Globalne ocieplenie przyczyną wojny w Syrii

Gdy książę Karol w wywiadzie dla Sky News stwierdził, że jedną z głównych przyczyn wojny w Syrii było globalne ocieplenie, polskie media uznały to za dobry żart. Jednak zmiany klimatyczne najboleśniej dotykają ubogich rolników z Globalnego Południa, którzy zmuszeni są do porzucania swoich gospodarstw i migracji do miast, co rodzi dodatkowe napięcia. Najlepszym tego przykładem jest właśnie konflikt syryjski.

Oficjalna wersja wybuchu Arabskiej Wiosny w Syrii jest dobrze znana. Szóstego marca 2011 roku banda wyrostków nabazgrała na ścianach silosu w mieście Daraa slogan, który widziała w telewizji, transmitującej zamieszki w Egipcie i w Tunezji – „As-Shaab / Yoreed / Eskaat el nizam!” („Ludzie chcą obalenia reżimu”). Wkrótce potem chłopcy (najmłodszy miał dziesięć, najstarszy piętnaście lat) zostali aresztowani przez policję i wtrąceni do więzienia, które było kontrolowane przez generała Atefa Najeeba, kuzyna prezydenta Baszszara al-Asada. Sprzeciw wobec brutalności policji i krwawym torturom (chłopcom m.in. wyrywano paznokcie) wyprowadził na ulice tłumy protestujących, dając początek rewolucji, a wkrótce i wojnie domowej, która wygnała z ojczyzny ponad cztery miliony ludzi. Dlaczego rewolucję wywołała grupka nastolatków, a nie zorganizowana opozycja z Damaszku lub Aleppo?

Okres błędów i wypaczeń

Cofnijmy się o jedenaście lat. Jest rok 2000. Po śmierci Hafiza al-Asada prezydentem zostaje jego syn Baszszar, który jest o wiele mniej przygotowany do przejęcia władzy niż jego starszy brat, Basil – to właśnie jego ojciec przez lata przygotowywał na swojego następcę. Jego śmierć w wypadku w 1994 roku przekreśliła te plany.

Baszszar wprowadza nowe reformy. Otwiera regulowany sektor rolny dla wielkich plantatorów, których większość stanowią jego krewni i znajomi. Ci wykupują masowo grunty i wiercą studnie, tak że wkrótce poważnie zmniejsza się poziom wód gruntowych. To sprawia, że drobni rolnicy są zmuszeni do porzucenia swoich gospodarstw i poszukiwania szczęścia w miastach.

Udają się więc całymi rodzinami do Damaszku i Homs, gdzie mieszkają w koszmarnych warunkach, czasem po dziesięć osób w jednym pokoju. Miasta są już przepełnione w wyniku eksplozji demograficznej, którą Syria przeżyła w latach 80. i 90. Dzięki lepszej opiece zdrowotnej statystyki urodzin poszybowały wtedy w górę. Populacja Aleppo w latach 80. wynosiła trochę ponad sześćset tysięcy ludzi, podczas gdy w 2005 roku jest ich już prawie dwa i pół miliona. Rząd nie nadąża z zaspokajaniem podstawowych potrzeb rosnącej populacji – brakuje szkół i miejsc pracy. To w nich, młodzież wyżu demograficznego, najmocniej uderzy rewolucja, która za niedługo tu wybuchnie. Stąd właśnie wezmą się samotni młodzi mężczyźni, próbujący dziś przedostać się przez bramy Europy, którzy tak przerażają sporą część społeczeństwa.

Rewolucja ludzi spragnionych

W połowie pierwszej dekady nowego tysiąclecia w Syrii sytuacja jest już i tak krytyczna. Jakby tego było mało,

Wesprzyj #Medium

w 2006 roku kraj nawiedza susza, która przerodzi się w największą tego typu klęskę żywiołową, jaką pamiętają Syryjczycy w swojej najnowszej historii. Przez pięć lat trwania spustoszy sześćdziesiąt procent ziem uprawnych oraz zniszczy źródła utrzymania ośmiuset tysięcy rolników i pasterzy.

