My tu gadu gadu, a w powietrzu mamy syf – Krakowski Alarm Smogowy

Dzieci w Krakowie rodzą się z mniejszym obwodem głowy, niższym wzrostem, mają też mniejszą odporność na choroby i obniżony iloraz inteligencji. Trzy razy częściej niż w innych miejscowościach chorują tu na astmę.

Z Ewą Lutomską, wiceprezeską Krakowskiego Alarmu Smogowego, koordynatorką projektów dotyczących ochrony powietrza rozmawia Weronika Wertelecka z Greenpeace Polska. 

Byłaś nauczycielką wf-u.

Ewa Lutomska: Do Krakowa przeprowadziłam się, jak rozpoczynałam studia. To było w 2001 roku i zaraz po studiach, jak obroniłam pracę magisterską, zaczęłam pracować w szkole. Po kilku latach sytuacja się zmieniła, bo w moim życiu pojawiły się dzieci. Przerwałam pracę w szkole, a później zaczęłam się zajmować powietrzem.

Nie miałaś kierunkowego wykształcenia. Nigdy wcześniej nie miałaś do czynienia z prowadzeniem kampanii społecznych, organizowaniem happeningów ani przeciwdziałaniem zanieczyszczeniom powietrza. Dziś jesteś wiceprezeską największego ruchu społecznego do walki ze smogiem w Polsce – Krakowskiego Alarmu Smogowego (KAS).

Fakt, że zaczęłam w ogóle interesować się powietrzem zawdzięczam poznaniu przyjaciół, którzy od jakiegoś czasu dostrzegali ten problem. Poruszaliśmy go często podczas naszych spotkań. Aż w końcu razem postanowiliśmy z nim walczyć. Niewątpliwym ekspertem w tej dziedzinie jest Andrzej Guła. To on dostarczał nieznane nam wcześniej informacje na temat jakości powietrza w Krakowie. Więc kiedy już mieliśmy wiedzę i byliśmy w pełni świadomi, z jak dużym zagrożeniem dla naszego zdrowia i życia mamy do czynienia, zdecydowaliśmy się działać. Byliśmy wtedy głównie młodymi rodzicami i w tamtym momencie pojawił się w nas strach o zdrowie naszych dzieci, więc nie mogliśmy czekać i liczyć, że ktoś rozwiąże problem za nas.

Wesprzyj #Medium

Miałaś też podobno dokuczliwe sąsiedztwo?

Pomimo dobrych relacji z sąsiadami muszę przyznać, że to prawda. Kiedy tylko rozpoczynał się sezon grzewczy, zaczynał się dla mnie wyjątkowo uciążliwy okres. Mieszkałam w kamienicy, a mój balkon wychodził na podwórko. Poniżej była niższa oficyna, z komina której czarny dym leciał dokładnie w moje okna. Głównie był to dym węglowy, przynajmniej tego jestem pewna. Czy z domieszką odpadów – nie wiem i nie będę podejrzewać. Ale węgiel wystarczył, żeby dać mi się we znaki. Jeżeli był ładny jesienny dzień, rozwieszałam pranie na balkonie. Nagle do mieszkania wlatywał silny dym i to był dla mnie sygnał, że muszę je natychmiast zebrać, a okna zamknąć. Pranie oczywiście musiałam nastawić po raz drugi. To wszystko mnie irytowało i między innymi spowodowało, że wbrew wszelkim przeciwnościom postanowiłam sama zatroszczyć się o zdrowie moje i moich najbliższych.

Ewa Lutomska. Foto: Kamil Krajewski
Ewa Lutomska

Od czego zaczęliście?

Złożyliśmy stronę na facebooku. Szczególnie w tamtym momencie rozwoju social mediów był to dla nas bardzo dobry kanał do dystrybucji informacji i komunikacji. Wyszliśmy z założenia, że mieszkańcy Krakowa, chociaż słyszeli o zagrożeniu smogiem, to nie do końca wiedzą, jak to właściwie wygląda. Dlatego chodziło nam głównie o przekazywanie podstawowych danych, w tym codziennego stężenia zanieczyszczeń odnotowywanego przez stacje pomiarowe w Krakowie oraz odnoszenie tych pomiarów do norm.

To tak naprawdę wywarło na mnie największe wrażenie i spowodowało, że powiedziałam „dość”. Ta świadomość, że obowiązujące dla mojego zdrowia normy są w moim mieście przekraczane czterokrotnie w czasie grzewczym. Że tak naprawdę żadne poważne działania nie są w związku z tym podejmowane. Tak, to był silny impuls, żeby zmobilizować większą grupę mieszkańców, którzy myślą podobnie i wspólnie zacząć podejmować działania, które pokażą, że domagamy się zmian.

I tak też się stało.

