Pełna legalizacja i pełna kryminalizacja, czyli paradoksy polskiej polityki narkotykowej

https://www.flickr.com/photos/van_mij/

„Polityka narkotykowa prowadzona w naszym kraju przysparza wielu krzywd obywatelom a nie przynosi żadnych lub prawie żadnych pozytywnych efektów.” O polityce narkotykowej z Piotrem Tubelewiczem, socjologiem z Fundacji Redukcji Szkód, rozmawia Marek Nowak.

Marek Nowak: W maju i czerwcu 2015 roku, w ramach międzynarodowego projektu „European School Survey Project on Alcohol and Drugs” (ESPAD), zrealizowano w Polsce badanie ankietowe na reprezentatywnej próbie młodzieży gimnazjalnej i licealnej. Wyniki badania ESPAD pokazują zahamowanie niekorzystnych tendencji w zakresie konsumpcji przetworów konopi oraz  wzrostu używania dopalaczy. Czy zwolennicy obecnego modelu polityki narkotykowej prowadzonej w Polsce mogą twierdzić, że badanie jest dowodem na korzystne efekty tej polityki?

Piotr Tubelewicz: Badania rzeczywiście pokazują nieznaczny spadek kilku wskaźników. Jednak ogłoszenie ich wyników jako sukcesu polskiej polityki narkotykowej jest, mówiąc delikatnie, bardzo ryzykowne. Członkowie Krajowego Biura Przeciwdziałania Narkomanii, komentując te wyniki słusznie zwrócili uwagę, że spadek spożycia narkotyków wcale nie musi mieć związku z polityką narkotykową.

Twoim zdaniem w Polsce nie ma takiego związku?

Piotr Tubelewicz: To, co Polska proponuje jako politykę narkotykową, jest chaotycznymi i pozbawionymi spójnej koncepcji działaniami, które cechuje przede wszystkim nieskuteczność.

Dość miażdżąca ocena.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Piotr Tubelewicz: Niestety prawdziwa. Polityka narkotykowa prowadzona w naszym kraju przysparza wielu krzywd obywatelom, jednocześnie nie przynosząc żadnych lub prawie żadnych pozytywnych efektów.

A jakie efekty uznajesz za pozytywne?

Piotr Tubelewicz: Projektowanie dobrej polityki narkotykowej należy zacząć od odpowiedzi na to właśnie pytanie. Efektem takiej polityki zawsze powinno być dobro człowieka. Wszelkie ograniczenia lub rozszerzenia dostępności narkotyków powinny być umotywowane stanem zdrowia społeczeństwa. Skuteczność tak rozumianej polityki nie definiuje się poprzez ilość obywateli wsadzonych do więzień za posiadanie narkotyków. Nie powinno się jej również mierzyć ilości narkotyków używanych przez populację Jedynym wyznacznikiem skuteczności powinno być zmniejszenie szkód, spowodowanych obecnością narkotyków w społeczeństwie.

Drug free society, polityka abstynencyjna postulująca świat bez narkotyków, gwałci wolność obywatela i ma pewne cechy polityki totalitarnej. To przykład odgórnej, ideologicznej inżynierii społecznej, podobnej do próby stworzenia „Nowego Człowieka” poprzez indoktrynację prowadzoną w Związku Radzieckim.

Harm reduction reprezentuje inne podejście do polityki narkotykowej, kładące nacisk na upodmiotowienie dyskryminowanych i redukcję szkód społecznych. Realizuje oddolne programy, tworzone przy współpracy obywateli, urzędników oraz pracowników społecznych.

Polska nie prowadzi tak rozumianej polityki?

Piotr Tubelewicz: Zaryzykowałbym stwierdzenie, że pod względem skuteczności Polska nie prowadzi żadnej polityki narkotykowej. Jeżeli jednak miałbym nakreślić model podejmowanych u nas działań powiedziałbym, że są to trzy sprzeczne ze sobą polityki.

Jakie?

Piotr Tubelewicz: Pierwsza to całkowita delegalizacja grupy substancji, w której mieszczą się dopalacze umieszczone na liście substancji zakazanych od 2010 roku oraz „stare narkotyki” typu marihuana, kokaina, LSD itd. Jest to polityka silnie kryminalizująca, polegająca na karaniu nie tylko dilerów czy ludzi odpowiedzialnych za sprzedaż, ale również wszystkich użytkowników i posiadaczy dowolnej ilości tych substancji.

A pozostałe polityki?

