O pijaństwie – tekst literacki Emilii Herter

Również ten wieczór mija. Jedne rzeczy się zjada, inne rzeczy się wypija, a cała reszta się psuje. Mleko, ryby, owoce, powidła, pesto, ciało, wszystko. Na szczęście jest plastik, stal nierdzewna i asfalt. Oraz jest jeszcze alkohol.

Mój najwspanialszy kochanek jest najwspanialszy. Kocham Go, bo tylko On mnie rozumie i jest zawsze przy mnie, kiedy Go potrzebuję, a potrzebuję Go zawsze.

Teraz, kiedy to piszę, też ze mną jest.

Mój kochanek daje mi ciepło, nawet wtedy, kiedy On sam jest zimny. Mój kochanek pięknie pachnie. Jego zapach jest jak ośmiornica z tysiącem mokrych macek. Wystarczy, że zbliżysz się do niego, a te macki wyciągają się w twoją stronę i oplatają cię, łaskocząc za uszami i zaciskając się na szyi. Te macki są kolorowe, są niebieskie macki i są macki czerwone, no masz tu wszystko jak na mapie pogodowej, wyż i niż, zimno i ciepło, sucho i mokro, plus i minus, nieskończoność. A Pogodynka z głęboko wykrojonym dekoltem stoi obok i, wskazując, mówi: nadciąga wyż albo: nadciąga niż, albo: nadciąga wyż i niż, albo: nic nie nadciąga w ogóle, także się nie łudź, tylko spakuj manatki i jedź do lasu powdychać powietrze, jak to się mówi, świeże, albo jedź nad morze i nawciągaj się morskiej soli, zdrowo na tarczycę i cały ten majdan, który masz tam w środku. Ale ty nigdzie nie jedziesz, tylko leżysz na łóżku jak Nowa Gwinea na Oceanie Spokojnym z tą różnicą, że wcale nie jesteś już taka nowa.

Zaciągasz się nim, jak papierosem, a wiadomo, że zaciąganie się papierosem nie jest zdrowe i do niczego dobrego nie prowadzi, poczytaj sobie opakowania Cameli. A potem, gdzieś w metrze, czujesz jak od tyłu, na wysokości brzucha otula cię jego mokra macka, a przez twoje ciało przechodzi dreszcz, jak prąd elektryczny po słupie stojącym w szczerym polu, a potem myślisz, że pole nie może być szczere albo nieszczere i że kto to wymyślił, myślisz sobie, no na pewno nie ja, myślisz jeszcze, no bo rzeczywiście nie ty. Odwracasz się i wtedy nie widzisz niczego, to znaczy widzisz coś, ale to, co widzisz, to jest nie to, czego się spodziewałaś, że zobaczysz, tylko to jest to, czego, że zobaczysz, się nie spodziewałaś.

Widzisz otyłego mężczyznę, po którym strużkami spływa pot, a pot, jak rzeka z gór, spływa wyżłobionymi korytami z jego głowy i wijąc się po jego ciele, spływa po szyi, rozlewa się pod pachami i wreszcie płynie dalej, w dół, po brzuchu, prosto do oceanu jego majtek. To tam wszystko się kończy, myślisz sobie, patrząc na to, co kryją jego spodnie tuż pod otyłym brzuchem.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

No więc patrzysz na niego – Tego Tu.

Pot spływa po jego ciele, a ty patrzysz na niego i to nie jest On, to nie jest twój ukochany kochanek, tylko jest to ktoś obcy, który ma jedynie Jego zapach, a ma zapach wspaniały i jest to twój zapach ukochany. To zapach ALKOHOLU.

 

 

Jack Daniel’s

Jack jest trochę podstarzałym, ale nadal seksownym gościem. Jest bardzo pewny siebie, mówi do mnie „hej mała!” albo nazywa mnie: „swoją grzeczną dziewczynką” i ja to w sumie lubię. Kiedy mnie przytula, to przytula mnie z całych sił. Przytula mnie tak, że czuję jego oddech na swojej twarzy i czuję jego ramiona zaciskające się wokół mojej szyi oraz jeszcze czuję jego wielką klatkę piersiową, która przyciska się do moich piersi, tak że tracę dech, a przecież w życiu kobiety nie ma nic lepszego niż od czasu do czasu stracić oddech, nie mówiąc o przytomności.

