Odważna Polsko, przyjmij 10 tysięcy uchodźców!

Polsko, odważny kraju! Przyjmij 10 tysięcy uchodźców, bo ponoć jesteś krajem rycerskim, chrześcijańskim, miłosiernym i masz tradycję tolerancji. Nie jesteś ponoć panią Dulską, która jako hipokrytka mówi jedno, a myśli drugie. Nie jesteś ponoć Kalim, który uważa za słuszne, tylko to, co dobre dla niego.

Czy zatem Polsko nie jesteś sobą? Bo przecież czynisz to, czemu zaprzeczają twoi historycy, a i twoja historia nie jest tak sławetna, jak oni głoszą.

Prawda historyczna jest w Polsce mitem.

Mit ów kreci się wokół tego, co faktycznie nie miewało miejsca. Polityka tolerancji w Rzeczypospolitej Obojga Narodów, choć realna, to była jednak wielce powierzchowna i czasami tylko otwarta. Tak naprawdę Polska nie różniła się wówczas pod tym względem znacząco od Anglii, która ma swoje znane tradycje liberalne i która mocniej je kontynuowała, powoli i ewolucjonistycznie otwierając się na heretyków. Polska XVII i XVIII wieku wręcz przeciwnie – na ogół coraz bardziej się zamykała, z wyjątkiem niektórych lat panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego. Polacy stali się bardziej tolerancyjni, porównywalnie do czasów renesansu, w okresie zaborów.

Zabrano nam państwowość, stąd też musieliśmy tolerować tak czy owak cudzoziemców o innych religiach i zwyczajach. Oczywiście z zaborcami walczyliśmy na wszelkie sposoby, zwłaszcza gdy próbowali ograniczać nam edukację w języku polskim, zabierać ziemię czy nawracać na inne religie. A jednak dochodziło do współpracy z innymi narodami Europy.

Z Austriakami i Ukraińcami budowaliśmy samorząd galicyjski, z Niemcami tworzyliśmy mieszankę etniczną na Pomorzu czy w Wielkopolsce ucząc się handlu i lepszego gospodarowania w rolnictwie. Jednocześnie, posyłaliśmy naszych synów na dobre studia do Niemiec, zaś niektórych Niemców angażowaliśmy do życia polskiego, de facto ich polonizując. W Królestwie Kongresowym z Rosjanami, Żydami i Niemcami budowaliśmy podstawy przemysłu w Łodzi czy w Zagłębiu Dąbrowskim, zawiązywaliśmy towarzystwa kolejowe, nawiązywaliśmy znajomości z innymi Słowianami zamieszkującymi Imperium Rosyjskie. Na kresach angażowaliśmy we wspólne akcje powstańcze Litwinów, Białorusinów i Ukraińców, a także licznych Rosjan np. dekabrystów i bojowników Narodnej Woli, którzy chcieli obalić katorżniczy reżim carski. Ale nie trwało to długo.

II Rzeczpospolita – daleka od tolerancji i liberalizmu

Po I wojnie światowej powstała II Rzeczpospolita i zaczęto siać konflikty etniczne. Sporo młodych ludzi walczących w tej wojnie i pragnących być przywódcami, a nie tylko mięsem armatnim, zaczęło organizować ruchy nacjonalistyczne. We Włoszech powstał faszyzm, w Niemczech volkizm, w Polsce mieliśmy narodową demokrację.

Wesprzyj #Medium

Z biegiem czasu te środowiska nacjonalistyczne, o różnym stopniu demagogii, choć niektóre początkowo dość liberalne, zaczęły z czasem przyjmować coraz bardziej radykalne postawy. Volkizm został zastąpiony przez nazizm, faszyzm stawał się coraz bardziej szowinistyczny względem Albanii czy Etiopii, narodowy ruch ukraiński zamieniał się w siatkę terrorystyczno-szowinistyczną, a polska endecja stawała się narodowym radykalizmem. Wszystkie one w znaczący sposób przyjęły taktykę zorientowaną przeciw obcokrajowcom lub mniejszościom etnicznym. W Polsce jednak ten radykalizm został niejako skonsumowany przez obóz piłsudczykowski, który z pozycji niepodległościowo-socjalistycznych zmierzał ku antydemokratyzmowi, konserwatyzmowi i ku pewnym słabszym tezom nacjonalistycznym. Tym niemniej,

II RP była państwem klęski społecznej, w którym tliły się rozliczne konflikty, przede wszystkim na linii chłopstwo-ziemiaństwo czy Polacy – inne narody, a ponadto panował ogólny zastój gospodarczy.

Co z tego, że II RP zbudowała Gdynię, skoro w 1938 osiągnięto poziom produkcji przemysłowej równy temu z 1913 roku. Nie ma co usprawiedliwiać ówczesnych władz, że scalały trzy zabory, skoro inne kraje europejskie rozwijały się szybciej lub wolniej (na ogół wolno), ale jednak posuwały się naprzód. A przecież taki ZSRR był krajem „budowanym całkiem na nowo”, a Jugosławią wstrząsały podobne napięcia etniczne jak Polską. Niemcy, mimo trzymania na uwięzi przez zwyciężonych aliantów, jakoś dawały sobie radę, Polska natomiast w tym czasie przeżyła 20-letnią stagnację.

