmańskimi. Na przykład znani i z najazdów na Polskę (Legnica, 1241 r.) Mongołowie podbili znaczną część świata islamu, aby sami po kilkudziesięciu latach przyjąć islam i doprowadzić do jego rozprzestrzenienia w różnych zakątkach swoich stepowych włości. Tak samo na Malaje (gdzie dziś leży największe państwo muzułmańskie – Indonezja), czy do Afryki Subsaharyjskiej islam trafił nie w wyniku podbojów, ale przede wszystkim przez handlujących tam kupców arabskich, a proces ten uległ przyspieszeniu wraz z kolonizacją, ale nie muzułmańską tylko … europejską.

Nie jest więc zatem islam ani „religią pokoju”, której wyznawcy nie tykają się wojny (choć są muzułmanie, którzy czerpią dla swojego pacyfizmu inspiracje w religii), ani też nie jest – w rozumieniu większości samych muzułmanów – religią miecza, której istotą jest dżihad (chociaż są też dżihadyści, którzy tak chcieliby ją widzieć – patrz hasło).

Salafizm

Kto nie widział gdzieś w telewizorze salafity, brodatego radykała, odzianego w długą suknię i wodzącego groźnym wzrokiem po otoczeniu, który to na demonstracji w Paryżu, Londynie, bądź Berlinie pokrzykuje „Allah akbar” i trzyma plakat głoszący, że Europa jest zepsuta, a islam jest religią przyszłości? Skąd się wziął ów „radykalny brodacz”?

Salafizm to prąd ukształtowany od lat 60. przede wszystkim przez syryjskiego kaznodzieję Muhammada Nasiruddina al-Albaniego (zm. 1999 r.). Uznaje on, że właściwym sposobem życia muzułmanów jest skrupulatne odtwarzanie przeszłości, czasów przodków (salaf), zachowań Proroka i jego towarzyszy. Salafizm jest zatem próbą schronienia się przed rozmaitymi bolączkami czasów współczesnych w historycznej utopii. W kolejnych dekadach salafizm zyskiwał na popularności, wpierw w wielu państwach arabskich (Arabia Saudyjska, Algieria, Egipt), z czasem też w Pakistanie i innych krajach półkontynentu indyjskiego; ma też pewną – niezbyt liczną, ale rosnącą – grupę zwolenników w Europie, tak Zachodniej jak i na Bałkanach (czy Północnym Kaukazie).

Salafich cechuje charakterystyczny wygląd. Są przywiązani do tradycyjnego stroju, niestrzyżonych bród, a w przypadku kobiet do hidżabu (patrz hasło), o ile nie nikabu (zakrywania twarzy). Salafi sumiennie wypełniają obowiązki religijne; uczą się przypowieści o czasach Proroka (hadisy); przestrzegają, bądź przywracają tradycje zapomniane przez innych (np. mycie zębów nie szczotką, a miswakiem; stosowanie tradycyjnych perfum; jedzenie najchętniej nie przy stole, a na dywanie, i nie sztućcami, a prawą ręką); w ich domach nie będzie zdjęć postaci ludzkich (por. ikonoklzazm), czy telewizji, choć komputer już tak – bo w Internecie rozgrywa się niemała część salafickiego życia.

Współczesnego społeczeństwa – z jego popkulturą, systemem finansowym, bądź partyjnym – będą, na ile to możliwe, unikali. Do świata doczesnego i obowiązków religijnych będą mieli stosunek podobny, jak ortodoksyjni Żydzi, bądź tradycyjne grupy protestanckie (choć nie aż tak antynowoczesny jak np. Amisze). Przy tym duża część salafich – nie tylko w Europie, ale także krajach muzułmańskich – to nie osoby wychowane w takich wspólnotach, a takie, które same wybrały tę metodę (manhadż). Częściej wiążą się z salafizmem osoby z niższych, czy też wykluczonych, warstw społecznych, przez co nabiera niekiedy pewnych cech ruchu antyestablishmentowego.