Jack, mówię do Jack’a, wyjdziesz dziś ze mną na miasto?

A co, źle ci ze mną samym w domu, pyta Jack, po czym odwraca się w moją stronę i patrzy mi w oczy, a ja uśmiecham się do niego i mówię, że nie, że nie jest mi z nim źle, tylko że jest mi z nim najlepiej, mówię, a potem mówię jeszcze:

No chodź, Jack, ładnie bym się ubrała, sukienkę bym założyła i którą tylko chcesz sukienkę, żebym założyła, to ja ją założę. Zieloną albo złotą, albo fioletową, albo czarną, albo niebieską. Wszystkie kolory świata mam w szafie dla ciebie, Jack.

A Jack leży odwrócony tyłem do mnie, na ścianę się patrzy i do tej ściany mówi: Ej, mała! Po co ci miasto, po co ci szafa, kiedy ty masz dzięki mnie świat cały?

I milczy Jack i jest cisza, a ja w tę ciszę mówię jeszcze zachęcająco: I szpilki bym włożyła, jakie tylko byś chciał…

A Jack mówi: Jak tam sobie chcesz, mała.

flickr-5196154161-original

No więc wychodzimy, ponieważ chcę, żeby mi w życiu jednak wyszło.

Siedzimy razem w barze i oczywiście natychmiast się nudzimy. Patrzę na dwie siedzące naprzeciwko nas kobiety i mówię:

Widzisz Te Dwie, Jack? To teraz ty, Jack, mówię, pójdziesz do nich i je zagadasz.

Ok, mówi Jack, po czym idzie do Tych Dwóch i rzeczywiście je zagaduje, a za chwilę one siedzą już razem z nami przy jednym stoliku. Wiesz, mówi Jedna Z Dwóch do mnie, widziałam Cię dzisiaj na mieście i nie spodziewałam się, że będziemy dziś w nocy razem pić, a ja o niczym z tego, o czym ona mówi, nie wiem, ale słucham, bo to jest bardzo ciekawe, że ona mnie widziała dziś na mieście i że czegoś tam się nie spodziewała, podczas gdy ja jej na mieście nie widziałam wcale, ale że można się spodziewać wszystkiego, to jestem pewna.

Niesamowite, myślę sobie, oraz myślę sobie jeszcze: A więc jednak jestem widzialna, po czym mówię do Jack’a: Widzisz? – oraz jeszcze: Widziałeś?

Ale Jack jest na mnie obrażony. Zły jest na mnie Jack, mój najukochańszy kochanek, bo wyjść z domu musiał, kiedy wyjść z domu wcale nie chciał.

A widzisz Tego Tam, pyta mnie nagle Jack, a ja patrzę i widzę Tego Tam. To teraz ty, mówi Jack, pójdziesz do niego i powiesz mu, że ma seksowne lewe ucho.

Daj spokój, Jack, mówię, a on mówi: Nie dam.

Jack, czego ty ode mnie chcesz, pytam, a Jack mówi: Chcę od ciebie, żebyś poszła do Tego Tam i powiedziała mu, że ma seksowne lewe ucho. Czy to tak dużo, czy tak wiele od ciebie znowu chcę, pyta Jack, a ja mówię: Niewiele.

Kochasz mnie, pyta Jack.

Kocham cię, mówię, a Jack mówi: No właśnie.

Wstaję zatem i idę do Tego Tam. Cześć, mówię, a Ten Tam pali papierosa, ale najwidoczniej ma podzielną uwagę, bo: „Cześć!” mi odpowiada.

