Polemika do tekstu Stawiszyńskiego o Anonymous: prosta poetycka manipulacja!

stawisz anonym

Wydawałoby się, że Medium#Publiczne będzie rzetelniej dobierać propozycje artykułów, cenzurując teksty nienadające się do publikacji (np. teksty pozbawione logiki lub teksty będące swoistą propagandą), ale ktoś chyba chciał dać szansę panu Stawiszyńskiemu, którego tekst należy ocenić bardzo krytycznie.

Ale po kolei. Tomasz Stawiszyński popełnił tekst będący komentarzem do apelu opublikowanego rzekomo przez grupę Anonymous. To prawda, że trudno jest jednoznacznie potwierdzić autorstwo tekstu Anonymous, i fakt, że grupa nie podaje źródeł swojej wiedzy. Pan Stawiszyński robi jednak dokładnie to samo. Epatuje nas swoimi przemyśleniami bez podania konkretnych argumentów i źródeł, z których czerpie swe twierdzenia.

Autorem polemiki jest pan Tomasz Mostowiecki z Instytut Humanizmu Otwartego we Wrocławiu.

Zacznijmy zatem od pierwszego akapitu, gdzie popularność apelu jest porównana do wypowiedzi nowego rządu (lub parlamentu). Oczywiście Stawiszyński nie lubi nowego rządu i chyba swój tekst kieruje do podobnych sobie ludzi, którzy apriorycznie przyjmują, że wszystko co prawicowe albo pisowskie, jest na pewno głupie i śmieszne. Dowodów brak. Nie przedstawiono nam analizy, że wypowiedzi „świeżo upieczonych oficjeli” o wycofaniu się z negocjacji unijnych to błąd. Wystarczy, że to nowi „oficjele” i już wiemy, że to ci źli…

Już w tym miejscu można by skończyć czytanie Stawiszyńskiego, bo dalej wszelkie zarzuty wobec Anontmous można jak w lustrze przedstawić samemu Stawiszyńskiemu. A ten zło dostrzega wszędzie, poza sobą.

Stawiszyński jawi się tu jako człowiek wierzący. Jego religią jest wiara, że prawica albo PiS to wszelkie zło i obłuda. Wiary się nie potwierdza argumentami i faktami. Wiara jest i już. Z wiary płyną wszelkie opinie na temat świata. Człowiek, który wierzy, swoją wiedzę czerpie nie ze źródeł naukowych, a ze świętych ksiąg.

Czytaj tekst Anonymous: Wiemy, w jaki sposób media i inni dezinformatorzy manipulują informacją, by osiągnąć zamierzony efekt. Wiemy, jaki jest powód tej manipulacji i jak jej przeciwdziałać. 

Tak więc jeżeli przyjąć, że tekst Stawiszyńskiego był tekstem religijnym dla osób o podobnej orientacji religijnej, to oczywiście nie można takiemu tekstowi nic zarzucić, bo twardo trzyma się retoryki jedynej słusznej wizji światopoglądowej swej religii. Inni wyznawcy tej religii zgodzą się z nim bez zastrzeżeń, bo również nie potrzebują faktów i argumentów.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Czytaj tekst Tomasza Stawiszyńskiego: Opublikowany jakiś czas temu na Medium Publicznym tekst „Anonymous do Polaków o uchodźcach” bije rekordy odsłon. Ten tekst, moim zdaniem, nie powinien był się w ogóle ukazać.

Inni czytelnicy (o ile szanujemy różnych czytelników) powinni otrzymać dokładne dziennikarskie analizy i fakty, a nie argumenty ad personam w zawoalowanej formie.

Drugi akapit potwierdza ogromny subiektywizm tekstu. Wyznawcy religii Stawiszyńskiego wiedzą przecież (mają to w swych świętych księgach), że Antoni Macierewicz jest człowiekiem złym, obłudnym i śmiesznym. Nie potrzeba na to dowodów. Wystarczy słowo Stawiszyńskiego i znana z mediów ogólna moda na wyśmiewanie Macierewicza. W ramach tych igrzysk wylewania pomyj, oczywiście porównano retorykę Anonymous do działalności Macierewicza. Już samo to porównanie powinno nas zwalić z nóg. Jeśli ktoś działa jak Macierewicz to na pewno kłamie lub fantazjuje. Jak bum cyk cyk!