Piotr Tubelewicz: W przypadku alkoholu i papierosów mamy do czynienia z polityką regulowanego dostępu. A jednocześnie mamy politykę pełnej liberalizacji, jeśli chodzi o inne substancje. Może to wydawać się śmieszne, ale jeżeli szuka się modelu pełnej liberalizacji narkotyków, to sytuacja dopalaczy w Polsce jest idealnym przykładem pełnego, wolnego i niczym nieskrępowanego dostępu do narkotyków. Co więcej, przypadek dopalaczy pokazuje, że pełna i niekontrolowana liberalizacja jest co najmniej równie szkodliwa, co pełna kryminalizacja.

Dlaczego?

Piotr Tubelewicz: Dopalacze są sprzedawane jako przedmioty kolekcjonerskie, amulety, talizmany, magiczne płyny, pochłaniacze wilgoci, środki piorące, itp. Dzisiaj, kiedy kupujesz dopalacze za pośrednictwem internetu, to masz ok. 35% szansy, że otrzymasz nie ten specyfik, który zamówiłeś. Przykładowo, biorąc pod uwagę dopalacze, które były w tym i w zeszłym roku najbardziej popularne, mógłbyś zamówić w miarę łagodny opalacz 3mmc, a otrzymać alpha pvp, który – jak twierdzą specjaliści – jest 800 razy mocniejszy od kokainy!

Co jeszcze powoduje brak kontroli nad rynkiem dopalaczy w Polsce?

Piotr Tubelewicz: Nawet zamawiając dopalacze, które są w Polsce legalne nigdy nie wiemy, jaką zawartość „cukru w cukrze” będzie zawierał otrzymany specyfik. To znacznie zwiększa niebezpieczeństwo przedawkowania. Pełna legalizacja bez regulacji paradoksalnie powoduje identyczne skutki jak pełna penalizacja. Zarówno w przypadku czarnego rynku, na którym można coś kupić nielegalnie, jak i w przypadku rynku legalnego, gdzie nic nie jest regulowane, klienci nie wiedzą, jakie substancje kupują, co jest sytuacją dużo bardziej niebezpieczną dla ich zdrowia i życia, niż gdyby rynek był legalny, ale jednak podlegał regulacjom.

Global Commission of Drugs wskazuje, jakie polityki narkotykowe prowadzone przez państwa są najbardziej skuteczne a jakie najgorsze. Spośród wszystkich modeli najbardziej szkodliwe dla obywateli są: polityka pełnej penalizacji z jednej strony , a z drugiej – pełnej, niekontrolowanej legalizacji. Polska prowadzi obie te polityki naraz.

Jeśli jednak spojrzeć na politykę symboliczną albo też deklaratywną, to Polska podobnie jak USA prowadzi politykę „wojny z narkotykami”.

Piotr Tubelewicz: Tu mamy kolejny problem. W Australii, która w mojej ocenie ma jedną z najlepszych polityk narkotykowych, system profilaktyczny jest oparty na podejściu harm reduction. Tymczasem nasz system profilaktyczny i wszystkie nasze programy są skopiowane w dużej mierze z USA idą w kierunku zero narkotyków. Oczywiście programy typu harm reduction również postulują, żeby np. dzieci nie brały narkotyków. Tylko, że w sytuacji, gdy ktoś już narkotyków używa i wiadomo, że będzie używał, to starają się uczyć tę osobę, jak robić to bezpiecznie. Rzecz jasna podejście abstynencyjne może być, i bardzo często jest, częścią podejścia harm reduction. Problem polega na tym, że w takich krajach jak Polska, podejście abstynencyjne pozostało jedynym obowiązującym.

Jakie są główne różnice między polityką opartą na paradygmacie świata wolnego od narkotyków a tą opartą na redukcji szkód?

Piotr Tubelewicz: Drug free society, czyli polityka postulująca świat bez narkotyków,  opiera się na odgórnej przymusowej strategii, która gwałci wolność obywatela i ma cechy polityki totalitarnej. Polityka abstynencyjna to typowy przykład odgórnej ideologicznej inżynierii społecznej. Tak jak Związek Radziecki próbował stworzyć „Nowego Człowieka” poprzez indoktrynacje, tak rządy amerykańskie również popełniały ten sam błąd. Niestety, polskie rządy na przestrzeni lat, a przypuszczam, że rząd PIS-u jeszcze bardziej, będą tworzyć nowego, wolnego od używek Polaka. Wszystkich, którzy nie pasują mu do obrazu zdrowego, nieużywającego narkotyków Polaka, będzie próbował zamknąć w więzieniu. Podobny pomysł mają Amerykanie. Na przeciwnym biegunie znajduje się podejście harm reduction, tworzone poprzez użytkowników, urzędników oraz pracowników społecznych, gdzie użytkownik jest podmiotem a nie problemem.

