Internauta masakruje Betlejewskiego w temacie uchodźców

Internauta: dlaczego jest pan zwolennikiem przyjmowania uchodźców?

Rafał Betlejewski: Ja nie jestem „zwolennikiem przyjmowania uchodźców”. Ja jestem zwolennikiem pomocy ludziom – wszelkim ludziom.

Proszę zwrócić uwagę, że „zwolennik pomocy uchodźcom” to swoista frazeologia, to określenie posiadające własną konotację polityczną i brzmi jak zarzut. Można by to przeformułować na: zwolennik partii Razem. Albo: zdrajca narodu polskiego. Inaczej mówiąc, to sformułowanie stało się metajęzykiem, czyli oznacza co innego niż zawarte w nim słowa. Trudno mi wyczuć, w jakim kontekście pan go używa, ale od razu jestem nieufny.

Czemu nieufny?

Gdyż wydaje mi się, że zadając to pytanie chce mnie pan zaszufladkować politycznie. To pytanie to pułapka. Nie pyta mnie pan „dlaczego jestem zwolennikiem” tylko zmusza mnie do potwierdzenia, że „jestem zwolennikiem”. A to – przyjmując, co powiedziałem wcześniej – może oznaczać, że określam swoją pozycję polityczną, która natychmiast jakoś nas polaryzuje.

Jeśli więc pyta mnie pan w ten sposób o moją pozycję polityczną, to określę się jako konserwatywnego postępowca i radykalnego centrystę.

Konserwatyzm oznacza, że pozostaję wierny wartościom, które składają się na polski mit rycerski: pomocy słabszym, ochrony uciśnionych i walki za wolność naszą i waszą. Uważam, że Polska to wartość dla mnie cenna.

Wesprzyj #Medium

Postępowiec natomiast oznacza, że mój konserwatyzm wyposażony jest w nowoczesną zdobycz cywilizacyjną, która nazywa się Karta Praw Podstawowych Człowieka i Obywatela, a która – w mojej ocenie – wynika z bardzo starej i konserwatywnej postawy humanistycznej. Postawy solidarności.

Przechodząc więc do uchodźców, powiem tak: według mojego rozeznania ludzie, których zwie się „uchodźcami” to po prostu ludzie. Określenie „uchodźca” nie zaciemnia dla mnie tego faktu. Czy co do tego możemy się zgodzić, że to ludzie?

Tak.

Otóż to. Jednak są to ludzie w sytuacji nadzwyczajnej i skrajnej: zostali pozbawieni domu. Każdy z nas, który siedzi teraz w domu przy komputerze i czyta ten tekst z herbatą w ręku, którą zrobiła mu mama, może na chwilę spojrzeć w ciemność za oknem, posłuchać świstów zimnego wiatru i wyobrazić sobie, czym by dla niego było pozbawienie go domu.

Co by było, gdyby nagle ktoś z pistoletem w ręku kazał mu wypierdalać w tę ciemność… Wyobraża pan sobie to?

Tak.

Jest to sytuacja skrajnie przerażająca. Dodajmy do tego jeszcze sytuację, w której na zewnątrz istnieje wrogie otoczenie, w której trzeba uciekać przed śmiercią. Wtedy każdy z nas szukałby pomocy. Kogoś, komu może zaufać, kogo może prosić o pomoc. Każdą pomoc uznałoby się wtedy za wielki dar, a każdą odmowę pomocy zapamiętało jako najgłębszą podłość i powód do zemsty.

Trudno mi sobie nawet wyobrazić horror ludzi, którzy przeżywają coś takiego z dziećmi.

Czemu?

Co mogą czuć ludzie, którzy muszą uciekać z własnych domów – jak my w ’39 – którzy są ograbiani po drodze ze wszystkiego. Dla mnie to nie są żadni uchodźcy. To ludzie w koszmarnej sytuacji.

Dodatkowo sprawę komplikuje moja świadomość, że wojna, przed którą uciekają ci ludzie, ma wiele wspólnego z moimi interesami i jest prowadzona w moim imieniu.

To znaczy?

