Coś zaczyna w Polsce śmierdzieć

Że coś się stanie – wiadomo było od dawna. Nie trzeba znać „Kabaretu” ani prozy Remarque’a, żeby umieć rozpoznać , że zbliżamy się do piku sinusoidy. Faceci poprzebierani za baby, baby z fiutami, dzieci wychowywane przez dwóch ojców, facet-motyl biegający za procesją…Plus niezliczone hordy rozochoconego pedalstwa w centrach wielkich miast. Plus japońskie kreskówki. Plus żarcie instant i suszi zamiast pierogów. Flaków. I bigosu. To dojechało do szczytu wytrzymałości nerwowej.

02.06.2012 WARSZAWA , PARADA ROWNOSCI . FOT. KRZYSZTOF MILLER / AGENCJA GAZETA
02.06.2012 WARSZAWA , PARADA ROWNOSCI .
FOT. KRZYSZTOF MILLER / AGENCJA GAZETA

Nie trzeba palić papierosów, żeby wrócić do domu, na przykład ze spotkania ze znajomymi, śmierdząc od włosów po skarpetki, z bielizną włącznie. Dym papierosowy ma tę cudowną właściwość, że zatruwa nie tylko palaczy, ale też niewinnych, co już dawno palenie rzucili, przenika sobie beztrosko do ich krwi, impregnuje zapachem ubrania, skórę i włosy.

Wystarczy jeden palący przy kawiarnianym stoliku.

Nieeee, nie mam nic przeciwko palaczom. Sama wypaliłam w życiu pewnie (tak szacuję) ok 60 tysięcy papierosów.

Więc nie, nie mam gorliwości neofity, który sam nie paląc (od lat 10) potępia uzależnione koleżanki i kolegów. Nic z tych rzeczy. Dym papierosowy, jego smród i skuteczność dyfuzji ma być tylko porównaniem, takim artystycznym środkiem wyrazu, pozwalającym opisać przenikanie przez wszystkie warstwy myśli-nikotyny-ideologii: nacjonalizmu, „jedynej słusznej racji”, „jedynej słusznej religii” i innych jedynek.

Że coś się stanie –wiadomo było od dawna. Nie trzeba znać „Kabaretu” ani prozy Remarque’a, żeby umieć rozpoznać , że zbliżamy się do piku sinusoidy. Faceci poprzebierani za baby, baby z fiutami, dzieci wychowywane przez dwóch ojców, facet-motyl biegający za procesją…Plus niezliczone hordy rozochoconego pedalstwa w centrach wielkich miast. Plus japońskie kreskówki. Plus żarcie instant i suszi zamiast pierogów. Flaków. I bigosu.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

To dojechało do szczytu wytrzymałości nerwowej.

Więc – pogubienie w tym, co można, a co trzeba. I gdzie są granice?! Gdzie są granice??? Bez drogowskazu? Jak wybrać skoro jest 20 rodzajów jogurtu??Ratunku, ratunku… i rrrrryyyymss, z całym impetem – na dno. Ksiądz wiedział pierwszy, bo przerabiał to już kilka razy – ludzie boją się odpowiedzialności, boją się wyboru- trzeba im smyczy. I oczywiście „politycy” czy jak tam nazwać tę grupę, która nigdy nie pracuje, nie tworzy, ale ma żądzę władzy.

Cichym głosem i wrzaskiem na wiecu – powoli, powoli – do podświadomości:  „ratujcie młodzież, ratujcie rodzinę, ratujcie dzieci, ratujcie Polskę”!

Przed kim? Przed czym?

Przed wyborem, przed wolnością, przed krytycznym myśleniem…

Dym przenika, wnika, śmierdzą już włosy, za chwilę trucizna będzie we krwi.

Nie pal przy mnie! Nie kłam przy mnie! Nie truj moich dzieci…

16 grudnia 1922 roku. Eligiusz Niewiadomski trzy razy strzela do Prezydenta Gabriela Narutowicza. Trzy razy celnie.

Mając na względzie szczególną paranoję, jaką truto ludzi – Eligiusz wydaje się bezwzględnym i koronnym, przy okazji, dowodem- że słowem można zrobić wszystko.

I kiedy Julian Tuwim napisał:

„Krzyż mieliście na piersiach, a browning w kieszeni,

Z Bogiem byli w sojuszu, a z mordercą w pakcie,

Wy, w chichocie zastygli, bladzi, przestraszeni,

Chodźcie, głupcy, do okien – i patrzcie, i patrzcie!

Z Belwederu na zamek, tętnicą Warszawy,

Alejami, Nowym Światem, Krakowskim Przedmieściem,

Idzie kondukt żałobny, krepowy i krwawy:

Drugi raz Pan Prezydent jest dzisiaj na mieście.