Dalej autor komentarza rozpisuje się o logice spiskowej. Znów zabieg semantyczny. Wyciągamy pejoratywne określenie „teorie spiskowe” kojarzące się z wariatami wierzącymi w UFO i żywego Elvisa, i znów bum – nie trzeba argumentów – samo porównanie jest tak mocne, że wystarcza za argumenty. Idąc torem „logiki” Stawiszyńskiego spiski nie istnieją. Nikt nie spiskuje, nie ma korupcji, kłamstwa, przestępstw… och, oczywiście poza szeregami PiSu (hmmm, ta logika trochę rozmyta).

Wedle Stawiszyńskiego poszukiwanie wiedzy o ważnych zdarzeniach globalnych jest czymś złym, bo „inteligentowi” wystarczy jedna wersja zdarzeń przedstawiona przez jakąś telewizję lub radio, które powiedzą, jak było. Po co jeszcze szukać innych prawd…

Całe szczęście, że Stawiszyński nie działał w czasach Kopernika, bo biednemu Mikołajowi dostałoby się za doszukiwanie się „teorii spiskowej” w nauce, która wtedy przecież świetnie tłumaczyła to, co każdy sam widzi: że Słońce krąży dookoła Ziemi.

Stawiszyński z góry wie (ciekawe skąd – co zresztą zarzuca jak zwykle Anonimowym), że teorie spiskowe są dalekie od rzeczywistości. Czyżby prowadził w tym zakresie prawdziwe badania naukowe? Czy może posłużył się wiarą? Nie wiadomo… Oczywiście jeśli autor stawia na wstępie tezę, że teorie spiskowe są złe, to na tej podstawie może już potem jechać po bandzie (i to dosłownie „bandzie anonimowych”).

Stawiszyński pisze, że apel Anonymous to pułapka i lep, w którym stapiają się fakty i domysły. Ciekawe, że nie użył słowa „mity”. To ostatnie byłoby w sposób oczywisty pejoratywne. Pisząc o domysłach tym bardziej nie wykazał gdzie tkwi pułapka i lep. Otóż domysły to bardzo ważne narzędzie każdego naukowca i analityka. Najpierw ma się domysły, które następnie przekuwa się w teorię, szukając faktów, które te domysły potwierdzą. Domysły nie są pułapką. Domysły są inspiracją do myślenia. Można było zarzucić Anonimowym, że przedstawili zbyt wąską gamę domysłów. Ale ganić za same domysły? To wygląda jak histeryczna obrona człowieka wiary, który nie chce nawet przyjąć do wiadomości, że istnieją tezy sprzeczne z dogmatami jego wiary.

Nie na wszystkie domysły trzeba mieć dowody. Jeśli otwarcie ktoś przyzna się, że przedstawiana teza jest domysłem (hipotezą), to nie musi podawać dowodów. Teza może zainspirować innych ludzi do znalezienia tych dowodów. Hipoteza jest wstępem do stworzenia teorii naukowej. W tym wypadku Anonymous informują społeczeństwo o swych podejrzeniach i wprost twierdzą, by im nie ufać „na ładne oczy”, ale by poszukiwać tej prawdy. Poszukiwanie prawdy chyba nie jest czymś złym i chorobliwym? W przeciwnym razie trzeba by leczyć wszystkich uczonych.

Wezwanie do poszukiwania prawdy jest bardzo pożyteczne społecznie. Powoduje, że obywatele nie zadowalają się oficjalnymi komunikatami. Obywatele dociekliwi sprawdzają oficjalne dane w niezależnych źródłach (tak powinien pracować każdy profesjonalny dziennikarz). Komu uwierzy Stawiszyński: Nixonowi czy dziennikarzom, którzy odkryli aferę Watergate? Wedle Stawiszyńskiego, dziennikarze owi są jak Macierewicz: wszędzie węszą spisek, a przecież Nixon to taki miły człowiek.

Czy to możliwe, żeby USA i Izrael spiskowali?

Dalej Stawiszyński pisze o tezie Anonimowych, którzy sugerują, że za kryzysem uchodźczym stoją Amerykanie i Żydzi. Tu należy się ważne sprostowanie: otóż Anonymous piszą o USA i Izraelu (nie używają słowa Żydzi i Amerykanie). Oczywiście nazwy te można czasem stosować zamiennie, jednak warto doprecyzować co mogli mieć na myśli autorzy apelu. Tak więc należy zwrócić uwagę na fakt, że Amerykanie to mieszkańcy nie tylko Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej (USA), natomiast Żydzi to zarówno mieszkańcy Izreala jak i wyznawcy judaizmu oraz osoby pochodzenia hebrajskiego mieszkający także poza granicami Izraela. Jednak Anonimowym nie chodzi (jak się domyślam) o stygmatyzowanie całych społeczeństw czy narodów, a konkretnie o rządy USA i Izraela oraz powiązanych z nim przemysłowców i lobbystów.

