Wojenne zbrodnie Henry’ego Kissingera podstawą sporu między Hillary Clinton a Berniem Sandersem

Na czwartkowej debacie prezydenckiej demokratów między Hillary Clinton a Berniem Sandersem odbyła się dyskusja dotycząca tego, czy Henry Kissinger jest sędziwym mężem stanu czy pariasem. Spór ten odsłonił różnice w ich podejściu do polityki zagranicznej.

Clinton i Sanders stoją po przeciwnych stronach tego sporu. Kandydatka preferuje politykę zagraniczną opartą o rozwiązania militarne, co właściwie odpowiada strategii Kissingera. Sanders natomiast reprezentuje marginalizowanych zwolenników polityki nieinterwencyjnej, którzy najzwyczajniej w świecie nie mogą wybaczyć komuś, kto ma na swoich rękach krew miliona ludzi.

Dan Froomkin jest dziennikarzem dla niezależnego, internetowego serwisu informacyjnego The Intercept. Wcześniej pisał dla Washington Post i był korespondentem dla Huffington Post. Tekst z oryginału angielskiego tłumaczyła Natalia Wilk-Sobczak. Zredagowała Aleksandra Korczak. 

Kwestia Kissingera to swoisty pryzmat, przez który można zauważyć, co tak naprawdę jest istotą konfliktu między Clinton a Sandersem. Najpierw jednak trzeba zrozumieć kim jest Kissinger – a tego z pewnością wielu wyborców jeszcze nie pojmuje.

Niektórzy mgliście przypominają sobie, ze Kissinger zdobył Pokojową Nagrodę Nobla za wysiłki włożone w zakończenie wojny w Wietnamie (jak powiedział niegdyś komediant, Tom Lehrer, nagroda uczyniła z politycznej satyry przeżytek) i że odegrał istotną rolę w nawiązaniu przez prezydenta Nixona pokojowej relacji z Chinami.

Ale wielu obserwatorów z lewicowymi poglądami w kwestii polityki zagranicznej złorzeczy Kissingerowi. Uważają go za amoralnego egoistę, który ułatwiał działania dyktatorom, rozszerzył wojnę w Wietnamie na Kambodżę, umożliwił Czerwonym Khmerom dokonywanie zbrodni na ofiarach reżimu, wyreżyserował ludobójstwo we Wschodnim Timorze, obalił demokratycznie wybrany lewicowy rząd w Chile i, jakby tego było mało, zachęcał Nixona do nagrywania swoich politycznych adwersarzy.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Najpierw przypomnijmy sobie, co wydarzyło się na debacie.

 

SANDERS: Z panią sekretarz różnimy się znacznie. W ostatniej debacie i, jak sądzę, w jej ostatniej książce – swoją drogą bardzo dobrej książce – pani sekretarz mówiła o otrzymaniu aprobaty, wsparcia i doradztwa ze strony Henry’ego Kissingera. Teraz wydaje mi się to rażące, ponieważ uważam Henry’ego Kissingera za jednego z najbardziej destruktywnych sekretarzy stanu w nowoczesnej historii tego kraju.

(APLAUZ)

Jestem dumny z tego, ze Henry Kissinger nie jest moim przyjacielem. Nie zasięgnę porady u Henry’ego Kissingera. W zasadzie działania Kissingera w Kambodży, kiedy USA zbombardowało ten kraj, obaliły księcia Silhanouka, zdestabilizowały kraj, stwarzając okazję Pol Potowi i Czerwonym Khmerom na wejście do Kambodży i zmasakrowanie trzech milionów niewinnych ludzi, czyli na dokonanie jednego z najgorszych ludobójstw w historii świata, więc zaliczajcie mnie do osób, które nie będą słuchać Henry’ego Kissingera.

(APLAUZ)

CLINTON: Cóż, wiem, że dziennikarze pytali pana, kogo pan słucha w kwestii polityki zagranicznej, i do tej pory nie wiemy kto to jest.

SANDERS: Z pewnością nie jest to Henry Kissinger.

CLINTON: W porządku. Rozumiem.

(ŚMIECH)

Wie pan, ja słucham wielu ekspertów z różnych dziedzin. Oprócz narzekań, warto przypomnieć sobie jego wysiłki związane z nawiązaniem relacji z Chinami, które wciąż stanowią ogromne wyzwanie, jego trwające przyjazne stosunki z przywódcami Chin, to są przecież niezwykle pożyteczne relacje dla Stanów Zjednoczonych Ameryki.

