Byle zacząć wszystko od nowa – rozmowa z Syryjczykiem, który nie wierzy w dżihad

Abdullah Saleh jest przedstawicielem syryjskiej klasy młodych, wykształconych, z wielkich ośrodków, dość licznie ostatnio zasilających europejskie miasta. Nie gwałci i nie wysadza się w miejscach publicznych, więc nie przyciąga uwagi kamer z całego świata. Zamiast tego woli pracować i studiować. Opowiada, dlaczego młodzi Syryjczycy opuszczają swój kraj, zamiast o niego walczyć i o tym, co myśli o swoich mniej cichych rodakach.

Rozmawia Robert Szklarz.

Dlaczego wyjechałeś z Syrii?

Już przed wojną w moim kraju nie było idealnie. Oczywiście w porównaniu do tego, co jest teraz, żyło nam się spokojnie i bezpiecznie, ale było to bezpieczeństwo pozorne, bo wywoływał je strach. Baliśmy się zrobić cokolwiek przeciwko rządowi, bo to oznaczało więzienie, a stamtąd człowiek wychodzi odmieniony.

Znałeś kogoś, kto poszedł do więzienia?

Jeden mój przyjaciel, już w czasie wojny, poszedł tylko spotkać się z przyjaciółmi. Po drodze został aresztowany. Gdy wyszedł, miał nogi i ramiona pełne blizn. Strażnicy gasili na nim papierosy. To tylko przykład człowieka, którego znałem. Podobnych historii jest mnóstwo.

Wesprzyj #Medium

Prowadziłeś zwyczajne życie, jak miliony ludzi na świecie w Twoim wieku. Praca, uniwersytet, a potem się wszystko jednego dnia zmieniło?

Tak naprawdę to nie było nagle. Wszystko zaczęło się na południu, a potem powoli ogarniało całą Syrię, aż dotarło do Damaszku. Przez dzielnicę, w której mieszkałem przebiegała jedyna autostrada między centrum miasta i przedmieściami, więc była to bardzo napięta okolica. Wiele razy stamtąd uciekaliśmy, ale czasem nie mogliśmy się wydostać przez zablokowane drogi. Byliśmy uwięzieni w swoich domach. Nie mogliśmy nawet wyjrzeć przez okno.

Kiedy zrobiło się naprawdę niebezpiecznie, wyjechaliśmy. Byliśmy jednymi z ostatnich, spośród naszych sąsiadów, którzy opuścili swoje domy.

Co takiego było niebezpiecznego w tej dzielnicy?

Wiesz, co to są naloty? To przez nie. Żołnierze Asada nie mogli wejść do naszej dzielnicy, więc nas bombardowali.

Kogo oni tam bombardowali? Cywili?

Tak naprawdę mieli to gdzieś. Mój przyjaciel zginął w nalocie, we własnym domu. Kiedy myślisz o domu, kojarzy ci się on z bezpieczeństwem. Aż tu nagle spada bomba i zabija ciebie i całą twoją rodzinę. W Syrii nie ma już bezpiecznych miejsc.

To śmierć, a jak wyglądało życie?

Poza blokadami, które utrudniały dojazd gdziekolwiek, problemem były ceny. Weźmy taki przykład. Jeszcze w Syrii byłem palaczem. Paczka papierosów przed wojną kosztowała 75 lir. Za ostatnią, którą tam kupiłem zapłaciłem 280 lir. Wszystko drożało. Dało się zarobić trochę pieniędzy, ale coraz mniej można było za nie kupić. Ludzie tam skupiali się tylko na przeżyciu. To nie było życie.

Czemu w tak beznadziejnej sytuacji nie chciałeś walczyć za swój kraj?

Dla kogo? Obie strony były złe. Nie dało się wybrać tej właściwej, żeby za nią walczyć i umierać. Wiemy na pewno, że reżym Asada jest zupełnie skorumpowany. Jak walczyć za kogoś, kto bombarduje własnych ludzi?