Ruch salaficki z czasem podzielił się na wiele odłamów, niekiedy wzajemnie zarzucających sobie innowacje, bida (względem tradycji, sunna, Proroka). Istotną linią podziału jest stosunek do dżihadu, lub też odpowiedź na pytanie, czy idealny porządek z czasów Proroka (czy też nasze wyobrażenie o tym, jak ów porządek wyglądał) winniśmy wprowadzać poprzez indywidualną bogobojną (salih) praktykę, czy też poprzez przemoc i narzucenie go innym. Za symptomatyczny moment można uznać rok 1979, kiedy grupa Dżuhajmana al-Utajbiego, pozostająca pod wpływem salafizmu, zbrojnie wtargnęła do Wielkiego Meczetu w Mekce (w jego centrum znajduje się al-Kaba). Meczet następnie został odbity przez wojsko saudyjskie, a sam al-Utajbi stracony.

Od tego czasu coraz wyraźniejszy staje się podział na mniejszościowy salafi-dżihadi oraz liczniejszy „salafizm pokojowy”. Ten pierwszy ideologicznie coraz bardziej czerpał z interpretacji nauczania egipskiego islamisty Sajjida Kutba (patrz hasło); uzewnętrzniał się w wojnach w Afganistanie (we współpracy z USA), Bośni, Czeczeni, Al-Kaidzie, aż po Państwo Islamskie (por. dżihadyzm) i chętnie sankcjonował rozmaite ataki terrorystyczne od WTC po Charlie Hebdo.

Ten drugi, tzw. salafizm pokojowy, pozostaje w coraz większej symbiozie z Arabią Saudyjską, tak ideologicznej (patrz także wahabizm), jak i organizacyjno-finansowej (w przeciwieństwie do dżihadystów). Od działalności politycznej, a tym bardziej zbrojnej, „pokojowy salafizm” trzyma się na ogółu z daleka. Nie zobaczymy więc raczej takiego salafity niosącego transparent na demonstracji („Prorok nie organizował manifestacji” wyjaśni).

Dodajmy jeszcze jedno: salafi to określenie, które sami członkowie tego ruchu używają w odniesieniu do siebie. Salafizm to identyfikacja, to tożsamość. Różni się zatem to pojęcie od określenia fundamentalizm, czyli terminu, który zaczął być stosowany wobec niektórych grup muzułmanów przez obserwatorów z zewnątrz (żaden muzułmanin sam się fundamentalistą raczej nie nazwie). I choć pewnie większość salafich zostanie uznanych za fundamentalistów (choć często fundamentalistów „apoliczycznych”), to będą też tym terminem określani tacy, którzy z salafizmem nie mają nic wiele, w szczególności przedstawiciele islamu politycznego (patrz islamizm).

Wróćmy jednak to samego salafizmu, w szczególności w jego nurcie „pokojowym”, anty-dżihadystowski. Nie należy bowiem sądzić, że w tym pietystycznym i apolitycznym salafizmie nie ma wielu elementów przeciwnych wartościom czasów współczesnych, jak choćby w kwestii roli kobiet (patrz kobieta, oraz poligamia, która bywa w tym ruchu zachwalana), lub stosunku do demokracji (odrzucanej, czy może raczej leżącej całkowicie poza horyzontem zainteresowań; patrz też hasło); czy też, że nie pojawia się pytanie o dalszą ewolucję całego społeczeństwa, w kraju, w którym salafi zaczęliby stanowić istotną demograficznie część społeczeństwa (obecnie nie wydaje się to mieć miejsca). Ale to już zupełnie inna historia niż losy demonstranta z początku niniejszego hasła. [MK]

Terroryzm

Od zamachów z 11 września 2001 r. zbitka pojęć „islam” i „terroryzm” na stałe weszła do dyskursu publicznego. I nic dziwnego – w końcu pewna grupa terrorystów dokonujący zamachów odwołuje się do islamu a nie jakiejś świeckiej ideologii, czy pobudek osobistych.