(APLAUZ)

Więc jeśli chcemy wybrać ludzi, których słucham, ludzi, których nie słucham i ludzi, których słucham w pewnych kwestiach, sądzę, że  wówczas musimy być fair i patrzeć na cały świat, ponieważ jest on ogromny i skomplikowany. [To są jej słowa]

SANDERS: O, tak jest.

CLINTON: I owszem, ludzie, z którymi nie zgadzamy się w pewnych kwestiach, mogą mieć wgląd w wiele spraw, mogą pielęgnować pewne relacje, które z perspektywy bezpieczeństwa USA są po prostu ważne.

(APLAUZ)

SANDERS: Uważam, że patrzymy tu z zupełnie innej, historycznej perspektywy. Kissinger był jednym z  tych ludzi, którzy podczas wojny w Wietnamie mówili o teorii domina. Nie wszyscy to pamiętają. Pani pamięta, ja pamiętam. Teoria domina, sama pani wie, polegała na tym, że jeśli Wietnam się wyzwoli, Chiny zrobią to i to. Sam Kissinger o tym mówił, o wielkim zagrożeniu ze strony Chin.

I po wojnie ten właśnie facet, tak, ma pani rację, nawiązał stosunki z Chinami, ale to on przepchnął różne umowy handlowe, jak tylko korporacje weszły na rynek chiński. Sam ostrzegał nas przed tą okropną, autorytarną, komunistyczną dyktaturą, a teraz zachęca firmy do tego, by tutaj zamykały swoje interesy i przenosiły się do Chin. Ten facet to nie jest mój typ.

(APLAUZ)

Bernie Sanders i Hillary Clinton na debacie prezydenckiej
Bernie Sanders i Hillary Clinton na debacie prezydenckiej

Greg Grandin, profesor historii na Uniwerystecie w Nowym Jorku, w samą porę opublikował książkę Kissinger’s Shadow: The Long Reach of America’s Most Controversial Statesman. W swoim artykule w The Nation zrobił zwięzłe podsumowanie tej publikacji:

Rozważmy niektóre z osiągnięć Kissingera, gdy urzędował jako główny doradca prezydenta Richarda Nixona w sprawach polityki zagranicznej:

  1. Wydłużył wojnę w Wietnamie o bezsensownych pięć lat.
  2. Nielegalnie zbombardował Kambodżę i Laos.
  3. Zachęcał Nixona do nagrywania dziennikarzy i osób pracujących w jego otoczeniu.
  4. Ponosi odpowiedzialność za trzy ludobójstwa: w Kambodży, na Timorze Wschodnim i w Bangladeszu.
  5. Namawiał Nixona do ścigania Daniela Ellsberga za ujawnienie opinii publicznej tajnych dokumentów Pentagonu, a to z kolei wywołało lawinę wydarzeń prowadzącą do upadku prezydentury Nixona.
  6. Wspierał służby specjalne Pakistanu i zachęcał je do politycznego wykorzystywania islamu, aby zdestabilizować Afganistan.
  7. Uzależnił kraj od petrodolarów napływających z tytułu sprzedaży ropy naftowej przez Arabię Saudyjską i Iran, wówczas jeszcze przed rewolucją.
  8. Nakręcał niepotrzebną wojnę domową w południowej Afryce, w imię wspierania zwierzchnictwa białych, pozbawiając miliony ludzi życia.
  9. Wspierał zamachy stanu i szwadrony śmierci w Ameryce Łacińskiej.
  10. Starał się przypodobać Dickowi Cheneyowi i Paulowi Wolfowitzowi, pierwszym neokonserwatystom, którzy wynosili amerykański militaryzm na kolejny katastrofalny poziom. O tym wszystkim można przeczytać tutaj: Kissinger’s Shadow.

Nie mamy pełnego rejestru ofiar, ale w przybliżeniu około trzech, może nawet cztery miliony ludzi poniosło śmierć w wyniku działań Kissingera. Nie wiemy dokładnie, ilu ludzi zginęło w południowej Afryce, ale liczba ta jest prawdopodobnie zaniżona.

