Czy demokracja w Polsce upada?

Czy demokracja w Polsce upada?

POLITICO pyta wiodących intelektualistów, polityków i decydentów, jakie jest ich zdanie na ten temat.

Jeszcze kilka miesięcy temu to pytanie byłoby absurdalne.

Cofnijmy się jednak w czasie. Dzień, w którym polski elektryk przyczynił się do zakończenia zimnej wojny, stał się początkiem transformacji w Polsce: zaczęła rozwijać się gospodarka wolnorynkowa i wzmacniać pozycja Polski w regionie, zniesiono cenzurę, prasa i system polityczny zaczęły mówić każde swoim głosem. Polska stała się krajem demokratycznym i poważanym na arenie międzynarodowej, zarówno w strukturach UE, jak i NATO.

Tekst w oryginale na politico.eu . Tłumaczyła Natalia Wilk. Redakcja całości Maria Tomaszewska.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Polityczne trzęsienie ziemi nastąpiło dopiero w 2015 roku, kiedy wybory prezydenckie i parlamentarne wygrał PiS. Partia ta natychmiast zaczęła mieszać się w ustrój państwa, co wywołało zdecydowany sprzeciw prominentnych polityków w Brukseli.

Polski rząd odrzuca krytykę Brukseli, uważając ją za lewicową, i zapowiada więcej zmian. PiS twierdzi, że ich zadaniem jest oczyścić Polskę z liberalnych, często skorumpowanych elit, oderwanych od wartości chrześcijańskich i patriotycznych.

W ostatnim czasie co weekend tysiące demonstrantów zbierają się w większych miastach Polski i protestują przeciw polityce PiS-u. Komisja Europejska zaniepokojona polityką nowego rządu planuje zaostrzyć swoje działania wobec Polski, w wyniku czego wpisuje kraj na listę kryzysową.

POLITICO pyta wiodących intelektualistów, decydentów i polityków: Czy demokracja w Polsce naprawdę jest zagrożona?

Polska nie stała się prawicowa: działania PiS-u są po prostu dziedzictwem sowieckiego stylu uprawiania polityki.

Adam Zamoyski, brytyjski historyk polskiego pochodzenia, autor m.in. książek „Polska: Opowieść o dziejach niezwykłego narodu” (2012) i „Warszawa 1920” (2008).

Wybór Andrzeja Dudy na prezydenta i zwycięstwo PiS-u było komentowane w świecie jako „zwrot na prawo”. To przekonanie jest niezwykle złudne. Działania PiS-u są tak naprawdę głęboko naznaczone kulturą polityczną komunistycznej epoki. Decyzje rządu, np. ta związana z wyborem sędziów do Trybunału Konstytucyjnego, podejmowane są pod osłoną nocy. Determinacja, z jaką nakłada się mediom kaganiec, świadczą o niczym innym, jak sowieckim stylu uprawiania polityki. Wydarzenia związane z wystawieniem sztuki erotycznej w Krakowie zapowiadają, że minister kultury będzie teraz decydował o tym, jakie spektakle będą wystawiane w cieszącym się prestiżem Starym Teatrze.

Konserwatyzm PiS-u jest zasadniczo prowincjonalny, a polityka tej partii populistyczna. PiS-owcy nie są kapitalistami, są wrogami gospodarki wolnorynkowej i postrzegają biznesmenów jako spekulantów. Są przekonani, że rząd powinien wszystko kontrolować, łącznie z prawami własności. Ich polityka fiskalna na pewno nie jest prawicowa – obiecali dorwać się do banków, obniżyć wiek emerytalny i rozdać rodzicom ogromne sumy za każde kolejne dziecko.

Są konserwatystami tylko wtedy, gdy z podejrzliwością i obawami traktują liberalną politykę Zachodu i generalnie cały nowoczesny świat – biją w bęben patriotyzmu, deliberują o zachowaniu narodowej suwerenności. Patriotyzm PiS-u przesycony jest martyrologią II Wojny Światowej, a ich dyskusja o suwerenności to przede wszystkim wyraz ksenofobii. Ideał „polskich wartości” dla członków tej partii jest selektywny – wykazują bowiem tę samą nienawiść do przedwojennych elit i klas ziemiańskich, co ich komunistyczni poprzednicy. W ostatnim wywiadzie minister spraw zagranicznych, Witold Waszczykowski, odniósł się z pogardą do rowerzystów i wegetarian, określając ich jako „niepolskich”.