A co z FSA, z rebeliantami?

Na początku robili kawał dobrej roboty. Walczyli uczciwie i rzeczywiście reprezentowali ludzi. Ale potem też zaczęli dbać głównie o własne interesy, kraść i mordować. W końcu połączyli się z al-Nusrą, doszedł problem ISIS i wszystko się stało naprawdę skomplikowane. Przestawałeś mieć ogląd, kto jest dobry, kto zły, kto walczy za ciebie, kto przeciwko tobie. Na nikim nie można było polegać. W tej wojnie nie ma dobrej strony.

Dlatego wyjechałeś z Syrii i mieszkałeś w Turcji?

Tak, przez dwa lata.

Jak traktowali was Turcy?

Moim zdaniem termin „syryjski uchodźca” odnosi się tam tylko do tych, którzy mieszkają w obozach dla uchodźców przy granicy. Tych mieszkających w miastach na zachodzie kraju traktują jak ludzi, którzy uciekli przed wojną. Przymyka się na nich oko. Mogą na czarno wynajmować mieszkanie i pracować i jest na to przyzwolenie.

Niektórzy moi znajomi nielegalnie przekroczyli granicę i na paszport wynajęli mieszkanie. Nikogo nie obchodzi, czy oni żyją, czy są martwi, głodni, czy jest im zimno. Syryjczycy są zdani tylko na siebie. Na początku jeszcze wydawali nam pozwolenia na pobyt, ale to już się skończyło. Nikt nie dostaje już żadnych papierów.

Więc praca dla Syryjczyków w Turcji jest nielegalna?

Tak. Może 5 proc. z nich pracuje w Turcji legalnie, z pozwoleniem na pracę. Ale co to jest w porównaniu do ponad 3 milionów ludzi, którzy tam uciekli? Ja miałem szczęście być w tej małej grupie. Dostałem pozwolenie na pobyt, bo kiedy przyjechałem do Turcji, jeszcze je rozdawali.

Dlaczego więc wyjechałeś z Turcji i pojechałeś do Niemiec?

Widać było, że ludzie w Turcji mieli już nas dość. Zmienili się. Na początku byli bardzo mili i gościnni. Potem coraz częściej można było się spotkać nawet z agresją. Winni temu są też sami Syryjczycy. Zachowywali się nieodpowiednio, wszczynali bójki i Turcy zaczęli mieć o nas mylne pojęcie. Myśleli, że wszyscy tacy jesteśmy.

Nie ma tam dla nas żadnej przyszłości. Można tam tylko pracować na czarno i egzystować do kolejnego dnia.

Podobno 80 proc. Syryjczyków przekraczających grecką granicę to młodzi mężczyźni.

To prawda. Wynika to z tego, że młodzi ludzie uciekają przed służbą wojskową. Teoretycznie w Syrii trwa ona dwa lata, ale tak naprawdę jak już raz cię wezmą, to nigdy nie wypuszczą. Do tego teraz w armii musisz zabijać. Jak tego nie zrobisz, to zabiją ciebie. Ludzie nie chcą zabijać. Już wolną opuścić swoje rodziny, przyjaciół i miasta.

A co z Twoją rodziną?

Z Syrii uciekliśmy razem. Potem, jeszcze przede mną, do Grecji wyjechał mój ojciec i brat. Ja wtedy nadal mieszkałem w Stambule. Pracowałem na bazarze za marne pieniądze i coraz bardziej zdawałem sobie sprawę z tego, że nie ma dla mnie w Turcji przyszłości. Gdy mój ojciec dostał pozwolenie na pobyt w Danii, mógł sprowadzić moją mamę i siostry, więc nie musiałem już pracować, żeby ich utrzymać. Sam mogłem wyjechać.

Jak wygląda kwestia łączenia rodzin?

