Paryżanie znów piją wino. Mieszkańcy Damaszku i Gazy będą mieli szczęście, jeśli znajdą czystą wodę.

Trudno nie kochać Paryża i nie boleć nad jego tragedią. Ale ciąży nad nami pytanie: dlaczego świat milczy, gdy zwykli ludzie w Iraku, Syrii, Libii, Jemenie i Palestynie stają się ofiarami przerażających i masowych ataków terroru sponsorowanych przez państwa?

Zamachy w Paryżu zostały prowadzone przez przestępców, gangsterów, którzy byli w stanie dostać się do broni, by zabijać i terroryzować niewinnych ludzi. Jednak jakkolwiek straszne były te zbrodnie, nijak się one mają do okropności planowanych, realizowanych i finansowanych przez rządy USA, Wielkiej Brytanii , Francji, Niemiec i Izraela w krajach arabskich. I choć na całym świecie są ludzie, którzy mają sumienie by protestować przeciwko tym zbrodniom, jest ich niewielu i są pozbawieni wpływu.

Miko Peled – rocznik 61, w Polsce właściwie nieznany, słynny aktywista izraelski na rzecz pojednania i pokoju, mówca i autor. Napisał słynną książkę: „Syn Generała – podróż Izraelczyka po Palestynie”. Jest synem izraelskich generałów i członków rządu Izraela, który aktywnie działa na rzecz zakończenia okupacji Palestyny. Impulsem do tego była dla Peleda śmierć jego siostrzenicy w 1997 roku, która zginęła w palestyńskim samobójczym ataku w Jerozolimie.  

Nic nie utuli głębokiego smutku i żalu, jaki czujemy w związku z atakami na Paryż. Z drugiej strony, trudno pojąć znieczulicę, z jaką traktujemy cierpienie w innych krajach, a szczególnie w krajach arabskich. Zachód zdaje się przyjął, że przemoc wobec Arabów jest do zaakceptowania, a nawet nieunikniona, tak jak oczywiste wydają się choroby, ubóstwo i głód w Afryce. W obu przypadkach Zachód traktuje te problemy jako część naturalnego krajobrazu tych regionów oraz cechę tatmych ludzi, co zwalnia Zachód od wszelkiej odpowiedzialności. Niektóre rzeczy po prostu nigdy się nie zmienią.

Zachodnie rządy lubią udawać, że robią coś, zamiast rzeczywiście coś robić.

Francja zaatakowała cele w mieście Raqqa w Syrii. To miasto o populacji pięciuset tysięcy ludzi, więc możemy spodziewać się „strat ubocznych” lub innymi słowy, ofiar cywilnych. Rosja włączyła się w wojnę, a USA zapowiada, że zintensyfikuje swoje ataki. To wszystko doleje tylko oliwy do ognia w kraju, który już jest rozdarty.

Prezydent Francji, François Hollande, oświadczył, że Francja jest w stanie wojny i zażądał zwiększenia wydatków na bezpieczeństwo. Histerię pogłębia fakt, że stan wyjątkowy, który został wprowadzony po zamachach, zostanie utrzymany przez kolejnych kilka miesięcy i istnieje realna obawa, że Francja wprowadzi swoją wersję ustawy US Patriot Act, a może nawet wycofa się z układu z Schengen. Pod wieloma względami jest to tak samo głupie, jak wypowiedzenie wojny Zachodowi przez ISIS. Obie strony zakładają, że brutalna siła i ograniczenie swobód obywatelskich pomoże im zwyciężyć – ale obie są w błędzie.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

W następstwie ataku w Paryżu mówi się o tym, jak zatrzymać finansowanie ISIS. Tajne finansowanie zawsze wzbudza emocje, a przyglądając się mechanizmom finansowania organizacji terrorystycznych zawsze odkrywa się wiele brudnych interesów. Zupełnie jak w filmach gangsterskich nazywa się to „suszeniem studni”. Ale rzeczywistość jest taka, że zazwyczaj te wysiłki pozostają na etapie zamiarów lub są zwyczajną zasłoną dymną.

Podajmy przykład: w 2001 roku prezydent George W. Bush zamknął Fundację Ziemi Świętej na rzecz Pomocy i Rozwoju (HLF). Była to jedna z najlepiej działających organizacji pozyskiwania funduszy w Ameryce i największa muzułmańska organizacja charytatywna w USA w tym czasie. Zamknięto ją na podstawie fałszywego oskarżenia, że HLF była głównym źródłem finansowania dla Hamasu, który w USA został uznany za organizację terrorystyczną kilka lat wcześniej. Niezależnie od tego, że nie udowodniono przepływu ani jednego centa z HLF do Hamasu, pięciu palestyńskich-muzułmańskich Amerykanów zostało oskarżonych i skazanych, w wyniku czego odsiadują teraz wieloletnie wyroki w więzieniach federalnych w USA.

George Bush i Departament Sprawiedliwości oszukali naród amerykański korzystając z ogólnej niewiedzy ludzi i strachu przed arabskimi terrorystami i wrobili niewinną organizację prowadzoną przez dobrych ludzi – tylko po to, by stworzyć wrażenie, że coś zostało zrobione. „Wielka sieć finansowania terroryzmu została zamknięta” – zakrzyknięto. Oczywiście nic to nie miało wspólnego z Hamasem. HLF zbierał średnio od dziesięciu do dwunastu milionów dolarów rocznie, z czego 90% przeznaczono na cele charytatywne. Pomagali bardzo wielu biednym Palestyńczykom ale także ofiarom zamachów w Stanach, takich jak zamach w Oklahoma City. Zamknięcie HLF miało bolesne konsekwencje dla biedaków w Palestynie za to żadnego wpływu na Hamas.

Jeśli naprawdę celem jest wysuszenie źródeł finansowania ISIS, zakończenie walk w Syrii i pomóc Syryjczykom należałoby wprowadzić całkowite embargo na handel bronią.

Każda kula, która zostaje wystrzelona musi zostać zastąpiona kolejną. Każdy jeep lub czołg, który się zepsuje, trzeba naprawić. Bez kul i części zamiennych nie ma wojny. Wyobraźmy sobie, że żadna broń nie wjeżdża już do Syrii. Gdyby powstała taka wola polityczna, wojsko amerykańskie, rosyjskie i francuskie może takie embargo zapewnić. Jedynymi „ofiarami” takiej decyzji byliby producenci broni i jej handlarze. Niestety Europejczycy, Rosjanie i Amerykanie muszą żywić swoje przemysły zbrojeniowe, więc możemy o takim rozwiązaniu zapomnieć.

Ktoś powinien powiedzieć prezydentowi Hollande, że kolejne bombardowanie krajów arabskich i zabicie jeszcze większej ilości kolorowych ludzi nie zapewni bezpieczeństwa Paryżowi. Gdyby nie neoimperializm pod wodzą USA, w których Francja z entuzjazmem uczestniczy, nie byłoby ISIS. Bez neoimperializmu, który zniszczył kraje arabskie w imię wolności, demokracji i „wojny z terroryzmem” najprawdopodobniej Irak, Syria i Libia nadal byłyby stabilnymi krajami. Prawdopodobne jest też to, że stu trzydziestu dwóch Paryżan nadal by żyło.

Francuska stacja telewizyjna France 24, poinformowała dziś triumfalistycznie, że Paryżanie są ponownie na ulicach, korzystając z ich miasta i popijając francuskie wino. Niestety, mieszkańcy Damaszku i Gazy będą mieli szczęście, jeśli uda im się dziś znaleźć czystą wodę.

red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +56, liczba głosów: 60)
Loading...
The following two tabs change content below.