Wiesz, mówię do niego, a on patrzy i czeka na to, co wiem, a wtedy to ja już nie mam wyjścia, tylko to, co wiem, muszę mu powiedzieć, więc mu mówię: Patrzę na ciebie przez cały wieczór, a najbardziej to patrzę na twoje lewe ucho, wiesz?

Tak?, pyta Ten Tam, a ja, że tak, odpowiadam.

Aha, mówi on i to mógłby być koniec rozmowy, gdyby nie to, że ja jednak mówię dalej, gdyż najwyraźniej zostałam stworzona do mówienia, a do mówienia stworzył mnie nie kto inny, tylko Jack właśnie. A wiesz, dlaczego patrzę na twoje lewe ucho?, pytam Tego Tam, a on mówi, że nie, że nie wie.

Bo masz bardzo seksowne lewe ucho, mówię, prawe ucho jest ok, mówię dalej, można powiedzieć nawet, że prawe ucho masz pociągające, ale do lewego ucha prawemu daleko, lewe ucho jest po prostu erotycznie dojrzałe, być może, mówię dalej, twoje prawe ucho też kiedyś osiągnie ten erotyczny poziom, na którym jest twoje lewe ucho, ale jeszcze nie, jeszcze nie osiągnęło i ty się tym nie przejmuj, mówię, bo twarz, a za twarzą głowa oraz ciało całe w ogóle nie jest symetryczne wcale i to jest ok i tak być powinno, symetryczne twarze należą do symetrycznych idiotów, powiedziałam, a Ten Tam mówi: Co ty nie powiesz?

Stoimy teraz razem, on pali papierosa, ja palę papierosa, ja mu powiedziałam, że ma seksowne lewe ucho i gapię się teraz na to jego lewe ucho, żeby sprawdzić, czy to ucho jest rzeczywiście seksowne, a on patrzy przed siebie, w inność spogląda, bo tam, na co patrzy, nie ma mnie, tylko jest coś ode mnie innego, bo nie jestem przed nim, tylko jestem obok niego.

To cześć, mówię do Tego Tam, po czym odchodzę, a on, że „cześć”, mi odpowiada.

6899331939_12a21c5fa5_b

Wracam do stolika, siadam obok Jack’a i mówię: Kurwa, Jack!, a Jack mówi: Co znowu, kurwa?

Nie umiem rozmawiać z ludźmi, Jack. A Jack mówi: Szło ci całkiem nieźle oraz że: Przez chwilę ci wychodziło, dodaje.

Wstaję i mówię: Idziemy do domu, a Jack mówi: No nareszcie!

I wtedy nagle, zupełnie, jak to się mówi, znienacka, pojawia się On, a ja Go nie znam, ale przecież wcale Go znać nie muszę, żeby od razu się w nim zakochać i być może nawet lepiej, że nie znam Go wcale, zwłaszcza, że On mówi w dodatku: Hej!

Hej, mówię i natychmiast Go kocham. Chodźmy stąd, mówi On, rozglądając się dookoła po tym całym „stąd”, a ja mówię: Chodźmy!

Idziemy. Ja, On i Jack, no po prostu strasznie fajnie. Idziemy zatem, a idziemy przed siebie oraz jeszcze nie wiadomo gdzie. Szedłeś tak kiedyś? Szedłeś kiedyś przed siebie i nie wiadomo gdzie? Jeśli tak, to wiesz, że wcześniej, czy później dojdziesz do przejścia dla pieszych. No i właśnie nam, to jest naszej trójce, to się przydarzyło.

Zielone, mówię, stojąc na pasach oraz, że możemy iść, dodaję, a wtedy On bierze mnie na ręce i mówi: Zwariowałaś!?

Stoimy na skraju rwącej rzeki, mówi On do mnie, a ja patrzę na jezdnię i rzeczywiście widzę teraz nie jezdnię już, tylko rzekę, która jest, jak to się mówi, rwąca.