To znaczy, że Europa i USA pozostają w sojuszu wojskowym i prowadzą działania wojenne w Syrii albo bezpośrednio, albo poprzez siły zastępcze, w imię swoich interesów energetycznych i prowadząc zimnowojenny konflikt z Rosją. Chodzi o to, by mieć tani gaz z Kataru gazociągiem przez Syrię i uniezależnić się od dostaw z Rosji. Można więc powiedzieć, że ta humanitarna hekatomba, jaką obserwujemy w Syrii i na całym Bliskim Wschodzie, dzieje się w naszym interesie.

Niestety odpowiedzialność za to ponosimy my wszyscy. Trudno od tego umyć ręce.

Inne kraje wyciągnęły pomocną dłoń do tejże ludności. A oni nie potrafili się odwdzięczyć, a ich pobyt w danych miejscach stał się tragiczny w skutkach – zamach w Paryżu, wczoraj gwałt na chłopcu w Berlinie, ciągły stan podwyższonego ryzyka w wielkich stolicach europejskich. Czy naprawdę chcemy mieć taki pierdolnik w NASZEJ Polsce?

Ciekawe, że podkreśla pan słowo „naszej”… Naszej, czyli nie ich.

Generalnie powiem tak: to o czym przed chwilą pan powiedział, to pewna wizja stworzona przez lęki i fobie – sądzę, że na zapotrzebowanie polityczne. Innymi słowy, to po prostu propaganda. Wystarczy poczytać relację ludzi, którzy pracowali z uchodźcami, którzy nieśli im pomoc, by zrozumieć, że to są przekłamania. Jeśli popatrzeć na relacje z drogi, jaką przebywają ci ludzie, przez Libię, morze śródziemne, Serbię, Chorwację, chociażby, dowiadujemy się, że po drodze doświadczają olbrzymich przykrości, niebezpieczeństw, muszą się opłacać bandytom, szmuglerom, celnikom, straży granicznej, policji, przewoźnikom itd. Wielu z nich ginie. Wielu cierpi głód, chłód, jest przeganiana, pałowana, okradana, gwałcona. Trafiają do namiotów, starych burs, obozów przesiedleńczych. Po drodze ciągle muszą kogoś o coś prosić, sprowadzeni są do pozycji najniższej i bezbronnej. Odbierani jako masa.

A w tej masie idą ludzie, którzy niegdyś funkcjonowali na wysokim poziomie społecznym – lekarze, inżynierowie, nauczyciele, kupcy, właściciele biznesów itd. Wszyscy.

Rozumiem, że według pana powinniśmy od nich oczekiwać potulności, serdeczności i wdzięczności, ale można zapytać – za co?

Można się natomiast zastanawiać, skąd biorą się te niechętne postawy, te legendy o gwałtach, o terrorystach, o młodych mężczyznach, o dziczy, o nieintegrowaniu się, o zagrożeniach, jakie niosą ze sobą ci ludzie. Czy ktoś gra na naszych najniższych instynktach?

Wczoraj Żydzi, dziś uchodźcy

Przypominają się lata trzydzieste i czterdzieste ubiegłego wieku. Faszyzm, antysemityzm. Przypominają się legendy, jakie tworzono na temat Żydów, próbując ich najpierw zdemonizować, następnie odhumanizować, by wreszcie można się ich było spokojnie pozbyć, jak pasożytów.

Moim zdaniem mentalność współczesnych Polaków nie różni się zbytnio od mentalności Polaków przedwojennych. Pewne wzorce kulturowe, mechanizmy społeczne ciągle funkcjonują. Jesteśmy – na poziomie mitologii społecznej – ciągle tymi samymi ludźmi. Mój dziadek urodził się w 1897 roku, a więc dziewiętnasty wiek mam na wyciągnięcie ręki. Czy w tym czasie dokonaliśmy jakiegoś wielkiego mentalnego przewrotu? Nauczyliśmy się być inni? Wątpię.