Większość rządów na świecie składa się z polityków, którzy pozostają na usługach jakichś grup interesów (czasem to jest nawet mafia). Rządy (rzecz jasna statystycznie – bo z pewnością są wyjątki) realizują głównie politykę utrzymywania się u władzy oraz zapewniania swym mocodawcom odpowiednich usług; dobro narodu, a tym bardziej obcych narodów z dalekich krajów, posiada dla rządu niski priorytet.

Wytykając Anonimowym obwinianie rządów USA i Izraela, Stawiszyński nie podaje żadnych dowodów, że się mylą. Znów tylko odniesienie do pojęcia „teorii spisku” i nie trzeba nic udowadniać. Wystarczy nalepić etykietkę śmieszności i pozamiatane.

To jest w ogóle ciekawe zagadnienie: czy istnieje dziś na świecie tendencja imperializmu? Czy istnieją grupy (np. korporacje, biznesmeni a może kościoły), które prowadzą globalną politykę w celu poszerzenia swych kręgów wpływów, by zagarnąć złoża surowców, zyskać rynek zbytu na towary czy ideologię? Jeśli nie, to taką tezę trzeba poprzeć rzetelnymi dowodami, gdyż toczące się wojny z milionami ofiar raczej wskazują, że wciąż istnieją ludzie mający silną tendencję do siłowej dominacji nad innymi ludźmi. Jeżeli istnieją tendencje imperialistyczne u polityków i wspierających ich korporacji, to objawiać się to będzie dokładnie powstawaniem dziwnych (sterowanych) konfliktów zbrojnych nagle i niespodziewanie (która to cecha nie jest oczywiście sama w sobie dowodem na zakulisowe sterowanie).

Niemniej jednak zamiast rzeczowej analizy (choćby statystycznej czy ekonomicznej) mamy u Stawiszyńskiego tylko jeden „argument”: śmieszność.

Podobno teoria o tym, że Ziemia nie jest płaska (co każdy na co dzień postrzega) oraz tym bardziej teoria, że to Ziemia krąży wokół Słońca, były swego czasu śmieszne. Być może ktoś porównywał teorię Kopernika do mitów o smoku wawelskim, wyśmiewając toruńskiego kanonika.

Naukowiec, który jest kompetentny, jest właściwie pozbawiony poczucia humoru, zwłaszcza jeśli chodzi o teorie dotyczące jego dziedziny. Każdy żart lub byt formalnie nielogiczny może być inspiracją do nowych teorii naukowych. Jako człowiek zajmujący się za czasów studenckich występami o charakterze kabaretowym natknąłem się na bardzo mądrego profesora, który usłyszawszy gdzieś tytuł naszego występu kabaretowego, wziął je za bardzo poważny wykład o jakiejś nowej teorii kwantowej. To był wielki profesor i jego wielkość objawiała się właśnie otwartością na nawet formalnie idiotyczne konstrukty myślowe.

Śmiech (zwłaszcza szyderczy) to odpowiednik palenia czarownic na stosie. Zwykle generatorem tego szyderczego śmiechu (jak i palenia na stosie) jest ignorancja i lęk. Stawiszyński „pali na stosie” wyśmiewając teorie Anonimowych, nawet nie siląc się na znalezienie konkretnych argumentów czy dowodów, że ich teza jest niezgodna z faktami.

Jedyny „dowód” to brak źródeł wiedzy w tekście Anonymous. Jak już jednak wspomniałem, czasami tezy są hipotezami (czasem nawet hipotezami roboczymi). Takie konstrukty myślowe niekoniecznie muszą mieć od razu dowody.

Ktoś strzela do Kennedy’ego i policja twierdzi, że zabójcą jest obywatel X. A mnie może się wydawać, że to jednak ktoś inny. Tworzę wtedy hipotezę roboczą, którą dzielę się z innymi. Jeśli moja teza jest słuszna, to po jakimś czasie znajdą się dowody na jej potwierdzenie (albo czasem i nie), a jeśli słuszna nie jest, to tym bardziej dowody się nie znajdą (no chyba, że ktoś je sfabrykuje).

Brzytwa Ockhama postuluje by nie mnożyć bytów ponad potrzebę, ale też nie definiuje, gdzie kończy się ta „potrzeba”. Dlatego brzytwa ta choć zapewne ostra, nie jest narzędziem do kastrowania kreatywności i naukowej (czy dziennikarskiej) dociekliwości.