Rodzinę można sprowadzić w kilku przypadkach. Jeśli jesteś żonaty, może do ciebie dołączyć żona. Jak masz dzieci, możesz je ściągnąć, jak mają mniej niż 18 lat. Z tego powodu ja i mój brat musieliśmy sami płynąć do Grecji. Nasze siostry nie miały 18 lat, więc mogły do Danii po prostu polecieć.

Jest jeszcze trzeci przypadek. To zrobił mój wujek. Nie było go stać na podróż dla siebie i swojej rodziny, więc dał swojej 10-letniej córce podrobiony paszport i wysłał ją do Szwecji samolotem, oczywiście pod opieką kogoś dorosłego. Jak już dostała azyl, mogła sprowadzić swoich rodziców i rodzeństwo. To bardzo ryzykowna metoda. Kiedyś była możliwa, bo dzieci były mniej dokładnie sprawdzane na granicy, ale teraz i one są kontrolowane.

Kiedy przyjechałeś do Niemiec, jak byłeś traktowany?

W Niemczech są dwa typy ludzi. Młodzi raczej rozumieją naszą sytuację. Spotykam się tutaj z osobami w moim wieku, które są wspaniałe, naprawdę wspaniałe. Pomagają mi, jak mogą i próbują ułatwić mi zadomowienie się tutaj.

Ale z drugiej strony są też naziści, choć jest ich bardzo mało. Widziałem kiedyś, jak ich grupka zaczepiała kobietę w hidżabie. Mi się nigdy nic nie stało. Co prawda, noszę brodę, ale z moją fryzurą i okularami wyglądam raczej jak hipster niż muzułmanin (śmiech).

Jak wygląda biurokracja?

Procedury są naprawdę uciążliwe. Rozumiem, że jest mnóstwo uchodźców, masa pracy i ośrodki są bardzo zatłoczone, ale wiem, że przy odrobinie chęci mogliby to ogarnąć. Czasem nie rozumiem, dlaczego pozwalają ludziom czekać po 14-16 godzin w kolejkach na zewnątrz, na mrozie. Mi też to się zdarzało.

Jaki jest teraz twój status?

Złożyłem już wszystkie podania i w tym momencie mogę tylko czekać. Jak dostanę papiery będę mógł pracować i studiować, ale podobno czasami zajmuje to nawet rok. Wyobrażasz to sobie? Przez rok nie możesz pracować. Przecież po takim czasie nieróbstwa jest się strasznie rozleniwionym. I to poczucie uzależnienia…

Jesteś uzależniony od pieniędzy, które daje ci niemiecki rząd?

Nie można polegać na tych pieniądzach. To są takie kieszonkowe, na papierosy, szampon – nie da się z tego wyżyć. Teraz mi dają mi tylko trochę pieniędzy (około 140 euro na miesiąc), bo w miejscu gdzie teoretycznie powinienem teraz przebywać jest jedzenie. Ale szczerze mówiąc jest kiepskie, 250 osób w jednym pomieszczeniu. Teraz mieszkam u przyjaciela, więc nie muszę siedzieć w obozie, ale też przez to muszę polegać na naprawdę małych pieniądzach, które szybko mi się kończą.

A co sądzisz o innych Syryjczykach w Niemczech? Na pewno słyszałeś o tym, co się działo podczas Sylwestra w Kolonii, kiedy imigranci napastowali seksualnie kobiety?

Jeśli o mnie chodzi, to większość tych ludzi bym po prostu deportował, gdziekolwiek, nawet na pustynię. Naprawdę wiele ludzi nie zasługuje na to, by tu być, w tym społeczeństwie. Nie mówię, że niemieckie, i w ogóle europejskie, społeczeństwo jest najlepsze na świecie. Każde ma swoje wady i zalety. To jest zupełnie inne od naszego i jest mnóstwo ludzi, którzy nie potrafią tego uszanować. Sam takich często spotykam i za każdym razem sprawia mi to ból.