W latach trzydziestych daliśmy sobie wmówić, że Żydzi stanowią główny problem rozwojowy polskiego społeczeństwa i że tylko oczyszczenie Polski z tej zarazy może nam pozwolić ruszyć naprzód. Żydzi nas okradali, rozpijali i demoralizowali. Zabierali nam pracę, niszczyli Polskość, odciągali od tradycji narodowych. Szybko pojawiły się oskarżenia o spisek syjonistyczny, o zdradę narodową, współdziałanie z Żydami na świecie przeciwko naszym inyeresom. A potem już wprost o przenoszenie chorób, wszy, o porywanie chrześcijańskich dzieci na macę, gwałcenie dziewic itd. Żyd był kimś, kto nigdy nie będzie Polakiem, kto nigdy się nie zintegruje, kto ma inną nienaturalną religię, kto jest winny śmierci Boga i kogo należy wygnać. Wielu Polaków ruszyło do działania prześladując Żydów, niszcząc im sklepy, kradnąc mienie, bijąc i szykanując na ulicy. A gdy przyszli Niemcy i doszło do bezkarnego zabijania, wielu Polaków wzięło się do okradania Żydów, donoszenia na nich, wykorzystywania, gwałcenia i zabijania.

Niestety dokładnie te same mechanizmy zaczynają działać dzisiaj. Jesteśmy na etapie tworzenia anty-arabskich mitów. Takim mitem jest choćby ich stosunek do kobiet, akty gwałtów, niechęć do chrześcijaństwa, przenoszenie chorób, nie umiejętność integracji, lenistwo, rozczeniowość itd. Tu i ówdzie dochodzi już do aktów przemocy. Gdzieś ktoś pobije Araba, napluje na niego, zwyzywa. Za chwilę będzie się mówić, że są winni wszystkiemu i trzeba się ich pozbyć.

Zdjęcie osiłka z psem, który zatrzymuje „śniadego”, jest według mnie wprost nawiązaniem do scen z granatową policją i Żydami w czasie okupacji. Jeszcze smutniejsze by ono było, gdyby „śniadego” zatrzymała grupa osiłków z grabiami w rękach…

Mickiewicz mówił, że polski naród jak lawa, z wierzchu plugawa, a we wnętrzu gorąca. Wyrażał w ten sposób przekonanie, że to, co w nas paskudne, to tylko powierzchnia, że w głębi jesteśmy wspaniali. Zastanawiam się, czy od jego czasów nie dokonała się swoista inwersja, albo czy Mickiewicz się nie mylił: dziś jest chyba odwrotnie! Wystarczy poczytać komentarze, jakie pojawiły się na FB pod zdjęciem ochroniarza i „śniadego”. Dziś jesteśmy wspaniali tylko w powierzchownych deklaracjach, ale w głębi jesteśmy dość paskudni… Przykro to mówić, ale zdaje mi się, że w naszej narodowej konstytucji – w tym, czym jesteśmy najprawdziwiej – jest niechęć, zawiść, małostkowość, nienawiść, przemoc i gwałt.

Szczególnie przemoc.

 

Holocaust jako odrzucona lekcja

Holocaust – i nasz w nim udział – mógłby być dla nas, Polaków, wielką nauką. Spójrzmy na to w ten sposób przez chwilę. Spójrzmy na Holocaust jako na poligon doświadczalny naszych zachowań i postaw w skrajnych warunkach. Jak w symulacji komputerowej, moglibyśmy popatrzeć na samych siebie i przećwiczyć do czego jesteśmy zdolni. My w Człuchowie, my w Warszawie, my w Jedwabnem. Wszystko jest opisane, wszystko wiadomo, wystarczy tylko sięgnąć. Są opracowania naukowe, są książki, są ludzie, którzy nam to opowiadają. Czyż to nie jest oszałamiająca szansa?

A my co? My odwracamy się od tego obrażeni, uznajemy to za oszczerstwa, za spiski. Odrzucamy wielką szansę samopoznania i nauki w imię obrony fałszywie pojętego interesu narodowego.

Ale wróćmy do Holocaustu jako szansy. Spróbujmy pojąć, że tamci my – ci Polacy z lat 30 i 40tych – to jednak NIE my. To byli ludzie TACY jak my, ale to jednak nie jesteśmy my. Jak w grze komputerowej, tak w tej historii każdy z nas może mieć awatara, który myśli jak my, robi to, co mu każemy itd. Może zabijać, walczyć, ratować. Wyobraźmy sobie, że w Jedwabnem Żydów w stodole spaliły nasze awatary – ludzie bardzo do nas podobni. Ale to jednak NIE BYLIŚMY MY, ani ja, ani pan. Gdybyśmy to zrozumieli, moglibyśmy bez wstydu prześledzić tamte zbrodnie, wzloty i upadki tych ludzi, ich marazm, niechęć, ich wspaniałości – tak jakby to były nasze zbrodnie. Nasze, ale nie nasze. Moglibyśmy to wszystko przećwiczyć na tych innych, minionych nas. Na tych „nas”, którzy nie żyją i którzy się nie obrażą, szczególnie, że nikogo nie trzeba już wymieniać z nazwiska.

