25% Amerykanów chce zbombardowania Agrabahu – fikcyjnego kraju Alladdyna

Powiedzmy to wyraźnie: w wymiarze geopolitycznym Polska nie ma w tej chwili innej opcji politycznej niż pozostawanie w sferze wpływów imperium, czyli USA. Musimy być w NATO i UE, czyli geopolitycznych instalacjach podporządkowanych Stanom Zjednoczonym. Nie oznacza to jednak, że musimy przy tym powtarzać bajeczki o demokracji i wolności.

Czyż nie moglibyśmy się potraktować poważnie i jak dorośli ludzie spojrzeć na nasze sojusze? Bez jałowych iluzji o „pokoju i demokracji”, natomiast z pełnym cynicznym bilansem naszej sytuacji politycznej i trzeźwą oceną naszych mecenasów? Co by się stało, gdybyśmy zamiast uparcie twierdzić, że USA stoją po stronie dobra i walczą ze złem świata, uczciwie powiedzieli sobie tak:

Stany są jedynym hegemonem, który prowadzi bezlitosną politykę dominacji wobec reszty świata poprzez nacisk propagandowy, dyplomatyczny, militarny i finansowy, dążąc do podporządkowania sobie wszystkich zasobów planety zarówno w zakresie złóż naturalnych jak i zasobów ludzkich. Po II Wojnie Światowej USA były głównym sprawcą wojen, niosąc zniszczenie swoim wrogom, wasalizując rządy i struktury demokratyczne na świecie, obalając demokratyczne administracje państw, szczególnie te prospołeczne, łupiąc, grabiąc, zabijając a obecnie także porywając i torturując osoby uznane za wrogów. Jako hegemon USA nie podporządkowują się konwencjom i sądom międzynarodowym, oraz nie uznają praw innych krajów do adekwatnej reakcji.

Europa podlega Stanom ekonomicznie i zbrojnie. NATO jest amerykańską instalacją zbrojną powołaną w celu projekcji potęgi USA na obszar Europy. Podobne instalacje zbrojne USA tworzą na wszystkich innych kontynentach.

Co za tym idzie, Polska, jako niewielki kraj europejski nie ma innego wyjścia niż wejść w sojusz z USA w celu zabezpieczenia własnego bezpieczeństwa. Podejmujemy ten sojusz w imię własnych cynicznie zdefiniowanych interesów politycznych. Nie oznacza to jednak, że interesy amerykańskie w Europie, szczególnie w zakresie polityki wschodniej są zbieżne z interesami Polski.

Jako sojusznik USA Polska ma obowiązek rozumieć w czym uczestniczy i nazywać rzeczy po imieniu. Mamy obowiązek i prawo do krytyki poczynań USA, właśnie dlatego, że część odpowiedzialności za te działania spada na nas. Mamy prawo i obowiązek domagać się respektowania prawa międzynarodowego oraz konwencji wojennych, gdyż część odpowiedzialności za ich łamanie spada na nas. Jeśli angażujemy się militarnie po stronie USA (jak w Afganistanie czy Iraku) mamy obowiązek informować własne społeczeństwo o prawdziwych celach i skutkach tych działań.

Przede wszystkim, musimy wiedzieć, co robimy. Nazywać to po imieniu.

No bo co by się stało, gdybyśmy jak ludzie dorośli powiedzieli sobie prawdę? Czy naprawdę musimy sobie kłamać, żeby usprawiedliwiać nasze wybory?

W sprawie wojny w Syrii, na przykład, gdybyśmy potrafili powiedzieć jasno: popieramy USA w tej zastępczej wojnie z Rosją, gdyż widzimy w tym istotny interes energetyczny Europy: uzależnienie się od gazu rosyjskiego.

Gdybyśmy zamiast farmazonów o demokratycznej rewolucji przeciwko tyranowi Assadowi potrafili spojrzeć prostej prawdzie w oczy: Assad popierał plan rosyjskiego gazociągu z Iranu, który nie był zgodny z europejskimi interesami, gdyż dodatkowo uzależniałby nas energetycznie od Rosji, więc za pieniądze Arabii Saudyjskiej pod patronatem USA i Unii Europejskiej „wytworzyliśmy” rewolucję islamistyczną w Syrii i sekretnie popieramy ruchy reakcyjne, by obalić świecki syryjski rząd. A czemu? Bo zależy nam na rurociągu z Kataru.

Czy gdybyśmy uzmysłowili sobie tę cyniczną prawdę nasze wybory musiałyby być inne? Może niekoniecznie. Może potrafilibyśmy jak ludzie dorośli powiedzieć sobie, że polityka jest okrutna, że w imię swojej przyszłości jesteśmy gotowi rozpętać krwawą wojnę na Bliskim Wschodzie. Że potrafimy skazać na śmierć i tułaczkę setki tysięcy ludzi w imię własnych interesów. W końcu to jest walka o przeżycie. Tylko silni się ostaną. A my chcemy być silni. Chcemy się ostać.

