W TVP tego nie zobaczycie! Edukacja seksualna po norwesku.

Lustracja i edukacja seksualna to dwa z kilku gorących politycznie tematów w Polsce. Lustrację sobie dziś odpuszczę, bo ile można, zajmę Państwa dla wytchnienia edukacją seksualną.  Moja nieoceniona siotra podsunęła mi serię krótkich programów edukacyjnych zrealizowaną przez norweską telewizję publiczną NRK. Być może niektórzy z Państwa już to widzieli, bo programy sprzed kilku lat,  ja jednak popadłam w zachwyt. Oglądając je myślałam o tym, z jak różnych planet pochodzą nasze społeczeństwa, geograficznie wydawałoby się bliskie, mentalnie kosmicznie odległe. Jeśli chodzi o stosunek do seksualności bliżej nam do Kataru i Arabii Saudyjskiej niż do Norwegii. Wyobrażają sobie Państwo taki program w TVP?

Natalia Wilk przetłumaczyła program, Kuba  Danecki podłożył napisy, telewizja NRK zaakceptowała je, więc mogą Państwo zobaczyć jak to się robi w Norwegii.  W tłumaczeniu już jest odcinek o cipkach. Życzę miłego odbioru, a tych, którym jeszcze chciałoby się przeczytać parę zdań na ten temat, zapraszam do dalszej lektury. Aha – i nie polecam wrzucać filmu na FB. Administracja (po uprzednim donosie oczywiście któregoś z Państwa przemiłych znajomych) zablokuje Państwu konto. Dajcie link do artykułu, nie bezpośredni link do filmu. ( FB jak wiadomo jest amerykański, a Amerykanie też wylosowali grupę z nami, Katarem i Arabią Saudyjską)

Przez prawie 10 lat, kolejno w trzech różnych stacjach radiowych, prowadziłam wraz dr Andrzejem Depko, prezesem Polskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej,  edukacyjno-poradnikowy program o seksie. Tych programów  mieliśmy ok. pół tysiąca, odbyliśmy w nich kilka tysięcy rozmów telefonicznych ze słuchaczami, dostaliśmy kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt tysięcy mejli. Jeden telefon, jeden mejl to jeden problem. Myślę, że naprawdę dowiedzieliśmy się wiele o polskiej seksualności.

Przez te 10 lat wiele rzeczy się zmieniało, nasi najmłodsi słuchacze dorastali,  wchodzili w związki, dziękowali nam często za jedyną fachową edukację seksualną,  którą dzięki naszemu programowi odebrali.

Zawsze miałam wrażenie, że pływamy sobie na jakiejś wyspie, nie jesteśmy oczywiście jedyną wyspą na polskim oceanie pruderii, ignorancji i hipokryzji, ale wciąż jedną z nielicznych.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Wciąż przytaczam tę anegdotę, ale moim zdaniem ona świetnie obrazuje skalę naszych zahamowań, obskurantyzmu i pomieszania pojęć.  Kiedyś w ostrej kłótni pewna wykształcona i obyta kobieta, moja rówieśniczka, matka dzieciom, wydawałoby się światła, liberalna, nowoczesna wykrzyczała mi z obrzydzeniem w twarz, że mówienie na antenie wyrazu „łechtaczka” jest pornografią.

Dominujący w Polsce od wielu lat konserwatywni politycy pod dyktando Kościoła i zapewne również pod dyktando własnych kompleksów (ale to się da leczyć, naprawdę!), jak mantrę powtarzają, że edukacją seksualną dzieci powinni się zająć rodzice. Zwolennicy edukacji szkolnej twierdzą, że owszem ale tylko wtedy gdy rodzice sami potrafią to zrobić, są wykształceni, otwarci i nie wstydzą się „tych spraw”. Powyższy przykład pokazuje, że ani wykształcenie, ani pozorna „otwartość” nie chronią przed hipokryzją i głupotą.

Nigdy nie zrozumiem, dlaczego mówienie w mediach o grzybicy stóp jest dopuszczalne, a np. o anorgazmii nie. To choroba i to choroba. Jedno i drugie dotyczy naszego ciała i zdrowia. Jaka jest różnica, poza funkcjonalnymi, między dużym palcem stopy a łechtaczką, uchem a penisem, policzkiem a wargami sromowymi? To są wszystko części naszego ciała, równorzędne, wszystkie tak samo potrzebne i tak samo piękne.  Zwłaszcza, jeśli prawdą jest, że zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga – zapewne On lub Ona wszystkie te cudowne narządy posiada.