W dyskusji na temat związków islamu z terroryzmem dominują często dwa całkowicie przeciwstawne i skrajne ujęcia. Pierwsze zakłada, że islam zachęca do terroryzmu, czego dowodem są zamachy terrorystyczne przeprowadzane przez muzułmanów, a także nawołujące do przemocy cytaty koraniczne. Zwolennicy tej koncepcji zapominają jednak o tym, że – poza Palestyną – przed 11/09 w zasadzie nie było zamachów terrorystycznych motywowanych islamem, a gdyby terroryzm wynikał z islamu na świecie nie byłoby ani nas, ani muzułmanów, bo ci drudzy wysadziliby wszystko w powietrze. Co więcej, sam terroryzm, do którego dziś uciekają się dżihadyści, ma rodowód nie-muzułmański – ukształtował się w dziewiętnastowiecznej Europie, w obrębie ruchów anarchistycznych i narodowowyzwoleńczych, a w XX wieku był stosowany m.in. przez różne ugrupowania skrajnie lewicowe.

Ujęcie drugie z kolei, oddzielając działalność terrorystów od islamu, tłumaczy, że prawdziwy muzułmanin nie dokonałby aktów terroru, ponieważ islam to religia pokoju. Tym jednak łatwo można wytknąć, że jednak nie oni decydują o tym, kto jest muzułmaninem, a kto nie i jednak zamachowcy odwołują się właśnie do islamu a nie do socjalizmu czy trudnego dzieciństwa.

Nie sposób omówić związku islamu z terroryzmem, nie tylko przez wielość i złożoność kontekstów lokalnych i indywidualnych motywacji, ale również ze względu na brak danych empirycznych (choć stosowne bazy danych istnieją, por. np. http://cpost.uchicago.edu czy http://start.umd.edu/gtd/) umożliwiających generalizację wniosków. Inną motywację będzie miał np. Palestyńczyk walczący z izraelską dominacją (najpewniej narodowo-wyzwoleńczą, choć często osadzoną w islamie), a inną dżihadysta z samozwańczego kalifatu (walka z Zachodem, sprawdzenie się jako mężczyzna, wstąpienie do raju, itp.). Terroryzm jest bowiem narzędziem, natomiast motywacje są indywidualne. Co więcej, nie mimo usilnych prób podejmowanych przez psychologów w ubiegłym stuleciu, nie ma modelu osobowości terrorystycznej. Nie da się zatem wyjaśnić skłonności do podejmowania działań terrorystycznych za pomocą gotowego zestawu zmiennych. Z tego powodu zawodne są koncepcje wskazujące np. na to, że terroryzm bierze się z bezrobocia (niewątpliwie podłożem dla terroryzmu jest jakaś osobista zadra, jednak nie wszyscy ludzie, którym coś w życiu nie wyszło, stają się terrorystami), albo że religijni muzułmanie mają do niego szczególne predyspozycje (owszem wskazuje się na nagły, dający się zaobserwować wzrost religijności przed przystąpieniem do organizacji terrorystycznej, choć z drugiej strony pewne formy religijności – np. sufizm – stanowią barierę ochronną).

Zarazem islam bywa wykorzystany do motywowania i legitymizowania działalności terrorystycznej z kilku powodów. Po pierwsze, islam łączy się z polityką, a terroryzm często motywowany jest politycznie (chociażby w konflikcie islam-Zachód, pierwsza identyfikacja ma charakter religijny). Po drugie, w tożsamości zbiorowej islam odgrywa znaczącą rolę – łatwiej przekonać muzułmanina do zamachu w imię islamu niż np. państwa narodowego czy ideologii. Po trzecie, można zinterpretować muzułmańskie źródła religijne w taki sposób, aby zachęcały do przemocy (choć uparty poszukiwacz znajdzie podobne zachęty również w innych religiach czy ideologiach). Warto natomiast pamiętać, że z perspektywy zdecydowanej większości muzułmanów łączenie ich religii z terroryzmem jest dla nich po prostu przykre, zwłaszcza w zbitce słownej „terroryzm islamski”. [KGS]

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +6, liczba głosów: 16)
Loading...
Główne zdjęcie artykułu pochodzi z portalu www.flickr.com
Autor: Peter Dahlgren
The following two tabs change content below.

Katarzyna Górak-Sosnowska

Religioznawca, ekonomistka i psycholog zajmująca się współczesnym Bliskim Wschodem oraz islamem w Europie.