Czyż to nie wspaniałe? Taka szansa, by się uczyć, wyciągać wnioski i się zmieniać bez konieczności wychodzenia z domu i robienia komukolwiek jakiejkolwiek krzywdy?

Gdybyśmy tylko chcieli sobie mówić prawdę. Pamiętajmy, że nie odpowiadamy za winy dziadów tak długo, jak się ich nie wyprzemy.

Wczoraj nie było gwałtu na chłopcu na basenie w Berlinie?

Być może był. Ale wie pan co, wczoraj w Polsce było kilkaset gwałtów Polaków na Polkach i innych Polakach. Proszę spojrzeć na statystyki, jakie chociażby opublikowała ostatnio fundacja Ster. 23% Polek przeżyło próbę gwałtu, a 22% przeżyło gwałt. Czyli co piąta. To jest statystyka zatrważająca i mówi nam o tym, że mamy wielki nierozwiązany problem przemocy seksualnej w Polsce. Bez uchodźców, bez Arabów.

Problem przemocy seksualnej dotyczy zresztą wszystkich kultur, wszystkich krajów i całego świata. Jest pewną smutną zasadą dotyczącą wszystkich mężczyzn. Niewątpliwie wiąże się z męskim dążeniem do dominacji nad kobietą, wynikającym z głębokich męskich fobii. Wielu mężczyzn nienawidzi i boi się kobiet, odreagowując swoje nieuświadomione kompleksy poprzez przemoc seksualną. Taka jest prawda i dotyczy ona wszystkich mężczyzn, także Arabów.

Przekonanie o tym, że jeśli wpuścimy do Polski uchodźców z Syrii będziemy musieli pilnować „naszych” kobiet, jest przesądem. Prawda jest taka, że kobiet powinniśmy pilnować przede wszystkim przed samymi sobą.

Nota bene, bardzo ciekawy jest fakt, że niechęć do Arabów budowana jest właśnie wokół tematów seksualnych i gwałtu. Nie zastanawia to pana? W tym przedziwnym kraju, jakim jest Polska, gdzie obowiązuje hipokryzja seksualna i związany z nią prymitywizm, w którym kwitnie pedofilia i molestowanie dzieci, w którym nie mówi się o przestępstwach seksualnych księży, a gejom zabrania się ślubów, gdyż ich seks jest „obrzydliwy”?

Nie mówi się o pedofilii wśród księży? Przecież temat pedofilii to temat, który najbardziej porusza ludzką psychikę i wyobraźnię, więc dziennikarze tylko czekają, żeby się na niego rzucić. A to bardzo dobrze, że homoseksualistom zabrania się brania ślubów, adoptowania dzieci. Zarówno pedofilia, jak i homoseksualizm to zboczenia, choroby.

Nie za bardzo rozumiem, dlaczego „to dobrze, że zabrania się gejom ślubów”? Uznaje pan tak na podstawie jakich danych? Statystycznych? Porównania krajów i prawodastwa, czy też na podstawie tego, co mówi religia lub co się panu wydaje?

Homoseksualizm, po pierwsze, nie ma nic wspólnego z pedofilią, co pokazują badacze tematu. Po drugie, homoseksualizm zniknął z listy chorób WHO od wielu lat.

Czy nie boli Pana to, że nasi Rodacy przelewali krew tocząc różnorakie boje w imię obrony niepodległości lub o jej odzyskanie po to, aby teraz na ulicach „pedały” prowadziły wózek z dzieckiem? Na kogo te dzieci by wyrosły? Dziecko musi znać twardą rękę ojca, ale i dobre, matczyne serce.