Na facebooku bardzo szybko zaczęło nam przybywać followersów, zaczęły się dyskusje na fanpage’u, zamieszczaliśmy coraz więcej danych i wyników badań, pokazywaliśmy negatywne skutki wdychania smogu. To wszystko spowodowało, że wokół nas stworzyła się dość liczna społeczność i przekonaliśmy się, że nasze zaangażowanie nie idzie na marne i że warto iść naprzód. No więc napisaliśmy petycję i zebraliśmy ponad 14 tysięcy podpisów pod apelem o wprowadzenie radykalnych zmian i podjęcie radykalnych działań, zmierzających do likwidacji smogu w Krakowie.

Ludzie już wiedzieli, z jakim wrogiem mają do czynienia, czy musieliście ich najpierw edukować?

Podstawowa świadomość już była, ponieważ wcześniej i media interesowały się tematem, i miasto podejmowało od jakiegoś czasu pewne kroki, głównie w postaci dotacji do pieców węglowych. Pojawiały się już artykuły na temat tego, że problem jest. Nie każdy jednak utożsamiał palenie węglem z tym, co się dzieje. Istniało jeszcze takie przeświadczenie, że smog wynika głównie z komunikacyjnych zanieczyszczeń. Dziś ciężko mi powiedzieć, dlaczego nikt nie dostrzegał problemu niskiej emisji, czyli spalania węgla i drewna w domach. I myślę , że tutaj właśnie odegraliśmy dużą rolę, pokazaliśmy prawdziwe przyczyny.

Udało się. Chociaż nie miałaś żadnego doświadczenia w tej dziedzinie.

To prawda. Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z ochroną środowiska. Nie miałam do czynienia z powietrzem. Wszystkiego, co wiem dzisiaj, musiałam się dopiero nauczyć. Czytałam artykuły, czytałam badania, czytałam ekspertyzy. Bardzo wiele zawdzięczam też Andrzejowi, to on głównie wspierał nas merytorycznie.

Nie tylko wyzwania merytoryczne stały Wam na przeszkodzie.

Nie mieliśmy też oczywiście pojęcia, jak prowadzić kampanię społeczną. Na początku nasze plany opierały się na rozdawaniu ulotek, publikowaniu postów czy zbieraniu podpisów pod petycją, ale bardzo szybko się to rozwinęło. Zdobyliśmy bardzo duże zainteresowanie mediów, więc temat pojawiał się w przestrzeni publicznej i to nam bardzo pomagało. Postaraliśmy się o poparcie środowisk naukowych, artystycznych. To było duże wsparcie, bo poparły nas autorytety: lekarze, profesorowie, artyści, a to też było atrakcyjne dla mediów i pozwalało rozwijać kolejne pomysły.

Bardzo ważny był dla nas też kontakt z ludźmi, którzy reprezentowali agencje reklamowe. Zgłosili się do nas już na samym początku i zaproponowali swoją pomoc. Zaoferowali pomoc w znalezieniu sponsorów na dużą kampanię outdoorową. To było dla nas coś, bo nie mieliśmy pojęcia, jak się za takie rzeczy zabrać. Okazało się, że kampanię społeczną można przeprowadzić zupełnie za darmo, bo ludzi gotowych działać pro publico bono jest wielu. Bez ponoszenia z naszej strony żadnych kosztów w Krakowie pojawiło się około 80-ciu billboardów i może nawet tyle samo citylightów, które świadczyły o tym, że mieszkańcy domagają się czystego powietrza i zachęcały do podpisania petycji.

To było fascynujące, że zaangażowali się ludzie zupełnie z zewnątrz, którzy zaoferowali swoją pomoc i okazało się, że razem możemy naprawdę bardzo dużo.

 

kkraj_20131025__MG_0365
Foto: Kamil Krajewski/Studio Luma

 

Organizacja KAS-u była trudna?

Osób od początku zaangażowanych było kilkoro. Głównie działaliśmy my we dwoje z Andrzejem, wspierała nas jeszcze Anna Dworakowska i nie mieliśmy problemu z zarządzaniem czy organizacją, dopóki było nas tak mało. Później dołączyły do nas inne osoby, których w ogóle nie znaliśmy, a które chciały się zaangażować. Po jakimś czasie okazało się, że każdy ma swoje obowiązki i nie zawsze może o tej porze być tu, o tamtej pójść tam. Na tym etapie sprawy zaczęły się odrobinę komplikować. Ale powoli wszystkiego się uczyliśmy. Wtedy dołączyły do nas dwie bardzo ważne osoby. Był to Jakub Jędrak i Magdalena Kozłowska, z którymi do dziś tworzymy zespół.

Dlaczego ludzie nagle zaczęli słuchać niedoświadczonej grupy przyjaciół?