Ważną rzeczą w polityce narkotykowej jest profilaktyka. Jak profilaktykę prowadzi Polska?

Piotr Tubelewicz: Przede wszystkim oderwaną od realiów. Podam przykład. Badania pokazują, że o ile przed 1989 rokiem większość młodzieży gimnazjalnej była przed inicjacją alkoholową, tak w latach 90-tych sytuacja zmieniła się diametralnie. Obecnie, jak pokazują badania, część gimnazjalistów już nie tylko piła, ale nawet paliła marihuanę. Wśród naukowców i ekspertów zajmujących się tymi zagadnieniami zaczyna dominować pogląd, że profilaktyka drug free,  do tej pory w prowadzona Polsce, opierająca się na tym, że dzieci nie powinny mieć żadnego kontaktu z narkotykami, bankrutuje w sytuacji, gdy znaczna część młodzieży ma już za sobą inicjację narkotykową. Prowadzenie profilaktyki ignorującej te badania to koszmarny idiotyzm. Dzieci widzą rozbieżność rzeczywistości z tym, co mówi im na zajęciach policjant czy specjalista od profilaktyki, powtarzający wyuczone formułki. Wchodzi taki dorosły do klasy i mówi dzieciom, by nie piły i nie paliły w sytuacji, w której część z nich już piła i paliła. To nie jest efektywne.

Prowadzona w Polsce profilaktyka drug free, której celem jest absolutny brak kontaktu z narkotykami, bankrutuje w sytuacji, gdy znaczna część młodzieży gimnazjalnej ma już inicjację narkotykową za sobą.

Często je przy tym strasząc.

Piotr Tubelewicz: To, niestety, robi 90% polskich profilaktyków. Młodzież fatalnie na to reaguje. Był niedawno taki program telewizyjny, w którym „poważna pani dziennikarka” edukowała widzów na temat tego, co znajduje się w dopalaczach. Według pani dziennikarki są to: trutki na szczury, paznokcie, włosy, rozpuszczalniki itd. Każdy młody człowiek, który ma dostęp do internetu i nawet minimalnie się tym zainteresuje, będzie wiedział, że to bzdura. Co więcej, wyrobi w sobie odruch, że nie powinien się przejmować tym, co mówią dorośli. To jest kreowanie szkodliwych postaw prowadzących do realnego zagrożenia.

Czy straszenie, pomijam już kwestie rzetelności, jest efektywnym narzędziem profilaktycznym?

Piotr Tubelewicz: Jest wręcz przeciwskuteczne. Mówią o tym profilaktycy , będący zwolennikami podejścia drug free. Co więcej, jakiś czas temu w Anglii wprowadzono przepis, że połowę paczki papierosów musi pokrywać zdjęcie płuc palacza. Zrobiono tam nawet badania, by sprawdzić, na ile taka polityka jest skuteczna. Wyniki pokazały, że nie jest w najmniejszym stopniu. Z jednej strony każdy człowiek ma świadomość, że palenie szkodzi, z drugiej – mózg palacza intensywnie przypomina o przyjemności, jaką daje wypalenie papierosa. Świadomość tego, że coś jest szkodliwe wcale nie oznacza, że człowiek tego nie będzie używał. Z najnowszych badań wynika, że świadomość tego, iż dopalacze są groźne dla zdrowia, jest w Polsce większa niż np. w Wielkiej Brytanii. Nie powstrzymuje to Polaków przed braniem dopalaczy.

Powodów, dla których ludzie biorą narkotyki, nie należy szukać w nieświadomości tego, że mogą być groźne.

Wracając do polskiej profilaktyki, czy ma ona jeszcze jakieś istotne wady?

Piotr Tubelewicz: Fatalny jest brak badań na poziomie lokalnym, np. szkół. Polskie szkolne programy profilaktyczne to papierek, który większość szkól wypełnia tylko po to, żeby był. Tymczasem, żeby jakikolwiek program profilaktyczny był skuteczny, trzeba mieć dobrze rozpoznany stan wyjściowy. To konieczne, bo takich programów jest sporo i trzeba spośród nich wybrać najlepszy albo wręcz go skonstruować, dopasowując pod kątem sytuacji panującej w danej placówce. Obecna profilaktyka wygląda tak, że przychodzi losowo wybrany facet do losowej szkoły, w której nie wiadomo nawet, czy jest jakiś program potrzebny. Dostaje za to pieniądze i „wszyscy są zadowoleni”. To znaczy tylko tyle, że polska profilaktyka realnie nie istnieje.

