Demokracja a inwigilacja – dlaczego należy protestować przeciwko pomysłom PiS

Władza chce prześwietlać nasze nasze komputery, konta mailowe, może nawet elektroniczne konta bankowe… Gorzej, chce to robić legalnie. I móc się tym chwalić, żebyśmy się bali. Na starych „komunistycznych” lękach chce szczepić nowe w wersji high-tech. PRL-bis=PRL-PiS=Matrix?

Dlatego wzywamy wszystkich do podpisania tej petycji (TUTAJ). Żeby rok 2016 nie był rokiem 1984!

Tak, tak, wiemy. Widok petycji do podpisania budzi dreszcz…

Każdy, kto w Polsce zbierał podpisy pod obywatelskimi projektami ustaw lub uchwał, ten nieraz słyszał: „Nie, panie, nie…”, albo „Pani da mi spokój”. I widział ten jedyny w swoim rodzaju wzrok. Przestraszony, ale jeszcze bardziej – nieobecny.

Na komediach Barei śmialiśmy się z błahości czynników, które uruchamiały zainteresowanie służb danym obywatelem. Niektórym jednak nie do śmiechu. Dziwna trauma żyje w duszach wielu ludzi, którzy weszli w dorosłe życie jeszcze za PRL. Pozostają w przekonaniu, że podpis złożony pod niewygodnym dla władzy postulatem – takim jak zatrzymanie podwyżek cen biletów ZTM – grozi im konsekwencjami. Inaczej mówiąc: kartki albo linki z podpisami zostaną przekazane urzędnikom, którzy dostaną za zadanie wynaleźć szykany dla „podpisantów”!

Niestety, pytanie brzmi: czy ta trauma jest naprawdę taka dziwna?

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Władze „wolnej Polski” od lat pragną śledzić Polaków, sprawdzać ich bilingi, podsłuchiwać rozmowy, śledzić poczynania w internecie… PO miało pod tym względem wielkie, choć skrywane apetyty. A teraz do władzy doszła kolejna ekipa, która najwyraźniej chce to wszystko robić jeszcze bardziej masowo. I legalnie. Wykorzystując w sądzie, a pewnie także w mediach i urzędach owoce powszechnej inwigilacji…

Projekt tzw. ustawy inwigilacyjnej – czyli zmian w ustawie o Policji – nie daje obywatelowi żadnej gwarancji, że tak nie będzie. Problemem jest szerokość definicji „danych internetowych“ czy też „zakresu korzystania z usług świadczonych drogą elektroniczną”. Jak również swobodny dostęp policjantów do tych informacji. Swobodny – a więc bez nakazu sądowego czy zgody prokuratora. Za to na koszt operatora…

Nowa ustawa legalizuje śledczą samowolę agentów – i jeszcze każe prywatnym firmom za nią płacić!

Żeby nie być gołosłownymi, podajemy linki:
Źródło: Adam Bodnar – post

Źródło: Niebezpiecznik.pl, (Nowelizacja ustawy o policji i kontrowersje w sprawie wprowadzanych zmian)

Źródło: Uchwala nr 8 Rady do Spraw Cyfryzacji i Protokół z głosowania

Źródło: Dziennik Internautów, (Ustawa o Policji to inwigilacyjna bomba. PO ją podrzuciła, a PiS ją zdetonuje)

Źródło: Fundacja Panoptykon, (Stanowisko Fundacji Panoptykon w sprawie projektu ustawy o zmianie ustawy o Policji oraz niektórych innych ustaw)

Źródło: Wyborcza(PiS legalizuje inwigilację w sieci. Co zawiera nowa ustawa o policji?)


Dla policjanta wolny dostęp do naszych danych oznacza, że w każdej chwili może on sprawdzać nasze maile lub wejść na nasz komputer. A to znaczy, że dowolne informacje na nasz temat mogą znaleźć się w materiałach policyjnych. Dowolny wątek z naszego życia może się przeobrazić w dowód w sprawie. To, co oglądamy w necie, co piszemy, co ściągamy, co mówimy przez telefon, może nawet i to, co robimy w domu – jeśli mamy webcam…

Z przecieków wynika, że niektóre ze służb szykują się nie tylko do „legalnego” wpuszczania nam trojanów na twarde dyski, ale do wordspottingu w stylu amerykańskiej NSA! Czyli totalnej inwigilacji komputerowej każdego napisanego lub zarejestrowanego słowa.

