Smog wdychamy, w smogu się kąpiemy, czyli dlaczego trzeba chować się przed deszczem

Czy nasze babcie zbierały wodę deszczową do mycia włosów? Ponoć tak, bo włosy po umyciu w deszczówce są zdrowsze i lepiej wyglądają. Tak słyszałem, choć nigdy nie byłem świadkiem, aby któraś z moich babć tak robiła. Jeśli nawet robiły, to dobrze, że ten zwyczaj odszedł w niepamięć.

Co – poza wodą – wchodzi w skład deszczówki? W skrajnym przypadku: naftalen, piren, benzo[a]piren, herbicydy, etoksylaty nonylofenolu, pentachlorofenol, ftalan, kadm, ołów, chrom, miedź, nikiel, platyna oraz cynk. I jeszcze kilkadziesiąt innych substancji.

Dzieje się tak dlatego, że deszcz oczyszcza atmosferę. Po opadach powietrze jest dużo lepsze, bo sporo związków chemicznych unoszących się w nim „zabrał” ze sobą deszcz. Jeśli nad miastem unosi się smog, w skład którego wchodzi rakotwórczy benzo[a]piren (ten sam, który wdychają palacze zaciągając się papierosami), to ta szkodliwa substancja wsiąka w ziemię, spływa do rzek i jezior.

Na tym nie koniec. Nieczystości z powietrza osiadają na dachach i innych utwardzonych powierzchniach. Do tego dochodzą efekty innych naszych aktywności: oleje i inne substancje chemiczne na drogach, parkingach, lotniskach, w bazach transportowych, zakładach przemysłowych. To wszystko też spłukuje deszcz.

Deszcz na wsi

Za to na wsi na pewno jest lepiej – można by przypuszczać. Na pewno jest inaczej, choć niekoniecznie dobrze. W wodzie deszczowej na terenach wiejskich występują bowiem substancje stosowane do ochrony roślin.

W ostatecznym rozrachunku wszystko to – na szczęście „rozcieńczone” – trafia do wód gruntowych, rzek, jezior, stawów hodowlanych i oczywiście do Bałtyku. Spokojnie możemy spożywać wodę dostarczaną nam przez wodociągi, bo jest ona uzdatniana i regularnie kontrolowana. Mniej spokojni mogą być już „niepodłączeni” – ci, którzy czerpią wodę z przydomowej studni.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Ciekawe też, czym podlewają swoje ogródki osoby, które wykorzystują coraz popularniejsze systemy do gromadzenia wody deszczowej?

Z wielu względów to jest świetne rozwiązanie. W przydomowym zbiorniku gromadzi się wodę opadową, którą w przypadku braku opadów, wykorzystuje się do podlewania. Bardziej zaawansowane rozwiązania pozwalają wykorzystywać ją również do spłukiwania toalety. Idzie za tym korzyść ekonomiczna – wykorzystujemy to, co natura dała i możemy mniej wody czerpać z wodociągów miejskich obniżając przy tym wysokość rachunków. Problem jest w tym, że to, co jest w deszczu, to nie jest wytwór natury, tylko efekt naszej działalności. Nie chcę niepokoić właścicieli ogródków – nie oznacza to, że w uprawianej przez nich własnoręcznie marchewce musi być kadm czy ołów. Zresztą gdyby nie gromadzili deszczówki, to i tak ich uprawy są podlewane deszczem.

Nie jestem działaczem ekologicznym – tematem wody deszczowej zainteresowałem się przypadkiem. Jednak im więcej wiedzy zdobywam, tym bardziej zmienia się moje podejście do deszczu a wspomnienia z wakacji nad jeziorem, w którym wraz z dziećmi codziennie się kapaliśmy, nabierają nieco innego wymiaru. Nie popadłem jeszcze w obsesję, ale na wszelki wypadek, gdy pada deszcz, to się chowam. Szczególnie jak przeczytałem, że w mieście w pierwszych minutach opadów ich skład chemiczny jest nawet gorszy niż ścieków komunalnych. Większość ludzi unika deszczu, aby nie przemoknąć. Od jakiegoś czasu mam inną motywację – wyobrażam sobie, że ktoś wylewa na mnie szambo.

