Brudny wsiun pije, bije i gwałci. Nowoczesna wizja wsi

Zastanawiająca jest zmiana jaka zaszła w kulturowym wyobrażeniu polskiej wsi po II Wojnie Światowej. Kiedyś parobek pociągał, dziś przeraża. Kiedyś krajobraz kusił, dziś odstręcza.

Od razu zaznaczam, że nie jest to praca kulturoznawcza, a intuicyjna. Chcę złapać raczej pewną myśl do dyskusji, niż przedstawić rzeczową analizę. To wszystko, co piszę, może być fałszywe. Ale albo coś jest na rzeczy… albo się mylę…

Skalę tej zmiany ilustruje najlepiej film Wilhelma i Anny Sasnalów: „Z daleka widok jest piękny”. Teraz można ten film zobaczyć w całości na youtube:

 

Film pokazuje zdegenerowanych ludzi, którzy żyjąc rytmem i fizjologią zwierząt, grabią mienie sąsiadów, przebywających na emigracji zagranicznej. Jak w tytule: tylko z dala widok jest sielski. Jak się wejdzie bliżej, to się pomiędzy płotami w odrapanych ruderach odkryje ludzki szlam, gotów do wszelkiej zbrodni w imię własnego zysku – przynajmniej tyle zapamiętałem z projekcji, jaką zaliczyłem siedząc wygodnie (i z dala) w Muzeum Sztuki Współczesnej w Warszawie obok Zbigniewa Libery. Drugi raz boję się zanurzyć w to bagno. Film, zdaje się, kończy scena płonącego mienia – wieśniacy palą to, czego nie opłaca się ukraść.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Płonąca struktura otoczona ponurymi twarzami, to współczesna ikona wsi – nowy wynalazek. Wcześniej pachnące sianem wiejskie konstrukcje służyły raczej do młócenia – czy to zboża, czy to chłopek. Najlepiej przez pana z dworu, poetę lub etnografa z pobliskiego uniwersytetu.

Symptomatyczne dla tego filmu jest to, że Sasnalowie to artyści krakowscy, a więc w prostej linii spadkobiercy Wyspiańskiego. Co się więc zmieniło?

By wyrazić tę myśl najprościej powiem tak: przed Wojną mieliśmy artystów i poetów, którzy ciągnęli do parobka, chcieli się żenić z chłopkami. Mieliśmy obrazy sielskości, szorstkości i prawdy. Wieśniak był może i prosty, ale w gruncie rzeczy dobry. Po Wojnie polski inteligent jest głęboko przerażonych polską wsią, na której panują prostactwo, złodziejstwo, gwałt i rozkopoywanie mogił w poszukiwaniu złotych zębów. Chłop jest fałszywy, pazerny, chytry i brutalny. Za wszystko chce szmal. Jeśli się odwrócić to okradnie. Gdyby mógł, to zabije. Kłonicą przypierdoli, kopnie kaloszem.

Przed Wojną mieliśmy stodołę pełną wonnego siana. Po Wojnie stodoła płonie.

Spójrz na tekst Tomasza Rzeczyńskiego na ten temat:

Co chłop ma wspólnego z tą kulturą prócz upartej nieufności do niej i do wszystkiego co trwa dłużej niż rok lub wydarzyło się dalej niż w sąsiedniej wsi? Odeszła Polska Piastów, upadła Polska szlachecka i II Rzeczpospolita. Czy musi upaść Polska chłopska? Jeżeli tak to jak nisko?

 

Wszyscy wiemy, co mieliśmy, przed Wojną,  bo nam to kazali (i każą) kuć w liceum. Był Chełmoński ze swoją sielskością chmur i kur. Był Mickiewicz z Dziadami (o Panu Tadeuszu nie mówię, gdyż tam chłopa nie uświadczysz), Reymont z Chłopami, Wyspiański z Weselem, chłopomania Rydla. A! No i Chopina, który szumiącą wierzbę przeniósł do panteonu światowej symboliki.

W tym przedwojennym obrazie jest jakiś urok, jakiś sentyment. Ornament kwiatowy na garnku, makatka na ścianie. Pisanki. Jest wiara w Boga, taniec przy skrzypkach, są panny czmychające przed śmingusem dyngusem. Jest mądrość ludowa, „chłopski rozum”, serdeczność „chleba i soli”. Pewnie, jest w tym sporo biedy, ale biedy rodzącej współczucie, pragnącej „dobrej zmiany” – jak u Janko Muzykanta.