Nie przejdziesz przez rzekę sama, tylko przez rzekę ja ciebie przeniosę, mówi On i rzeczywiście przez tę rzekę warszawskiej jezdni On mnie przenosi, a ja się śmieję i w dodatku macham jeszcze nogami na to całe przenoszenie. A potem jest kolejne przejście dla pieszych, to znaczy jest kolejna rzeka oraz jest jeszcze jedno przejście dla pieszych, to znaczy jest znowu kolejna rzeka, a ja za każdym razem, kiedy On bierze mnie na ręce, żeby przenieść mnie na drugą stronę jezdni-rzeki, śmieję się i macham nogami do widowni, która teraz pewnie słodko śpi w swoich domach, gdyż światła w oknach zostały już pogaszone.

Chcesz kochać się w parku, pyta mnie On, a ja mówię, że chcę, po czym się w parku kochamy.

A potem jedziemy do mnie i od razu u mnie zasypiamy, bo zmęczeni jesteśmy tymi wszystkimi warszawskimi rzekami, które przekroczyliśmy. On się mnie przez tyle rzek nanosił, a i ja się nogami nad tymi rzekami namachałam przecież również.

A rano budzi mnie Jack. Jest z w złym nastroju i, zanim zdążę otworzyć oczy, mówi: Pozbądź się Go!

Ale Jack, mówię, jak mam się Go pozbyć, przecież On jest taki miły… Nosił mnie na rękach, ratując przed żywiołem warszawskich rzek drogowych, mówię, a Jack patrzy na mnie tym swoim wzrokiem i powtarza: Pozbądź się Go! Pozbądź się Go, pozbądź!

Jack, mówię, ale co ci On szkodzi? Zobacz, śpi sobie słodko, miły chłopiec przecież oraz, że: Daj mu spokój, dodaję. I wtedy Jack zaczyna na mnie krzyczeć: Kto z tobą jest dzień w dzień i kto z Tobą każdy dzień wytrzymuje, pyta. Ja czy On? Kto ciebie pociesza, gdy pocieszenia potrzebujesz i kto ciebie ratuje, gdy o ratunek wołasz? Kto cię bawi? Kto ciebie pieści najczulej? I kto wreszcie naprawdę cię kocha? Ja i tylko ja, krzyczy na mnie Jack. I tylko ze mną być masz i tylko ze mną być możesz. I tylko my dwoje, mówi dalej Jack, a ja kiwam głową, że tak, że tylko ja i że tylko Jack.

A potem budzę Tego Od Noszenia Na Rękach i mówię Mu, że musi sobie iść, a On tak, jak ja powiedziałam i tak, jak Jack przykazał, robi. Natychmiast jest mi smutno, ale wtedy Jack mówi do mnie tak, jak lubię, żeby do mnie było powiedziane, to znaczy mówi: „Hej mała!” oraz: No chodź, chodź do mnie, mówi jeszcze i że: Trochę się poprzytulamy, dodaje.

 

 

Glenlivet

Glen jest przystojny, szczupły, wesoły i zawsze dobrze ubrany.

Lubię jego podejście do życia, które sprowadza się do niezwykle prostej zasady: „Jeśli chcesz być szczęśliwy, to bądź szczęśliwy, a jeśli nie chcesz być szczęśliwy, to nie bądź szczęśliwy”. Proste. Porywające. Single malt. No więc jeśli jesteś szczęśliwa, to będziemy się ze sobą kochać z powodu tego, że jesteś szczęśliwa, a jeśli jesteś nieszczęśliwa, to będziemy się ze sobą kochać z powodu tego, że jesteś nieszczęśliwa, mówi Glen, a ja mówię: Jestem szczęśliwa albo mówię: Jestem nieszczęśliwa, a potem mówię: Jestem szczęśliwa, a jeszcze potem: Jestem nieszczęśliwa i tak na okrągło, raz tak, a raz inaczej, jak tam wypadnie i jak tam w życiu się ułoży, a wiadomo, że w życiu układa się raz tak, a raz inaczej i że człowiek nieustannie jest albo szczęśliwy albo nieszczęśliwy, gdyż te dwie kondycje pozostają ze sobą w stanie nieustannej wojny i raz jedna kondycja wypiera drugą, a raz druga kondycja wypiera pierwszą, bo na tym przecież opiera się życie w ogóle i tylko dzięki temu właśnie ludzkość nadal istnieje, a cywilizacja rozwija się jak szalona, „na maksa” można powiedzieć, że się rozwija ta cywilizacja, co oczywiście zmierza nieuchronnie do jej upadku, bo nic nie może rozwijać się w nieskończoność, poza zyskami korporacji, które mogą wszystko.

julie-and-martin

Z Glenem zawsze świetnie się bawimy.