Zimny, sztywny, zakryty chorągwią i kirem,

Jedzie Prezydent martwy, a wielki stokrotnie!

Nie odwracajcie oczu! Stać i patrzeć zbiry!

Tak! Za karki was trzeba trzymać przy tym oknie!

Przez serce swe na wylot pogrzebem przeszyta,

Jak Jego pierś kulami, niech widzi stolica

Twarze wasze, zbrodniarze! I niech was przywita

Strasznym krzykiem milczenia żałobna ulica!”,

pan Stanisław Pieńkowski z „Prosto z mostu” (z mostu do sieci czy innej odrzeczy nie daleko), pisarz, krytyk, erudyta dostał szału.

Histeria nienawiści, pogardy i głębokiego przekonania o tym, że tylko katolik, tylko Polak, tylko z krzyżem, my tylko prawi, niech nam nikt tu nie tego – zachłystywał się coraz nowymi słowami, aż poczuć można jak dreszcze rozkoszy przebiegały mu po plecach, gdy smarował równe literki: ”Hyjena. Naród polski wobec tragicznego zgonu prezydenta Narutowicza oczekuje rozwiązania przez sąd państwowy zagadki zabójstwa.(…)Ale jest na kuli ziemskiej ktoś, kto stoi poza wszelkim prawem ludzkim i boskim, ktoś, kogo Polska ze swej mogiły na własnym grzbiecie wyniosła – hyjena, co się trupem polskim od stu lat tuczyła, żyd plugawy, któremu wolno u nas, nie czekając na sądy, oskarżać milionowe rzesze społeczeństwa polskiego o mord polityczny. Posłuchajcie obywatele, co w napisał niejaki Julian (!) Tuwim, żydowski poeta ze „Skamandra”.(…)W tym tonie i duchu pisze od tygodnia cala prasa żydowska i lewicowa, ze wszystkich tych głosów, jeden się zlewa ryk, jawnie oskarżający obóz narodowy o morderstwo prezydenta.(…) kto tu w sercu Polski, w Warszawie, śmie i ma prawo przed całym światem, czekającym w milczeniu, nazywać was mordercami, zbrodniarzami i zbirami? Ha! To żyd tak do Polaków przemawia! Żyd z bolszewickiego „Skamandra”, młody żydziak, który jeszcze pisać po polsku nie umie. Jojne Tuwim z Gęsiej ulicy przemawia tu do narodu polskiego: “stać i patrzeć zbiry! Tak! Za kark was trzeba trzymać przy tem oknie!”

Tak więc, obywatele, dożyliście nareszcie tej hańby, że szajgec pod osłoną stanu wojennego w „wolnej: Polsce kopie was publicznie po twarzy, jak wschodni despota klęczących u jego tronu niewolników. Zatem: na kolana, Polacy! Przed gniewem Boga waszego! Przez usta Jojne Tuwima mówi groźny Jehowa. Mówi po polsku, więc powinnaś zrozumieć, podła, polska kanalio! I ty, Wando! I ty, Wando Złotowłosa…”

Końcówka dowodzi, że Stanisław nie tylko lubił pisać, ale też chyba eksperymentować z alkaloidami roślinnymi, i myśl cudownie uwolniona poszybowała daleko, w stronę Krakowa…

Więc tak. Tak to się właśnie robi.

Oskarża, poniża, doprowadza do paranoi, a kiedy trzeba odważnie zebrać, co się zasiało- robi się woltę w powietrzu i spada- a tam gdzie był tyłek- jest teraz twarz. I dzięki temu można śmiało kłamać, mówić z gorącą wiarą – że to nie my. My tylko dobro, tylko prawda, tylko interes narodu. A „oni” chcą zawsze naszej krzywdy, naszego poniżenia.

I to jest niezmienne. Język, poszukiwania „onego” i tchórzostwo. To cechy charakterystyczne dla niepokornych i dzielnych chłopców prawicy.

Wystarczy jeden taki przy kawiarnianym stoliku, żeby wszystkim zaczęły śmierdzieć i włosy, i skarpetki, i myśli…

red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +124, liczba głosów: 172)
Loading...
The following two tabs change content below.
mm

Anna Karolina Kłys

Ur. 1969, dziennikarka radiowa i telewizyjna. Od 1991 r. związana z pierwszą prywatną rozgłośnią w Poznaniu, Radiem S (obecnie Radio Eska). Pracowała jako prowadząca programy, reporterka i wydawca. Zaangażowana w sprawy społeczne (m.in. Amnesty International, Objector). Od 2003 roku zajmuje się fotografią. Opublikowała wywiad-rzekę z Bohdanem Smoleniem "Niestety wszyscy się znamy" (2011), "Brudne serca" (2014), "Tajemnica Pana Cukra" (2015).