DiEM25 – czy to nowa nadzieja dla Europy?

Możnych i prominentnych tego świata nic tak nie przeraża jak demokracja! Przecież gdyby rządził demos nigdy nie pozwoliłby na tyle niesprawiedliwości. Demokracja przeraża także autokratów i fundamentalistów. Przecież gdyby była, ludzie nigdy nie pozwoliliby rządzić satrapom i oszołomom.

I takie właśnie remedium na narastającą grozę sytuacji w Europie dostrzega manifest DiEM25 – nowy, powołany w ubiegłym tygodniu paneuropejski ruch na rzecz demokratyzacji Europy. Jego inicjatorzy wołają „demokratyzacja Europy, albo jej nieuchronny rozpad”. Elegancko nie straszą wojną, ale mnie wizja wojennego koszmaru prześladuje w snach. Więc mówię: zbudujmy demokratyczną solidarną Europę.

DiEM25 stwarza propozycję dla zdecydowanej większości obywateli Europy: odrzućmy autorytaryzm, nacjonalizm i ksenofobię – odrzućmy dominację banksterów. Stwórzmy wielki społeczny ruch, który zmieni Europę.

Unia Europejska była pięknym, wzniosłym i koniecznym projektem społeczeństw umęczonych wojnami w globalizującym się świecie. Przedsięwzięciem stworzonym z ludzkich marzeń, snutych na gruzach zrujnowanej, zdziesiątkowanej Europy – przeciw wojnie, dla praw człowieka i godnego życia. Te marzenia Europejczyków krok za krokiem stawały się rzeczywistością. Tak było przez pierwsze trzydzieści lat po drugiej wojnie światowej.

Jednak ludzka chciwość wywalczyła swoje dzikie prawa. Pojawiło się neoliberalne kłamstwo. Kazano nam wierzyć w samospełniający się dobrobyt. „Pozwólcie tylko nam się bogacić” mówili możni i prominentni, a dobrobyt będzie „skapywał” i uszczęśliwi wszystkich. Będzie jak przypływ, który uniesie wszystkie łódki. Każdy może zadbać o swój los – miejcie nadzieję! „Im mniej będzie państwa i mniej polityki, tym szybciej to się stanie”.

Trudno było wówczas zauważyć, że jeśli mniej polityki, to mniej demokracji. Jeszcze trudniej było wówczas dostrzec, że tzw. „wolny rynek” to coraz większa, wręcz hierarchiczna koncentracja kapitału a zarazem władzy w rękach coraz mniej licznych i coraz bogatszych przedstawicieli świata finansów i biznesu. A jednoczenie coraz mniej realnej konkurencji w biznesie i coraz mniej demokracji. Neoliberalna polityka ekonomiczna miała na celu „powstrzymanie większości obywateli Europy od sprawowania demokratycznej kontroli nad pieniądzem i finansami, warunkami pracy i ochroną środowiska”.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

A w Polsce? Naszym marzeniem w latach osiemdziesiątych także była demokratyczna, solidarna Europa – euforia wiary i nadziei na europejskie prawa człowieka i powszechny europejski dobrobyt. Jednak w 1989 roku nie wkroczyliśmy do krainy naszych marzeń. Europejska demokracja stałą się już wtedy fasadą, za którą dokonywane są interesy możnych i prominentnych, a Polska stała się jednym z liderów tej polityki. Nowa „demokratyczna” Polska do tej pory nie ratyfikowała podpisanej 1968 roku przez ówczesne państwa Unii socjalnej części Karty Praw Podstawowych i wielu innych regulacji wdrażających prawa człowieka.

Demokracja – jeśli faktycznie działa – to działa w interesie ogółu. Jeśli tak nie jest, to znaczy, że nie działa.

W warunkach demokracji przecież nikt nie głosuje przeciw swoim własnym interesom. A jednak nie zawsze w pozornie demokratycznej Europie tak było.

W diagnozie zawartej w manifeście DiEM25 czytamy:

Cierpliwie i metodycznie przeprowadzano odpolitycznienie procesów podejmowania decyzji. Skutkiem był wycieńczający, lecz nieubłagany pęd do stopniowego wyłączania demosu z demokracji. Poza nawiasem demokracji postawiono „Komisję Europejską, Radę Europy, Radę ds. Gospodarczych i Finansowych, Eurogrupę i Europejski Bank Centralny. (…) Oto niewidoczny mechanizm, kryzys Europy, który stopniowo zamyka nasze narody i zwraca je przeciwko sobie, podsycając szowinizm i ksenofobię. Prywatyzacja niepewności, strach przed „innymi”, nacjonalizacja ambicji i renacjonalizacja polityki grożą toksycznym rozpadem wspólnoty interesów w Europie.

Koszty nie naszych interesów dokonywanych za fasadą demokracji ponosimy prawie wszyscy: Europejczycy, mieszkańcy Afryki i Bliskiego Wschodu. Tym kosztem jest coraz większe tempo życia i wyzysk ludzi na rynku pracy, degradacja środowiska naturalnego, migracje z biedy i ucieczka przed wojną, narastająca frustracja i agresja, coraz mniej wydolna efektywność gospodarcza oraz pogłębiające się nierówności i pauperyzacja części społeczeństw. Dziś już także trudno utrzymać rodzinę z jednej pensji. To wielkie europejskie rozczarowanie!