Dzisiejsze zwielokrotnione kryzysy i sprzeczności w polityce zagranicznej są wynikiem tego, co Kissinger robił w latach 1968-1977. Zależność od saudyjskiej ropy? To Kissinger. Instrumentalne używanie radykalnego islamu w celu destabilizacji sowieckich sojuszników, co odbiło się na USA – to też Kissinger. Niestabilny wyścig zbrojeń na Bliskim Wschodzie? Oczywiście, że Kissinger. Rywalizacja sunnicko-szyicka? Znowu Kissinger. Impas w stosunkach izraelsko-palestyńskich? Kissinger. Radykalizacja Iranu? „Akt szaleństwa”, tak weteran, dyplomata George Ball określił stosunki Kissingera wobec Shaha. Militaryzacja Zatoki perskiej? Kissinger, Kissinger i jeszcze raz Kissinger.

Eseista Christopher Hitchins zbadał zbrodnie wojenne Kissingera i przedstawił swoje badania w książce The Trial of Henry Kissinger (Rozprawa Henry’ego Kissingera, 2001). Wymienia kluczowe elementy tej sprawy:

  1. Planowanie masowych zabójstw w Indochinach.
  2. Zaplanowana zmowa w kwestii masowych morderstw, a później także zabójstw w Bangladeszu.
  3. Osobiste przekupywanie i planowanie morderstwa na wybranym w demokratycznych wyborach prezydencie Chile, Salvadore Allende.
  4. Zaplanowanie morderstwa na prezydencie demokratycznego kraju, Cypru.
  5. Podżeganie do ludobójstwa na Wschodnim Timorze.
  6. Zaplanowanie porwania i morderstwa na dziennikarzu z Waszyngtonu.

Więcej wiemy o roli Kissingera w ludobójstwie w Indochinach niż na Wschodnim Timorze. Autor Charles Glass tak pisał o tym w 2011 roku:

„6 grudnia 1975 r. Kissinger i Gerald Ford spotkali się z prezydentem Suharto w Indonezji i obiecali zwiększyć dostawy broni w celu podtrzymania indonezyjskich działań mających osłabić Wschodni Timor, byłą portugalską kolonię. Kissinger wymyślił, że atak odbędzie się pod pretekstem samoobrony. Jednak nikt na Wschodnim Timorze nie zaatakował wcześniej ani nie planował ataku na Indonezję, więc ten motyw był bezzasadny. Kissinger nalegał mimo to. Poprosił tylko Suharto, aby atak odbył się po tym, jak on i Ford opuszczą Jakartę. Prawdopodobnie liczył na to, że opinia publiczna nie połączy konferencji w Jakarcie z inwazją, szczególnie, że Kissinger i Ford będą już  w Waszyngtonie w momencie, kiedy zaczną się ataki. I gdy prześledzimy to, co mówiły wtedy media, miał rację.

Henry Kissinger
Henry Kissinger

Indonezyjska armia zaatakowała 7 grudnia, dokonując rzezi na 1/3 populacji. Indonezyjska armia zamordowała pięciu dziennikarzy z Australii. Poza tym prasa zignorowała inwazję i następującą po niej okupację. Dobra robota, Henry.”

Zanim Suharto został obalony w 1998 r. Kissinger zaczął zarabiać porządne pieniądze na doradzaniu takim ludziom, jak Suharto, jakie metody stosować, aby skutecznie przeprowadzać tego rodzaju zbrodnie. Jednocześnie kreował się na sędziwego rzecznika stanu, którego się słuchało z uwagą, za którego rady się płaciło. Był patriotą, którego miłość do kraju trwała krótko – najpierw wziął udział w komisji badającej przyczyny zamachów z 11 września, a potem wyszły na jaw jego stosunki z saudyjską rodziną królewską, a konkretnie ile pieniędzy saudyjski król zapłacił Kissingerowi za jego doradztwo.

Kissinger wciąż odgrywa swoją rolę w polityce zagranicznej, czego idealnym przykładem jest treść wystąpień Hillary Clinton, jego długoletniej fanki i koleżanki. W listopadzie zeszłego roku recenzowała dla Washington Post ostatnią książkę Kissingera pt. „Porządek świata”. Tutaj jest podsumowanie.

