W drodze do raju, którego nie ma – odcinek 3

Dotarliśmy do Preseva na granicy serbsko-macedońskiej. Ale tak właściwie to czujemy się tu jak w Albanii. Presevo jest bowiem rzut beretem od granicy z Kosowem, a większość mieszkańców to Albańczycy. Dookoła nas słyszymy głównie ten obco brzmiący język, budzimy się i zasypiamy przy śpiewach z pobliskiego minaretu, a koordynatorzy organizacji pozarządowej, z którą współpracujemy – Centre of Solidarity and Advancement, nazywają się Xhelal i Muhamed.

Jednym słowem, znaleźliśmy się w samym środku kotła bałkańskiego.

Granica z Macedonią, którą uchodźcy przekraczają na piechotę, oddalona jest o 10 km od znajdującego się w Presevie centrum rejestracyjnego, gdzie uchodźcy dostają dokumenty niezbędne do dalszej podróży. To właśnie przy samej granicy, gdzie nie ma żadnego punktu informacyjnego, sytuacja jest najtrudniejsza. To właśnie tam – w otwartym polu, pośród kilku namiotów rozstawionych przez serbską policję, w których uchodźcy mogą chwilę odpocząć i skryć się przed przenikliwie zimnym wiatrem – pomagaliśmy przez kilka godzin pierwszej nocy. Cały odcinek do punktu rejestracyjnego w Presevie uchodźcy mogą pokonać na różne sposoby: albo przejść 3 km pod górę do darmowego autobusu (który kursuje od 7 do 22), albo wziąć „taksówkę”.

W obliczu ogromnego bezrobocia w regionie, wszyscy mieszkańcy okolicznych miejscowości okazali się być taksówkarzami. Niestety, niektórzy wykorzystują obecną sytuację i za 5-km przejazd kasują nawet 20 euro od osoby, czyli tyle, ile kosztuje przejazd z centrum Warszawy do Modlina.

Kiedy byliśmy na zwiadach, przewieźliśmy (oczywiście za darmo) kilku uchodźców, w tym kobietę w ciąży – byliśmy jednak z Muhamedem, który zna wszystkich, a przede wszystkim policjantów. Przestrzegł nas, że to chyba niezbyt mądry pomysł robić to regularnie – chyba że chcemy wejść z konflikt z policją i miejscowymi „taksówkarzami”. Jednak widząc wiele dzieci, ciężarne kobiety a także starsze osoby na wózkach inwalidzkich, zdecydowaliśmy się mimo wszystko zrobić dwa kursy z granicy do Miratovca, gdzie znajduje się baza naszego NGOsa. Przekonaliśmy się jednak na własnej skórze, że to nie jest dobra strategia: oprócz tego, że przejazd za każdym razem zajmował wieki, bo utykaliśmy w korku jak na Marszałkowskiej w godzinach szczytu, to byliśmy w stanie pomóc bardzo małej liczbie osób. W związku z tym teraz, z bolesną świadomością trudności trasy, jaką muszą do nas pokonać uchodźcy, skupiamy się na pomocy w Miratovcu. Rozdajemy herbatę, jedzenie, ciepłe ubrania, staramy się rozbawić przerażone i wystraszone dzieci. W miarę naszych skromnych możliwości udzielamy informacji – jesteśmy właściwie pierwszym punktem, gdzie uchodźcy mogą zadać jakiekolwiek pytanie.

serbia 5

Papiery

Po tym, jak dotrą do oddalonego o kolejne 6 km Preseva, uchodźcy muszą się zarejestrować, żeby dostać papiery niezbędne do przejazdu przez Serbię. Centrum rejestracyjne nie daje rady obsługiwać wszystkich chętnych, stąd długie kolejki – w krytycznym momencie uchodźcy czekali w kolejce nawet kilka dni. Przez ostatnie kilka dni było tu w miarę spokojnie, bo dopiero wczoraj rano skończył się strajk greckich promów, ale pierwsza fala 7000 ludzi jest już w Tesalonikach, i zaczęła do nas docierać już minionej nocy. Na Lesbos utknęło łącznie 25 000 osób. W pobliżu centrum rejestracyjnego rozłożyli swoje stanowiska miejscowi i międzynarodowi wolontariusze, oraz Lekarze Bez Granic. Uchodźcy dostają herbatę i suchy prowiant, a ci, którzy potrzebują, w miarę możliwości ciepłe ubrania. Wolontariusze udzielają też informacji i, tak jak w Berkasovie, pomagają w organizacji kolejki. Dalej z Preseva uchodźcy przedostają się do Sidu (czyli na granicę serbsko-chorwacką ­– tam gdzie byliśmy w zeszłym miesiącu). Mają do wyboru kilka opcji: bezpośredni pociąg za 18 euro (raz dziennie) lub autokar za 35 euro, albo pociąg do Belgradu za 15 euro (dwa razy dziennie), a potem autobus lub pociąg do Sidu.