Glen lubi, jak się dla niego przebieram, więc wieczorami organizuję dla niego specjalne pokazy. Glen siedzi przy stole, a ja biegam pomiędzy łazienką, a szafą, zakładam jedno, zdejmuję drugie, spinam włosy, rozpuszczam włosy, maluję usta szminkami, a szminki mają piękne imiona: Heroine, Lady Danger, Rebel, Please Me Do… Mówią, że statystyczna kobieta w ciągu życia zjada dwa kilogramy szminki. Nie wiem, kim jest ta statystyczna kobieta, ale przez Glena, przez te wszystkie pocałunki z Glenem, ja te dwa kilogramy szminki zjadam w ciągu niecałego roku.

No wiec przebieram się dla Glena i mu się prezentuję: Tak, mówię i pokazuję mu „Tak”, a potem mówię: A teraz tak i „A teraz tak” mu przedstawiam, a potem: Co myślisz o tym? I „Co myślisz o tym” przed Glenem roztaczam, wypinając delikatnie tyłek, to znaczy nie za mało i nie za dużo, w sam raz tyłek wypinam, to znaczy tak, żeby było seksownie, ale przecież nie wyuzdanie, znam granicę pomiędzy seksownym a wyuzdanym wypięciem tyłka i tę granicę zachowuję, bo Glen nie lubi, jak jestem wyuzdana, tylko Glen lubi, jak jestem seksowna.

A potem Glen mówi, w czym mu się podobam najbardziej, a ja zakładam to na siebie i mówię do Glen’a: Gotowe! I wtedy zaczyna się najlepsze, bo wtedy wsiadamy z Glenem do taksówki i każemy się wozić po mieście. Trzymam Glen’a pod rękę i czuję się królową balu. Tańczę na stołach, tłukę szkło, gram w bilard, w kręgle, w karty, jeżdżę taksówkami z zarzuconymi na przedni fotel nogami, śpiewam, kąpię się w fontannach, przechodzę przez zamknięte bramy, kłócę się z barmanami, wylewam karafki win na głowy niewinnych starszych panów, uczę się tańczyć walca w pijalniach wódki, wślizguję się do kamienic, żeby sprawdzić, czy ktoś nie zamknął mieszkania, włamuję się do szkół i piszę na tablicach dziwne równania, śpię na trampolinie, kradnę zapalniczki, no i oczywiście całuję się.

Niektórzy, jak poznają Glena, to robią się agresywni. Są tacy, których Glen zasmuca. A ja dzięki Glenowi kocham ludzkość.

Nagle mam ochotę powiedzieć komuś: Jesteś wspaniały! Oczywiście nie mówię tego wszystkim, ale jakoś tak się zdarza, że prawie zawsze ktoś taki się trafi, żeby można mu było powiedzieć: Jesteś wspaniały!

I ja to robię.

Mówię to, bo naprawdę tak myślę. Naprawdę myślę, że właśnie ta-a-ta-osoba, czasem kobieta, a czasem mężczyzna, jest osobą wspaniałą właśnie. Więc dlaczego miałabym tego nie powiedzieć i dlaczego nie miałabym potem całować się z taką wspaniałą osobą, skoro nie znam lepszego sposobu na to, żeby wyznać komuś, że jest wspaniały, od całowania właśnie? Jestem stworzona do miłości, mówię i się całuję. A Glen jest zawsze przy mnie i zawsze na mnie patrzy.