Państwo jednak wykłada na tak prowadzoną profilaktykę niemałe pieniądze.

Piotr Tubelewicz: To są pieniądze w dużej mierze wyrzucone w błoto. Gdyby państwo, tak jak deklaruje, przejmowało się tym, że w polskich szkołach występują narkotyki, to prowadziłoby programy centralne tak, by choć w minimalnym były stopniu skuteczne. Przynajmniej byłby położony nacisk na to, czy to co za grube miliony złotych robi nasze Ministerstwo Edukacji w ramach programu „Bezpieczna szkoła” przynosi jakiekolwiek efekty.

A przynosi?

Piotr Tubelewicz: Gdy rok temu pracowałem przy ewaluacji programu „Bezpieczna szkoła”, Ministerstwo Edukacji zdążyło opublikować nowy program „Bezpieczna szkoła” przed zapoznaniem się z raportem z ewaluacji dotychczasowych działań. To mi uzmysłowiło, że jakakolwiek profilaktyka nie jest celem MEN. Celem jest wydanie grubych milionów tak, by nikt nie miał pretensji o to, że nie ma w Polsce profilaktyki.

Jakakolwiek profilaktyka nie jest celem MEN. Celem jest wydanie grubych milionów tak, by nikt nie miał pretensji o to, że w Polsce nie prowadzi się profilaktyki narkotykowej.

Jaką politykę profilaktyczną prowadzą inne kraje?

Piotr Tubelewicz: Dobrym przykładem skutecznej polityki jest przywoływana już przeze mnie Australia, która w 2004 roku wydała specjalny, gigantyczny raport ministerstwa zdrowia na temat profilaktyki. Założono, że problemy nie biorą się z jakiś indywidualnych cech jednostek oraz, że na konkretne zachowania problematyczne narażone są przede wszystkim konkretne grupy ludzi.

Jakie to grupy?

Piotr Tubelewicz: Wszelkie grupy wykluczone. Jeśli mamy np. dziecko samotnej matki, która jest uzależniona albo doświadczyła przemocy lub mieszka w slumsach itd., to do takiej matki, gdy tylko dziecko się urodzi, wysyłany jest środowiskowy program profilaktyczny. Uczy się ją, jak funkcjonować z dzieckiem, jak się nim opiekować od poziomu niemowlaka oraz jak się komunikować itd. Nowoczesna profilaktyka to nie jest tylko wejście do szkoły i pokazanie dzieciom „to jest narkotyk, musisz powiedzieć nie, jak go zobaczysz”. W profilaktyce szkolnej są trzy grupy, które są równie ważne: nauczyciele, rodzice i uczniowie. To nie jest tak, że za problem narkotyków w danej szkole odpowiadają tylko uczniowie, którzy je tam przynieśli. Za to, że we wspólnocie pojawiają się narkotyki i ktoś problematycznie ich używa, odpowiada cała wspólnota.

W Polsce winny jest tylko narkoman.

Piotr Tubelewicz: Pomysł, że uzależnianie się jest indywidualną odpowiedzialnością człowieka, jest równie nietrafną diagnozą jak to, że człowiek odpowiada za to, że jest biedny. Powinniśmy mieć świadomość, kim są ludzie uzależnieni. To nie są ludzie, którzy występują losowo w społeczeństwie, którzy są moralnie słabi. Oni nie chcieli być narkomanami. Generalnie, wbrew temu, co czasem usiłuje nam wmówić prawica, nie ma czegoś takiego, jak konstrukcja „chciałbym zostać narkomanem” albo „chciałbym zostać bezdomnym” itd.
Zjawisko problematycznego używania narkotyków, czyli tego, które powoduje największe negatywne skutki, jest związane ze zmiennymi typu bieda, rozbite rodziny, problemy psychiczne itd. Generalnie tam, gdzie pojawiają się zmienne, które uważamy za problematyczne społecznie, tam prawdopodobnie pojawiają się narkotyki.

Bieda jest czynnikiem powodującym narkomanię?

