Nie dajmy się sprowokować

Kiedy Patrzę na Kaczyńskiego, jak mówi te wszystkie okropne, piętnujące, pogardliwe rzeczy zastanawiam się, czy ponoszą go nerwy, złość i pogarda dla ludzi inaczej myślących, czy to czysta kalkulacja

Stąpamy po cienkiej czerwonej linii. Zastanawiam się do czego ma zmierzać ta radykalizacja języka.

Najpierw „Polacy gorszego sortu” – to niby tylko ci, którzy za granicą źle mówią o Polsce – jak rozumiem prezydent Duda też do nich należy ponieważ Niemcom doniósł, że Polska nie jest krajem sprawiedliwym. Ja też, tak jak prezydent,  rozmawiam z moimi zagranicznymi przyjaciółmi i znajomymi, którzy proszą by im wytłumaczyć, co się w Polsce dzieje, no i też donoszę, tak jak prezydent, że nie jest dobrze, a nawet że całkiem jest źle. Więc wychodzi na to, że my razem z panem prezydentem też jesteśmy Polakami gorszego sortu.A teraz „spadkobiercy współpracowników Gestapo”.

Po co prezes to robi? Do czego chce doprowadzić? Czy robi to z pełną premedytacją, by wkurzyć i sprowokować swoich oponentów do walenia na odwal, by nakręcać spiralę wzajemnej agresji i pogardy tak długo, aż się wszystko wymknie spod kontroli i dojdzie do jakiegoś nieszczęścia? Wtedy można będzie spokojnie, pod pretekstem zapobieżenia anarchii i przemocy, przykręcać społeczeństwu śrubę. Nie, nie zakładam, że to będzie stan wyjątkowy. Bez przesady, ale pełna inwigilacja Internetu czemu nie, przecież największy festiwal nienawiści tam się odbywa, trzeba nad tym zapanować. Prawda? Nawet redaktor Kuźniar tak uważa. Inwigilacja, ograniczanie dostępu, cenzurowanie treści. Rozszerzone uprawnienia dla służb specjalnych.

Zresztą PO już przetarła PiS drogę, dokładnie tak, jak z rozmontowywaniem Trybunału Konstytucyjnego, Ewa Siedlecka, która niedawno krytykowała PO, gdy wybierała sędziów TK na zapas, już w 2010 roku pisała: „Milion razy w ciągu roku służby sięgają po dane obywateli od operatorów telefonicznych internetowych. Nikt tego nie kontroluje. A rząd nie widzi problemu” – dodajmy –  rząd PO.

Kiedy Patrzę na Kaczyńskiego, jak mówi te wszystkie okropne, piętnujące, pogardliwe rzeczy zastanawiam się, czy ponoszą go nerwy, złość i pogarda dla ludzi inaczej myślących, czy to czysta kalkulacja. Przy „gorszym sorcie” miałam wrażenie, że to starannie przemyślane i wykalkulowane, a dziś na sejmowym korytarzu w nerwowej odpowiedzi na pytanie dziennikarza o „spadkobierców wspólpracowników gestapo” widać było, że jest wściekły i nie panuje nad emocjami.

Jeśli to zimna kalkulacja, żeby poniżać wszystkich tych, którzy nie zgadzają się na wizję państwa PiS, to jestem pewna , że robiona właśnie po to, by napędzić skalę złych emocji „rozwibrować” społeczeństwo, by potem mieć legitymację do tego, żeby je wziąć za mordę. Jeśli oczywiście jakakolwiek legitymacja jest potrzebna – być może wyborcom PiS też to jednak trzeba będzie wytłumaczyć. Jeśli to nieumiejętność panowania nad złymi emocjami, to skończy się ona źle dla samego prezesa – ciągłe uleganie tak gwałtownym i negatywnym emocjom  zawsze obraca się przeciwko temu, kto nie potrafi nad sobą panować. Gniew zaślepia, nie pozwala widzieć jasno i działać rozważnie. W emocjach zaczyna się popełniać błędy, im silniejsze emocje tym błędy większe i częstsze.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl
Ewunia male
Rysunek Artur Krynicki

Niezależnie od tego, który wariant jest prawdziwy, lub bardziej prawdziwy, nie powinniśmy dać się sprowokować. Należałoby uodpornić się na obelgi i próby dyskredytowania. Nie odpowiadać tym samym. Powściągnąć emocje. Nie brać tego do siebie. Nie pałać chęcią odwetu – żeby nie przekroczyć tej cienkiej czerwonej linii. Śmiem twierdzić, że bezpieczeństwo nas wszystkich zależy od naszej dojrzałości i umiejętności nabrania dystansu. Spokojnie, racjonalnie, krok po kroku i co najważniejsze z uśmiechem i życzliwością należy budować dalej społeczeństwo obywatelskie. Bez inwektyw, nie używając tego samego języka. Bo przecież nie chcemy być tacy sami?

A można było przecież spokojnie i bez tych awantur przeprowadzić zgodnie z prawem zmiany, które zwycięski obóz zapowiedział – 500 czy 1000 zł to będzie wielka zmiana dla większości pracujących Polaków pracujących za 2500 i mniej. Zgadzam się z prof. Karolem Modzelewskim, który należy przecież do krytyków PiS, że to znacząco poprawi życie wielu ludziom, budżetowi państwa wielkiej szkody nie zrobi, a gospodarce może pomóc przez nakręcanie koniunktury.

Wszyscy wiemy, że jest mnóstwo rzeczy do poprawienia i do naprawienia –  wściekamy się, kiedy okazuje się, że pierwszy wolny termin do lekarza specjalisty jest za pół roku, że sprawa w sądzie trwa kilka lat, że nie ma programu budowy mieszkań na wynajem etc.  Jest dużo pracy jak zawsze, nigdzie nie ma raju na ziemi, to co jest trzeba nieustająco poprawiać – po co więc  ta nienawiść, te złe emocje, ta pogarda? Przecież wielu z nas zgadza się z wieloma diagnozami PiS. Tylko inwazyjny sposób leczenia, w którym zapina się pacjenta w pasy nie bardzo nam odpowiada.

Chcemy sprawnej służby zdrowia, sądownictwa i bezpieczeństwa socjalnego ale równie ważne jak bezpieczeństwo są dla nas prawa obywatelskie, konstytucja i demokratyczny trójpodział władzy. Czy PiS, a właściwie czy prezes naprawdę uważa,  że nie da się usprawnić działania sądów i służby zdrowia bez zamachu na naszą wolność? Że musimy wybierać – albo wolność albo bezpieczeństwo? Czy współtwórca Okrągłego Stołu naprawdę tak myśli?

Czy może już nie myśli, bo gniew zalewa mu oczy i odbiera zdolność racjonalnej oceny rzeczywistości? Może nie jest tak, jak twierdzą niektórzy, że awantura o konstytucję i TK ma przykryć działania PiS w sprawie podatku bankowego i zmian w obietnicach 500 zł na każde dziecko. Może jednak dla prezesa ta awantura jest solą jego rządów i może prezesa bardziej niż program 500 zł i podatek bankowy interesuje poniżanie przeciwników politycznych, awantura i demolka.  No to biada nam, biada…

red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +157, liczba głosów: 193)
Loading...