Clinton tak zrecenzowała tę publikację: „Stary, dobry Kissinger ze swoją wyjątkową kombinacją szerokiego spojrzenia i przenikliwości oraz zręczności w kojarzeniu i wydobywaniu najważniejszych informacji. (…) Jego analizy, mimo pewnych rozbieżności w konkretnych obszarach polityki, w dużej mierze wpisują się w szeroką strategię prowadzoną przez administrację Obamy, której wysiłki przez ostatnich sześć lat zmierzały do tego, aby zbudować globalne fundamenty bezpieczeństwa i współpracy na XXI wiek.”

Według niej Kissinger okazał się „Zaskakująco idealistyczny. Nawet jeśli są jakieś napięcia między wartościami a innymi celami, on przypomina nam, że Ameryka odnosi sukces, broniąc tych wartości, a nie zaniedbując je, i jest liderem poprzez łączenie ludzi i społeczeństw – które stanowią źródło prawowitości – a nie jedynie rządów.”

Dalej pisze: „Kissinger jest przyjacielem. Mogłam polegać na jego radach, kiedy byłam sekretarzem stanu. Odwiedzał mnie regularnie, dzieląc się ze mną swoimi przenikliwymi obserwacjami na temat przywódców zagranicznych i wysyłając mi pisemne raporty ze swoich podróży. Choć często różniliśmy się w naszych poglądach na świat, to, co jest wyraźne w tej książce, to to, że my i prezydent Obama dzielimy tę samą wiarę w konieczne przywództwo Ameryki w służbie sprawiedliwego i liberalnego porządku.”

Mamy dwa różne poglądy na temat Kissingera, przy czym różnica nie jest jedynie akademicka czy historyczna. Ponieważ to, jak kandydat na prezydenta wyraża się na temat Kissingera, jest wyraźnym znakiem jego lub jej światopoglądu, przyjrzawszy się temu można z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć jakie ona lub on będzie podejmować decyzje, kiedy już zasiądzie na fotelu prezydenta. Ponadto sugeruje to także jakich ludzi od dyplomacji, obrony, bezpieczeństwa narodowego i służb specjalnych zatrudni nowy prezydent.

Sanders nie wyraził się jasno do kogo zwróci się w kwestiach związanych z polityką zagraniczną, jeśli w ogóle zwróci się do kogokolwiek, Clinton natomiast wyraźnie wybiera spośród ludzi już tworzących politykę zagraniczną Waszyngtonu.

Pracują oni w takich miejscach jak Albright Stonebridge, firmie zajmującej się globalnymi strategiami i doradztwem biznesowym, prowadzona przez byłą sekretarz stanu Medeline Albright, wierną zwolenniczkę Clinton. Pracują też w Beacon Global Strategies, które także zapewnia doradztwo w sprawach polityki zagranicznej ludziom na wysokim szczeblu: nie tylko Clinton, ale tez Marco Rubio i Tedowi Cruzowi. Kolejna firma to Kissinger Associates. Co ciekawe, Bob Hormatz, który pełnił funkcję wiceprezesa w Goldman Sachs, zanim został doradcą Clinton, gdy była sekretarzem stanu, obecnie pomaga jej w kampanii, jednocześnie pełniąc funkcję wiceprezesa w firmie Kissinger Associates.

Chas Freeman, były dyplomata, zwolennik nieinterweniowania w sprawy Bliskiego Wschodu, który stwierdził tak:

„Nie ma żadnej debaty, ponieważ wszyscy w administracji w Waszyngtonie mają zapędy interwencjonistyczne, militarystyczne, są zniewoleni neokonserwatywnym myśleniem, gnieżdżą się po stronie Republikanów, a także w grupie Clintonowej.”

Henry Kissinger jest zatem sprawdzianem dla polityki zagranicznej. Ale nie licz na to, że media głównego nurtu pomogą ci to zrozumieć. Wyobraź sobie dwa rodzaje ludzi: tych, którzy spoufalają się z Kissingerem na przyjęciach koktajlowych i tych, którzy bez wahania spluną mu w twarz. Elitarne media w Waszyngtonie bez wyjątku zaliczają się do tej pierwszej kategorii. Prawdopodobnie każdego, kto splunąłby w twarz Kissingerowi, posadziliby w areszcie.

Widzą bowiem tylko jedną stronę, nie chcą wnikać głębiej, nie są zainteresowani eksplorowaniem tematu. A na podniesioną przez Sandersa kwestię roli Kissingera w Wietnamie reagują lekceważącym „Oh, God.”

 

red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +16, liczba głosów: 16)
Loading...