Zwycięstwo PiS-u nie jest wyrazem zwrotu ku prawicowemu myśleniu. Ich wygrana to wynik rozczarowania poprzednim rządem, który postrzegany był jako niekompetentny, arogancki i oderwany od problemów społecznych. Ci, którzy zagłosowali na PiS, licząc na zmianę, teraz przejrzeli na oczy i nie aprobują działań tego rządu. W końcu w Polsce żyje mnóstwo rowerzystów i wegetarian.

Polska zmierza ku katastrofie

Guy Verhofstadt, przywódca ALDE (Alliance of Liberals and Democrats for Europe) w Parlamencie Europejskim, były premier Belgii w latach 1999-2008.

Po Węgrzech myśleliśmy, że widzieliśmy już wszystko. Ale zaledwie w ciągu kilku tygodni polski prezydent, Andrzej Duda, i premier, Beata Szydło, zdołali sprowadzić swój kraj na drogę wiodącą ku zniszczeniu. Czystki w służbach wywiadowczych i policji, przeszukania w siedzibach stowarzyszeń, środki podjęte po to, aby osłabić Trybunał Konstytucyjny, a ostatnio zwolnienia dziennikarzy zrodziły toksyczną atmosferę w Polsce i poczucie beznadziei za jej granicami.

Minister spraw zagranicznych, Witold Waszczykowski, twierdzi, że PiS „leczy” kraj z „chorób” będących wynikiem „25 lat liberalnej indoktrynacji”, jednak on sam wykazuje się poważnymi brakami w wiedzy, co do podstawowych zasad demokracji. Kroki, które podejmuje Warszawa, są nie tylko antyliberalne, lecz także antydemokratyczne i sprzeczne z podstawowymi zasadami prawa podpisanego przez Polskę przed wstąpieniem do UE.

Gdyby umowa akcesyjna miała być podpisana teraz, Polska nie weszłaby do UE. Jednak europejskie traktaty nie przewidują wyłączenia kraju członkowskiego z Unii. Co więcej, nie widzę powodu, dla którego na tym etapie karać Polskę i Polaków za błędy przywódców.

Na szczęście polskie społeczeństwo obywatelskie nie nawróciło się na wsteczną i nacjonalistyczną wizję Jarosława Kaczyńskiego, przywódcy PiS-u, niespodziewanego „wybawiciela” polskiego rządu. Społeczeństwo polskie aspiruje do tego, by być częścią liczącego się kraju w Europie, które jest otwarte na świat i nowoczesność. Dziesiątki tysięcy ludzi maszerowały na ulicach w proteście przeciw rosnącym autorytarnym rządom PiS-u, a centrystyczna, proeuropejska partia .Nowoczesna jest nieustannym wyrazicielem obaw wielu Polaków.

W tych niebezpiecznych czasach Polacy potrzebują wsparcia UE i zasługują na nie. Jednak za „poważne i nieustanne” naruszenia zasad Unii można nałożyć sankcje i tymczasowo pozbawić kraj członkowski prawa głosu. Pierwszą fazą tej procedury jest werbalne ostrzeżenie w nadziei na to, że drakońskie plany zostaną odrzucone. To zadziałało w przypadku zbyt ekspansywnych działań Orbana na Węgrzech. Komisja i Rada Europejska powinny zrobić to samo, zanim sytuacja w Polsce wymknie się spod kontroli.

Polacy są wrogo nastawieni wobec zachodniej interwencji

Walter Laquer, historyk i polityczny komentator, autor wydanej niedawno książki „Putinism: Russia and its future with the West” (2015).

Ostatnie wydarzenia w Polsce spowodowały niemałe zamieszanie wśród przyjaciół (i nieprzyjaciół) Polski poza krajem. Stopniowo wyłoniła się kwestia cenzury. To musi być bardzo poważna sprawa, skoro dziesiątki tysięcy ludzi protestowały na ulicach Warszawy i Krakowa.

Dorastałem w mocno ocenzurowanych nazistowskich Niemczech. Należałem do pokolenia, które było edukowane politycznie już w  bardzo młodym wieku. Na szczęście zagraniczną prasę nieudolnie poddawali cenzurze, a ponieważ znałem duński, znaczną część kieszonkowego przeznaczałem na kupowanie „Politkena” albo „Berlingske Tidende”. Byłem więc lepiej poinformowany niż większość moich rówieśników. Potem przez długi czas uważałem, że każdy ma prawo wiedzieć wszystko.

