Numer to piętno – rozmowa z więźniarką Auschwitz, Heleną Birenbaum

Moda na obozowe tatuaże wstrząsnęła mną tak bardzo, że postanowiłam zapytać o nie kogoś, kto nie miał wyboru i musiał go nosić. Nie chodziło o modę i bycie trendy. Ręka Heleny została wytatuowana zaraz po tym, jak w jednym z transportów, trafiła do piekła…

Halina Birenbaum- urodziła się w 1929 r. w Warszawie. W okupowanej stolicy przebywała w getcie. Została deportowana później do obozu na Majdanku, a następnie do Auschwitz, Ravensbrueck oraz Neustadt-Glewe, w którym doczekała wolności. Podczas wojny straciła całą rodzinę. Obecnie mieszka w Hercliji, w Izraelu. Jest pisarką, poetką, tłumaczką.  (Fotografia tytułowa: Mikołaj Grynberg)

Ewelina Rubinstein: Coraz więcej młodych Żydów tatuuje sobie rękę i z dumą nosi numery obozowe. Czy na tym polega pamięć…?

Halina Birenbaum: Istnieje wiele dróg do nauczania i zapamiętywania tragedii Shoah. Przede wszystkim droga do pamięci nie może być „przebraniem” się w prawdę ,czyli wytatuowanie sobie dobrowolnie numeru oświęcimskiego, by utrwalać pamięć kogoś z bliskich, kto był więźniem Auschwitz oznaczony nim przymusowo. Jeśli chodzi o utrwalenie pamięci ofiar tego piekielnego obozu, to na pewno robienie sobie dziś tatuażu nie jest czymś przekonywującym, przeciwnie, to czyni z tej tragicznej, przeraźliwej historii, fałsz, a w najlepszym przypadku coś niepoważnego. Rodzaj modnej zabawy, która godzi w tych, którzy zostali oznaczeni po zawleczeniu ich do tego piekła, a następnie tam zamordowani.

Nie daje Pani przyzwolenia na tatuowanie sobie numerów obozowych?

Halina Birenbaum: Zagłada naszego narodu i wielu innych niewinnych ludzi, nie ma precedensu w całej historii ludzkości i tak samo nieporównywalne były losy wszystkich, każdego jednego spośród niezliczonych ofiar. Tatuaż ten wyryty w ich ciałach i duszach, wyodrębniający od całej ludzkości, był przyzwoleniem na okropne znęcanie się, wykorzystywanie ich sił do ostatniej kropli krwi, do najcięższych prac, wyrokiem na śmierć głodową, na śmierć przez uduszenie w komorach gazowych. Numer – znak niewoli, upośledzenia, upokorzenia, ale i wyjątkowości ich losów na całym świecie wtedy i POTEM aż do dziś.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Spotkałam w Jerozolimie trzy młode osoby, które przekonywały mnie, że ich tatuaż jest wyjątkowy, jest pamięcią. Że ilekroć na niego spojrzą od razu myślami są przy swoich babciach, dziadkach.

Halina Birenbaum: Czy ten znak straszliwy, ten tatuaż – numer oświęcimski, znak-piętno, ma w ich pojęciu dziś posłużyć ludziom przez podrabianie go na własnym przedramieniu za upamiętnienie ofiar, utrwalenie w kochającej, wiecznej pamięci ich dziadków, babć?!

Nagle wszyscy młodzi, zdrowi, weseli na wolności zaczną paradować z dumą, udekorowani tym znakiem z piekła i piekło to stanie się popularne, a nie czymś przerażającym. Zniknie jednocześnie, zostanie odebrana przez nich (w dobrej, ale jakże mylnej intencji!) wyjątkowość losów ofiar oznaczonych wtedy tatuażem, numerami dla legalnego zamordowania ich, dla odebrania im ich twarzy, ich ludzkiego wyglądu i praw. Wyjątkowości tych, którzy zdołali przetrwać to wszystko i z pamięcią o przebytych i widzianych koszmarach potrafili odbudować swe życie, uczyć się pracować, założyć rodziny, wychować dzieci, budować i walczyć o ludzką egzystencję.

Ale może biorę za poważnie tę dziwną zabawę młodych. Może to ich pragnienie wyróżnić się czymś niezwykłym, zademonstrować jakąś swoją inność bycia wnukiem ocalałych z Shoah…

red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +11, liczba głosów: 13)
Loading...
The following two tabs change content below.
mm

Ewelina Rubinstein

Ewelina Rubinstein-dziennikarka, autorka kilku książek. Jej teksty publikowane są na łamach wielu polskich i izraelskich czasopism. Mieszka w Polsce oraz Izraelu. Z Medium Publicznym związana od samego początku.