Co mieszkańcy Belgii mówią o zamachach?

Biały gołąb przysiadł na globusie, na którym widnieją gwiazdy Europy. Globus jest trzymany przez dłonie ludzi różnych ras, różnego koloru. Gołąb i globus stanowią pomnik, którego symbolika jest dość jasna – to Statua Europy, pomnik pokoju. 

Tekst na podstawie artykułu ‚We can’t live in fear’.

Ale terroryści, którzy zaatakowali Brukselę we wtorek, mieli gdzieś ową symbolikę, być może nigdy nawet nie zwrócili na nią uwagi. Statua Europy znajduje się w ogrodzie przy Kaplicy Zmartwychwstania Pańskiego- znanej również jako Kaplicy Europy – zaledwie kilkaset metrów od miejsca, gdzie terroryści wysadzili zatłoczony wagon metra, zabijając 20 osób i raniąc 130, wielu odniosło poważne obrażenia.

Jak tylko zapadła noc statua została rozjaśniona światłem nadziei, choć trochę przynosząc pocieszenie mieszkańcom miasta. W innych miejscach kilka budynków użyteczności publicznej, łącznie z wieżą elektrowni znajdujacej się na obwodnicy miasta rozświetliły się kolorami belgijskiej flagi: czarnym, żółtym i czerwonym, z sercem po środku – gestem wyrażającym miłość w obliczu strachu.

„Odważni i dzielni!”, mówi Carla, księgowa, do dwóch policjantów odblokowujących wejście do stacji metra Maelbeek, gdzie o 9:10 rano terroryści dokonali zamachu. „Robicie kawał dobrej roboty.”

Tego samego ranka 58-letnia kobieta biegła spóźniona do pracy. Gdyby wyszła punktualnie, prawdopodobnie ugrzęzłaby w środku paniki na stacji metra, gdzie doszło do wybuchu bomby-to zaledwie jeden przystanek od budynków Parlamentu Europejskiego i Rady Unii Europejskiej.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

„Codziennie mijam tę stację w drodze do pracy”, opowiada inna kobieta. „Ale wczoraj byłam w domu, gdy doszło do ataków i już z niego nie wyszłam do końca dnia. Zastanawiałam się, co się dzieje, czy znam kogoś, kto został ranny lub zabity?

To okropne. Widzieliśmy, co działo się w Paryżu w listopadzie zeszłego roku i od tamtej pory żyliśmy prawie, jak w stanie oblężenia, oczekując, że coś równie strasznego przytrafi się nam. Ale nie możemy żyć w strachu, musimy starać się żyć normalnie.”

Ale normalność została zawieszona we wtorek. Jak tylko zapadł zmierzch, a sklepy i biura zamknięto, ulice natychmiast opustoszały. Niewielu miało ochotę wyjść do miasta do baru czy restauracji. Ci, co to zrobili, zrobili to świadomie i celowo, przeciwstawiając się terrorowi, który ogarnął ich kraj, wciąż w stanie wysokiego zagrożenia. Na wielu skrzyżowaniach i poza budynkami rządowymi umundurowani i uzbrojeni żołnierze czujnie obserwują każdy mijający samochód.

Przy jednej z policyjnych barierek blisko metra Maelbeek jakiś przechodzień położył bukiet białych róż, by złożyć hołd tym, co zginęli nieopodal. Kilka mil dalej w centrum miasta na placu La Bourse jakieś grupki ludzi zebrały się, by zapalić znicze dla ofiar zamachów, porozmawiać, pomyśleć o nadchodzącej, nowej rzeczywistości.

„Obawiam się, że to co się wydarzyło nie jest zaskoczeniem,” mówi Lotta, Niemka, która, jak wielu w Brukseli, pracuje w Unii Europejskiej. „Nie dlatego, że Bruksela jest specjalnym celem, choć ma na pieńku z islamskimi ekstremistami. Raczej dlatego, że były już wcześniej ataki na Londyn, Moskwę, Paryż, więc pewne było, że kolejny atak wydarzy się tutaj, niestety.

Nie możesz zapewnić pełnej inwigilacji, chyba że chcesz żyć w takim społeczeństwie, jak w Chinach czy w Rosji, gdzie policja jest wszędzie. To straszne, ale ludzie przyzwyczajają się do tego, że takie coś się może wydarzyć. Ale nie możesz przecież żyć w ciągłym strachu i czuć się jak zwierzyna łowna. Te ataki są zupełnie przypadkowe i pozostanie w stanie ciągłego strachu na pewno nie pomoże nam prowadzić naszego dotychczasowego życia.”

Przez większą część dnia Lotta dzwoniła i pisała do przyjaciół, by upewnić się, że wszystko z z nimi w porządku, że nie utknęli w chaosie wywołanym zamachami w metrze czy na lotnisku. „Do tej pory na szczęście nikt z moich bliskich nie ucierpiał.”

Muriel Boon, producentka w belgijskiej stacji telewizyjnej przyznała się, że szok wywołany tymi okropnymi wydarzeniami dopadł ją dopiero później w ciągu dnia.

„Na początku byłam spokojna, panowałam nad tym. Ale po kilku godzianach zaczęło mi być niedobrze, za każdym razem, gdy pomyślałam o tym, co się wydarzyło w mieście, czułam nadchodzące mdłości.

Wiadomo, że mamy problem z muzułmańskimi ekstremistami, żyjącymi w pewnej części mista, ale niektórzy sądzili, że nie zaatakują tego samego miasta, w którym mieszkają. Sądzli raczej, że ich obecność nas chroni. To była oczywiście nadzieja głupich, bo terroryści mają przecież gdzieś kogo zabijają. Nie dbają o to, że zabijają innych muzułmanów, że ludzie ich religii giną w tych zamachach.”

Jak wielu innych, którzy żyją i pracują blisko Maelbeek, pani Boon też miała farta tego dnia. Jej sąsiad wychodząc z budynku zamknął ją w domu, tym samym opóźniając jej wyjście do pracy. W tym czasie doszło do jednego zamachu bombowego.

„Równie dobrze mogłabym, jak co dzień, być w pociągu i mijać tę stację metra. Byłam zła na sąsiada, teraz jestem mu wdzięczna.”

Jej przyjaciele opowiadali, że kobieta, która prowadzi kiosk na tej feralnej stacji metra, „przegapiła” moment wybuchu, ponieważ chwilę wcześniej wróciła się do domu po klucze.

„Życie jest dziwne”, zastanawia się pani Boon, „niestety nie wszyscy mieli tyle szczęścia.”

 

 

red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +2, liczba głosów: 10)
Loading...