Polemika z tekstem protestu wobec rzekomej propozycji PiS inwigilacji internetu

Dlaczego się nie zgadzam z tezą pani Czarnackiej? Ponieważ opiera się o nadinterpretacje i sugeruje się emocjami. Zapraszam do przeczytania moich przemyśleń.

„PiS i jego sojusznicy chcą, żeby policja i inne służby mogły śledzić wszystko, co robimy w internecie” – piszą autorzy protestu (czytaj tu)

Czy zatem ktoś sądzi, że dzisiaj nikt nie jest śledzony w internecie? Mało świadomym stwierdzeniem jest teza, sugerująca anonimowość w sieci. Czy można się bać, nie robiąc nic sprzecznego z prawem? Jeśli ktoś się boi internetu, to dlaczego korzysta z tego rozwiązania? Tak jak kij ma dwa końce a medal dwie strony, tak postęp technologii wpływa na ograniczenie naszej wolności. Oznacza to, że im więcej wygody i luksusu dają nam gadżety, tym bardziej zamykamy się w 4 ścianach inwigilacji.

Ile osób dla odmiany pomyślało o cookies w przeglądarkach? Albo o inteligentnych domach, które zbierają o nas dane, by nam ułatwić życie (włączy ekspres do kawy 30 minut przed dotarciem do domu, w ogrodzie pozwoli nam usłyszeć ulubioną muzykę, otworzy bramę dostając polecenie od nawigacji, że zbliżamy się do swoich czterech ścian), o nawigacji która prowadzi nas z punku A do punktu B (to też są narzędzia służące inwigilacji)?

Smartfon to prawdziwy bank informacji. Pozwala on na wgląd w odwiedzane przez nas strony, zapisane dokumenty, zdjęcia, nagrania aż po lokalizację użytkownika, czyli nas. Dlaczego spacerujemy po ulicach zasypanych kamerami i robimy zakupy w sklepach z monitoringiem? Odpowiedź jest bardzo prosta.

Żyjemy w panoptykonie, najwyższy czas się pogodzić z konsekwencjami inwestowania w gadżety i nowinki.

Dlaczego nie ma protestów przeciwko postępowi w rozwoju i technologii? Jedno ma jawny związek z drugim.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Identyczną sprawę stanowią badania łącza w celu sprawdzenia poprawności pakietów transmisji danych, oraz obecności usterek. To też jest pewien rodzaj inwigilacji. Przedstawia się to jako rodzaj badań przeprowadzanych dla Waszego komfortu, poczucia bezpieczeństwa i sprawnego działania usług. Nie ma żadnej różnicy czy „podsłuch” działa w celu ujęcia przestępcy czy w celu dokonania pomiarów. Podłączenie się do „kabla” to zbieranie informacji, bez względu na cel i intencję. Czy w takim razie Wasz sprzeciw oznacza, że jeśli usługa internetowa przestanie działać prawidłowo, nie wyrażacie zgody, by dostawca jeszcze przed zgłoszeniem usterki sprawdził wydajność swoich świadczeń?

Czy wgląd do naszych danych mają tylko służby? A co z bankami, portalami społecznościowymi, crackerami, firmami które dostarczają nam usługi…?

W poprzednich latach służby łamiąc przepisy, wielokrotnie inwigilowały obywateli, dziennikarzy śledczych i prawników. Tylko w 2012 roku do operatorów trafiło około 1,8 miliona żądań dotyczących danych retencyjnych. To stawia nasz kraj w absolutnej czołówce Europy.

W 2014 r. służby, sądy i prokuratury złożyły łącznie około 2 mln 178 tys. zapytań. Z kolei według informacji uzyskanych przez Panoptykon w policji, ABW, CBA, Straży Granicznej, Żandarmerii Wojskowej i kontroli skarbowej takich zapytań – skierowanych przez te sześć podmiotów – było w sumie 2 mln 351 tys.

 

nik

Jak to wygląda w praktyce?

Dane z 2013 r.:

Według kontrolerów NIK informacje o numerach czy połączeniach były niekiedy przekazywane funkcjonariuszom odpowiednich służb bez dostatecznej weryfikacji ich uprawnień i tożsamości. Zdarzało się na przykład, że z jednej, specjalnej karty imiennej korzystało kilku funkcjonariuszy. Nie bez winy są także inne poważne instytucje, takie jak sądy. Kontrola wykazała między innymi, że sądy żądały billingów w sprawach rozwodowych i cywilnych bez uzyskania koniecznej w takich wypadkach zgody abonenta konkretnego numeru. Bywało też, że sądy domagały się ujawnienia treści SMS-ów w postępowaniach cywilnych.

Tymczasem według obowiązujących przepisów udostępnienie treści SMS jest możliwe (po uprzednim zarządzeniu przez sąd ich utrwalenia) wyłącznie w celu ścigania najpoważniejszych przestępstw. A do takich trudno raczej zaliczyć sprawy cywilne. Sądy i prokuratury nie powiadamiają właścicieli konkretnych numerów telefonicznych o tym, że dotyczące ich dane retencyjne zostały udostępnione.

Tymczasem w świetle przepisów mają taki obowiązek. Operatorom telekomunikacyjnym zdarza się przekazywać więcej informacji o danym numerze telefonu i jego właścicielu niż te, których żądał we wniosku uprawniony do tego organ. Według NIK oznacza naruszenie tajemnicy telekomunikacyjnej przez operatora.

Co z ludzką świadomością? I dlaczego korzystamy z dobrodziejstwa internetu, nie mając wiedzy, co dajemy w zamian za dostęp do nowinek?

Wyjścia są dwa:

red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: -20, liczba głosów: 46)
Loading...
  1. powrót do lat 90tych, gdy pojawiały się pierwsze telefony komórkowe, telefonów stacjonarnych było mało a monitoringu nie miał nikt.
  2. dostosowanie regulacji prawnych tak, by państwo chroniło obywatela przed nadmiernym wyciekiem danych do służb jak odbywało się to do tej pory.

Dobra zmiana nowego rządu jest po prostu dobra, w naszym interesie leży przyznanie im mandatu zaufania.

The following two tabs change content below.