 

Jean Georges Beraud, Boulevard Poisoniere
Jean Georges Beraud, Boulevard Poisoniere

 

W Polsce – tak jak w całej Unii – istnieje obowiązek oczyszczania wód opadowych. Istnieje jednak bardziej w teorii. Nie słyszałem o karach wymierzanych tym, którzy tego nie robią, choć powinni.

Tak jakbyśmy palili papierosy

Skład chemiczny wody jest ściśle związany ze składem chemicznym powietrza. Dlatego z zainteresowaniem na łamach Medium Publicznego przeczytałem wywiad z Ewą Lutomską, wiceprezeską Krakowskiego Alarmu Smogowego. (Tekst znajdziesz tu). Warto do tej rozmowy dodać, że walcząc o czyste powietrze, jednocześnie walczymy o czystszą wodę. To dodatkowa motywacja do działania. Warto jeszcze podkreślić, że w Polsce są miasta, których mieszkańcy mają dużo bardziej dramatyczną sytuację niż krakowianie. Alarm Smogowy przelicza zanieczyszczenie powietrza na liczbę wypalanych papierosów. I tak niepalący krakowianin spędzając dwie godziny na „świeżym” powietrzu wdycha tyle benzo[a]pirenu, jakby wypalił 5,5 papierosa. Natomiast rybniczanin aż 9! Te dwa przykłady nijak się mają do Suchej Beskidzkiej. Tam wypalają aż 12 papierosów dziennie! Dla palacza może nie mieć aż tak dużego znaczenia, że de facto wypala nie paczkę dziennie, ale półtorej. Jednak pomyślimy, że każde dziecko codziennie wypala tam ponad pół paczki papierosów dziennie! Na tym tle warszawiacy mają się z czego cieszyć – żyją niemal jak w uzdrowisku. Wypalają tylko dwa papierosy dziennie.

Czy jest realna szansa zlikwidować smog?

O ile nie mam żadnych wątpliwości, że trzeba robić wszystko, aby zlikwidować smog (nie tylko w wielkiej aglomeracji, jaką jest Kraków, ale we wszystkich miastach i miasteczkach), to mam duże wątpliwości, czy jest to możliwe do zrealizowania w najbliższych latach. Przeszkodą jest ekonomia. Za smog odpowiedzialna jest niska emisja, czyli przede wszystkim to, co wylatuje z kominów domów. Zmiana paliwa jednak zajmie dużo czasu, więcej niż kilka najbliższych lat.

Dopóki węgiel będzie najtańszym paliwem, ludzie z niego nie zrezygnują. Działa tu prosta ekonomia. Sporej części Polaków nie stać na inny sposób ogrzewania. Będzie się to zmieniać z czasem, wraz ze wzrostem naszej zamożności, ale to proces długotrwały. Każdy inny sposób ogrzewania jest wygodniejszy od opalania węglem, więc nie chce mi się wierzyć, że ktoś woli zaiwaniać z węglem na czwarte piętro kamienicy, aby rozpalić w piecach, zamiast przyciskiem włączyć ogrzewanie elektryczne czy piecyk gazowy. Robi to, bo nie stać go, aby coś zmienić.

Świadomość jest ważna, przepisy promujące inne surowce stosowane do ogrzewania również, ale dla wielu ludzi zakaz używania węgla równałby się zimnemu mieszkaniu. Nie zapominajmy o tym. I nie chodzi tu o funkcjonujące dotacje do kosztów zmiany ogrzewania – one nie rozwiążą problemu. Kupno innego pieca to jednorazowy wydatek, a wyższe koszty ogrzewania trzeba ponosić już na stałe. W tym tkwi problem.

Skoro szybko nie można uporać się ze smogiem, tym bardziej warto oczyszczać wodę deszczową. Kanalizacje burzowe nie są tylko po to, aby nie było kałuż na chodnikach i ulicach. Rzecz w tym, aby zbierały wodę po to, aby ją oczyścić i czystą oddać środowisku. A to wcale nie jest tak skomplikowana rzecz, jak zlikwidowanie smogu. Odkąd moje miasto wprowadziło opłatę za odbiór i oczyszczanie deszczówki, mój czynsz wzrósł o… 1,86 zł. W tym przypadku nie możemy mówić o barierze ekonomicznej.

Vladimir Makowsky, Odwiedziny u biedaków
Vladimir Makowsky, Odwiedziny u biedaków

 

 

 

red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +7, liczba głosów: 7)
Loading...
The following two tabs change content below.