Naszym zapleczem były opinie naukowców. Początkowo opieraliśmy się na ekspertyzach i na programie ochrony powietrza dla województwa małopolskiego. Przekazywaliśmy zaczerpnięte stamtąd merytoryczne informacje na facebooku i pokazywaliśmy przeprowadzane badania. Nie bazowaliśmy na własnych domysłach czy na naszym widzimisię. Mieliśmy za sobą profesjonalistów i specjalistów, z których doświadczeń czerpaliśmy. I myślę, że ta wymiana informacji ze społeczeństwem spowodowała, że ludzie uświadomili sobie skalę problemu. Przecież szkodliwy wpływ smogu odczuwali na własnej skórze. W pewnym sensie otworzyły im się oczy na faktyczne przyczyny i zapaliło się światełko, że w takim razie wiemy, jak z problemem walczyć.

Od tego pytania powinnyśmy właściwie zacząć. Czym jest smog?

Słowo „smog” pochodzi od angielskich słów „smoke”, czyli dym oraz „fog”, czyli mgła. Kiedy mgła łączy się z dymem powstaje taki trujący koktajl i utrzymuje się bardzo nisko nad powierzchnią Ziemi. Smog jest związany z tak zwaną niską emisją, czyli dymem pochodzącym z kominów o wysokości do 40-stu metrów. To kominy głównie domów jednorodzinnych i kamienic. Smog zawiera mnóstwo trujących substancji, między innymi pyłów zawieszonych PM10, PM2.5 , PM1. Są to dwutlenki azotu, dwutlenki siarki, wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne, w tym mutagenny i rakotwórczy benzo(a)piren.

Elementem, który jest mierzony i którego stężenie możemy poznać jest benzopiren. Jest to silnie trujący, toksyczny, mutagenny i rakotwórczy związek, który razem z resztą zawartych w smogu substancji wpływa negatywnie na nasze zdrowie.

 

kkraj_20131025__MG_0846
Foto: kamil Krajewski/Studio Luma

Kraków jest jednym z najbardziej zanieczyszczonych miast w Polsce. Podobno przyczynia się do tego jego usytuowanie geograficzne.

To tylko po części prawda. Sam fakt, że Kraków jest położony w dolinie, powoduje brak możliwości przewietrzenia kumulowanych zanieczyszczeń, ponieważ główne jego kanały zostały zabudowane. Kraków jest faktycznie jednym z najbardziej zanieczyszczonych miast nie tylko w Polsce, ale także w Unii Europejskiej. Jednak nie można zapomnieć, że położenia Krakowa nie zmienimy. Gdyby nie było niskiej emisji, nie byłoby problemu. To nie geografia jest tu winna. Jeśli Kraków byłby pozbawiony źródeł niskiej emisji, wówczas to położenie nie byłoby postrzegane jako wada.

Dla kogo smog jest najgroźniejszy?

Zdecydowanie dla dzieci, kobiet w ciąży, również dla osób starszych. Już na samym początku działalności KAS-u mieliśmy w Krakowie wyniki badania profesora Jędrychowskiego i doktor Czarnobilskiej, które mówiły o tym, że dzieci chorują tu trzy razy częściej na astmę niż w innych miejscowościach.

Profesor Jędrychowski badał poza tym kobiety w ciąży i później ich dzieci, które urodziły się i mieszkały w Krakowie. Badania trwały 12 lat. Wynikało z nich, że dzieci w Krakowie rodzą się z mniejszym obwodem głowy, niższym wzrostem, mają też mniejszą odporność na choroby i obniżony iloraz inteligencji.

HEAL (Health and Enviroment Allience) przeprowadzał ostatnio takie szacunki, w których badał liczbę hospitalizacji w okresie epizodu smogowego, czyli okresie wyjątkowo niebezpiecznego przekroczenia dopuszczalnych norm zanieczyszczenia powietrza. Korelacja między zachorowalnością dzieci i osób starszych w tym okresie jest bardzo duża i nie możemy jej już zaprzeczyć. Ale też ludzi w ogóle, nie tylko tych w grupie podwyższonego ryzyka – nie powinniśmy o tym zapominać. Związek między naszym zdrowiem lub zachorowalnością a stężeniem zanieczyszczeń jest niepodważalny. On po prostu występuje i nie ma o czym mówić. Trzeba działać.

Miałaś w życiu wiele wspólnego ze sportem. Problem zanieczyszczenia powietrza uderza także w tę dziedzinę.

Niestety. W okresach przekroczeń norm pyłów PM10 nie należy sportu uprawiać. Jak wiemy, podczas wysiłku fizycznego zwiększa się intensywność oddychania, a co za tym idzie – pobieramy większą ilość powietrza do płuc. To, czego nie uda im się przefiltrować, dostaje się do naszego krwiobiegu. To powoduje, że niebezpieczne pyły mogą trafić do każdego narządu, powodując jego destrukcję. Dlatego powinniśmy zminimalizować liczbę oddechów na zewnątrz w dni epizodów smogowych.