Przyjechali do Niemiec tylko po pieniądze?

Dokładnie! Chcą tylko dostawać pieniądze i nic nie robić. Niektórzy chrześcijanie, którzy nie robili tego w Syrii, tutaj obnoszą się z krzyżami, bo liczą na lepsze traktowanie. Ja przyjechałem do Niemiec jako muzułmanin i nie zmienię mojej religii, żeby dostać jakieś większe przywileje. Jeżeli mnie przyjmiecie takiego, jakim jestem, będę bardzo wdzięczny i szczęśliwy.

Nie jesteś bardzo konserwatywnym muzułmaninem?

Rzeczywiście, nie jestem. Choć jako dziecko przez 6 lat chodziłem do religijnej szkoły przy meczecie, więc coś o islamie wiem.

Ludzie w Europie bardzo się boją fundamentalizmu.

Nie mam nic przeciwko temu, żeby być dumnym ze swojej religii i ją okazywać innym. Ale nie można ludzi do czegoś zmuszać.

Religia to nie jest długa broda, ani sposób, w jaki się ubierasz. To raczej sposób, w jaki traktujesz ludzi. Gdybym do ciebie podszedł i zaczął krzyczeć – jesteś złym człowiekiem, pójdziesz do piekła, bo nie jesteś muzułmaninem – to nigdy nie pomyślisz o islamie, jak o dobrej religii.

Oczywiście, że nie.

Religia to coś bardzo prywatnego, między tobą a bogiem, w którego wierzysz. Nie między tobą i ludźmi, z twojego otoczenia. Jeśli chcę być religijny, mogę przyjść do swojego pokoju i być religijnym tak bardzo, jak tylko zapragnę. Nie pokazujesz ludziom, jaki jesteś, tylko bogu, jak go traktujesz.

Kiedy latem w Stambule nosiłem krótkie spodenki, wiele osób do mnie podchodziło i musiałem się tłumaczyć, że to moja sprawa. Jak zostanę ukarany, to ja zostanę ukarany, a nie on. To moja sprawa i nic mu do tego.

A czym dla ciebie jest dżihad?

Nie sądzę, żebym jeszcze wierzył w dżihad. Coś takiego istniało w czasach Proroka, kiedy ludzie walczyli uczciwie, armia przeciwko armii, żołnierz przeciw żołnierzowi. Myślę, że to, co dzieje się teraz nie może być nazwane dżihadem.

Uważasz, że to, co robi Daesz nie może być nazwane dżihadem?

To, co robi Daesz nie może być nazwane islamem. Nie można rozprzestrzeniać swojej religii zabijając innych ludzi. Nawet w czasach Proroka, kiedy ludzie szli na dżihad, jak pokonani nie chcieli się nawrócić na islam, nikt ich nie zabijał. Miałeś wybór, jak chcesz się nawrócić na islam, to super, jak nie, też jest OK, nie zabijemy cię.

Zabijanie w imię religii wypacza religię. Weźmy zawołania „Allahu Akbar”. Dla nas to jest coś dobrego, to znaczy, „Bóg jest wielki”. Ale teraz, jak usłyszysz gdzieś „Allahu Akbar”, myślisz o bombie. W ten sposób terroryści niszczą to, czym jest islam.

Czego wymagasz od Niemiec, jako od kraju ciebie goszczącego, jako uchodźca?

Niczego. Chcę tylko szybko dostać moje papiery. Jak tylko je dostanę, mogę zacząć nowe życie. Pójść do pracy, na studia. Teraz mogę tylko czekać. Tracę czas.

Czy wrócisz do Syrii, kiedy to się wszystko skończy?

(milczenie) Nie wiem. Może w odwiedziny. Miasto, ludzie, ulice, to wszystko, co lubiłem… To wszystko już nie istnieje. To skomplikowane.


Główne zdjęcie artykułu pochodzi z portalu www.flickr.com
Autor: Evgeni Zotov