Dlatego możemy dziś przypuszczać, iż II RP nie byłaby dobrym krajem dla uchodźców. Nierozwiązany do dziś problem śmierci radzieckich jeńców po wojnie polsko-bolszewickiej, pogromy czy akcja burzenia cerkwi, która wywołała w czasie II wojny światowej wołyńsko-galicyjską zemstę UPA to przykłady ostrej nietolerancji. Polska była wówczas daleka od jakiegokolwiek liberalizmu w znaczeniu społecznym. Nikt niemal w Polsce nie popierał sił przeciwnych Franco w hiszpańskiej wojnie domowej, choć po cichu jakąś broń hiszpańskim siłom republikańskim sprzedawano. Polska była niemal tak samo prawicowa, konserwatywna i nacjonalistyczna, jak teraz. Wierzono w mit izolacji, stawiania wyłącznie na własne siły i prężenia muskułów, których nie było. Szybko, bo we wrześniu 1939 roku okazało się, że Polska była krajem ludzi chełpiących się odwagą, ale nieumiejących jej wykorzystać. Polska została pokonana w II wojnie światowej w ciągu miesiąca, jak Francja. Nie śmiejmy się więc z Francuzów, bo to postawa, z której tylko Kali może się śmiać.

A dzisiaj? – nikt nie wyciągnął wniosków z historii

Dzisiaj jest podobnie. Chełpimy się powstaniami, natomiast nie potrafimy pomóc ludziom innych kultur, biedniejszych od siebie, innego języka, ba nie potrafimy pomóc sami sobie, o czym świadczy zresztą stopa bezrobocia, będąca największą klęską III RP (tak jak bieda chłopstwa i wieloletnia stagnacja była klęską II RP). Zdaje się, że nikt nie wyciągnął wniosków z historii. Przyjmuje się pewną wizję historii, ale nie transponuje się jej na rzeczywistość.

Co z tego, że mamy tradycje tolerancji i otwartości, jak dziś prezentujemy politykę odwrotną. Polskimi ulicami chodzą dziś odpowiednicy przedwojennych niemieckich nazistów czyszczący ulice z ludzi o bliskowschodnim wyglądzie.

Polscy kibole, osiłki z ogoloną głową, są wykorzystywani przez zachodnich nacjonalistów jako forpoczta (a może i jako przyszłe mięso armatnie) skierowana przeciwko ludności wyznania mahometańskiego. Dlaczego Szwecja, mająca za sobą zarówno tradycję odkryć, jak i grabieży, z czasów Wikingów, czy też z okresu „potopu szwedzkiego” potrafiła stać się krajem, który zamienił się w ostoję humanitaryzmu, racjonalności i tolerancji. Nie tej tylko udawanej, jak w krajach anglosaskich, znanych z kolonizacji połowy świata.

Dlaczego z takiej tradycji otwartej I Rzeczypospolitej, wbijanej uczniom polskich szkół do głów, nic nie wychodzi?

Jest tych powodów co najmniej kilka. Moim zdaniem wynikają one z promowania wśród dzieci i młodzieży konkurencji przy niedocenianiu postaw współpracy, co rodzi dużą nieufność zarówno wobec instytucji państwowych, jak i wobec obcych. Po drugie, wadliwy ustrój gospodarczy polegający na wielkiej liczbie małych firm i działalności jednoosobowej oraz niewielkiej liczbie dużych przedsiębiorstw, powoduje, że każdy musi radzić sobie sam i „pozytywność” egzystencji buduje wokół własnej osoby, a nie w grupie. Dlatego Polakom łatwiej skoncentrować się wspólnotowo wobec potencjalnych i wyobrażonych zagrożeń, aniżeli wokół programu pozytywnego. Nie śmiejmy się więc z Francuzów, że nie mogą poradzić sobie z muzułmanami, bo my nie możemy poradzić sobie nawet ze sobą.

Tekst ten można byłoby rozwijać jeszcze w nieskończoność, albowiem temat jest niewyczerpany. Jednak jest to tylko artykuł, który ma zmusić do refleksji. Jest to przyczynek do tego, aby ten opłakany stan tolerancji i „pozytywności” w Polsce zmienić. Tym niemniej, warto wnioski z historii wyciągnąć już dziś, aby mógł być kiedyś możliwy do wyobrażenia taki poniższy epilog.

Epilog

Polsko, odważny kraju. Przyjęłaś 10 tysięcy uchodźców, bo jesteś krajem rycerskim, chrześcijańskim, humanitarnym i masz tradycję tolerancji. Tak postrzegają cię twoi historycy i słusznie. Nie czekałaś na rekomendacje Komisji Europejskiej, ani na prośby rządu niemieckiego, ale sama zajęłaś się uciekającymi przed wojną uchodźcami. Nie jesteś Panią Dulską, przestałaś nadużywać hipokryzji, plotek i bazujących na uprzedzeniach teorii spiskowych. Nie będziesz już Polsko Kalim, będziesz drugą Szwecją. Zatem Polsko, jesteś sobą, bo jednak czynisz to, co mówią twoi historycy, a i twoja historia jest tak sławetna, jak oni głoszą.

 

The following two tabs change content below.

Tomasz Rysz

Ostatnie wpisy Tomasz Rysz (zobacz wszystkie)