Lesław Sierocki: Refleksje o mediach po pierwszej audycji na żywo radia #MP

radio krzyz

Medium Publiczne po raz pierwszy dziś nadawało w internecie na żywo. Miałem przyjemność uczestniczyć w tym spotkaniu wyjątkowych osobowości medialno-społecznych. Ten tekst nie będzie jednak sprawozdaniem z tego spotkania, a raczej naturalną kontynuacją rozmowy, która się wywiązała przy stoliku z trzema mikrofonami, dzielonymi na kilkanaście osób.

Na wstępie uspokajam, że postaram się prowadzić wywód tak, by również czytelnik, który nie miał okazji słuchać audycji, mógł zrozumieć tezę, postawioną na końcu artykułu.

Swobodna publikacja treści

W stopce tej strony czytamy: „Medium Publiczne jest miejscem swobodnej publikacji treści”. Na stronie „O nas” stoi natomiast: „Tworzymy Medium#Publiczne jako miejsce wolne od nacisków politycznych i ekonomicznych. Nie identyfikujemy się z żadną partią, ani żadnym politycznym programem.”

Chciałbym bardzo, aby tak było. Polska (światowa?) scena medialna jest dziś nieznośnie podzielona. Większość dziennikarzy za punkt honoru zdaje się obierać efektowne i efektywne (w sensie rozwoju kariery) wejście w rolę „pałki” na „drugich”. Smutne to, gdy odpalając o poranku Tok FM lub RDC można z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć kierunek dyskusji, słysząc kto dziś siedzi za mikrofonami. Czy może dziwić „miotła” PiSu, który widząc nieukrywane partyjne zaangażowanie sporej części „dziennikarzy”, postanawia zaprowadzić swoje porządki? A że zamienią ich na swoich pałkarzy? To przecież naturalny porządek świata, niemal prawo fizyki. Zwycięzców nikt nie sądzi.

Czy rzeczywiście? Jako praktyk, nie teoretyk, mówię „sprawdzam”.

Audycja radiowa była spotkaniem osobowości, ale czy poglądów? Czy w Medium Publicznym rzeczywiście jest przestrzeń na różne stanowiska, o ile tylko wygłaszane są w sposób kulturalny, nieagresywny i rzeczowy? A może zamierzamy tolerować wszystkich, poza tymi, którzy myślą inaczej?

 

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Rozmowa na antenie, bez planu i agendy, w naturalny sposób dotarła do jednego z najważniejszych tematów ostatnich miesięcy, czyli kwestii szeroko rozumianych uchodźców. Zdecydowana większość rozmówców wydawała się zgadzać z niewypowiedzianą tezą: „Przyjmować, pomagać, a kto nie chce ten zły”. Kilkukrotnie pojawiał się wątek „lęków” Polaków, które w domyśle są funkcją nieznajomości zasad Islamu – religii pokoju, „typowej” polskiej zaściankowości, PiSizmu i innych plag egipskich, które należy wyplenić w imię postępu, zwycięstwa nowoczesności i humanizmu. Również pojawiające się na stronach #MP artykuły, które miałem okazję czytać (uczciwie przyznaję, że nie czytałem wszystkich, być może więc coś mi umyka), miały jasne przesłanie – przekonać czytelnika, że autor reprezentuje jasną stronę mocy, druga strona zaś kieruje się wyłącznie swoimi paranoidalnymi nerwicami.

Przysłuchując się wymianie zdań w studiu odnosiłem niemal wrażenie, że gdyby nie odpowiedzialność za słowo i kulturowe ograniczenia, część rozmówców najchętniej powiedziałaby do „tamtych” (do mnie?): „Weź człowieku nie pie**ol, porzuć lęki, uśmiechnij się, będzie przecież fajnie i kolorowo. Jest super, więc o co ci chodzi?”

Lęk a strach

Z wykształcenia jestem psychologiem. Jedno z ważnych rozróżnień w psychologii klinicznej jest oddzielenie lęku od strachu. „Lęk”, za Wikipedią, to „…negatywny stan emocjonalny związany z przewidywaniem nadchodzącego z zewnątrz lub pochodzącego z wewnątrz organizmu niebezpieczeństwa, objawiający się jako niepokój, uczucie napięcia, skrępowania, zagrożenia. W odróżnieniu od strachu jest on procesem wewnętrznym, nie związanym z bezpośrednim zagrożeniem lub bólem”. Już w tej definicji pojawia się odniesienie do strachu, również negatywnego stanu, który jednak dotyczy konkretnych okoliczności przyrody, bezpośredniego, namacalnego zagrożenia. Strach jest racjonalny. Strach wynika z rozsądku, z rzeczowej analizy sytuacji, umiejętności wyciągania wniosków z błędów (własnych i cudzych), antycypowania zagrożeń i przeciwdziałania im, zanim się jeszcze wydarzą.

Warto rozmawiać ze swoimi lękami. Warto im się przyglądać i oswajać je, dostrzegając ich irracjonalność, lub pod wpływem analizy przekuwać je na konkretny, racjonalny, uzasadniony strach. Strach przystosowawczy, bo długofalowo pozwalający nam przetrwać.

W dyskusji o uchodźcach jak na dłoni widać nieumiejętność polskich mediów do rozróżniania między lękiem a strachem. Czy możemy mówić o „lęku”, jeżeli rzeczywistość każdego dnia dostarcza nam namacalnych dowodów, że warto się bać, bo to być może najoptymalniejsza strategia dająca szanse na przetrwanie w sensie biologicznym, zachowując jedną z najcenniejszych wartości, jaką jest wolność?

