Dwanaście mam i trzydzieści jeden dzieci. Za oczyszczalnią. Na Białołęce.

Białołęka jest daleko od centrum. Daleko od świata i światełek. Od sklepów i szopingmolów. Tam, za wielką oczyszczalnią ścieków swój dom zbudowały matki po przejściach. Walczą, ale ich los jest niepewny.

Dwanaście mam i stadko małych dzieci. Każda ma dwoje lub troje. Dodatkowo przy domu schronienie znalazło kilkunastu rozbitych mężczyzn trafiających tu z odwyków, z ulicy. Palą w piecach, coś podmalują, zbiją jakąś deskę i mogą mieszkać. Pod warunkiem, że nie piją. Jak piją, to won.

O tej porze roku Dom sprawia przygnębiające wrażenie. Nie ma zieleni, która przykrywałaby nędzę. Rozmoknięte deski leżą na stertach, szarzyzna wypełnia oczy, cegły na nieotynkowanych ścianach, błoto. Cały ten obskurny wszechświat stworzyły same. Pracą własnych rąk. I jest to wszechświat bez męskiej przemocy, bez dominacji pięści, alkoholu, agresji i gwałtu. Wspólnota.

W środku jest przytulniej. Tu zima nie odciska swojego ponurego piętna. Czysto i kolorowo, wysprzątane. Każda ma pokój, jest wspólna kuchnia, w której gotują na zmianę, jest świetlica, w której przygotowują skromne wyroby rękodzieła, żeby je sprzedać pod kościołami. Ale z tym różnie bywa – raz proboszcz pozwoli stać, raz nie. W tym roku można od matek kupić bombki choinkowe, które pomalowały same. Słodkie. I prawdziwe. Fajnie taką bombkę sobie na choince powiesić. Z dumą.

Byłem tam wczoraj, zawiozłem trochę rzeczy. Usłyszałem te krótkie słowa…

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Matki potrzebują Twojej pomocy. Jeśli możesz, zawieź im kiełbasę, szynkę czy coś. Przetwory jakieś, rybę w galarecie. Albo po prostu pieniądze, gdyż matki mają 40 000 niezapłaconych rachunków. Jeśli ich nie zapłacą w końcu znajdą się na ulicy.

Pomimo wystającej zewsząd biedy, osobę odwiedzającą Dom ogarnia poczucie sensu i piękna. Jest coś głęboko właściwego w tym miejscu – poczucie wspólnoty. Solidarność i serdeczność. Warto tam pojechać, żeby choć na chwilę poczuć to w te święta.

Tak pisałem o Domu latem 2014 roku. Zobacz:

Na miejscu chyba przede wszystkim odczułem dojmujące wrażenie bycia na miejscu. Pośród swoich. W czymś, co się harmonijnie układa i zgodne jest z jakimś głębokim porządkiem rzeczy. Nie wiem, jak to wyjaśnić, przecież dotarłem do miejsca, w którym mieszkają osoby ekonomicznie wykluczone, jakoś życiowo pogubione niby… inne niż ja, niby. A jednak przeniknęło mnie wrażenie właściwości, spokoju i… piękna. Jakbym zajechał do rodziny.

Bo to, co zobaczyłem było piękne.

Nie tylko ci ludzie byli piękni, nie tylko te dzieci, ale to wszystko było piękne. Ściany, instalacje, przedmioty. Wszystko właściwe. Na miejscu. Wszystko sensowne. Nawet papugi w ptaszarni.

Znacie pewnie to uczucie niepokoju, które pojawia się, gdy wchodzimy w coś, czego sensu nie ogarniamy, co skrywa się przed nami, co wystawia fasadę i służy być może do czegoś innego niż chce nam przedstawić… Ja tak mam, gdy wkraczam w progi biurowców, korporacji, urzędów, a także niektórych kościołów… Tu jednak tak nie miałem… tu miałem odwrotnie, choć przecież byłem tu pierwszy raz i wszystko powinno być egzotyczne. A jednak – miałem wrażenie jasności. Natychmaist wiedziałem co z czym i po co… Kto jest co i do czego.

Jedź, nie bój się.

Stowarzyszenie „Wspólnymi Siłami” potocznie zwane Domem Samotnej Matki. Białołęka, ul. Skierdowska – drugi dom po prawej, taki w głębi.

661 920 228

667 922 802

 

Wesprzyj autora red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +29, liczba głosów: 29)
Loading...