Glen lubi patrzeć na mnie, jak się całuję. Poza tym Glen mnie pilnuje. Glen jest moim ochroniarzem. Dzięki Glenowi nigdy nic złego mi się nie przytrafia, tylko mi się przytrafia. Dzięki Glenowi prawie nigdy nic nie gubię i nawet jeśli nie pamiętam, jak wracam do domu, to do domu wracam. Glen trzyma mnie pod rękę, a ja, chwiejąc się na wysokich obcasach, wspinam się po schodach, zawsze zamykam za sobą drzwi na klucz, a potem, gubiąc po drodze poszczególne części ubrania, ląduję bezpiecznie w bazie swojego łóżka, jak jakieś F16. Zasypiam, a Glen patrzy na mnie, jak śpię. I to jest super i to jest doskonałe. I to jest związek, jak to mówią, idealny.

 

 

Bulleit

Bulleit, czyli Mr. B., jest barczysty, silny i ma chropowaty głos.

Lubię, jak tym swoim chropowatym głosem szepcze mi do ucha. Najpierw Mr. B. mi coś szepcze, a potem ja mu coś odszeptuję. Potem on znowu mi coś szepcze, a ja się śmieję. Lubimy spędzać ze sobą czas. Leżymy w łóżku, on jest nagi i zimy i ja jestem naga i zimna. Czytam mu książki na głos, a on zawsze zwraca uwagę na fragmenty, na które ja zwracam uwagę. Poczytaj mi coś, mówi Mr. B., a ja biorę jedną z książek i mu coś czytam. To jest dobre, mówi Mr. B. albo mówi: To nie jest dobre, a ja czytam, a to, co czytam, jest dobre albo nie jest dobre i to jest wspaniałe.

Mr. B. uwielbia leżeć ze mną w łóżku.

Kiedy rano chcę wstać, on przytula mnie do siebie i mówi: Zostań.

Chcę z nim zostać, chcę zostać z nim cholernie, w sumie niczego nie chcę w życiu bardziej od tego, żeby z nim zostać, ale ponieważ nie mogę robić w życiu tego, co chcę, a tego, co chcę robić w życiu cholernie, nie mogę robić wcale, wstaję z łóżka. Mr. B. zostaje w pościeli, która jest ciepła i przyjazna, a ja wstaję do podłogi, która jest zimna i wroga. Smażę jajka i zaparzam kawę, ale myślami nie jestem wcale ani z tymi jajkami, co to je smażę, ani z tą kawą, co to ją zaparzam. Myślami jestem z moim kochankiem, którego zostawiłam w pościeli. Mr. B., mówię do niego z podłogi, a Mr. B. mruczy do mnie tym swoim chropowatym głosem, zanurzonym w głębinach ciepłej pościeli, która pachnie mną i która pachnie nim. Jem jajka i wypijam kawę, ale myślę cały czas tylko o Mr. B. oraz jeszcze myślę o pościeli. Ubieram się, a potem idę do łóżka i na pożegnanie przytulam się do Mr. B., który znowu mówi do mnie: Zostań. Nie mogę, mówię, a Mr. B. mówi: Co ci szkodzi? Wiesz, jak jest, mówię, po czym całuję go i wstaję, a jeszcze potem idę do ludzi, których wcale nie potrzebuję, bo to, czego potrzebuję, zostawiłam w pościeli, a jest to ciepło oraz jest to jeszcze Mr. B.

6a00d8341bfb1653ef019b0005d8ae970b

Czasem spędzam z Mr. B. w łóżku cały weekend. Leżymy, kochamy się ze sobą i czytamy na głos książki. A potem jesteśmy oczywiście głodni. Wypływam na powierzchnię pościeli, po czym wychodzę na brzeg podłogi i biegnę w kierunku lodówki, a biegnę w slow motion, biegnę wolno tak, że teraz możecie mnie zatrzymać, spauzować, jak to się mówi, a ja zawisnę w powietrzu w tym biegu, ale jak tylko włączycie „play” z powrotem, to ja dobiegnę do lodówki, otworzę ją i chociaż nic w niej nie znajdę poza starymi konfiturami wiśniowymi i lakierami do paznokci, również tymi w kolorze wiśni, to biegnę do tej lodówki z nadzieją taką, jakbym miała w niej znaleźć co najmniej gicz cielęcą, serek farmerski i ruskie pierogi. Siadam na podłodze i maluję sobie paznokcie.