Dużo zmieniło się w Twoim domu, odkąd zaangażowałaś się w KAS?

Tak naprawdę chyba niewiele. Oprócz tego, że dzieci często mówią o powietrzu i czasami nie chcą wychodzić na zewnątrz. Franciszek ma 8 lat, Klara 6 i pół. Wiosną dzieci w świetlicy wyszły na dwór, syn zamiast grać w piłkę na boisku wolał zostać w sali. Kiedy go zapytałam, dlaczego nie chciał dołączyć do grupy, powiedział: – Mamo, nie mogę wychodzić, bo tam jest bardzo zanieczyszczone powietrze – I to było dla mnie przerażające, ponieważ absolutnie nie miałam świadomości, że może czuć się aż tak bardzo zagrożony. A przecież to były miesiące wiosenne, stężenie nie było wysokie.

Z reguły bywa jednak zabawnie. Kiedy jesteśmy na spacerze albo na wycieczce gdzieś poza miastem i dzieci zobaczą kopcący komin, wołają: – Mamo, zobacz, dym z komina! Mamo, zrób coś z tym!- A z widocznych zmian pojawiły się maseczki w okresach wysokiego stężenia.

Czy to już popularny środek ochronny stosowany w Krakowie?

Codziennie widzę co najmniej jedną osobę, która bądź na rowerze bądź pieszo porusza się w masce antysmogowej. To dobrze, bo poza samym działaniem ochronnym powoduje też, że wzrasta świadomość innych mieszkańców. Niektórzy jeszcze nie zdają sobie sprawy, jak poważny jest problem. Dla nas to dziwne, bo wydaje się nam, że cały świat już o tym wie, a jednak są jeszcze krakowianie, którzy nie wiedzą. Dlatego widok człowieka w masce da im do myślenia. W tym roku zdecydowanie wzrosła liczba ludzi korzystających z masek, wśród nich widuję całe rodziny z dziećmi. Fajnie, że ludzie chcą się wreszcie chronić.

W duże mierze dzięki KAS-owi.

Rola dziennikarzy też jest wielka. Chcą o tym pisać i mówić. Sami byśmy tego nie zrobili. Kraków stał się liderem walki ze smogiem. Poza mobilizacją prywatnych mieszkańców także urzędnicy i osoby decyzyjne zdały sobie sprawę, że tego problemu nie można już zamiatać pod dywan i że należy z otwartą przyłbicą podjąć wyzwanie i spróbować coś zmienić. Ale przede wszystkim dzięki mieszkańcom, którzy razem z nami wychodzili na ulicę i wspólnie domagaliśmy się zmian.

Niedawno prezydent podpisał szeroko dyskutowaną ustawę antysmogową, która dała nowe możliwości władzom samorządowym.

Tak, samorządy dostały narzędzia do walki ze smogiem, ponieważ dotychczas ich nie miały. Od tego czasu zmieniło się w Krakowie bardzo dużo. Powstał projekt uchwały – właśnie skończyły się trzytygodniowe konsultacje. Zarząd województwa bardzo odważnie sformułował jej przepisy. Chce wprowadzić całkowity zakaz stosowania paliw stałych, czyli obejmowałby on zarówno węgiel, jak i drewno. Jest to naprawdę warunek konieczny dla Krakowa, ponieważ tylko on pozwoli skutecznie zwalczać problem smogu. Ale jest to też warunek niewystarczający. Są jeszcze zanieczyszczenia komunikacyjne i przed tym problemem nie możemy uciekać. Powinien stać się równoległym obszarem, w którym podejmuje się działania ograniczające emisję. Mam nadzieję, że zaskarżenie Polski do Trybunału Sprawiedliwości UE będzie mobilizującym impulsem, żeby sejmiki podejmowały te uchwały.

Masz jakąś swoją ulubioną akcję, którą przeprowadziliście?

Jedną z moich ulubionych jest akcja SOS z 14-ego listopada tego roku. Z ciał mieszkańców Krakowa ułożyliśmy sygnał SOS i wysłaliśmy go w świat. Ponad tysiąc osób wzięło udział w tym happeningu. To sygnał, że społeczeństwo ma dość, że nie chce dłużej oddychać zanieczyszczonym powietrzem i że trzeba coś zrobić. I że potrzebujemy w tym pomocy.

Zaczął się najgorszy czas smogowy. Co planujecie?

Jeszcze nie wiem, zazwyczaj podejmujemy działania spontanicznie. Jeśli pojawią się wydarzenia, wymagające naszej reakcji – zareagujemy, wymagające naszego działania – podejmiemy je.

The following two tabs change content below.

Weronika Wertelecka