Poganie, chrześcijanie – a ciągle to samo: analiza historyczna Tomasza Rzeczyńskiego

Co jakiś czas poczucie absurdu potęguje burczenie w brzuchu. Co jakiś czas głód ustaje, mimo to, a może tym bardziej, poczucie absurdu przenika do kości. Miotając się w pustce, poszukujemy przyjaciół, poszukujemy wrogów – niektórzy tylko przyjaciół, niektórzy tylko wrogów.

Mając świadomość pułapki, która tkwi w twierdzeniu, że Historia jest nauczycielką Życia, byłoby chyba jednak zbyt pochopne, by zaniechać analizy analogii zjawisk społecznych w czasie, może nie wprost dla nauki, ale na pewno dla uzyskania perspektywy. Perspektywa uwypukla dominanty, ułatwia syntezę, dalej może być istotnym narzędziem rozumienia teraźniejszość. Nie jedynym ale ważnym.

Poprzez otchłań wieków burczenie w brzuchu i/lub brak reprezentacji stanowiło paliwo dla gwałtownych prób zmiany społecznej nie tylko w naszym kraju, ale w nim również.

Jakoś bez większych problemów część społeczeństwa Polan po roku 966 opuściła swoich bożków i „europeizowała się” razem z Mieszkiem I. Część oddalona od większych osad i grodów nawet nie zauważyła, że Bóg Czechów i Niemców rozpanoszył się wśród „elit”. Kiedy po wyczerpującym okresie panowania Bolesława Chrobrego i Mieszka II kołdra okazała się zbyt krótka, niechęć skierowano zarówno w stronę rozpasanych elit jak i ich europejskiego Boga.

W roku 1039 Kazimierz Odnowiciel ze wsparciem Rusinów i Niemców „ogarnął” słowiańskich tubylców właściwie tylko po to, by stworzyć przeciwwagę dla Brzetysława I, króla Czech, który złupił Wielkopolskę, a mógł również pójść mocniej na zachód. Czy właściwie tylko po to?

Po co właściwie Historia „robi to co robi”? Po co System zamienia się w inny System? Czy właściwie musi być jakieś „po co”?

Lecz jeśli nie ma „po co”, to nie może być również dobrze lub źle?

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Od karnawału zjazdu gnieźnieńskiego w roku 1000 a buntu pogańskiego w 1038 roku upłynęło w ówczesnej skali niewiele lat. Oczywiście w XI wieku nikt nie podnosił kwestii uczestnictwa, wykluczenia, pauperyzacji, zbierania wszystkich ziarenek do miarki, prekariatu?

Upłynęło kolejne 977 lat.

Skonfundowane umysły zajmuje reakcja chrześcijańska, prawicowa antysystemowość hipsterska, konserwatywna rewolucja, parafialny anty-wegetarianizm na sterydach, automobilzm kibicowski TDI kontra bicyklizm reformowany, lewacki anarchizm ekonomiczny, kapitalistyczna spółdzielczość, organizacje pozarządowe, rządowy zamordyzm, państwo teoretyczne i Wielki Brat.

Co właściwie dało nam wykształcenie potomków chłopa pańszczyźnianego zaprzęgniętego w dzieło industrializacji Polski po II wojnie światowej?

Czy nie wystarczyło wywalczenie dwóch wolności? tej od niemieckiego okupanta i tej drugiej solidarnościowej?

Co to były za wolności?

Pierwsza była nieprawdziwa (przyniesiona przez Rosjan), a ta druga (solidarnościowa) jest nieprawdziwa tylko trochę? Pytanie pozbawione być może sensu kiedy na tzw. Zachodzie Europy – pielęgnowani przez generacje edukacji i dyscypliny – technokraci przegrywają w starciu z problemami globalnymi. Wydają się zresztą przegrywać wszystko – ciekawe czemu jeszcze pływają na powierzchni? Może nie oczekują żadnej „prawdziwej wolności”? Może żyjemy w takich czasach, w których nie wypada wygrywać? Chyba, że jest się celebrytą.

Świat po raz kolejny przyspieszył – zanim się obejrzysz już strony medalu się zmienią, rewers na awers, a w dodatku ciągle inne na nich ryją znaki. Zasada niesprzeczność przestaje być funkcjonalna. Fundamenty myślenia racjonalnego lekko się zarysowują w chwili, gdy pojęcia nie nadążają za swoimi desygnatami – każdy ma jakąś rację tak samo chronioną prawem czyli w ogóle nie chronioną. Europa napadła na nas ponownie, tym razem przy użyciu miękkich narzędzi. Nie wybijają zębów za łamanie postu i palenie zwłok ale bombardują laickością, ekologią, tolerancją i kapitalizmem neokolonialnym. Farsa.

No więc czy to jakieś zupełnie nowe zjawisko? Czy może jest jakaś geneza tego pęknięcia wewnątrz i na zewnątrz?

Bunty chłopskie, bo lepiej, czy bo gorzej?

Wróćmy do wieku XIV. Król Kazimierz Wielki, wykorzystując talent i koniunkturę, wzmacnia organizację państwa, mitygując wpływy możnych panów w oparciu o szlachtę i mieszczaństwo. Rozpoczyna jednocześnie proces stopniowego ograniczania wolności chłopów i wzmacnianie szlachty. Po śmierci króla, zapoczątkowany przez niego system umowy społecznej, zamienia się w system przekupstwa coraz bardziej roszczeniowej szlachty przy okazji kolejnych elekcji. A to kosztem… no tak, państwa i pozostałych stanów – w tym chłopstwa.

