Dlaczego w Rosji nie lubi się liberałów?

Liberałowie w Rosji nie są lubiani. Można nawet powiedzieć, że spotykają się z nienawiścią. Oczywiście nikt nie ma obowiązku lubić wszystkich. Tym bardziej w polityce. Na każdego socjaldemokratę przypada demokratyczny socjalista, a ich spór będzie trwał wiecznie.

O przyczynach nienawiści do liberałów pisze w swoim artykule Denis Dragunskij, dziennikarz i autor kilku ważnych publikacji. Z rosyjskiego tłumaczyła Anna Majewska

Jednakże niechęć, a nawet nienawiść polityczna jest kwestią bardziej intelektualną, niż emocjonalną. Nawet hitlerowskich faszystów nienawidzi się w Rosji, jeśli się dobrze zastanowić, z powodu realiów historycznych, a nie dlatego że uznawano ich za „zgniłą hołotę“, jak głoszą słowa patriotycznej radzieckiej pieśni zatytułowanej „Święta wojna“. W świadomości współczesnego myślącego człowieka Hitler był po prostu potężnym działaczem państwowym, który zrobił wiele dobrego dla swojego kraju (przemysł, zatrudnienie, autostrady i walka z uciskiem – wiadomo czyim), ale w polityce zagranicznej narobił głupstw (czy może sprowokowali go Anglosasi), za co też porządnie mu się dostało.

Ogólnie rzecz biorąc faszystów nie lubi się w Rosji za ich przestępstwa przeciwko państwu, a nie za oficjalny rasizm i obozy koncentracyjne. I nawet nie za okupację sąsiednich krajów europejskich. Wszystko to uznaje się albo za wewnętrzne sprawy suwerennych Niemiec, albo za swego rodzaju sprawy wewnątrzeuropejskie – taki odwieczny spór między Teutonem a Galem, czy nawet junkrem a szlachcicem.

Liberałów nie lubi się w inny sposób. Nie za to, co narobili, a za to, że są, jacy są.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

A co takiego właściwie narobili liberałowie? Szczególnie jeśli porównać ich z komunistycznymi reformatorami lat 1918-1921 (ustanowienie władzy radzieckiej) oraz lat 30-tych i 40-tych XX wieku (kolektywizacja, militaryzacja gospodarki, Wielki Terror i tragedie pierwszych lat Drugiej Wojny Światowej). A porównać, chcąc nie chcąc, trzeba, bo mówimy o reformach politycznych i gospodarczych w jednym i tym samym kraju.

Nie potrzeba wyjątkowych zdolności intelektualnych, żeby zrozumieć, czy po prostu dostrzec rzecz następującą: zmiana ustroju politycznego i systemu gospodarczego przeprowadzona przez komunistów – to rzeki krwi i miliony ofiar, a wyjście z komunistycznego ślepego zaułka przeprowadzone przez liberałów odbyło się praktycznie bezkrwawo.

W społecznej świadomości utrzymują się jednak fałszywe oskarżenia dotyczące reformy lat 90-tych XX wieku: wahania fal demograficznych określa się mianem „ludobójstwa“, a liderom reform przypisuje się przerażające wypowiedzi o tym, że ci, którzy nie znaleźli miejsca na rynku powinni umrzeć z głodu i chłodu.

W warstwie psychologicznej da się to zrozumieć: krwawe fantazje o ludziach niedostosowanych do rynku zastępują rzeczywistych „liszeńców“ [osób pozbawionych praw obywatelskich i wyborczych w latach 1918 i 1925 – przyp. tłum.] i rozkułaczonych chłopów. Jedno pytanie psychologiczne pozostaje jednak bez odpowiedzi: z czego wynika potrzeba takiego myślenia? Dlaczego Lenina i Stalina z milionami ofiar albo się wprost chwali, albo w najgorszym wypadku sztampowo usprawiedliwia, mówiąc „takie były czasy“? A dlaczego liberalizm i liberałowie wywołują prawie że fizyczną nienawiść, wręcz obrzydzenie?

Reformy lat 90-tych ubiegłego wieku nie mają tu nic do rzeczy. Liberałów nie cierpi się u nas już od jakiegoś półtora wieku, poczynając od trzeciego dziesięciolecia XIX stulecia, a może i jeszcze wcześniejszego okresu. Dostojewski dostawał drgawek na dźwięk słowa „liberał“, ciągle powtarzał, że rosyjski liberał nie marzy o niczym innym jak tylko o tym, by zdradzić ojczyznę. I to wielki myśliciel, wystarczy wspomnieć „Legendę o Wielkim Inkwizytorze“, czy radykalną dialektykę rozważań Smierdiakowa o klątwie… Czego więc oczekiwać od ludzi o mniejszym umyśle, ale z gorętszymi emocjami? Ogólna reguła jest taka, że myślenie powściąga emocje, a jeśli z myśleniem jest słabo, to te emocje kipią i bulgoczą.