Nie za bardzo rozumiem, co mają „pedały prowadzące wózek” do rodaków przelewających krew. Jak rozumiem, zakłada pan, że owi „rodacy” walczyli za Polskę fundamentalnie katolicką? Nie wiem, czy to słuszne założenie. Jeśli przyjąć zgodnie z nauką, że średnio kilka procent populacji to geje, to także i geje byli wśród „rodaków przelewających krew”.

Trudno powiedzieć dokładnie, o co walczyli „rodacy przelewający krew (RPK)”, można jednak z całą pewnością powiedzieć, że w ostatniej wojnie „RPK” walczyli przeciwko nazistom, którzy gejów wysyłali do pieców krematoryjnych. Później rodacy przelewali krew w walce z komuną, która homoseksualistów skazywała na niebyt. Wydaje mi się, że generalnie „RPK” walczyli o ludzkie prawa do wolności, godności, do samostanowienia, do autoekspresji, a nie o ten czy inny światopogląd polityczny czy religijny.

Co do tego zaś, na „kogo by te dzieci wyrosły”, to jeśli sięgnąć do literatury naukowej okaże się, że dzieci wychowywane w parach jednopłciowych rozwijają się tak samo jak ich rówieśnicy. Większe znaczenie ma tu fakt, czy rodzice są odpowiedzialni, czuli i społeczni, czy też piją, obrażają i biją.

Natomiast z badań wynika jedna ciekawa rzecz, która jednak obciąża nie homoseksualnych rodziców, a nas, heteroseksualne otoczenie. Otóż na dzieci ze związków jednopłciowych czyha jedno poważne zagrożenie – ostracyzm społeczny, czyli agresja ze strony rówieśników. Odrzucenie i nietolerancja ze strony tych tak zwanych „normalnych ludzi”. Niestety, taka jest smutna konstatacja – dzieci z rodzin jednopłciowych muszą się przede wszystkim obawiać nas – heteroseksualistów.

Ma pan rację, gdy pan pisze, że dziecko powinno znać ojca i matkę – choć niekoniecznie jego twardą rękę. Ale wzorców męskości i kobiecości uczymy się także od innych ludzi – nie tylko od rodziców. Szczególnie się to potwierdza w rodzinach, gdzie ojciec „pije i bije”, uczy kraść, przeklinać i rozwiązywać konflikty przemocą, a matka okazuje dzieciom oziębłość.

Homoseksualizm to pewnego rodzaju patologia. Proszę zauważyć, że takie osoby pochodzą często z bardzo trudnego środowiska. Dalej obstaję przy stanowisku, że homoseksualizm to choroba. Z natury – kobieta interesuje się mężczyzną, mężczyzna – kobietą. Kiedy mamy sytuację, że osoby tej samej płci interesują się sobą wzajemnie i dochodzi pomiędzy nimi do aktów seksualnych jest to co najmniej DZIWNE.

Myślę, że trzeba by było odwrócić zainteresowanie od tematów, które pan porusza, na przesądy, które pan przedstawia, czyli wymusić u pana autorefleksję. W pana wypowiedzi powyżej znajduje się wiele konstrukcji, które wymagałyby analizy. Pozwoli pan, że zapytam: skąd pan wie, że homoseksualizm to patologia?

Skąd pan wie, że osoby homoseksualne pochodzą z trudnych środowisk?

Czemu pan obstaje przy stanowisku, że homoseksualizm to choroba?

Skąd pan wie, co to jest natura?

Jak pan definiuje to, co naturalne, od tego, co nienaturalne?

Co to znaczy, że coś jest dziwne?

I czemu dla pana to jest dziwne?

Albo, co to mówi o panu, że takie akty są dla pana dziwne?

Ma Pan skrajnie lewicowe poglądy.

Ja nie mam lewicowych poglądów tylko konserwatywno postępowe i radykalnie centrowe.

Uważam, że trzeba kochać ojczyznę, szanować flagę i tradycję, być wiernym najwspanialszym polskim wartościom. Wśród nich ma nic o kopaniu słabszych, wykluczaniu chorych, zamykaniu granic. Jest o walce za wolność, wzajemnym szacunku i o miłości.

Radykalne centrum natomiast rozumiem jako zdrowy rozsądek oparty o humanizm.

 

——————

Opracowałem tę rozmowę na kanwie rzeczywistej rozmowy przeprowadzonej na facebooku z osobą, która wolała pozostać anonimowa..