Przez kolejne stulecia sytuacja chłopów ulega pogorszeniu. Elita oraz rzesze szlacheckie prowadzą swoją politykę i uwalniają się od burczenia w brzuchu dzięki pracy mas chłopskich. Gdy wybuchają bunty chłopskie elity tłumią je krwawo – choć trzeba mieć świadomość, że właściwie do XVIII wieku sytuacja chłopów w Polsce może być interpretowana jako lepsza niż na Zachodzie a na pewno lepsza niż na Wschodzie Europy. Zresztą mocno zróżnicowana na samych ziemiach Polskich. Powstaje pytanie: czy bunty chłopskie wynikają z sytuacji gorszej, która znajduje narzędzia do przemocy dzięki sytuacji lepszej? Czy może głęboko w naszej historii zakorzenione jest naturalne prawo do buntu? Czy może jest tu element nadużyć elit? Wydaje się, że tak czy siak chłop żył coraz bardziej obok Państwa.

Konwulsje i upadek I Rzeczpospolitej wyparły, zdaje się, ze świadomości problemy społeczne tych czasów, aż do okresu historiografii PRL. W ciągu XIX wieku (można przyjąć) mechanizm pańszczyzny zostaje zniesiony przez Austryjaków, Prusaków i Ruskich. Symboliczny Dzień Chama – rocznica roku 1848 lub 1864? „Dzięki ci Jezusie” czy „miałeś chamie złoty róg”? Resztki powinności pańszczyźnianych zostają zlikwidowane w latach 30 XX wieku już w wolnej Polsce. Chłopi tworzą partie polityczne, ich świadomość wzrasta przez ostatnie dziesięciolecia. Utożsamiają się z Państwem czy dalej walczą o swoje z kosmopolityczną elitą?

Współczesność

Nagle Historia przyspiesza: faszystowskie Niemcy i stalinowski Związek Radziecki dekapitują naród. Resztki intelektualistów czy klasy politycznej wegetują na emigracji lub przylepione do molocha Systemu „walczą o cały świat dla ludu”. W Polsce dokonuje się niebywały w swojej skali awans społeczny mas chłopskich związany z odbudową kraju, przebudową systemu społecznego, budową przemysłu ciężkiego i gwałtowną migracją do miast.

Pełny żołądek w sojuszu z poczuciem godności własnej zagłusza poczucie absurdu u tych, u których ono w ogóle występuje. Reszta i tak jest rozgrzeszona – w końcu przeżyła.

Rzeczywistość jednak – jak to ma w zwyczaju – skrzeczy. 1956 bunt byłych chłopów czyli robotników, nieudane sojusze intelektualistów z robotnikami 1968, robotników z intelektualistami 1970, KOR, Solidarność, reakcja Systemu i w końcu wolność, NATO, Unia Europejska, nowy System i narastająca kontestacja 25 lat przemian z kryzysem finansowym i politycznym Świata w tle.

Reakcja chrześcijańska/pogańska, bunt chłopski, antysystemowość czy poczucie absurdu?

Czy cywilizacja, która po z górą 2 tysiącach lat nie oswoiła szerzej faktu, że tyłek pod materią jest biały chyba, zasługuje na przetrwanie w starciu z cywilizacją, która dopuszcza możliwość, że tyłek gdy go zakryć przestaje istnieć?

Czy taki problem w ogóle istnieje?

Co to ma wspólnego z chłopem w nas?

Co chłop ma wspólnego z tą kulturą prócz upartej nieufności do niej i do wszystkiego co trwa dłużej niż rok lub wydarzyło się dalej niż w sąsiedniej wsi?

Odeszła Polska Piastów, upadła Polska szlachecka i II Rzeczpospolita. Czy musi upaść Polska chłopska? Jeżeli tak to jak nisko?

Czy może zreformowany chłop chce spojrzeć sobie prosto w tyłek? Ha! Nie da się.

Może dałoby się wstrzymać trochę to tempo zmian? Chłop w nas mówi: dosyć! – zbyt wiele, za dużo zmiennych, zbyt szybko. Dokąd nas porywasz szalona kobyło postępu? – pyta chłop. Oddajcie moją Kasę a zabierzcie sobie tę Kobyłę i wsadźcie wiecie gdzie.

Ja chcę zawrócić! – krzyczy chłop – nie chcę „uczestniczyć”!  Niech ginie Wspólna Europa albo niech się dostosuje do mnie, albo niech mnie chociaż uszanuje, mnie i moją odrębność, bowiem ja jestem również inny – tak samo inny jak emigrant! Z tą tylko różnicą, że się nigdzie nie wybieram.

Czy na pewno nigdzie się nie wybieram?

Czy rzeczywistość takich problemów istnieje? Czy może to wszystko nam się tylko wydaje i w gruncie rzeczy mamy do czynienia z naszą skromną pogańską reakcją na tle większej reakcji antysystemowej związanej z rozemocjonowanym po kryzysowym światem? Z poganinem, który nie nie tylko nie wierzy w nowego europejskiego Boga ale nie wierzy w nic bo nie wierzy w siebie.

Co jakiś czas poczucie absurdu potęguje burczenie w brzuchu. Co jakiś czas głód ustaje, a mimo to, a może tym bardziej poczucie absurdu panoszy się na całego. Miotając się w pustce poszukujemy przyjaciół, poszukujemy wrogów – niektórzy tylko przyjaciół, niektórzy tylko wrogów.

 

red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +7, liczba głosów: 11)
Loading...