Możni i prominentni boją się faktycznej demokracji.

A ubożejący i wykluczani utożsamiają niesprawiedliwość i zło, jakiego doznają, z europejską demokracją – taką, jaką znają. Nic dziwnego, że i oni odczuwają lęk przed demokracją. Powracają więc do wartości konserwatywnych, poszukują sinych przywódców i silnego państwa, które zapewni im opiekę i bezpieczeństwo. Buntują się przeciwko tym, którzy ich zdradzili: establishmentowi, „tłustym kotom” i sprzedajnym politykom. Kiedyś wierzyli, że mogą w swoim życiu osiągnąć wszystko. Dziś nie widzą swoich szans na stabilne zatrudnienie, pracę bez wyzysku, pracę w godnych warunkach i za godziwe pieniądze.

Na rynkach zawłaszczonych przez wielkie korporacje nie widzą szansy na rozkręcenie własnego interesu. Nie widzą szans na własne mieszkanie albo kupując je na kredyt, opłacają to stresem o utratę pracy, pracą po godzinach.

Nie widzą szans na godną emeryturę.

Buntują się przeciwko odbieraniu im szans i przeciwko pozbawianiu ich godności. Uciekają zatem w świat rozwiązań i wartości, który minął – konserwatyzm. Z tego punktu widzenia nieufność do demokracji i polityków, postawy antyeuropejskie, nacjonalizm i ksenofobia jawią się jako racjonalne działanie. Na tym tle coraz częściej pojawiają się w przestrzeni publicznej hasła i sztandary żywcem wzięte z pierwszej połowy XX wieku, kolory czarne i brunatne. Ludzie łatwo znajdują podobnych sobie niezadowolonych, w grupie czują się silniejsi. Co stało się z ich marzeniami? Została im tylko złość.

Ale między scenariuszem nieuchronnej klęski realizowanym przez neoliberalną Brukselę, a scenariuszem powrotu Europy do przerażających autorytarnych nacjonalizmów, nadal trwa marzenie milionów ludzi o solidarnej wspólnocie, idei równości i solidarności, współpracy i zaufania. To marzenie jest udziałem zdecydowanej większości z nas – setek milionów Europejczyków. To oni są DiEM25.

W warunkach demokracji, o nie zaburzonym i nie zmanipulowanym systemie komunikacji społecznej, nie jest możliwe, aby obywatele dopuścili do tego, że jeden procent ludzi posiada ponad połowę majątku tego świata. Nie jest możliwe, żeby ponad prawami, jakie mają regulować relacje społeczne i sposób gospodarowania, stały po prostu kodeksy spółek i międzynarodowe umowy handlowe (vide ACTA czy TTiP). Nie jest możliwe, aby w transparentnym systemie demokratycznym banki rozpowszechniały śmieciowe derywaty, a za każdą ich wpadkę płacili zwykli obywatele. Ale przecież demokratycznie wyrażające swą świadomą wolę społeczeństwa także nigdy nie zgodzą się na dyktaturę satrapy. Nawet wtedy, kiedy rozsiewa obietnicę bezpieczeństwa, „opieki” silnego państwa. Demokratyczne społeczeństwa nigdy nie poddadzą się dyktatowi o jakiejkolwiek barwie.

Alternatywa dla wojny i rozpadu UE jest jedyna:

Płynąca od każdego z nas, od gmin, miast i państw „fala demokracji!” – to nowa wizja Europy, przecinająca w poprzek zaklęty krąg niemożności.

Mówicie, że to utopia? Ten cel to realistyczny plan, bo dotyka interesu zdecydowanej większości. Cel – marzenie.

Skoro poranieni tragedią II WŚ byliśmy w stanie stworzyć, mimo krwawiących jeszcze ran i sprzeczności interesów, solidarną wspólnotę europejską niezależnych państw, to czemu ma się nie udać powtórzyć to dziś?

W rzeczy samej utopią może się okazać raczej próba utrzymania przy życiu obecnej, antydemokratycznej, targanej nacjonalizmami, rozpadającej się Unii Europejskiej i utrzymanie pokoju. Jest nadzieja, że paneuropejski ruch DiEM25 porwie miliony ludzi i wywoła falę oddolnej demokratyzacji. Nadzieja tym mocniejsza, że tak naprawdę nie mamy innego wyjścia. Jest nas większość, a więc ten plan zabić mogą tylko niedowiarki i cynicy. Fundamentaliści i złodzieje wszystkich maści nie dadzą rady.

W manifeście DIEM25 czytamy:

Tworzymy DiEM25, aby od Europy „rządów i technokratów” przejść do Europy, która mówi wreszcie „My, ludy Europy”. Zacząć każdy może od dziś podpisując się pod manifestem tutaj: http://diem25.org/pl/

 

red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +18, liczba głosów: 18)
Loading...
The following two tabs change content below.
mm

Anna Grodzka

Anna Grodzka – psycholożka i polska działaczka społeczna. Autorka wielu artykułów i felietonów. Pracuje w Fundacja Trans-Fuzja a od 2015 roku związana z Medium Publicznym.