Korupcja

W Presevie nie próżnują też lokalne władze. Ze smutkiem stwierdzamy, że w stereotypowym myśleniu o korupcji na Bałkanach tkwi ziarno prawdy – ciągle słyszymy historie o celowym przedłużaniu rejestracji wolontariuszy na policji czy układach między policją, a taksówkarską mafią. Od początku staramy wszystkie opowieści dzielić przez cztery w wierze, że są jednak nieco przesadzone, ale nie da się ukryć, że te przepychanki bezpośrednio nas dotykają. To właśnie z powodu sprzeciwu władz, która nie chce wejść w konflikt z „taksówkarzami”, nie możemy rozstawić punktu z jedzeniem tuż przy samej granicy, gdzie byłby on najbardziej potrzebny. Zdecydowaliśmy, że postaramy się chociaż ustawić tam tablicę, która w kilku językach informowałaby wyczerpanych ludzi gdzie są, dokąd mają się dalej kierować i czego oczekiwać. Wspólnie z Xhelalem stworzyliśmy dziś pierwszy szkic tekstu – napisanie sześciu zdań zajęło nam, przez dyplomatyczne przepychanki, pół godziny. Mamy jednak nadzieję, że dzięki wsparciu i doświadczeniu Xhelala, który zna wszystkie lokalne władze, uda nam się uzyskać pozwolenie na postawienie naszej tablicy.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Reakcje mieszkańców

Uderzający jest sposób, w jaki kryzys uchodźczy zmienia bałkańskie pogranicze. Nagle, oprócz lokalnych mieszkańców, zazwyczaj snujących się sennie po kawiarniach – bezrobocie wynosi tu bowiem 70 % – przez Presevo przewijają się tysiące uchodźców, oraz dziesiątki wolontariuszy z całego świata i pracowników organizacji humanitarnych. Główna droga właściwie całkowicie zdominowana jest przez uchodźców i przypomina nasz obóz z Berkasovie. Mieszają się języki i kultury, nakręca się gospodarka (oprócz taksówkarzy-naciągaczy korzystają na tym właściciele miejscowych sklepów, restauracji i hoteli). Reakcje mieszkańców są bardzo zróżnicowane. Z jednej strony starszy pan z domu naprzeciwko naszej nowej siedziby, który wyszedł na balkon, wygrażając nam pięścią i każąc przestawić samochód, który rzekomo postawiliśmy na jego miejscu. A z drugiej strony kelner w miejscowej (muzułmańskiej) restauracji, w której nie można było płacić kartą i który na wiadomość o tym, że nie mamy gotówki, zaproponował, żebyśmy wrócili i zapłacili jutro (za kolację dla 8 osób) . A to wszystko w ogóle nas nie znając i nic o nas nie wiedząc. Nie chcieliśmy tego robić, więc zawiózł nas własnym samochodem do najbliższego bankomatu – jak się okazało, niepotrzebnie, bo za kolację zapłacił Muhammad na swoje wyraźne życzenie.

To małe, zapomniane miasteczko z zaledwie 10 tysiącami mieszkańców, znalazło się nagle w epicentrum kryzysu, który rozpoczął się na innym kontynencie. Wojna domowa w Syrii uruchomiła reakcję łańcuchową, zmieniając krajobraz społeczny i polityczny w kolejnych miastach i miasteczkach na szlaku uchodźczym. Wszyscy – serbscy kierowcy autobusów, albańscy policjanci, międzynarodowi wolontariusze, pracownicy agencji ONZ-owskich i zaopatrzeniowiec w najbliższym supermarkecie, mają wybór pomiędzy tym, co łatwe i wygodne, a tym, co przyzwoite. Wybór nie jest prosty ani oczywisty, a konsekwencje tych decyzji ponoszą główni sprawcy i jednocześnie ofiary całego zamieszania: uchodźcy. Na naszych oczach rozgrywa się historia.

serbia 7 serbia 6 serbia 4 serbia 1 serbia 2

Organizatorzy pomocy dla uchodćów na Bałkanach i autorzy relacji „Bałkański szlak”:

Maciej Bulanda –  Absolwent historii i stosunków międzynarodowych na Royal Holloway University of London, oraz bezpieczeństwa międzynarodowego na UCL. Pracuje jako fundraiser, brał udział w powstawaniu POLIN Muzeum Historii Żydów Polskich, wcześniej pracował w Fundacji Auschwitz-Birkenau.

Zuza Leniarska –Studiowała amerykanistykę oraz makrokierunek filologiczno-kulturoznawczy na Uniwersytecie Warszawskim. Członkini sieci Humanity in Action, absolwentka programu o prawach człowieka i rasizmie w Stanach Zjednoczonych. Dziennikarka i tłumaczka, związana z magazynem Wysokie Obcasy.
Monika Prończuk – absolwentka europeistyki i romanistyki na King’s College w Londynie oraz stosunków międzynarodowych na Sciences Po w Paryżu. Dziennikarka i tłumaczka, pracowała m.in. w magazynie MaleMEN, paryskiej redakcji medium obywatelskiego Cafebabel (www.cafebabel.pl), dla Delegacji Unii Europejskiej w Kirgistanie i Women’s Environment and Development Organization.
Terka Teleżyńska – Absolwentka studiów filologiczno-kulturoznawczych na Uniwersytecie Warszawskim, obecnie pisze pracę magisterską w Instytucie Socjologii UW. Pracowała w redakcji wydawnictwa Egmont i w centrum analitycznym POLITYKA INSIGHT, związana z warszawskim Klubem Inteligencji Katolickiej.
Wraz z innymi znajomymi założyli polski oddział Refugees Welcome, platformy internetowej, która umożliwia uchodźcom wynajmowanie pokojów i mieszkań bezpośrednio od lokalnych mieszkańców. Więcej informacji o ich wyprawach na Bałkany na www.facebook.com/dobrowolki.

 

red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: 0, liczba głosów: 8)
Loading...
The following two tabs change content below.