Załączyliśmy link do miejsca, w którym można podpisać się pod protestem przeciwko nowej ustawie inwigilacyjnej… Jeśli ją podpiszesz, będziesz podejrzany/podejrzana. Ale jeśli jej nie podpiszesz, też! Bo a nuż obejrzałeś/obejrzałaś sobie na kompie film erotyczny albo gorzej jeszcze – o islamie czy innej religii niekatolickiej. Może też przeczytałeś/przeczytałaś jakiś lewacki czy liberalny artykuł. Albo i prawicowy, ale nieprawomyślny – bo mówiący, że Kukiz, Korwin czy Winnicki są mądrzejsi od Wielkiego Prezesa…

Szczególnie na widelcu będą ci, którzy mają na twardym dysku – często bez swojej wiedzy – materiał, który według obecnego prawa jest „spiratowany”. Bo odkąd świat światem, a policja policją, ta ostatnia poprawia sobie wyniki łapaniem tzw. „łatwych przestępców”. A lobbyści wielkich firm produkujących rozrywkę i oprogramowanie dołożą wszelkich starań, żeby w ściganiu tych „przestępców” stróże prawa byli szczególnie zajadli… Co oczywiście nie znaczy, że popieramy okradanie autorów i rzetelnych producentów. Ale obecne prawo autorskie jest przestarzałe i wymaga sensownej reformy. Klimat inwigilacji, nagonki i paniki nie sprzyja takiej reformie (podobnie jak nie uchroni nas przed terrorystami, gdyby ci nagle się nami zainteresowali). A jednym z istotnych czynników, które skłaniają ludzi do „piractwa”, bywa chciwość producentów. Tam, gdzie jest drogo, zawsze jest pirat-szmugler. Choćby na każdym klifie siedział strażnik wybrzeża z lunetą…

W państwie prawa bylibyśmy chronieni przed taką powszechną inwigilacją „na życzenie” (na życzenia policjanta, przypomnijmy). Ale ustawa inwigilacyjna zawiesza nasze prawa. Całkowicie gwałci prawo do prywatności – i pod potężnym znakiem zapytania stawia wolność słowa i wolność wyznawanych poglądów. A jak mawiają Rosjanie, znak zapytania bywa hakiem, dla niepoznaki odwróconym.

Kto będzie swobodnie wypowiadać się w internecie, przez telefon czy choćby w obecności telefonu – gdy będzie wiedział, że jest słuchany? Gdy będzie wiedział, że w każdej chwili może zawisnąć na „haku”?

W tej sytuacji trudno będzie organizować wspólne akcje obywatelskie. Wszystkie pozostawiają przecież ślady w sieci. Jeśli nasze podpisy będą mogły obciążyć naszą obywatelską kartę, przestaniemy cokolwiek podpisywać. A przecież, cokolwiek by nie powiedzieć o ostatnich latach, z pewnością odnotowaliśmy fantastyczny wzrost obywatelskiego zaangażowania, zwłaszcza na szczeblu lokalnym. To wielki dorobek, który szkoda zaprzepaścić.

Demokracja to komunikacja

Dlatego jest ustrojem tak wymagającym, a zarazem najbezpieczniejszym i najtrwalszym z możliwych. Wybierana raz na cztery lub pięć lat władza najpierw komunikuje w kampanii swój projekt na kraj, region czy miasto. A następnie, realizując go, komunikuje się z obywatelami co do szczegółów w ramach dialogu społecznego, konsultacji publicznych i uważnego wsłuchiwania się w debatę publiczną.

Jeśli jednak władza będzie mieć pełną kontrolę nad internetem, a może nawet nad zawartością każdego komputera, to niewygodne teksty będzie czytać, jeszcze zanim dotrą do redakcji. Nie ma gwarancji, że nie będzie prób zatrzymania publikacji, a jeśli to się nie uda – skompromitowania autora, aby osłabić wymowę podpisanego przezeń tekstu. Dotyczyć to będzie każdej redakcji – „Wyborczej”, „wSieci”, „Krytyki Politycznej”, „To My, Kibice”, a nawet „Kocich Spraw” (bo a nuż ktoś napisze, że Alik z Żoliborza nie jest Kocim Królem Polski…). Dotyczyć to będzie nie tylko dziennikarzy, ale i wszystkich obywateli, którzy spróbują o czymś poinformować tych dziennikarzy lub ich czytelników.