Tę miłość do wsi w formie perwersyjnej pożądliwości przenosi jeszcze w lata pięćdziesiąte Witold Gombrowicz, ale jego obrazy są na tyle zepsute, że trudno z nich pojąć czym jest wieś – być może tylko formą tęsknoty za nietkniętą seksualnością, być może reprezentacją młodości i siły witalnej, której brakuje samemu Gombrowiczowi. Ja sam podejrzewam, że gombrowiczowska ucieczka do parobka jest w istocie metaforą gwałtu na dziecku – czyli  jedynym możliwym do wyobrażenia sposobie ujawnienia ciągoty homoseksualnej bez ryzyka śmieszności. Ale biorąc rzeczy wprost mamy u Gombrowicza  wieś jako reprezentację barbarzyństwa symbolizowanego przez seksualność. To teren podświadomości, na którym grasują lęki i pożądania. W przepaściach koniczyn można znaleźć bezpieczne przestrzenie bezkarności. Wieś to teren, na którym nikt nie widzi.

Tak, po Wojnie wszystko zaczyna się psuć, a wieś przeistacza się w swoje przeciwieństwo.

Po Wojnie czyli po 1990 roku, gdyż wcześniejsze ikonotwórstwo zamrożone było w  marksistowskiej lodówce, w której panował chłop kułak – krnąbrny buc.

Po Wojnie wieś to teren bezpański, opuszczony, dziki, ciemny i agresywny. Pijany. Po Wojnie mamy zdewastowane dwory, rozkradzione obrazy, wyszczerbione fortepiany, zapadnięte płoty. Po Wojnie wieś jest niczyja. Wraca do nas w subkulturze disko-polo jako kuriozum. Lampimy się na białe kozaki, tureckie swetry, podrasowane polonezy. Pląsających kombajnistów w lewisach. Wieś nas miastowych już nie chce. Wieś nas miastowych pierdoli w czapkę.

I nagle wpada nam w ręce Malowany Ptak Kosińskiego. Książka wydana w Polsce w 1989 roku. Zastanawiamy się, czy to reportaż dokumentalny, czy mit olimpijski. Tak czy siak, chłop rżnie babę, rozcina bagnetem Żydówkę, chłopaka wpycha pod lód. Dzicz, barbarzyństwo, prostacki seks, gwałt, przemoc, pijaństwo. Czerstwa łapa na karku i smród spod pachy.

Na moment pojawia się Chęciński z Pawlakiem i Kargulem, ale czy ktoś w to wierzy? To nie jest wieś – to bastion zdroworozsądkowego oporu przeciwko Polsce Ludowej i Komunie. To jesteśmy my, jak u Barei.

No i przychodzi Gross z Sąsiadami. Bikont z My z Jedwabnego. Ja palę stodołę w Zawadzie. Pasikowski robi Pokłosie. Sasnal „Z daleka widok jest piękny”.

 

 

Trzeba przyznać, że Gross jest wyjątkowo sprawnym pejzażystą.

Te obrazy chłopów z Treblinki, co ryją w ziemi i wydłubują zęby ze spalonych szczęk… Z całymi rodzinami. Ta stodoła z Jedwabnego, w której płoną Żydzi, a wokół polscy chłopi stoją z siekierami. To są obrazy, które zostaną nam pod powiekami na dziesięciolecia. To są obrazy, które powodują, że skanseny wiejskie, takie jak w Sierpcu, gdzie można zobaczyć wiejską chatę i przędzalnię, nabierają cech archeologii starożytności – być może to rekonstrukcje światów nieistniejących?

Tak, od wsi przedwojennej oddziela nas Holocaust. Holocaust folklorystyczny, ludowy. Przaśny. Dosadny. Dosłowny. Jak ruchanie.

Zastanawiam się jeszcze nad jednym fenomenem. Otóż wieś powojenna jest wsią pozbawioną pana, czyli niejako opuszczoną przez cywilizację. Pan – wielmożny pan – został wygnany, jego dobra rozkradzione, zgwałcone. W zamian nie powstało nic, żadna wartość. Bez pana wieś upadła w degrengoladę taniego wina.