Ciekawie brzmi zdanie Stawiszyńskiego o tym, że jeżeli zainteresują nas teorie spiskowe i przyjmiemy je pod rozwagę, to doprowadzi nas to do „miejsca, w którym wszystko stanie się możliwe”. Poniekąd należałoby się cieszyć i formalnie można by uważać tekst Stawiszyńskiego za reklamę kreatywności i otwartości na cudze idee i tezy. Jednak domyślam się, że to „miejsce” w/g Stawiszyńskiego to jakieś złudzenie mądrości (czyli miejsce złe).

Dalej już Stawiszyński straszy czytelników konsekwencjami znalezienia się w tym „miejscu”: lękiem delikwenta zaciekawionego teoriami spiskowymi i jeszcze większym zapotrzebowaniem na dalsze teorie spiskowe. Teza w stylu starego dobrego psychoanalityka. Teza jak zwykle bez dowodu i jak mi się wydaje (nie jestem w tej dziedzinie specjalistą): dotyczy raczej paranoików.

Ciekawy jest następny fragment o chaosie. Z jednej strony autor twierdzi, że nie istnieje pewne źródło informacji, że otacza nas morze parametrów i danych, z którego trudno wyłowić spójny obraz świata (jakże to przeczy poprzednim akapitom). I po tym jakże mądrym wstępie Stawiszyński wrzuca dość płaską puentę, że teorie spiskowe są doraźnym lekiem na lęk przed chaosem. Ale Anonimowi nie podają jednej wersji zdarzeń. Nie każą ślepo wierzyć w jedną konkretną teorię. Nie są wyznawcami np. UFO. W swym apelu pokazali raczej kto może zyskać z powodu kryzysu. A czy ten kto zyska, rzeczywiście steruje kryzysem? To już trzeba sprawdzać analizując fakty, przepływ środków i ludzi – czyli wykonując pracę dziennikarza śledczego.

Czy Maciarewicz jest śmieszny?

Co ma zrobić taki dziennikarz, gdy udowodni jakąś teorię spiskową (typu UFO, żyjący Elvis czy FBI mordujące Kennedy’ego)? Wedle Stawiszyńskiego należałoby takie materiały wyrzucić, bo przecież ludzie będą się śmiali: „UFO? no daj spokój, to bardziej idiotyczne niż Macierewicz!”. A więc Stawiszyński z góry zakłada, co jest a co nie jest prawdą (co właśnie czyni go człowiekiem wierzącym).

To zwalczanie teorii spiskowej wygląda jakby jedna sekta zwalczała inną. Oto mamy Stawiszyńskiego – człowieka wierzącego w teorię spiskową o śmieszności Macierewicza. Mamy też potencjalnie konkurencyjną grupę, która może być sektą wierzącą w inną teorię spiskową (na temat rządów Amerykanów i Żydów nad światem). Jest oczywiste, że grupy posługujące się tylko wiarą będą się zwalczać.

Wynika to z chyba logicznej tezy, że tolerancja jest cnotą ludzi wątpiących (niewierzących), a więc właśnie prawdziwych naukowców. Naukowiec ciągle poszukuje prawdy i każdą teorię (choćby własną) musi poddawać testom, by ewentualnie znaleźć w nich błąd. Człowiek, który poszukuje prawdy, z definicji tej prawdy nie zna. Zupełnie inaczej ma się z ludźmi wiary. Człowiek wierzący (np. katolik wierzący w boga lub ateista wierzący w brak boga) nie może być tolerancyjny, bo jego wiara daje mu wiedzę szczególną. Człowiek, który wierzy, że coś istnieje, z tej wiary czerpie wiedzę, że dane zjawisko jest takie a nie inne. Ludzie, którzy uważają, że coś wiedzą, nie są skłonni do kompromisu. Trudno byłoby znaleźć kogoś, kto byłby skłonny do tolerancji wobec nauczania w szkole, że Ziemia jednak może być płaska. Gdy wydaje nam się, że znamy prawdę, chcemy by była objawiana innym (nazywa się to fachowo propagandą swojej wiary). Stawiszyński wierzy w coś i jest tak pewny swej wiedzy, że nawet nie zakłada, że to co dla Niego jest pewnikiem, może dla kogoś innego być tylko śmieszną „teorią spiskową”.

Na koniec Stawiszyński dokonuje ciekawej akrobacji logicznej. Wbrew temu co tak starał się przez cały swój tekst wyśmiać, pisze, że przecież jednak zdarzały się w historii i nadal się zdarzają spiski (sic!).