Wątpliwości wkradły się, kiedy jako historyk musiałem skonfrontować się z kwestią arcana imperii (sekretów państwa), klasyczną doktryną utrzymującą, że rządy mają pewne prerogatywy, jak choćby utrzymywanie niektórych spraw w tajemnicy. Uświadomiłem sobie wówczas, że świat nie jest wcale lepszym miejscem dla ludzi, którzy w Internecie mogą bez trudu znaleźć instrukcje do zrobienia bomby. Pojawia się jednak stare jak świat pytanie: Kto będzie czuwał nad naszą strażą? Wiemy bardzo dobrze, że gdy raz wprowadzi się cenzurę, łatwo potem dochodzi do nadużyć.

Według doniesień z Zachodu dokładnie to stało się w Polsce po ostatnich wyborach. Polski rząd wpływa na media, na przykład wycofując reklamy czy zakazując wystawiania jakiejś sztuki, bo jest ponoć pornograficzna. Polityczna opozycja już zaalarmowała swoich przyjaciół na Zachodzie.

Jest to jak najbardziej uprawnione, ale czy mądre?

Kolejne polskie wybory nie będą wygrane czy przegrane w Nowym Jorku, Londynie ani w Brukseli. Poważna część polskiej opinii publicznej stała się zdecydowanie antyzachodnia, a w szczególności antyniemiecka, w wyniku nieuzasadnionej jej zdaniem interwencji Zachodu.

Słyszałem, że dziewiętnastowieczne patriotyczne pieśni stały się znów popularne. To jest ostatnia rzecz, jakiej potrzebujemy. Europa zmaga się z poważnymi wyzwaniami i bardziej niż kiedykolwiek potrzebuje jedności.

Polska zagraża europejskiej jedności

Jiri Pehe, polityczny analityk, profesor zajmujący się polityką globalną w Centrum Studiów Europejskich i Śródziemnomorskich na Uniwersytecie w Nowym Yorku, dyrektor praskiego New York University.

Polska – tak jak Słowacja podczas rządów Vladimíra Mečiara i obecne Węgry- prędko staje się demokracją nieliberalną. Na chwilę obecną jeszcze będzie trzymać się podstawowych demokratycznych mechanizmów, np. przeprowadzać regularne wybory, ale z czasem zacznie naruszać pewne podstawowe zasady liberalnego konstytucjonalizmu. Wszystkie instytucje, które z założenia są niezależne od rządu w demokracjach liberalnych – jak media publiczne, władza sądownicza i banki centralne – staną się obiektem wzrastających wpływów ze strony rządu.

Obecnie trzy na cztery państwa Visegradu są rządzone przez populistów, którzy nie szanują zasad prawa i liberalnej demokracji.

Rozwój wydarzeń w Polsce pokazuje, że w krajach postkomunistycznych jeszcze nie rozumie się zasad prawdziwej demokracji. Duża część społeczeństwa w tych krajach wciąż pragnie autokratycznych przywódców i jest nietolerancyjna wobec mniejszości.

Komunizm upadł 25 lat temu, a poważna część polskiego społeczeństwa nie była w stanie w tym czasie zinternalizować demokratycznych wartości. Na globalizację i dalszą integrację UE niektórzy Polacy reagują strachem, który populiści z łatwością przemienią na wojskowy nacjonalizm.

Coraz bardziej dociera do nas to, że zanim Unia powiększyła się o kolejne kraje z byłego bloku komunistycznego, gdzie demokracja jest wciąż słaba, powinna była wcześniej zastosować środki ochronne pozwalające zawiesić członkostwo jakiegokolwiek państwa, którego rząd nie szanuje zasad prawa i podstawowych praw człowieka.

Istniejące mechanizmy są zbyt sztywne, ponieważ takie sankcje, jak zawieszenie prawa głosu państwa naruszającego zasady UE, powinny być przyjęte anonimowo w Radzie Europejskiej. Węgry już zapowiedziały, że będą stawiać veto przy jakiejkolwiek próbie ograniczenia prawa głosu.

Europa Zachodnia może stracić cierpliwość wobec Wschodu i uciec się do środków, które wykraczają poza obecne traktaty UE. Nie ma jednak dobrego rozwiązania. Jeśli Unia nie wyjdzie poza porozumienia ramowe w imię zaradzenia nieliberalnym i niedemokratycznym tendencjom w Europie Wschodniej, stanie oko w oko z autorytarnymi, a nawet potencjalnie na wpół faszystowskimi reżimami.

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +5, liczba głosów: 31)
Loading...

Główne zdjęcie artykułu pochodzi z biblioteki zdjęć MP