Bo dzięki internetowi dziennikarzem jest dziś każdy z nas. Kilka tygodni temu odwołano burmistrza Chrzanowa. Bezpośrednim powodem była jazda po pijanemu, ale przy okazji obywatelskie forum na Facebooku pozwoliło wykrystalizować wiele innych argumentów – jak na przykład, brak planów zagospodarowania dotacji unijnych (Czytaj o sprawie tutaj). Jest to owoc niezwykłego rozwoju demokracji lokalnej i oddolnej.

Czy mamy gwarancję, że nowa ustawa o Policji nie zdusi w zarodku również takich pożytecznych inicjatyw? Policjanci przecież zależą nie tylko od MSW, ale także od władz lokalnych, i to na różne sposoby. Tylko od odwagi funkcjonariuszy będzie zależało, czy nie pozwolą się wykorzystywać w taki sposób. Ale czy policjanci będą odważni w zastraszonym społeczeństwie? Oni też będą inwigilowani…

Jeśli komunikując się nie mamy poczucia bezpieczeństwa, to zaczynamy kłamać, przemilczać, unikać rozmowy: stajemy się samotni. Jeśli nie mamy śmiałości napisać o zaobserwowanych nieprawidłowościach, to nie odważymy się o nich powiedzieć. Czy o to chodzi obecnej władzy przy przedstawianiu tego przedziwnego projektu? Abyśmy zostali sam na sam z naszymi przeczuciami, opiniami i niepokojami, aby postępowała izolacja i prywatyzacja obywateli? Przecież to jedna z najbardziej wyraźnych oznak totalitaryzmu…

Zwracał na to uwagę już Richard Stallman, jeden z guru wolnego oprogramowania, gorący zwolennik kryptografii. Stallman walczy z cyfrowym panoszeniem się rządu Stanów Zjednoczonych. Ale może to robić właśnie dlatego, że jego kraj szanuje prawo do prywatności i wolność słowa (przynajmniej de iure, w świetle prawa – a to niemal zawsze jest znaczące ograniczenie samowoli, które ośmiela sygnalistów-whistleblowerów). W wywiadzie dla kwartalnika „Nowe Media“, Stallman ostrzegał:

„…w Anglii protestujących śledzono przy pomocy systemu rejestrującego przemieszczanie się samochodów – sieci przydrożnych kamer rozpoznających tablice rejestracyjne. Dzięki temu można dokładnie określić, gdzie znajduje się taki lub inny samochód. (…) W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że któregoś dnia komputery staną się do tego stopnia nieetyczne, że nie będę się umiał z tym pogodzić. W takim przypadku będę musiał się nauczyć obchodzić bez nich.“

I dodał: „Państwo nie może atakować demokracji! Demokracja dzisiaj jest już po prostu za słaba! Demokracja jest dziś za słaba, ponieważ różne rozwiązania polityczne i prawne coraz częściej oddają władzę w ręce biznesu. Innymi słowy, coraz częściej mamy do czynienia z ‘traktatami o wolnym wyzysku’.“

Proszę Państwa, w tej chwili nie ma powodu, by w Polsce wprowadzać stan wyjątkowy i zawieszać prawa podstawowe oraz nowe prawa człowieka w internecie. Zamach na nie to zamach na demokrację. A zamach na demokrację to tak naprawdę zamach na koncepcję, że wszyscy jesteśmy równi sobie nawzajem. Nie może być tak, że „równiejsi“ będą decydować, na które protesty wolno chodzić „równym“, albo które petycje wolno im podpisywać bez negatywnych konsekwencji!

Oczywiście, mówi się dużo o prowadzonej w internecie „wojnie hybrydowej“ czy „wojnie informacyjnej“. Ale my, obywatele, nie jesteśmy jej żołnierzami, tylko ofiarami. Wojna informacyjna powinna być prowadzona otwarcie i we współpracy z obywatelami. Nie może być pretekstem do działań państwa i jego służb przeciwko własnym obywatelom i do zawieszania ich praw.

Nie możemy pozwolić, by naszym największym wrogiem stało się nasze własne państwo! Nie możemy pozwolić, by rok 2016 był rokiem 1984! Dlatego jeszcze raz zamieszczamy link do petycji przeciwko ustawie inwigilacyjnej.

Podpisz – abyś w przyszłości mógł/mogła podpisywać lub nie podpisywać zależnie od Twej woli. Bez strachu.


Podpisz klikając w ten link

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +68, liczba głosów: 92)
Loading...

Główne zdjęcie artykułu pochodzi z biblioteki zdjęć MP
The following two tabs change content below.

Agata Czarnacka Tomasz Piątek