Skoro już jesteśmy przy Bogu (lub Bogini) – Kościół straszy edukacją seksualną, która prowadzi do „seksualizacji dzieci” i zbyt wczesnej inicjacji, tymczasem polskie nastolatki, pozbawione fachowej edukacji seksualnej, wiedzę o seksie czerpią z powszechnie dostępnej internetowej pornografii. Grupa edukatorów seksualnych PONTON prowadzi co roku wakacyjny telefon zaufania, jak opisali w  raporcie z 2015 r : „Z jednej strony zainteresowanie seksualnością jest normą rozwojową dla dorastającej młodzieży, z drugiej strony można odnieść wrażenie, że pytania, jakie zadawała młodzież są mniej lub bardziej inspirowane przez pornografię czy portale erotyczne. Młode osoby często wprost komunikują, że oglądają pornografię: · „czy masturbacja przy filmach pornograficznych jest normalna?” · ,„mam problem, oglądam pornosy i czy to normalne, że mam 12 lat i mnie to wciąga”. Pornografia jest dla młodzieży swoistą wyrocznią, punktem odniesienia do pytań o seksualność. Zdarzało się, że pytania zaczynały się od słów: „na filmach porno tak robią”. Inne sformułowania pojawiające się w zgłoszeniach pośrednio sygnalizują, że osoba miała kontakt z pornografią lub stronami erotycznymi – w pytaniach pojawia się prośba o wyjaśnienie pojęć takich jak np.: „seks grupowy”, „dildo”, „kamasutra”, „pissing”, „milf”. Zdarza się, że pytającymi są bardzo młode osoby, nawet 10, 11-letnie. Fakt ten można powiązać z powszechnością treści o charakterze seksualnym w mediach. To powoduje, że do młodych ludzi trafiają informacje związane z seksualnością nieadekwatne do ich wieku, pokazujące seksualność w wypaczony sposób. Jednocześnie młody człowiek nie ma kontaktu z rzetelną wiedzą dostosowaną do potrzeb rozwojowych, a edukacja w domach i szkole jest cały czas niewystarczająca.”

Z naszego programu pamiętam nastolatkę, u której doszło do perforacji  ścianki odbytu podczas uprawiania seksu analnego z dwoma kolegami – chłopcy naoglądali się pornoli i uznali, że tak się w tym wieku z koleżankami należy bawić. A ona nie wiedziała, że może im odmówić. I na filmie nikt nie pokazał, że jeżeli w ogóle, to dla bezpieczeństwa należy użyć lubrikantu. Bo pornografia to nie edukacja, to bajka dla dorosłych, którzy już wiedzą, czym jest seks, czułość, relacja i odpowiedzialność i chcą sobie ubogacić życie erotyczne.

Pamiętam też parę dwudziestolatków, którzy sypiali w jednym łóżku – on w  bokserkach i piżamie, ona w majtkach i dwóch parach spodni od piżamy. Zadzwonili do nas przerażeni, z pytaniem, czy śpiąc  w ten sposób obok siebie, nie uprawiając seksu, może jednak dojść do zapłodnienia.

Komu zależy na tym, żeby młodzi ludzie żyli w takim stresie nie mając zielonego pojęcia o mechanizmach zajścia w ciążę, lub robili sobie krzywdę nie potrafiąc odróżnić porno-fikcji od rzeczywistości? Czy rodzice, którzy nie godzą się na edukację seksualną w szkołach, zgodziliby się, by ich dzieci skakały ze spadochronów bez uprzedniego kursu z instruktorem? Lub wyruszały w rejs jachtem po Mazurach zanim nauczą się pływać?

W 2002 roku Światowa Organizacja Zdrowia, do której należy Polska, uchwaliła 11 punktową Deklarację Praw seksualnych, oto dwa z jedenastu praw, które się nam wszystkim w zakresie seksualności należą:

  1. Prawo do informacji seksualnej opartej na badaniach naukowych

Prawo to mówi, że poszukiwanie informacji dotyczących seksualności człowieka musi być realizowane na drodze rzetelnych i nienaruszających zasad etycznych badań naukowych, a odpowiednie rozpowszechnianie informacji będzie następować na wszystkich poziomach społecznych.

  1. Prawo do wyczerpującej edukacji seksualnej

Edukacja seksualna jest procesem trwającym od momentu narodzin przez całe życie i powinny być w nią zaangażowane wszystkie instytucje społeczne.

 

 

red. Natalia Wilk-Sobczak
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +105, liczba głosów: 123)
Loading...