W tym miejscu swego tekstu Stawiszyński dokonuje sprytnej podmiany dotychczasowego bohatera (czytelnika apelu Anonimowych) na „zwolennika teorii spiskowych”. Nie wystarczy być już odbiorcą tych teorii, nie wystarczy je analizować czy się nad nimi zastanawiać. Z neutralnego przyjęcia do wiadomości, nagle przeskakujemy do bycia zwolennikiem i tutaj Stawiszyński zarzuca ewentualnemu zwolennikowi teorii spiskowych, że nie istnieją narzędzia do stuprocentowego potwierdzenia, że dana teoria jest prawdziwa. I Stawiszyński ma rację, bo zgodnie z teorią Gödla, rzeczywiście nie można dowieść żadnego twierdzenia (choć oczywiście twierdzenia Gödla także nie udowodniono).

Zgadzam się, że osoba chorobliwie wierząca w każdą teorię spiskową nie jest racjonalna. Ale Anonymous niekoniecznie opublikowali swój apel, by zaspokoić nerwice i paranoje kilku promil społeczeństwa. Zgrabna wolta w kierunku chorych umysłowo paranoików, jest kolejnym zabiegiem z gatunku manipulacji. Oto prosty komunikat: zainteresowały cię tezy apelu Anonymous, może więc jesteś chory umysłowo. Natychmiast zapomnij, co tam pisali.

Końcówka artykułu Stawiszyńskiego to już prawie poezja. Autor roztacza wizję katastrofy, która spotka paranoika wierzącego w teorie spiskowe. Autor w tym momencie chyba zapomniał o czym miał pisać. Stawiszyński rozpędził się w swym polowaniu na czarownice i goni jakieś duchy, które mu się zwidziały w apelu Anonymous. Zapomniał Stawiszyński zająć się normalnymi ludźmi, którzy czytali ten apel, a wcale nie są „zwolennikami teorii spiskowych”.

Ciekawe też, że Stawiszyński nie zauważył jednego: skoro nie da się udowodnić żadnej teorii spiskowej, to nie da się też udowodnić, że tezy takiego oto Macierewicza są fałszywe. Jednym słowem: nie da się dowieść „prawdy”, w którą wierzy sam Stawiszyński. Nie ma więc pewności, że Stawiszyński potrafi odróżnić rzeczywistość od nierzeczywistości, bo sam może być ofiarą „syndromu Kubusia Puchatka”, o którym napisał.

Czy więc Stawiszyński jest tym „opętanym” przez jedną wizję świata kwaziparanoikiem? Jako naukowiec odpowiem: nie wiem…

Wiem tylko, że cały jego tekst można potraktować jako tezę, którą podali sami Anonimowi: w nic nie można wierzyć bez zastrzeżeń. A w związku z tym, że teza ta już została przekazana czytelnikom, cały tekst Stawiszyńskiego bardziej przypomina popisy poety-grafomana, który lubi perorować aniżeli tekst profesjonalnego dziennikarza, który chce przekazać coś nowego i wartościowego swoim czytelnikom.

Nie oznacza to, że tezy Stawiszyńskiego są błędne. Oznacza, że nie zostały udowodnione, a sposób ich podania sugeruje chęć zmanipulowania czytelników (co samo w sobie nie musi być złe), by uwierzyli w jakieś tezy na zasadzie „bo tak i już”.

Marzy mi się, by w mediach niezależnych redakcja dbała o poziom artykułów, nie tylko cenzurując ewentualną bezpośrednią „mowę nienawiści”. Gdy ktoś krzyczy „nienawidzę ludzi z kraju X” jest przynajmniej szczery. Tymczasem artykuły, w których ktoś sprytnie wpycha tanią propagandę oraz stosuje „ukrytą mową nienawiści” (wyśmiewanie innych to też forma agresji), są równie pożyteczne jak stwierdzenia o nienawiści. Redakcja powinna zwrócić tekst do poprawy, by autor nadał mu odpowiednio wysoki poziom przed dopuszczeniem „do druku”.

Najbardziej martwi fakt, że na stronie apelu Anonymous, ktoś z redakcji dopisał reklamę tekstu Stawiszyńskiego z epitetem „miażdżąca krytyka”. Słowo „miażdżąca” wydaje się wyraźnym nadużyciem i gloryfikacja tekstu Stawiszyńskiego, który, jak to starałem się wykazać, jest ewidentnie płaski i ledwie muska merytorycznie omawiany apel.

 

red. Natalia Wilk-Sobczak
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: -3, liczba głosów: 45)
Loading...
The following two tabs change content below.

Tomasz Mostowiecki