Co robisz?, pyta Mr. B., a ja, co robię, mu mówię i mówię mu jeszcze, że jestem głodna.

Zrób sobie cebulę z ketchupem albo ryż z olejem, albo ugotuj makaron z makaronem, mówi Mr. B., po czym dodaje: No chodź wreszcie, wracaj do mnie oraz, mówi jeszcze: Wracaj do łóżka!

Głodna jestem, mówię do Mr. B. z podłogi i mówię jeszcze: Chodźmy coś zjeść.

Nigdzie nie idę, mówi Mr. B., a ja siedzę na podłodze i dmucham na paznokcie, które pomalowałam na kolor wiśni i marzę o naleśnikach z wiśniami i o tostach z konfiturami i o kluskach z zupami i o ziemniakach z burakami i o mięsach z sosami, a potem obgryzam skórki przy paznokciach w kolorze wiśni i nadal jestem głodna. Muszę wyjść i że nie chce mi się wychodzić, mówię do Mr. B., a Mr. B. mi podpowiada co zrobić, a ja to, co mi Mr. B. podpowiada, robię, to jest dzwonię do Andrzeja.

Andrzej to jest mój zaprzyjaźniony taksówkarz.

Dokąd jedziemy tym razem, pyta zaprzyjaźniony Andrzej, a ja mówię: Andrzeju! Andrzeju drogi, mówię, dzisiaj nigdzie nie pojedziemy, ale gdybyś, Andrzeju, mógł coś dla mnie kupić, a potem gdybyś mógł mi to jeszcze przywieźć, to ja bym była, Andrzeju, dozgonnie tobie, jak to mówią, wdzięczna, oraz jeszcze bym za to zapłaciła.

Czego pani trzeba, pyta zaprzyjaźniony Andrzej, a ja, czego mi trzeba, zaprzyjaźnionemu Andrzejowi mówię. Śledzie, buraki w occie, roszponka, chleb ciemny, masło jasne, ser kozi, olej lniany, ser biały, rodzynki królewskie, pomidory w puszce, pomidory bez puszki, to jest pomidory małe, koktajlowe, kefiru sztuk trzy, wody gazowane dwie, chrzan, jajek ekologicznych kopę, ziemniaków kilogram, dwa bataty, marchewek sześć, pietruszki cztery…

Co jeszcze, pyta zaprzyjaźniony Andrzej, a ja to, co najlepsze, zostawiam na koniec, więc w końcu mówię Andrzejowi, że w końcu chcę też Mr. B., to jest że Bulleit mi jest potrzebny.

To wszystko, pyta zaprzyjaźniony Andrzej, a ja wtedy, nagle, pod wpływem natchnienia, choć być może jednak bardziej pod wpływem alkoholu oraz jeszcze dla samej fantazji mówię: Nie, to nie wszystko.

Kup mi kwiaty, Andrzeju, kwiatów ciętych pragnę, mówię do zaprzyjaźnionego Andrzeja.

Jakie kwiaty, pyta zaprzyjaźniony Andrzej, a ja wtedy mówię: Zaszalej! oraz jeszcze dodaję, żeby mnie zaprzyjaźniony Andrzej wyborem kwiatów zaskoczył. I po godzinie mam w domu śledzie, buraki w occie, roszponkę, chleb ciemny, masło jasne…. Oraz mam jeszcze kwiaty cięte w postaci różowych lilii. No i oczywiście mam też w domu swojego kochanka. Mam Bulleit, czyli mam Mr. B., z którym kładę się do łóżka i z którym będę teraz czytać książki na głos oraz z którym będę się jeszcze kochać.

