W nocy budzą nas sny o uchodźcach

IMG_0640

Jest piąta po południu – dla nas teoretycznie środek nocy po 24-godzinnej zmianie. Ciężko jednak jest nam zasnąć. Kiedy zamykamy oczy, nie dają nam spokoju obrazy i historie, które poznaliśmy, a w głowach mieszają się wszystkie możliwe języki, od albańskiego, przez angielski, aż po arabski i farsi. Próbujemy odłączyć się od tych myśli, żeby chociaż na chwilę zasnąć i mieć siłę na dalszą pracę. Nasze mózgi jednak odmawiają współpracy i nie przestają próbować szukać sensu w tym, co widzimy i słyszymy.

Oprócz naszego punktu w Miratovcu, w którym rozdajemy herbatę, wodę, jedzenie i ciepłe ubrania i który znajduje się w połowie 11-kilometrowej drogi pomiędzy granicą a punktem rejestracyjnym, pomagamy też w samym Presevie. To właśnie tam uchodźcy stoją w 10-godzinnych kolejkach do rejestracji, żeby otrzymać upragniony dokument tranzytowy i wsiąść w autokary do Chorwacji. W tym czasie ich jedyną szansą na odrobinę wody, coś do jedzenia, albo otrzymanie jakiejkolwiek informacji jesteśmy my – wolontariusze. Czerwony Krzyż i UNHCR operują tylko w samym obozie – na końcu kolejki. Na zewnątrz jest tylko jeden punkt medyczny, koordynowany przez Lekarzy Bez Granic i wolontariuszy.

IMG_0641NajtrIMG_0639IMG_0682udniejsze jest poczucie bezsilności i konieczność podejmowania decyzji, do których nikt nas nie przygotował. Ciągłe przepychanki z albańską policją, serbskim wojskiem i miejscową władzą oraz mafią taksówkarską również nie ułatwiają nam pracy. Ci ostatni zrywają tablice informacyjne, które powiesiliśmy na szybach naszego biura– w końcu w ten sposób psujemy im biznes, informując uchodźców o tym, że w ciągu dnia do obozu mogą dojechać darmowym autobusem UNHCR-u i nie muszą korzystać z usług „taksówkarzy”. Kiedy jedyny punkt medyczny jest zamknięty, stajemy przed wyborem pozostawienia na chodniku kobiety w 9. miesiącu ciąży, która prawie mdleje,  zielonego na twarzy chłopca, który potrzebuje transfuzji krwi i mężczyzny z atakiem kamicy nerkowej, albo wejściem do obozu, do którego teoretycznie nie mamy wstępu, w celu poszukania pomocy. Wybieram tę drugą opcję. Podchodząc do barierki, oddycham z ulgą – rozpoznaję policjanta na wejściu, to jeden z tych sympatyczniejszych. Używając mieszanki angielskiego, polskiego, rosyjskiego i języka migowego, tłumaczę mu sytuację, licząc, że przymknie oko na zasady i wpuści mnie do obozu. Dokładnie studiuję jego twarz, żeby ocenić, jakie mam szanse. W pewnym momencie widzę, jak w jego oczach pojawia się zrozumienie, macha ręką i mówi: „You go, one last time!”. Wiem, że kolejny raz się udało.

IMG_0695IMG_0530

Bezsilność wywołuje również świadomość, jak niewiele możemy zrobić w tym oceanie potrzeb. Co z tego, że opracowaliśmy system, dzięki któremu nasz punkt pomocowy funkcjonuje jak w zegarku, kiedy na każdym kroku potykamy się o przeszkody, których nie rozumiemy i na które nie mamy żadnego wpływu. Nigdy nie wiemy na pewno, czy informacje, których udzielamy, są prawdziwe – nie mamy dostępu do żadnych wiarygodnych źródeł. Dlaczego autobus UNHCR-u nie może działać także w nocy, kiedy przyjeżdża większość uchodźców i tym samym oszczędzić im konieczności kilkugodzinnego marszu, albo korzystania z usług mafii taksówkarskiej? Dlaczego policjanci, zamiast ustawić oczekujących na rejestrację w porządną kolejkę, tworzą barykadę z metalowych barierek, za którą tłoczą się setki ludzi, zgniatając kobiety i dzieci? Nic zresztą dziwnego, że do centrum rejestracyjnego tworzą się gigantyczne kolejki, skoro pracują tam tylko cztery osoby. Czy nie można zatrudnić ich więcej, biorąc pod uwagę 70-procentowe bezrobocie w regionie? Okazuje się, że można – dzień przed naszym wyjazdem na wizytę do Preseva przyjeżdża premier Serbii. Barierki znikają, w centrum rejestracyjnym pracuje 14 osób, a kolejka nagle zmniejsza się kilkakrotnie. Chodniki, na których jeszcze kilka godzin temu walały się tony śmieci, aż błyszczą od czystości. Jest słoneczne przedpołudnie, na niebie ani jednej chmury. Premier rozgląda się dookoła i z zadowoleniem kiwa głową, a my zastanawiamy się, co przyniesie kolejna nocna zmiana.

IMG_0705

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

***

Kiedy siedzimy kilka dni później w warszawskiej kawiarni, próbując podsumować nasz wyjazd i stworzyć plany na przyszłość, ciężko uwierzyć, że jeszcze kilka dni temu na naszą rzeczywistość składało się kupowanie hurtowych ilości bananów, zawiązywanie butów syryjskim dzieciom i przepychanki z taksówkarzami z Preseva. Skok w listopadową Warszawę boli niemal fizycznie, szczególnie, że jedną nogą zostaliśmy na granicy serbsko-macedońskiej. Pomimo nalegań rodziny i znajomych, ciężko nam ją opuścić. Rzeczywistość, która przecież nigdy nie jest obiektywna, ale jest sumą naszych percepcji, znów przekręciła się o 180 stopni. Zastanawiamy się, ile takich zwrotów możemy jeszcze przeżyć bez szkody dla naszego zdrowia psychicznego i emocjonalnego. W nocy budzą nas sny o uchodźcach. Mózg nie odpuszcza w bezsensownym poszukiwaniu sensu.

 

 

red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +2, liczba głosów: 4)
Loading...
The following two tabs change content below.