Sytuacje dodatkowo pogorszy już i tak wyjątkowo niski poziom wód gruntowych. Susza sprawi, że prawie połowa Syryjczyków wyemigruje do miast. Rolnicy, którzy utrzymywali swoje rodziny z pracy na roli, teraz zmuszeni są do pracy jako zamiatacze ulic. Mimo dobrze rozwiniętego przemysłu naftowego w północno-wschodniej części kraju, miejsca pracy zajęte są przez alawitów z wybrzeża Morza Śródziemnego. To dodatkowo rozwściecza bezrobotnych uchodźców klimatycznych, z których zdecydowaną większość stanowią sunnici. To oni będą zasiedlać później szeregi Wolnej Armii Syrii, by walczyć z Asadem.

Postępujące bezrobocie, brak dostaw wody, wzrost cen żywności oraz tłumione dotąd uprzedzenia religijne są jak tykająca bomba zegarowa. Rząd Asada, który dotąd bezwzględnie tłumił w zarodku wszelką opozycję, zaczyna dostrzegać niebezpieczeństwo sytuacji dopiero wiosną 2011 roku, będąc zaniepokojonym wybuchem zamieszek w Tunezji i Egipcie. Jednak jest już za późno. Bezczynność władzy pchnęła ludzi na drogę rewolucji.

„Nie twierdzę, że kryzys w Syrii został wywołany przez zmiany klimatu” – mówił amerykański sekretarz stanu, John Kerry, w swoim przemówieniu w październiku tego roku. „Ale katastrofalne susze wyraźnie pogorszyły sytuację”. Amerykańska Narodowa Służba Oceaniczna i Meteorologiczna wydała raport, w którym jak na dłoni widać, jak od czterdziestu lat wysycha basen Morza Śródziemnego. Paradoksalnie to Syria, będąca częścią starożytnej Mezopotamii, słynącej z doskonale nawodnionych i żyznych gleb, znalazła się w epicentrum tego zjawiska.

Między suszą a kryzysem uchodźczym

Oczywiście, to nie zmiany klimatyczne sprawiają, że ludzie biorą broń do ręki i nawołują do świętej wojny. ONZ dwa lata przed wybuchem rewolucji przewidywało, że wyjątkowo uporczywa susza może doprowadzić już wcześniej zdestabilizowane społeczeństwo na skraj wytrzymałości. Rzeczywiście, w artykule opublikowanym w amerykańskim czasopiśmie naukowym PNAS na początku tego roku, możemy przeczytać, że zmiany klimatyczne przyczyniły się do niestabilności i walk w Syrii. Tzw. Państwo Islamskie, wyrosło w dużej mierze dzięki tej niestabilności. To ona sprawiła też, że ludzie ryzykują życiem, płynąc na dmuchanych łódkach przez Morze Śródziemne.

Widać, że w przewidywalnej przyszłości nie da się odróżnić uchodźców wojennych od uchodźców ‚klimatycznych’ – nowe wojny uwarunkowane będą zmianami klimatu, a ludzie będą po prostu uciekać przed przemocą

– pisał w wydanej w 2008 roku (dwa lata później w Polsce) książce „Wojny klimatyczne” Herald Weltzer, przewidując w ten sposób kryzys uchodźczy, który dzieje się na naszych oczach.

Jak przekonuje dalej Weltzer „globalne ocieplenie pogłębia globalne nierówności sytuacji życiowej i warunków przetrwania, ponieważ dotyka społeczeństw w różnym stopniu”. My, ludzie Zachodu, myśleliśmy, że nie poniesiemy żadnej odpowiedzialności za nasze nieograniczone eksploatowanie zasobów naturalnych. Jednak kryzys uchodźczy pośrednio wynika ze zmian klimatycznych, do których doprowadziła nasza bezmierna konsumpcja. Teraz biedni Europejczycy patrzą na uchodźców i głowią się, jak rozwiązać problem, który sami wywołali.

Zobacz: http://www.politifact.com/truth-o-meter/statements/2015/sep/23/martin-omalley/fact-checking-link-between-climate-change-and-isis/

The following two tabs change content below.