Czy to jest projekcja klasowa, czy to prawda? Może inteligent był w stanie zaakceptować i lubić wieś tylko wtedy, gdy była pod pańskim butem? Wieś wyzwolona to wieś dzika.

Googluję Malowanego Ptaka. Pierwsze wyskakują strony narodowców, na których określa się Kosińskiego jako zdrajcę, Polakożercę, pisarza anty-polonijnego. Za pieniądze amerykańskiego żydostwa ten podły Żyd urodzony w Łodzi oczernił Polskę – pisze się. Znamy to.

Zastanawiam się jednak: i co z tego, co to zmienia? nawet gdyby to była prawda…

Przyjmijmy na moment, że to prawda, że Kosiński, Sasnal, Gross, Betlejewski są Polakożercami i oczerniają za pieniądze – czy to jakoś ratuje los wsi? Czy stwarza jakąś nową prawdę?

Chyba nie. Obrazy pozostają. Fakt ich oddziaływania jest bezsporny. Pod ich wpływem patrzymy na Polską wieś z drżeniem i nieufnością. Z obrzydzeniem. A jeśli teraz przyjąć do wiadomości słuszne, zdaje się, spostrzeżenia, że my wszyscy są chłopi, że po wojnie chłop jest w każdym z nas, że pęknięcie pomiędzy panem a chłopem każdy ma w duszy, i pan i cham, to jak to na nas rzutuje?

Czy to jest tak, że każdy z nas nosi coś, co napawa go obrzydzeniem?

Jeśli teraz pomyśleć o tym psychoanalitycznie…

Czy to może być tak, że pełen przemocy obraz polskiej wsi tworzy się w wyniku wypartych w podświadomość i zaniedbanych opowieści? Czy to możliwe, że okres Komuny trzeba zrozumieć jako okres stwarzania się współczesnej polskiej podświadomości? Czy 50 lat Komuny może być okresem najistotniejszym dla zrozumienia współczesnej mentalności Polaków, gdyż to wtedy najważniejsze narodowe doświadczenia zostały wypchnięcie w podświadomość i zmienione w fobie?

Nie ma prawdy o rzeczywistości. Są tylko prawdy opowieści.

50 lat ciszy w eterze narodowej dyskusji spowodowało dwie rzeczy: po pierwsze, zapominanie związane z upływem czasu, po drugie przetwarzanie doświadczonych traum w lęki i fobie. W rezultacie mamy Polaka współczesnego: pełnego lęków i uprzedzeń, świadomego ciążącej nad nim tajemnicy, niepotrafiącego jednak tej tajemnicy odkryć.

Wydaje mi się, że szczególnie dwie traumy mogą tworzyć wykrzywiony obraz polskiej wsi: Holocaust i zniszczenie ziemiaństwa. Oba doświadczenia zostały przemilczane, gdyż oba były niewygodne dla Komunistów. Holocaust był doświadczeniem dużo poważniejszym i dużo powszechniejszym, niżbyśmy to potrafili dziś pojąć i ciągle promieniuje fobiami. Upadek ziemiaństwa był traumą dla całego pokolenia ludzi, takich jak mój sąsiad, hrabia Horodyński. Traumą niezaleczoną, niewypowiedzianą, powracającą w snach obrazami grabieży i gwałtu.

Dodatkowo inteligenci mają jeszcze jedno niewypowiedziane poczucie winy: winy za reformę Balcerowicza i wtłoczenie całego pokolenia ludzi w nędzę i pijaństwo.

————

A tu debata pt. Polska pany, Polska chamy.

Aleksandra Bilewicz, socjolożka i redaktorka Nowe Peryferie, Mateusz Piotrowski, stowarzyszenie Folkowisko, Magda Bartecka, organizatorka kampani „Jestem ze wsi” oraz profesor Andrzej Leder. Dyskusję prowadzi Janek Mencwel.

Wesprzyj autora Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +5, liczba głosów: 11)
Loading...

Główne zdjęcie artykułu pochodzi z portalu www.flickr.com
Autor: Ministry of Foreign Affairs of the Republic of Poland