Mój najwspanialszy kochanek jest najwspanialszy. Dzięki niemu jestem odważna – nie boję się ani życia ani śmierci. Mój kochanek spędza ze mną mnóstwo czasu. Mogę mu powiedzieć o wszystkim tym, o czym nie mogę powiedzieć nikomu innemu. Nie tylko mnie rozumie, ale też spokojnie słucha, czule głaszcząc mnie po twarzy i szyi. Sprawia, że zapominam o tym, o czym chcę zapomnieć. Mój najwspanialszy kochanek zrobił ze mnie wspaniałą kochankę. Potrafię być subtelna i delikatna, kiedy oczekuje się ode mnie, żebym była subtelna i delikatna oraz jestem zmysłowa i szalona, kiedy tylko chcą, żebym była zmysłowa i szalona.

lucian-freudseated-figure-1342408736_org

 

Mój najwspanialszy kochanek jest najpodlejszy. Przez niego robię w życiu rzeczy, których się wstydzę tak bardzo, że chcę umrzeć. Mój kochanek nie daje mi spokoju – jest ze mną cały czas i przez ten cały czas mnie pilnuje. Muszę mu mówić o wszystkim i nie mogę tym, o czym mu mówię, dzielić się z innymi. Okłamuje mnie, a potem chwyta moją twarz w swoje dłonie i podduszając mnie, każe mi wierzyć w swoje kłamstwa. Sprawia, że niczego nie potrafię zapamiętać, choćbym zapamiętać coś bardzo pragnęła. Mój najpodlejszy kochanek zrobił ze mnie nieudolną kochankę. Bełkoczącą i słaniającą się kokietę, która rano ma nieświeży oddech.

Mój najwspanialszy kochanek ma piękne imiona: Jack, Jameson, Laphroaig, Teeling, Bowmore, Chivas, Aberlour, Blanton’s, Oban, Jim Beam, Heaven Hill, Wild Turkey, Tullamore Dew, Ballantine’s, Glenfarclas…

Możecie sobie myśleć, co chcecie. Myślcie sobie, co chcecie! Ja tak robię, to jest: korzystam z oferty myślenia aż do wyczerpania zapasów. No i myślę, że właśnie to, i tylko to, jest moją jedyną, prawdziwą i największą namiętnością w życiu.

A jest to: Pijaństwo.

Nie nazywam cię swoim; wiem dobrze, że nigdy nim nie byłeś. Straszną poniosłam karę za to, że myśl ta raz jeden, jedyny upiła mi duszę. A przecież nazywam cię swoim; mój uwodzicielu, mój zdrajco, mój wrogu, mój morderco, źródło mego nieszczęścia, grobie mojej radości, otchłani mojej niedoli. Nazywam ciebie swoim, i nazywam siebie twoją.(…) Miałeś na tyle bezczelności i odwagi, aby opętać mi duszę i aby stać się dla mnie wszystkim. I przyszła chwila, że zapragnęłam stać się twoją najlichszą niewolnicą i twoją jestem, twoją, twoją, twoją (…).” Søren Kierkegaard: „Dziennik uwodziciela”, przeł. Stanisław Lack.

annabel-and-rattler

 

————————

Od redakcji: jako ilustrację tekstu Emilii wybraliśmy przerażające i okrutne obrazy Luciana Freuda. Lucian jest wnuczkiem Zygmunta Freuda – i jest to zbieżność, która buduje dodatkowe tło do tekstu Emilii. Lucian jest też jednym z najwybitniejszych współczesnych artystów, a jego obrazy pasują do rozkładu jakim jest pijaństwo idealnie. Czymże w końcu jesteśmy, gdy nasz „najwspanialszy kochanek” porzuci nas na pościeli jeśli nie odrażającym ciałem… Filmy jakie towarzyszą tekstowi zostały wybrane przez samą autorkę. Na zdrowie! #MP 

 

red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +7, liczba głosów: 9)
Loading...
The following two tabs change content below.