Mój jest ten kawałek podłogi

Krystian Legierski podniósł ciekawy temat, pytając, z jakiego właściwie powodu uważamy się za „gospodarzy” tego kawałka ziemi, który zwykliśmy nazywać „Polską”? Że przecież w zglobalizowanym świecie mieszających się kultur, internetu i tanich podróży, każdy jest w równym stopniu uprawniony do tego, aby po prostu przyjść, zamieszkać i sobie żyć. Bez względu na to, czy mówimy o Polsce, Francji czy Indochinach.

Sądzę jednak, że to źle postawione pytanie. Nie chodzi bowiem o to, że samolubnie odmawiam innemu prawa do chodzenia tą samą ulicą, którą ja chodzę. Problem polega na tym, że jako cywilizacja europejska nie wykształciliśmy (lub zatraciliśmy przytłoczeni polityczną poprawnością i historycznymi doświadczeniami XX wieku) zdolności do samoobrony. Nie potrafimy obronić przestrzeni wspólnej, tak by była ona neutralna, by pozwalała spokojnie i bezpiecznie współistnieć osobom o różnych światopoglądach, wyznaniach, wartościach.

Nie mam, jak w mojej ocenie większość Polaków, problemu z życiem obok ludzi z innych kultur. Mniejszość Wietnamczyków powiększa się od lat, bez manifestacji narodowców i dyskusji o „wietnamizacji Europy”. Pochodzę z Białegostoku. Podlasie, jak cała Rzeczpospolita, ma wielowiekowe tradycje tolerancji. Do dziś w miarę spokojnie żyje tam muzułmańska mniejszość Tatarów. Odwiedzam Kruszyniany i Bohoniki za każdym razem, gdy mam przyjemność gościć w rodzinnych stronach osoby nieznające specyfiki tego regionu.

A jednak problemy dzisiejszej Europy to nie pracowici Wietnamczycy, pokojowi Tatarzy czy wykształceni Syryjczycy. Potrafimy penalizować skrajnych nacjonalistów, nawołujących do czystości rasy, ale nie wiemy jak interweniować wtedy, gdy w samym środku europejskiego postępu, tolerancji i równouprawnienia, muzułmańscy fanatycy nawołują na demonstracjach do obalenia demokratycznego porządku i wprowadzenia prawa szariatu.

Jeśli reklamodawcy, to tylko „poprawni”

Jednym z dotkniętych w dyskusji wątków była też kwestia finansów MP. Bogusz Bilewski, weteran-aktywista, który budował w Polsce kilka kultowych stacji radiowych, wspominał, że projekty te kończyły swój „żywot” (w sensie ducha), gdy rozpoczynały się spory o pieniądze, o wpływy, o władzę mówiąc krótko. O to czyja racja będzie najmojsza. Medium Publiczne wchodząc na tę drogę nieubłaganie stanie się łakomym kąskiem dla osób, które chętnie wykorzystają tę platformę do forsowania swojej wizji świata. Mechanizm ten działa po obu stronach barykady, prawacy od lewaków nie różnią się tu ani trochę, choć pewnie wniosek o swojej wyższości wyciągają z innych przesłanek. Im medium silniejsze tym mocniejszy spór o wpływy.

Rafał Betlejewski próbował łagodzić obawę, stwierdzając, że jeżeli reklamy się pojawią, to będą to wyłącznie reklamy skrupulatnie dobierane wg. „klucza”. Ale Rafał, kto skontroluje kontrolujących? Jak zagwarantować, że klucz nie będzie dobrany ideologicznie, pod założoną tezę? Jeżeli #MP ma stać się prawdziwą przestrzenią wymiany opinii i ścierania poglądów, kwestia finansów będzie wymagać osobnej debaty, transparentności i ogromnej ostrożności.

Teza

Gdy pisałem mój pierwszy artykuł na #MP (LINK) zapomniałem o niewielkim widżecie kończącym każdy artykuł na tej stronie – „Czy zgadzasz się z postawioną tezą?”. Artykuł był raczej stopklatką otaczającego mnie świata, strumieniem świadomości realnych obaw wymieszanych z realnymi nadziejami.

Tym razem ułatwię wszystkim, którzy chcą się z tezą zgodzić lub nie. Temat uchodźców przywołuję tu w jakimś sensie przedmiotowo, bo choć ta dyskusja jest ważna, to równie dobrze mógłby tu pisać o PiSie, aborcji, seksualizacji przestrzeni publicznej lub czymkolwiek innym. Chcę raczej na konkretnym przykładzie przeprowadzić crashtest deklarowanej otwartości na debatę i dopuszczania różnych poglądów do głosu.

Budujmy Medium Publiczne jako miejsce prawdziwej debaty, w której różne stanowiska mają prawo zaistnieć. Zadbajmy o pluralizm prowadzących, piszących. Pozbądźmy się rejsowej skłonności, aby lubić te piosenki, które znamy. Otwórzmy się na inne poglądy, również te w naszej ocenie złe, nieeleganckie, niehumanitarne lub naiwne. W przeciwnym razie sami siebie pozbawimy szansy zobaczenia całego obrazka. Zobaczenia, że niekoniecznie mówimy o „lęku”, ale być może o realnym „strachu”?

Medium Publiczne stanie się silne i wpływowe, a przede wszystkim inne, tylko wtedy, gdy będzie przestrzenią realnego ścierania się poglądów, bez ocen i odbierania prawa do myślenia inaczej. Nową jakość stworzymy, gdy każdy pogląd, również ten odbierany przez nas jako nieuprawniony, znajdzie tu swoje miejsce.

————

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Zdjęcie główne zostało przerobione w duchu tego tekstu poprzez dodanie na ścianie krzyża. Redakcja #MP.
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +11, liczba głosów: 15)
Loading...