Piotr Tubelewicz: Pracując jako streetworker chodziłem po ulicach i pomagałem ludziom uzależnionym od narkotyków. Za każdym razem, gdy rozmawiałem z tymi ludźmi okazywało się, że w przeważającej większości pochodzili z biednych środowisk. Bogatych w tej grupie nie było, ani nawet porządnej klasy średniej. Jednak to nie oznacza, że bogaci nie biorą narkotyków, a biedni je biorą, bo statystyki pokazują, że najwięcej narkomanów jest w klasie średniej. Chodzi o to, że jeśli ktoś bogaty wpadnie w uzależnienie, to rodzina mu pomoże, a nawet jeśli nie ma rodziny, to ma mieszkanie i będzie mógł miesiąc lub dwa w nim pozostać, uzyskać wsparcie przyjaciół, czy specjalistów i odciąć się od narkotyków. Co więcej, jest masa prywatnych klinik w których leczy się uzależnionych, także stacjonarnie i które nie udostępniają danych personalnych. Taki człowiek dzięki pieniądzom jest bezpieczniejszy.

Gdy ktoś biedny wpadnie w uzależnienie, to poza samym nałogiem natychmiast przygniatają go inne problemy. Uzależnionych zazwyczaj nie zabijają narkotyki. Zabija ich wykluczenie społeczne, idące w parze z biedą.

Dlaczego ludzie biorą narkotyki?

Piotr Tubelewicz: Jest wiele powodów. Generalnie można powiedzieć, że dlatego, by zmienić coś w swojej rzeczywistości, czy też w swoim samopoczuciu.

To dobrze, czy źle, że je biorą?

Piotr Tubelewicz: Zadałeś trudne pytanie. Dla mnie samo to, że ludzie biorą narkotyki nie jest problemem. Jak już mówiłem, celem polityki narkotykowej powinno być dobro obywatela, jego zdrowie, jego godność, ochrona przed przemocą, czy wreszcie ochrona przed uzależnieniem. Problemem nie są narkotyki, ale uzależnienie od narkotyków, tak jak problemem nie jest alkohol, tylko problemem jest uzależnienie od alkoholu. Jeżeli ktoś sobie od czasu do czasu wypije piwo, zje ciastko, czy zapali skręta to trudno mieć z tym problem. Problem zaczyna wtedy się, gdy mamy do czynienia z problematycznym używaniem, a warto podkreślić, iż problematyczne używanie to nie tylko uzależnienie. To może też być na przykład nieodpowiedzialne używanie na imprezie bez wiedzy z czym nie mieszać itp. Problemem jest uzależnienie, którego przyczyny, jak wspomniałem, należy szukać w czynnikach społecznych i psychologicznych.

Problemem nie są narkotyki, ale uzależnienie od narkotyków, tak jak problemem nie jest alkohol, tylko problemem jest uzależnienie od alkoholu.

Dlaczego warto i jak należy pomagać ludziom uzależnionym?

Piotr Tubelewicz: Z bardzo wielu powodów. Jeśli do kogoś nie trafiają humanitarne argumenty, to mam argument ekonomiczny. Człowiek uzależniony od narkotyków, nieleczony kosztuje polskie państwo statystycznie 50 tys. euro rocznie. Tymczasem człowiek utrzymywany na terapii stacjonarnej, czyli takiej jaką prowadzi Monar, kosztuje 20 tys. Co warto wspomnieć, skuteczność takiej terapii stacjonarnej to 2-3%. Tymczasem terapia metadonowa kosztuje tylko 3 tys. i według wszystkich statystyk jest najbardziej skuteczna. Tyle, że nikt nie daje na nią praktycznie żadnych pieniędzy, bo w Polsce większość środków idzie na terapie stacjonarne.

W Polsce panuje ideologiczne przekonanie, że jeśli ktoś jest narkomanem, to nie można go przecież leczyć przy pomocy narkotyków.

Piotr Tubelewicz: U nas panuje podejście ideologiczne, które warto by było zmienić. Zamiast ślepo trwać przy polityce abstynencyjnej, może warto pójść w kierunku redukcji szkód. Podjąć edukację i informować, że istnieją substancje, które są szkodliwe, ale jeżeli się już ich używa, to należy to robić tak, by było bezpiecznie. Jeżeli ktoś ma z nimi problem i używa ich za często, to powinien wiedzieć, że prawdopodobnie też ma jakieś inne problemy, z którymi musi sobie poradzić. Powinien szukać pomocy najlepiej u psychologa lub odpowiedniego terapeuty. Jednak, by to zrobić, musi przede wszystkim umieć zauważać, że potrzebuje takiej pomocy.

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +24, liczba głosów: 26)
Loading...
Główne zdjęcie artykułu pochodzi z portalu www.flickr.com
Autor: Martijn