Dlaczego więc nienawidzi się liberałów?

Odpowiedź będzie przykra. Ale za to wypowiedziana wprost.

Najpierw krótko:

Liberałów nienawidzi się za ideę praworządności. To znaczy za ideę równości wszystkich ludzi przed prawem. A zwłaszcza za ideę równych praw płci. Mówiąc wprost, za wyzwolenie kobiet.

A teraz przejdźmy do szczegółów. Zacznijmy od Puszkina.

Charakter rosyjskiej gospodarki opisany jest w czterech wersach „Eugeniusza Oniegina“:
To, czem spełniając każde zachcenie,
Wybredny Londyn zarzuca nas,
I przez Bałyku morskie przestrzenie
Zwykł nam przywozić za sadło, las…
[Tłum. Stanisław Budziński]

Niestety, od tamtego czasu niewiele się zmieniło. Ceną stalinowskiej industrializacji również były rosyjskie surowce, tyle że galanterię zastąpiły amerykańskie fabryki otrzymane za to samo sadło i las, a także z zboże. Breżniewowskie pięciolatki – podobnie, tyle że zamiast zboża dostarczaliśmy ropę, za którą otrzymywaliśmy już i zboże: konsekwencje likwidacji kułactwa jako klasy były widoczne nie od razu, ale były niezaprzeczalne.

Gospodarka surowcowa bardzo psuje kraj i jego społeczeństwo. Niewystarczający rozwój rozwiniętego technologicznie przemysłu przetwórczego z czasem przekształca się w pogardę do wysokich kwalifikacji zawodowych jako takich. W pogardę do wykształcenia, wiedzy i jej źródeł, czyli do inteligencji.

Pracę zaczyna się postrzegać prawie wyłącznie jako wysiłek mięśni. Jest takie rosyjskie powiedzenie: bołtat’ – nie mieszki woroczat’, które oznacza: mleć językiem to nie to samo, co nosić worki. To bardzo niedobre powiedzenie, bo „noszenie worków“ oznacza właśnie ciężką, prostą pracę, pracę ładowacza, a “mielenie językiem” to praca umysłowa, w tym również praca inżyniera i wykładowcy.

Przy czym prawo do wyższości moralnej ma ten, kto nosi worki. No pewnie: tyra, poci się, a nie gada, używając niezrozumiałych słów.

To przeciwstawienie – wysoka wartość moralna pracy fizycznej i całkowita pogarda dla „gadaniny“ zostało sformułowane przez same „gaduły“, czyli rosyjskich pisarzy i filozofów. Cóż, taka właśnie była rzeczywistość: Rosja wywoziła “sadło i las”, a przywoziła praktycznie wszystko, co było związane z przemysłem. Co miał robić inteligent? Obalać cara? To niebezpieczne. Upajać się sytuacją, jak obszarnicy? Wstyd. Pozostaje ostatnie, psychologiczne wyjście. Pogardzać sobą i wielbić prostego robotnika.

Prosty robotnik, skazany na ciągły wysiłek fizyczny, oczywiście zasługuje na szacunek i współczucie, a przede wszystkim na uwolnienie od tego jarzma. Ale uwielbienie niewykwalifikowanej pracy jest niebezpieczne.

Praktyczne podejście Anglików, którzy wymyślali maszyny pomocne przy pracy, było i jest u nas zbędne. Jeszcze mniej pożądane są inne wynalazki mądrych Anglików związane z prawami jednostki.

„Żaden człowiek wolny nie może być pojmany ani uwięziony, pozbawiony mienia, wyjęty spod prawa, wygnany lub w jakikolwiek sposób ciemiężony i ani przeciwko niemu nie wystąpimy, ani nikogo nie wyślemy inaczej aniżeli na mocy prawomocnego wyroku wydanego przez jemu równych według prawa krajowego“– głosi art. 39 Wielkiej Karty Swobód.

„My“ – to król. Król na piśmie zobowiązuje się przestrzegać praw swoich poddanych. Trzy i pół wieku później Iwan Groźny z pogardą pisał do Elżbiety, że nie jest ona panią w swoim państwie. I miał rację: angielski monarcha, nawet najbardziej okrutny i kapryśny, nie był jednak samodzierżawcą w znaczeniu rosyjskim, co rosyjskiemu carowi wydawało się dziwne, niedorzeczne, obraźliwe dla „honoru państwa“.

