Jakim jesteś pasterzem? List otwarty do biskupa Wiesława Meringa

Pasterz, który buduje koalicje czy partie, buntuje jednych polityków przeciwko drugim, nie może bowiem później odgrywać roli zewnętrznego autorytetu moralnego. Jego głos przestaje być głosem obserwatora, a staje się opinią jednego z wielu uczestników gry politycznej czy debaty publicystycznej.

 

Wasza Ekscelencjo, Przewielebny Księże Biskupie,

Jako Biskup Ordynariusz Włocławski wystosował Ksiądz list do Martina Schulza, opublikowany na oficjalnym portalu Diecezji Włocławskiej. Spotkał się on z szerokim odzewem. Jedni uznają, że jest to słuszny i mocny głos w sprawach Polski, inni zwracają uwagę na mało stosowny język i rażące błędy w przekładzie listu na język niemiecki, czy na zaangażowanie polityczne Księdza po stronie obecnie rządzącej w Polsce partii.

Każdy obywatel i każdy człowiek — a zatem również Martin Schulz — ma niezbywalne prawo do posiadania własnej opinii i jej wyrażania. Polska zaś, przynależąc do struktur Unii Europejskiej, musi także liczyć się ze stanowiskiem zajmowanym przez reprezentantów instytucji unijnych. Głos Księdza wybrzmiał donośnie i spotkał się z żywymi reakcjami — tak, jak to powinno być w państwie o ustroju demokratyczno-liberalnym.

Problem w tym, że w swoim liście nie wypowiada się Ksiądz jako obywatel, ale jako urzędujący biskup Kościoła włocławskiego. Nie stanowi on zatem prywatnej opinii. Zasadne staje się więc pytanie, jaki status posiada ten list? Czy jest elementem nauczania zwierzchnika Kościoła włocławskiego? Jeśli tak, to jakie zobowiązania nakłada na wiernych, a co za tym idzie, czy nie dokonuje podziału wiernych w oparciu o kryterium polityczne? W końcu, w jakim stosunku pozostaje ten list do nauczania Soboru Watykańskiego II?

Wesprzyj #Medium

Soborowa Konstytucja Gaudium et spes stanowi jasno:

Jest sprawą doniosłą, żeby zwłaszcza w społeczeństwach pluralistycznych doceniano właściwy stosunek między wspólnotą polityczną a Kościołem i by jasno rozróżniano to, co czynią wierni, czy to poszczególni, czy też stowarzyszeni, we własnym imieniu jako obywatele kierujący się głosem sumienia chrześcijańskiego, od tego, co czynią wraz ze swymi pasterzami w imieniu Kościoła.

Kościół, który z racji swego zadania i kompetencji w żaden sposób nie utożsamia się ze wspólnotą polityczną ani nie wiąże się z żadnym systemem politycznym, jest zarazem znakiem i zabezpieczeniem transcendentnego charakteru osoby ludzkiej.

Wspólnota polityczna i Kościół są w swoich dziedzinach od siebie
niezależne i autonomiczne.

Wiąże się z tym niezależność władz duchowych od władz państwowych, o czym mówi Dekret o pasterskich zadaniach biskupów w Kościele Christus Dominus w punkcie 19. Ten sam Dekret stanowi:

Braci odłączonych niech darzą miłością, przykazując również wiernymby odnosili się do nich z wielką uprzejmością i miłością, udzielając zarazem poparcia ekumenizmowi w rozumieniu Kościoła: nawet nieochrzczonych winni darzyć sercem, by również im przyświecała miłość Jezusa Chrystusa, którego biskupi są świadkami wobec wszystkich.

Ojcowie Soborowi jednoznacznie uznają, że Kościół jest instytucją apolityczną. Odrzucają także wyznaniową koncepcję państwa. Zastrzegają jednak, że duszpasterze mają prawo do moralnej oceny „nawet w kwestiach dotyczących spraw politycznych, kiedy domagają się tego podstawowe prawa osoby lub zbawienie dusz” (Gaudium et spes) czy skłaniania wiernych „do uległości wobec słusznych spraw i do szacunku dla prawnie ustanowionej władzy” (Christus Dominus).

Tomasz P. Terlikowski słusznie zauważa, że Sobór zakazuje biskupom wszelkich form uczestniczenia w bieżącej polityce. Mimo, że budowanie partii,
tworzenie czy zrywanie koalicji albo realizowanie pragmatycznych celów z wykorzystaniem polityków może być fascynujące i przynosić doraźne efekty, to jednak „na partyjnym zaangażowaniu biskupów tracą także oni sami”. I Kościół. „… wejście do bieżącej polityki zamknął przed biskupami i księżmi Sobór Watykański II. Nie dlatego, że domagały się tego liberalne czy lewicowe media, chcące zamknąć Kościół w kruchcie, ale dlatego, że rozgrywki partyjne przeszkadzają w wypełnianiu powołania pasterza wszystkich wiernych. Zaangażowanie biskupa we wspieranie jednej partii niewątpliwie nie buduje ponad i pozapolitycznej jedności Kościoła. Trudno też nie dostrzec, że zaangażowanie polityczne osłabia moralne znaczenie słów biskupa.

Pasterz, który buduje koalicje czy partie, buntuje jednych polityków przeciwko drugim, nie może bowiem później odgrywać roli zewnętrznego autorytetu moralnego. Jego głos przestaje być głosem obserwatora, a staje się opinią jednego z wielu uczestników gry politycznej czy debaty publicystycznej”. Potwierdzeniem tych słów jest list Księdza, jednoznacznie angażujący się w grę polityczną jednej ze stron. Jego opinia abstrahuje od tej wyrażanej przez znaczną część polskich obywateli, w tym zapewne także wiernych Kościoła włocławskiego, których aktualny stan Polski niepokoi z określonych, a nie wyimaginowanych, powodów. Jednoznaczne opowiedzenie się przeciwko części społeczeństwa zaniepokojonej obecną sytuacji państwa odbiera Księdzu mandat do moralnej oceny wydarzeń, a także stanowi wyraz ślepoty na decyzje i wypowiedzi władz, które godzą w sprawiedliwość społeczną. Mam tu na myśli choćby drastyczną podwyżkę cen leków i wykreślenie z listy dwóch wcześniej refundowanych preparatów, przyjmowanych przez pacjentów po przeszczepach. Myślę o niezrealizowanej przez Prezydenta obietnicy pomocy tzw. frankowiczom, którzy w ramach protestu dali wyraz, że czują się oszukani. Także wypowiedzi Ministra Waszczykowskiego na temat „mieszania ras i krwi” czy Jarosława Kaczyńskiego odnośnie uchodźców nie dają się obronić w perspektywie nauki społecznej Kościoła rzymsko-katolickiego.

Nie sposób nie zauważyć sprzeczności, jaka istnieje między oceną zrównoważonej gospodarki przez Ministra Waszczykowskiego a encykliką Laudato si papieża Franciszka. Listę wątpliwości mógłbym mnożyć i oceniać przez pryzmat nauczania Kościoła. Natomiast Ksiądz swoim listem odebrał sobie do tego prawo.

Z szacunkiem,
Marcin Bogusławski

———

Redakcja dla #MP Ewa Rosowska

 

The following two tabs change content below.
mm

Marcin Maria Bogusławski

Marcin M. Bogusławski — rocznik ’82. Meloman, doktor filozof. Interesuje się filozofią humanistyki, filozofią polityczną i współczesną epistemologią. Miłośnik czarnego feminizmu, gotowania i Alaina Touraine’a.