Wesprzyj #Medium

Czasami myślę, że powtarzanie kłamstw na temat naszych wojen jest największą zbrodnią i obelgą dla naszych ofiar. Powinniśmy mieć przynajmniej odwagę cywilną powiedzieć im: zginęliście, gdyż taka jest cena dobrobytu Europy. Czy naprawdę mamy czelność kłamać tym ludziom, że to w imię ICH dobra?

Gdybyśmy potrafili mówić sobie prawdę…

Może łatwiej byłoby nam zrozumieć, że Putin to nie diabeł, tylko po prostu polityk po przeciwnej stronie, który kombinuje tak samo jak kombinują politycy w Waszyngtonie. Może nie musielibyśmy go demonizować, przez co łatwiej by nam było z nim rozmawiać? Łatwiej byłoby nam projektować ewentualne interesy z Rosją i zastanawiać się, gdzie moglibyśmy skorzystać? Skoro to tylko polityk, to może można się z nim dogadać?

Może nie musielibyśmy demonizować uchodźców i ISIS – przedstawiając ich jako piątą kolumnę w Europie, islamistyczny spisek przeciwko chrześcijaństwu, zawszoną hordę gwałcicieli? Może…

Może gdybyśmy zrozumieli, że uzbroiliśmy i wyszkoliliśmy ISIS (my, czyli USA i Arabia Saudyjska), potrafilibyśmy inaczej spojrzeć na zamachy w Paryżu?

Wiele wysiłku i wyobraźni trzeba, by przebić się przez potęgę amerykańskiej propagandy triumfalistycznej, w której amerykańscy chłopcy walczą ze złymi ludźmi i rozdają czekoladki dzieciom. Inwazja tych obrazów jest tak wszechogarniająca, że trudno w amerykańskich żołnierzach zobaczyć to kim są – a dla ludzi tam są okupantami, niczym nie różniącymi się od Wermachtu.

Z nagłą pomocą przychodzą nam jednak takie nagłe „wglądy” w amerykańską kulturę ustawicznej wojny, jak ten sondaż przeprowadzony na grupie 1000 Amerykanów, w którym spytano ich czy USA powinny zbombardować Agrabah. Pytanie nie wyjaśniało, że Agrabah to fikcyjne państwo Alladdyna stworzone na potrzeby baśni Disneya. Okazało się, że:

25% respondentów uważa, że USA powinny zbombardować Agrabah.

25% respondentów uważa, że USA powinny zbombardować Agrabah, pomimo że nie wie, ani gdzie jest Agrabah, ani czym jest Agrabah, ani jakie zamiary ma Agrabah i czy zagraża Stanom Zjednoczonym. Po prostu, zbombardować i tyle – a że zgnią ludzie – dzieci, kobiety? Źli ludzie, złe kobiety, jakieś dzieci.

Wśród Republikanów liczba zwolenników bombardowania wzrosła do 30%. Tylko 13% było przeciw! 57% było niepewnych.

Wśród Demokratów 19% chciało zrównać Agrabah z ziemią, 36% było przeciw, a 45% chciało się chwilę zastanowić.

Badanie przeprowadzono po republikańskiej debacie prezydenckiej.  Co ciekawe, szczególnie silne poparcie dla zniszczenia Alladyna było wśród zwolenników biznesmena Donalda Trumpa: 41% uznało, że trzeba bombardować Agrabah, a pytania zadawać później. Tylko 9% było przeciw.

Dodatkowo w badaniu wyszło, że 54% Republikanów popiera pomysł Trumpa o zakazie wjazdu do USA wszystkim muzułmanom włączając Alladdyna.

Doprawdy godna podziwu jest odwaga z jaką Amerykanie przystępują do wojen – szczególnie jeśli te wojny zdarzają się o kilka tysięcy mil od ich brzegów. Trzeba pojąć, że tego rodzaju gotowość nie wynika tylko z doraźnej propagandy antymuzułmańskiej, ale jest głęboko ugruntowana w amerykańskiej mitologii i narodowej narracji. Wojna ofensywna i etos podboju są integralną częścią amerykańskiej kultury, tak samo jak głębokie przekonanie o wyższości Stanów Zjednoczonych nad całą resztą świata i Amerykanów nad wszystkimi ludami. Ta wiara wyraża się w obiegowo powtarzanym w USA, a całkowicie mylnym twierdzeniu, że Ameryka jest najwspanialszym krajem na świecie – America is the greatest country in the world.

I jakkolwiek mają rację analitycy wojny, którzy twierdzą, że wojna rodzi się w rodzinnych procesach wychowawczych, trzeba też zrozumieć jej kulturowe uwarunkowania, symbolikę kształtującą narodową wyobraźnię. A ta symbolika w USA jest wyjątkowo narzucająca się i bezlitosna. Aby to pojąć wystarczy przejść się na stadion baseballa w Chicago czy Nowym Jorku i zobaczyć na telebimach twarze amerykańskich żołnierzy pozdrawiających widzów z Iraku. Wystarczy zobaczyć, jak wszyscy wstają i śpiewają hymn. Wystarczy iść do kina na film „Pojutrze”. Wojna jest w Stanach jak coca-cola: łatwa, smaczna i należy się każdemu.

Trzeba to rozumieć i trzeba się tego bać. Nawet jeśli w chwili obecnej nie mamy innego wyjścia jak grać w tę grę.