Z kultu wysiłku i pracy fizycznej rodzi się kult siły jako takiej – siły jako jedynego instrumentu regulacji.

Wróćmy do Puszkina, młodego i liberalnego:
Władcy! Korona, sławy blask
Wam dane są nie przez przyrodę,
Wysoko wy ponad narodem,
Lecz wieczne prawo wyżej was.
[Tłum. Seweryn Pollak]

To wezwanie nie zostało w naszej świadomości społecznej usłyszane ani przemyślane. Prawo do tej pory postrzegane jest jako przeszkoda dla siły, jako narzędzie tych, którzy gadają, zamiast nosić worki. Siła, czyli sama możliwość nieograniczonej, samowolnej przemocy, stanowi szczególną wartość.

Liberalizm wraz z ideą praworządności odrzuca siłę jako jedyne narzędzie polityki i w ogóle stosunków społecznych.

Liberalizm chroni wszystkich: zarówno tych, którzy gadają, jak i tych, którzy noszą worki. Jednak to zrównanie obraża tych, którzy przyzwyczaili się do kłaniania się sile.

Jak żyje człowiek wielbiący siłę? Zapewne w ciągłej obawie? Zapewne czuje się niepewnie uświadamiając sobie własny brak ochrony? To oczywiste. Jednak można się przed tym ochronić na dwa sposoby. Pierwszy sposób – to fantazjowanie. Marzyć, wyobrażać sobie, że jest się częścią Wielkiej Siły Państwowej. Jestem Stalinem, marszałkiem, ministrem, pracownikiem Specnazu w kamizelce kuloodpornej – jestem samym państwem, samym krajem, który zawsze ma rację, ponieważ 140 milionów ludzi, gdy zbiorą się w gromadę, zawsze pokonają jednego pikietującego. Taki pikietujący nie ma racji, tak jak nie ma racji ziarno piasku wobec góry, kropla wobec wody, listek wobec lasu.

Ale to jeszcze mało. To piękna, pociągająca fantazja, ale jednak tylko fantazja.

Przewaga „chłopa“ nad „babą“ – to rzeczywistość, która naprawdę jednoczy człowieka z Wielką Państwową Siłą.

Tam, na najwyższych szczeblach państwa, panuje siła władzy. A tu, w rodzinie – władza siły, fizycznej siły chłopa, który ma prawo się awanturować i domagać się tego, co mu się należy.

Nawet jeżeli się nie awanturuje, jeżeli jest człowiekiem cichym i z czułością odnosi się do żony i dzieci, i tak jest królem tego małego zespołu. Czasami bardzo małego, dwuosobowego.

Dlatego właśnie sama idea skrupulatnie przestrzeganej równości wobec prawa powoduje taką wściekłość przeciwników liberalizmu. Chodzi nie tylko o równość praw innych narodowości czy innowierców.

Chodzi o równouprawnienie kobiet, a to dla „prawdziwego mężczyzny“ jest nie do przyjęcia. Zwłaszcza jeżeli nie wiedzie mu się za bardzo w sferze zawodowej i cała jego tożsamość opiera się na „męskości“. Co czyni go ważniejszym, lepszym od kobiet? Co pozwala mu pogardliwie wypowiadać się o kobiecej logice i stosować męski szowinizm w codziennym wydaniu? Co daje mu moralną wyższość nad połową ludności kraju? To, co potocznie nazywamy „jajami“.

Dlaczego władza ma zawsze rację? Dlatego właśnie, że ma władzę! Dlaczego mężczyzna stoi wyżej od kobiety? Bo ma sami wiecie co!

Liberalizm postrzegany jest jako zamach na męską tożsamość, która w wielu przypadkach sprowadza się do dominacji nad kobietą. Liberalizm odrzuca „jaja“ jako jedyne źródło pozytywnego postrzegania samych siebie przez mężczyzn. Dla osób o słabej pozycji społecznej ten zamach na podstawę ich psychoseksualnego bytu jest nie do przyjęcia. I to naprawdę zasługuje na współczucie. W przekleństwach pod adresem liberałów słychać rozpacz chłopca owładniętego strachem przed kastracją.

Ale to nic. Wszyscy chłopcy przez to przechodzili, ale wyrośli i jakoś sobie z tym poradzili. I nasz społeczno-polityczny chłopiec również wyrośnie i sobie poradzi.

Tłumaczyła Anna Majewska.

 

red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: 0, liczba głosów: 8)
Loading...